• poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.

Dlaczego Francja przegrała w 1940 roku ? Marc Bloch: „Dziwna klęska”.

Kampania francusko-belgijska z maja i czerwca 1940 roku to chyba najciekawsze starcie II wojny światowej. Wyjątkowa sytuacja kiedy obie strony miały mniej więcej tyle samo sił i podobnej wielkości armie. Co Niemcy mieli nadto w lotnictwie wyrównywali Belgowie i korpus lorda Gorta (13 dywizji UK). Mimo to walka nie wyglądała na wyrównaną. Rozbicie Polaków w tydzień to betka, ale rozbicie Francji – pierwszej armii świata w miesiąc? Co się stało – to pytanie zadawano już w 1940 roku. De Gaulle uważał, że trzeba było utworzyć dywizje pancerne jak Niemcy, a nie dawać po kilkanaście czołgów każdej dywizji. William Shirer uważał, że Francja niepotrzebnie walczyła na drogach, i rezygnowała z zastawiania pułapek, a jej kadra oficerska była zbyt stara. Podobnie twierdził historyk i kapitan armii francuskiej Marc Bloch, który opisał swe wrażenia w lipcu, sierpniu i wrześniu 1940 roku. Bloch został w 1944 roku aresztowany przez Gestapo i skazany na śmierć za działanie w podziemiu. W 1946 po raz pierwszy wydano „Dziwną klęskę” (korzystam z wydania polskiego Oficyna Naukowa W-wa 2008, tłum. Katarzyna Marczewska).

Marc Bloch Dziwna kleska

W czasie wojny Bloch był odpowiedzialny za zaopatrzenie armii w paliwo (s. 63). Kapital Bloch zauważył, że nic nie wiadomo w sztabie francuskim o belgijskich zapasach paliwa, które w każdej chwili mogły być przechwycone przez Niemców (s. 65). 10 maja Niemcy zaatakowali Belgię i Holandię jednocześnie. 11 maja Bloch zrobił wypad do Mons, 12 do Charleroi by ustalić co z tym paliwem. Wobec wyłomu nad Mozą sztab jego armii wycofał się 18 maja do Douai. 19 do Lens. 20 maja widział w oddali płonące Arras, gdzie Niemcy Rommla domknęli kieszeń mimo brytyjskiego kontrataku (s. 68). 28 maja prawie cała armia cofała się już za Lys, ale gen Prioux wolał czekać wroga w Steenwerk (s. 72). jako Bloch trafił do Bray-les-Dunes, i widział metodyczny ostrzał niemiecki, metodyczny a więc przewidywalny powodujący mniejsze straty niż gdyby był ciągle inny (s. 76). Potem Dunkierka, ewakuacja i Dover, miłe girls i pastorzy. W czerwcu armia francuska postanowiła bronić Bretanii. 17 czerwca Niemcy bombardują Rennes. Niemcy tylko rozbrajali francuskich żołnierzy często nawet ich nie brali do niewoli (pośpiech Blitzkriegu). Stąd gdy Rennes postanowiło się nie bronić, Bloch zaryzykował i żył w tym mieście jako cywil przez jakiś czas.

