Schluchtenscheisser & Piefke – jak patrzą na siebie nawzajem Niemcy i Austriacy

Austrię wydzielono w średniowieczu jako marchię, czyli pograniczne hrabstwo wojskowe. W XVIII wieku nie było Austriaków. Mozart uważał się za Niemca. Mówił, że np. „my Niemcy ładniej śpiewamy od Francuzów, którzy drą się na całe gardło i na cały nos”. Nikt nie uważał się za Austriaka, chociaż oczywiście mówiło się w Austrii pogardliwie o północnych Niemcach Piefeke, co dzisiaj tłumaczy się tam jako „szaleniec” (coś jak preißn w Bawarii), choć używane przez samych Niemców zwykle znaczy dziś „chwalipięta”. W Imperium Habsburgów, zwłaszcza po podziale z lat 60 XIX wieku, Austriak stał się modny, choć ci których dziś nazwalibyśmy Austriakami często nadal mówili o sobie Niemcy, natomiast słowa Austriak w odniesieniu do siebie chętnie używał np. Ukrainiec – lojalny poddany cesarza. Ci, którzy uważali, że więcej ich łączy z Rzeszą Wilhelma I i II niż z Habsburgami, byli nazywani, i sami siebie nazywali Deutschnationalen (niemiecko-narodowi). Takim Deutschnationale był oczywiście Hitler, dlatego dla niego Anschluss nie był zdradą lecz aktem patriotyzmu, podobnie jak jego podania o zgodę na zaciągnięcie się do regimentów bawarskich a nie austriackich.

Po II wojnie światowej Eisenhower otworzył furtkę Austriakom by uznali się za naród podbity przez Niemców, a nie współwinny. Tym samym wykopał rów niezgody między Piefken a Scluchtenscheisser/Bergscheisser. Wiedeńczycy zaczęli gadać jak najgorsze zbiry z przedmieść by podkreślić różnicę z Niemcami także w mowie. Zaczęli nazywać Niemców Piefken częściej niż wcześniej, pojawił się obustronny Merhwertigkeitkomplex jakby powiedział Freud. I mimo dobrych stosunków biur kanclerskich obu krajów, RFN i Republik Oesterreich potrafią się rozjechać ideowo. RFN miał Brandta, gdy Austria miała Waldheima. Austria nie jest bardziej nazi ale mniej tropi obywateli o nazistowskich korzeniach, bo uwolniła sie od poczucia winy, zwalając całą winę na Niemców. W USA do dziś wielu wierzy, że Austria była niewinna i nazizm kończył się na Bawarii (i tam najbardziej rozkwitał, zwłaszcza protestanci w USA lubią ten mit, choć protestantów w NSDAP nie było mniej niż katolików, a jedyna jaka taka sensowna opozycja wobec Nazis to była zdominowana przez katolików chadecja…). Pod koniec II wojny austriaccy żołnierze WH, ci co nie kochali Hitlera a po prostu zostali wcieleni do armii wbrew woli (było takich dużo) utrwalili obraz pod tytułem: „ne tirez pas, je ne suis pas nazi, je suis Austichien”. Do dziś przepaść mentalna jest duża. Niemcy twierdzą, że Austriacy są do bólu staroświeccy (Austria praktycznie nie była bombardowana podczas WWII), nawet gdy zapraszają gości przyjmują ich w codziennych łachach i są pokazowo niedbali – zapewne znów by się odróżnić od Niemców. Elity Austrii zgrywają kosmopolitów doskonałych, i hołubią żydowskich pisarzy jak Elfriede Jelinek, i postmodernistyczne sztuki, to zakłamanie daje coraz więcej głosów austriackim Deutschnationalen np. Norbertowi Hoferowi, zwłaszcza, że uważać się za Niemca w czasach, gdy Niemcy są najściślej przestrzegającym praw człowieka państwem na świecie to nie obciach lecz duma.

„…Die Charakteristika des „Piefken“ entsprechen dabei in der Regel den stereotypisch „preußischen“ Tugenden wie Pünktlichkeit, Fleiß, Ordnungsliebe und oft auch Abwesenheit von Humor. Um den Ursprung der Bezeichnung „Piefke“ gibt es indes unterschiedliche Versionen. Eine geht beispielsweise auf den Deutschen Krieg 1866 und die Niederlage der Koalition des Deutschen Bundes mit Österreich in der Entscheidungsschlacht gegen Preußen zurück. Zur Feier des Sieges komponierte Johann Gottfried Piefke einen Marsch für die Preußen, den er bei der Siegesparade vor Wien am 31. Juli 1866 dirigierte. Im österreichischen Publikum soll dabei geraunt worden sein: „Die Piefkes kommen“. Das Äquivalent in Deutschland für Österreicher enthält dabei keine spektakuläre Historie; man benutzt lediglich die Verniedlichung „Ösi“…” – http://uni.de/redaktion/piefken-und-oesis

Niemcy lubią twierdzić, ze Austria nie jest samowystarczalna kulturowo; czasem uważają to też Austriacy (Ösis) tu na przykład Austriak zauważa, że 50% trupy pewnego austriackiego teatru to Niemcy:

„…Ich Österreicher arbeite inem Theater – ich denke 50% der Schauspieler sind Deutsche… Wir kommen alle sehr gut miteinander klar… und versuchen uns immer wegen den Nationalitäten zu triezen… Jetzt wollt ich wissen, was ihr denn so für Witze in dieser Richtung kennt…

http://www.gutefrage.net/frage/kennt-ihr-gute-witze-die-deutsche-ueber-oesterreicher-machen-und-umgekehrt

Na koniec dowcip niemiecki o Austriakach:

„…Ein Deutscher, ein Schweizer und ein Österreicher fahren ins Gebirge, um Weinbergschnecken zu sammeln. Sie vereinbaren einen Zeitpunkt zum Wiedertreffen, dann zieht jeder für sich mit einem Körbchen los.
Nach vier Stunden kommt der Deutsche als erster zurück, den ganzen Korb voll mit Schnecken. – Noch zwei Stunden später kommt auch der Schweizer, zwar nur mit dem halbvollen Korb, aber beide sind zufrieden.
Doch der Österreicher kommt nicht. Als es fast dunkel ist, kommt er angeschlurft, völlig fertig, keine einzige Schnecke im Korb. Auf die Frage der anderen, was er denn die ganze Zeit gemacht habe, stöhnt er:
„Ja, i hab scho a paar Schneckle gsehe, aber jedesmoal wenn i zupoacken wuallt: husch husch, weg woarns…”

http://www.witzeforum.de/witze-f1/noch-mehr-osiwitze-t1181.html
https://de.wiktionary.org/wiki/Schluchtenschei%C3%9Fer

Avatar
O autorze wpisu:

Piotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

  1. Ale chociaż ten dowcip mogłeś przetłumaczyć. 😛
    Zabrzmię może jak ignorant ale mój niemiecki nie jest das ist gutt. 😀

      1. Scheise, ja z okolic Podbeskidzia gdzie Też szprachano po niemiecku, moja babcia bardzo dobrze mówiła po niemicku tylko niestety po wojnie nie chciała uczyć go potomstwa. Temu większość tego co przysłałeś to dla mnie wihajster 😉

        1. Wihajster to słowo używane jak nie mozesz sobie przypomnieć nazwy narzędzia lub urządzenia – od „wie heisst er” – „jak on się nazywa”. Podaj mi ten j.o.s.n. … długopis… Gibt mir …den… wie heisst er… Kugelschreiber 🙂

  2. Z żartów po „niemiecku” bardzo mnie kiedyś bawił fragment „Rozmówek dla Polaków przebywających za granicą” w wykonaniu radiowego Kabaretu Studia 202.
    Rozmówka „niemiecka” szła mniej więcej tak:
    – Haben Sie vielleicht ein Bezierundsoweiternichtvergessenforverkleidung?
    – Ja, ich habe nicht.
    – No to hande hoch!
    – Alle raus!
    – Bis morgen!
    (pisane z pamieci po 25-ciu latach; nie ręczę za prowidłowość gramatyki).

  3. Końcówka tego długiego rzeczownika powinna chyba brzmiec „vorwerkleistung”.
    Najwieksze wrażenie na słuchaczu robiło wymówienie tego rzeczownika
    w pełnym pędzie, jednym tchem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *