Organy i… fortepian

   10 kwietnia 2022 roku odbył się we wrocławskim NFM koncert bazujący na szczególnie niezwykłym połączeniu instrumentów. Organy, będące bez wątpienia królem wszystkich instrumentów, bardzo niechętnie oddają swój muzyczny tron innym przedstawicielom swojego gatunku. Jeśli zrywają ze swoją władczą samotnością to raczej na rzecz chórów i całych orkiestr, czy to barokowych czy to współczesnych. Bywa, że w swoim maleńkim wcieleniu, jakim jest pozytyw, stają się bohaterem koncertów z udziałem orkiestry. W swej wielkiej, architektonicznej wersji dzielą się niekiedy dźwiękową przestrzenią ze śpiewakami, trębaczami czy skrzypkami. Zarówno skrzypek jak i śpiewak są w stanie sprostać długiemu, rozłożonemu w czasie dźwiękowi organów. Oczywiście dynamicznie nie mają szans. Słychać ich tylko wtedy, gdy organy na to pozwolą. Nie może być też mowy o obejmowaniu takiej ilości oktaw – tu wiele organów wygrywa nawet z całą orkiestrą.

   Jednak, w kwietniowy wieczór we Wrocławiu stało się coś naprawdę dziwnego. Na scenie stanęły obok siebie – konsola organowa i fortepian. Pozornie podobnych rozmiarów, nawet trochę do siebie podobne, ale pozory mylą. Konsola to tylko konsola. Kabel od niej prowadzi do właściwych organów, które zajmują kilka pięter za tylną ścianą Sali Głównej NFM. Dawniej zamiast kabla i elektrycznego sterowania od konsoli wiodły przewody mechaniczne, sprawiające, że organiści musieli pamiętać o różnych opóźnieniach związanych ze strukturą konkretnych kompletów piszczałek. Zmniejszenie dystansu z pomocą po części elektrycznego sterowania ułatwiło życie organistom i aranżerom sceny na koncerty. Sterowanie jest tylko po części elektryczne i służy do wspomagania konsol, które można rozmieszczać dowolnie w obrębie sali. Same piszczałki są poruszane w NFM podobnie jak w dawnych czasach, czyli za pomocą drewnianych abstraktów, listew przenoszących ruch w pionie i poziomie, których łączna długość wynosi w przypadku tych, wielkich organów 1850 metrów. Listwy wiodą do głównej konsoli, która jest powiązana kablami z konsolami przenośnymi.

   Fortepian, podobnie jak organy, dysponuje dużą ilością oktaw i też posiada wewnątrz mechanizmy przenoszące ruch w pionie i poziomie. Jednakże, w przeciwieństwie do organów, fortepian gra punktowo, jego dźwięk szybko gaśnie, nie może być podtrzymywany przez dziesiątki sekund czy nawet minut, w zależności od potrzeby. Podobnie jak organy fortepian dysponuje dużą skalą dynamiczną, jednakże nie posiadając wielu kompletów głosów, ani potężnej wiatrownicy zasilającej całą kamienicę piszczałek młodszy syn klawesynu nie może się równać swoim forte fortissimo z zestawieniami większych organowych piszczałek. Jak widać podobieństwa między fortepianem i organami bardziej szkodzą ich ewentualnej wzajemnej współpracy niż jej pomagają. Cóż z tego, że oba instrumenty mogą ewokować złożone, wielogłosowe struktury w oparciu o swoje rozległe skale, skoro fortepianu nie będzie wtedy słychać, albo też organy będą musiały grać tylko na pojedynczych i najcichszych, fletowych głosach?

   Jak widzimy, dwóch sławnych francuskich muzyków stanęło przed poważnym wyzwaniem, które, jak to już w sztuce bywa, sami sobie zresztą stworzyli. Tymi śmiałkami byli Olivier Latry, organista sławnej paryskiej katedry Notre Dame, znany z wielu nagrań dla największych firm fonograficznych i Éric Le Sage, pianista związany od dłuższego czasu z nowatorską firmą fonograficzną Alpha i sławny ze swoich interpretacji muzyki Roberta Schumanna i Francisa Poulenca, który, w jego interpretacjach, gości w katalogach największych muzycznych wydawnictw. Mimo zasług i niemałej sławy obu muzyków, widząc ich na scenie pełen byłem sceptycznych odczuć. „Fortepian i organy?” – myślałem sobie – „To absolutnie niemożliwe, ja chyba śnię…”. Co ciekawe, mojego sceptycyzmu nie podzielali melomani z NFM, którzy tego dnia stawili się naprawdę licznie, zważywszy na targające obecnie naszym światem kryzysy.

Muzycy zagrali taki oto repertuar. Był jeszcze jeden utwór, którego nie zidentyfikowałem, choć mogło to być coś bardzo znanego, odmiennego jednak zbyt mocno od moich przyzwyczajeń brzmieniowych za sprawą jakże niezwykłej kooperacji organów i fortepianu. Wykonano zatem taki oto program:

J. Jongen Hymne (oprac. na fisharmonię lub organy i fortepian)

J. Langlais Diptyque na organy i fortepian: Allegro

C. Franck Prélude, fugue et variation na fisharmonię i fortepian op. 18

G. Fauré VI Nokturn na fortepian op. 63

P. Dukas Uczeń czarnoksiężnika (oprac. na organy i fortepian: O. Latry, E. Le Sage)

***

M. Ravel Koncert fortepianowy G-dur: Adagio assai (oprac. na fortepian i organy: O. Latry)

J.S. Bach Aus tiefer not, schrei’ ich zu dir – preludium chorałowe BWV 686 

T. Escaich Choral’s Dream na organy i fortepian

G. Gershwin Błękitna rapsodia (oprac. na organy i fortepian: O. Latry)

Już pierwszy utwór Josepha Jongena, belgijskiego twórcy z przełomu romantyzmu i modernizmu sprawił, że oczywiście mój sceptycyzm wyparował. Dzieło zabrzmiało przepięknie, niosąc w sobie dalekie echa zarówno poetyki Cezara Francka, jak magicznych nawiązań do greckich skal czynionych przez Claude’a Debussy’ego.

Współczesny utwór Langlaisa pełen był motoryki i inwencji, co ciekawe był on już od razu napisany na zwariowany duet organów i fortepianu. Cezar Franck jak zawsze zachwycił mnie i oczarował, połączenie brzmienia organów i fortepianu podkreślało znakomicie nostalgiczność i tajemniczość budujących dzieło tematów. Co ciekawe przedstawiona aranżacja nie odbiegała o 180 stopni od pierwotnej wersji utworu, bowiem organy weszły tu w miejsce fisharmonii, czyli instrumentu organom pokrewnego. VI Nokturn Gabriela Faurego Le Sage wykonał solowo, pokazując swoją wielką wrażliwość na język romantyzmu, na zawartą w nim malarskość i symbolikę. Cieszę się, że program koncertu dawał pianiście możliwość solowej prezentacji swego kunsztu, bo jednak w duecie z organami Éric Le Sage musiał dość często schodzić na drugi plan. Zwłaszcza że Olivier Latry cały czas grał z ogromnym rozmachem, barwnie i w pełen swobody i finezji sposób. Organista umiał oczywiście dobrać głosy i artykulację tak, aby fortepian było znakomicie słychać, ale wiele momentów w przedstawionych kompozycjach wymagało od organów pełnej ekspresji. Wtedy fortepian mógł tylko dopełniać kolorystyki organów.

Maurice Ravel w aranżacji Latry’ego był dla mnie największych odkryciem tego koncertu. Alegro assai z koncertu fortepianowego G-dur zabrzmiało metafizycznie i tajemniczo, zaś estetyzm Ravela zyskał ogromną dozę szczerych i mocnych emocji, których muzyce wielkiego francuskiego modernisty (i postimpresjonisty) niekiedy brakuje. Tym niemniej muzyka Ravela jest wspaniała, zaś jego koncerty fortepianowe są jednymi z bardziej znaczących jego dzieł. Muszę przyznać, że bardzo chętnie posłuchałbym całej, długiej płyty z aranżacjami Le Sage’a i Latry’ego na fortepian i organy. Wniosłoby to bez wątpienia coś cennego do rozumienia muzyki francuskiego twórcy.

W preludium chorałowym Bacha z kolei jako solista zaprezentował się Olivier Latry i zagrał non plus ultra. Majestatycznie, monumentalnie, brzmieniem godnym potężnych naw Notre Dame. Ale też zagrał po francusku, z dużą finezją i elegancją.

Choral’s Dream Thierry’ego Escaicha był kolejnym utworem napisanym już pierwotnie na szalony duet organów i fortepianu. Jako, że Escaich sam jest organistą, niemożliwe ponownie stało się możliwym i powstała wspaniała kompozycja, której nie można sobie wyobrazić w innym brzmieniu, niż surrealistyczny duet dwóch klawiszowców…

Na koniec zostawiłem opis wykonania dwóch utworów bardzo znanych i bardzo barwnych, czyli Ucznia czarnoksiężnika Paula Dukasa i Błękitnej rapsodii Georga Gershwina. Nie są to moim zdaniem dzieła drążące tak głęboko tajemnice bytu i niebytu jak muzyka Bacha, Ravela czy Escaicha, jednakże za to oba utwory mogą się pochwalić niesamowitą barwnością narracji i wielką inwencją w przeobrażaniu doskonale wymyślonych bazowych tematów. Latry i Le Sage mieli zatem okazję, aby ukazać słuchaczom swoją śmiałą wyobraźnię, wirtuozerię a nawet muzyczny humor. Nie zabrakło też jazzowego drive’u na niemożliwym do takich rzeczy instrumencie, jakim są wielkie, stacjonarne przecież organy…

Reasumując, wspaniały koncert! Czekam na więcej Escaicha, Ravela i Francka w wykonaniu tego duetu.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.