Według Blocha, niepotrzebnie zakłada się w armii francuskiej, że każdy generał jest wielki, i nawet nieudacznicy dostają Legie Honorowe. Zresztą w dawnej armii pruskiej było podobnie (s. 86). Znajomy Blocha, gen Blanchard nazywał wojnę przygodą, ku niesmakowi Blocha. W armii panowała służalczość, karierowiczowstwo, kult pięknych wykresów i tabel, zaniedbywano łączność, mobilność, a komendy grzęzły w biurokracji. Bolało go, że zwycięstwo Niemców było zwycięstwem intelektualnym (s. 98). Zamiast oderwać się zdecydowanie od wroga, posuwano się po kawałeczku do tyłu, oddając mu inicjatywę. Nie wykorzystano właściwie rzek Escaut i Mozy. Zastąpienie Gamelina Weygandem 20 maja nic nie zmieniło. Niemcy byli niewidoczni. Bloch wspomina swą błędną decyzję skierowania cystern tam gdzie są Niemcy, które na szczęście utknęły w korku i uratowały się. Pod Cambrai, jedynie przytomny cywil uprzedził pewnego innego oficera, że bierze kolumnę czołgów niemieckich za oddziały francuskie (s. 111). „Cofnęliśmy się, bo byli tam Niemcy”, powtarzano cały czas, a że Niemcy mogli pojawić się wszędzie to inna sprawa. Niemcy badali teren i szukali dziur w obronie prąc cały czas naprzód, Francuzi pokładali nadzieję z bezruchu (s. 113). Bloch podziwia niemiecką wręcz instynktowną metodyczność. Obrona Bretanii w czerwcu to zdaniem MB poroniony pomysł, zapomniano o szybkości tej wojny, trzeba było bronić się głębiej np. w Akwitanii i tam rozwinąć inicjatywę (s. 115). Niemcy mieli motocykle, Francuzi nie wykorzystali tego, że wróg cały czas używał dróg; nie zastawiali pułapek. Syreny na Junkersach Ju 87 Stuka, doprowadziły MB do wniosku, że Hitler radził się psychologów (s. 119). Zapewne nie wiedział, że był to pomysł sztukmistrza lotnictwa Udeta. Bombardowania nie odnosiły specjalnych skutków bezpośrednich, jak ostrzał z CKM, ale odbierał ochotę do walki, przerażało. Staroświecka Armia Francuska zapewne wyśmiałaby pomysł konsultacji z psychologami, uważa Bloch. Pisze też o braku gryzipiórków w sztabach; oficerowie ciągle musieli sami liczyć jakieś cyferki, zamiast układać strategię (s. 125). MB gani też chaotyczność mobilizacji 1939 roku. Narzeka, że wodzowie myleli żwawość z pochopnością. Poczta francuskiej armii nie miała motocykli (s. 133), pojazdów idealnych na korki.

Brytyjska armia kontyngentu lorda Gorta była w pełni zawodowa, francuska głównie poborowa, do tego Anglicy za granicą grandzą, a Francuzi byli nadal źli o Palmerstona, który zablokował w 1830 roku francuski wpływ w Belgii (s. 138). Panowały plotki, że korpus brytyjski ma tylko 3 dywizje choć miał 13. Bloch pisze o niechęci Brytyjczyków by zaatakować Arras od północ, tymczasem z innego źródła wiem, że to wykrwawieni Francuzi mieli problem z arakiem z południa. Brytyjczycy podlegali niechętnie francuskiemu dowództwu, i widząc problemy Francuzów coraz bardziej wątpili w słuszność tej podległości. Przedwczesne wysadzenie centrali telefonicznej w Lille, wbrew protestom francuskiego inżyniera stano przykład brytyjskiej samowoli końca kampanii (s. 145). 10 maja Lille podlegało Brytyjczykom, ale potem 1 Armia Francuska też tam się znalazła, nie dogadano jednakże co komu podlega i kto za co odpowiada. Gen Voruz przy lordzie Gort nie miał wysokich uprawnień łącznościowych. 7 Armia na wybrzeżu i 1 Armia same się kontaktowały. Francuscy i brytyjscy oficerowie zamiast podpatrywać swe skrajnie różne zwyczaje wojenne izolowali się od siebie.

Broszury o Belgii podawały tylko podstawy podstaw (s. 156). Informacje z biuletynów nie pokrywały się i nie łączyły w jedną sieć informacji. Brak było konsekwentnego karania nieudolności, a czasem niesubordynacji. Francuska armia pozostała klasowa, niemiecka była o zgrozo bardziej kumpelska i demokratyczna (s. 165). III Oddział strategów patrzył z góry na innych oficerów. Wojsko było pełne koterii i zwalczających się partii. Według MB człowiek solidarny był dobrym żołnierzem, łamistrajk – rzadko (s. 179). Obywatelstwo i bohaterstwo są jego zdaniem blisko siebie. Niemieccy oficerowie byli młodzi, francuscy starzy (s. 183). Bali się tych szybkich Niemców, a 26 maja gen Blanchard mówił już o kapitulacji. Operacja „Dyle” była bardzo drobiazgowa, ale brała pod uwagę zbyt małą liczbę wariantów tego co zrobi wróg (s. 194). Nie wykorzystano wiedzy o tym jak Niemcy walczyli w Polsce (s. 199). Armią rządzili starcy i kujoni, którzy świetnie rozumieli bitwę pod Waterloo, ale nic nie rozumieli z roli jaką nowoczesna technika gra w nowoczesnej wojnie. Za to doskonale przestraszono się losu Warszawy, Bloch jest o dziwo wrogiem idei ogłaszania Paryża miastem otwartym (s. 209).

Mieszczanie zdaniem MB nie identyfikowali się z państwem, gdzie Blum i Front Ludowy zabrały im wpływy, stąd chcieli ją zatrzymać z dala od miast (s. 216). Krytykuje burżuazję, że nie uczyła ludu demokracji, że atakowała amerykanizację, nowości z USA i gloryfikowała idylliczną wieś bajkową (s. 233), której nauk nie trzeba. Krytykuje muzealną mentalność elit oraz niekonsekwencję, nie dali kredytu armii, ale chcieli armat dla Hiszpanii… Krytykuje ich niechęć do intelektualnych hobbies w szkolnictwie i w ogóle (s. 241), oraz ich wiarę w niemiecki separatyzm, jakby od 1800 roku w Niemczech nic sie nie zmieniło, i dalej rządzili Welfowie, Hohenzollernowie i inni (s. 242). Gani też francuskie elity za pryncypialną germanofobię i brak udzielenia wsparcia niemieckim liberałom w latach 20. i 30. (s. 261).

Także socjalistów i robotników oskarża MB o klasowość. Bloch lubi Marxa, ale krytykuje pacyfizm internacjonalny, oraz demonizowanie burżuazji francuskiej, przy jednoczensnym wybielaniu hitlerowców (s. 225).Krytykuje komunistów którzy wybrali faszyzm jak Jacques Doriot. Krytykuje ich sekciarstwo intelektualne; podporządkowanie nauk teorii marksistowskiej, porównuje to z innym szaleństwem – nazistowską matematyką (s. 239), którą wyśmiewali choć tworzyli własne pseudonauki. Stawia lewicy za wzór Condorceta, który odradzał zawierzanie ideologiom bez reszty. Partie lewicy i prawicy były anachroniczne i niezdolne do jakichkolwiek decyzji, np. kto ma być premierem. Krytykuje też MB francuskie klasowe krytykanctwo wobec własnego narodu, które zrobiło Francuzom fatalną prasę w Belgii, a to nie pozostało bez wpływu na belgijską politykę czasu wojny; Leopold III nie wierzył, że Francji można ufać i ogłosił jednostronną kapitulację (s. 257). MB nadal wierzył, że trzeba się odwoływać do cnót ludzi, a nie jak naziści – do przywar (s. 265), ale uważał, że zaniedbano kultywacji modelu obywatela.

Przypominam przy okazji film Theatrum Illuminatum o kampanii francuskiej:

Bloch nie wymienia przyczyn czysto technicznych jak to, że czołgi francuskie, choć czasem lepiej opancerzone (zwł. czołg ciężki Char B1 i czołg średni Somua) niż niemieckie (Panzerkampfwagen III i IV), były rozdane dywizjom piechoty, zamiast uczunienia z nich kilku pancernych do dokonywania przełamań we froncie. Francja choć de Gaulle zgadzał się tu z Heinzem Guderianem, nadal myślała o czołgach jako o broni wsparcia piechoty i niczym więcej. Char B1 i Somua miały jednoosobowe wieżyczki, wskutek czego dowódca czołgu musiał też być tym co wybiera cel, a to czasem trwało za długo… Niesamowite jest to, że podczas gdy III Rzesza była uskrzydlona rządzą odwetu za traktat wersalski, Francja wydawała się sparaliżowana strachem i klasowością. Wiadomo, że robotnicy dokonywali nawet aktów sabotażu, bo CCCP i III Rzesza to byli kumple. Ciekawe czy socjalizujący Bloch o tym wiedział? W każdym razie wiedział o tym William Shirer korespondent USA z Berlina. Mieszczanie myśleli w skali miasta a nie kraju pisze Bloch. Tak wygląda demokracja nieliberalna, gdzie każdy najpierw jest bogolem lub robolem, a dopiero potem jednostką-obywatelem. Takie państwa wojen nie wygrywają.

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne materiały

2 komentarze

  1. Dariusz
    25 sierpnia 2015 at 17:40 - odpowiedz

    A czemu nie zaatakowali Niemców od razu 3 września? W tym czasie III Rzesza miała na zachodzie słabe liczebnie i jakościowo siły. Hitler był mocno zestresowany gdy Francja i Wielka Brytania wypowiedziały mu wojnę. Szkoda że nie uderzyli , a ograniczyli się tylko do niewielkiego wypadu,zrzucania ulotek z samolotów etc.etc.

  2. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    25 sierpnia 2015 at 18:24 - odpowiedz

    Ten wypad miał na celu sprowokowanie Niemców do ataku na linię Maginota i walki na dwa fronty. Nie udało się

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *