• środa, 19 września 2018 r.

Joseph Haydn na czas wojny

 

To był dopiero koncert! Dyrektorem artystycznym Wratislavii Cantans jest przecież Giovanni Antonini, który obok starych, barokowych wątków rozpoczął w swoim artystycznym życiu piękną podróż przez symfonie Józefa Haydna. Dla wytwórni płytowej Alpha, zasłużonej pod kątem zaproponowania światu zupełnie nowych wizji wykonawstwa muzyki klasycznej, realizuje Antonini projekt Haydn2032. Data wiąże się z rocznicą urodzin wiedeńskiego klasycysty –  31 marca 1732 w Rohrau.

 

Symfonie Haydna na płytach i w programach koncertowych uzupełnia Giovanni Antonini  o inne utwory z epoki, powiązane z główną prezentowaną symfonią lub symfoniami stylistycznie i tematycznie. Można zatem przypuszczać, że w 2032 roku będziemy mieć komplet Haydnowski o niebanalnych rozmiarach i znaczeniu nie tylko estetycznym, ale również edukacyjnym.  Do tej pory większość płyt ze swojej Haydnowskiej serii zrealizował Antonini ze swoim zespołem Il Giardino Armonico, sławnym za sprawą nagrań baroku włoskiego. Będą jednak także inne zespoły, na przykład na szóstym, najnowszym, woluminie Haydn2032 „Lamentatione” pojawia się Kamerorchester Basel, znana już z woluminu piątego „L’Homme de Genie”. We  Wrocławiu jednakże Giovanni Antonini wystąpił ze swoim Il Giardino Armonico.

 

Il Giardino Armonico / fot. Łukasz Rajchert

 

Józef Haydn w ujęciu Giovanniego Antoniniego jest naprawdę intrygujący. Antonini nie boi się odkrywać włoskich inspiracji Austriaka. Ociepla brzmienie jego orkiestracji w stosunku do znanych uprzednio nagrań. Haydn grany jest też bardzo szybko, niemal tak, jak Vivaldi w najbardziej szalonych realizacjach Antoniniego. Tu dodam na marginesie, że Antonini przeważnie gra barok włoski z pewnym umiarem w stosunku do temp i ekspresji Carmignoli, czy Fabio Biondiego. Lecz nie zawsze. Do Antoniniego należy prędkościowo – ekspresyjny rekord w dziedzinie wykonawstwa Vivaldiego (przynajmniej wśród tych nagrań, które są ważne artystycznie) – jest to płyta Il Prete Rosso. W Haydnie Antoniniego, zwłaszcza na koncercie Wratislavii Cantans, też zauważyłem naprawdę szalone momenty, ale też piękne i zadziwiające. Ta niezwykła ekspresja i oddanie się tej muzyce może pomóc nam, melomanom, ją zrozumieć. Bowiem, choć Józef Haydn jest powszechnie ceniony, znajomość jego utworów wśród zwykłych melomanów jest stosunkowo słaba. Haydnem natomiast nieodmiennie zachwycają się i zachwycali szczególnie inteligentni muzycy – można tu od razu wymienić Światosława Richtera, wielkiego rosyjskiego pianistę, Leonarda Bernsteina, którego rocznicę wciąż obchodzimy, Prokofiewa, który podobnie jak Bernstein fascynował się Haydnem również w swoich utworach czy innego pianistę, Glenna Goulda, który nie tylko swoim Bachem zadziwił muzyczny świat. Tak żywiołowe, a jednocześnie precyzyjne i czarujące kolorystycznie wykonania, jak Haynd2032 Antoniniego budują most pomiędzy miłością do Haydna mądrych muzyków, a pewną nieufnością szerokiej publiczności.

 

Koncert rozpoczął się operowo. Usłyszeliśmy Uwerturę do opery L’isola disabitata Hob. XXVIII:9 i Scena di Berenice Hob. XXIVa:10. Haynd stworzył wiele oper i krótszych form operowopodobnych, jakie były modne w jego czasach. Niestety, spora część jego dzieł operowych została zniszczona w pożarze pałacu Esterhazych, patronów kompozytora, zaś później ciężko im było się przebić do świadomości ogółu słuchaczy. Tymczasem Scena di Berenice pokazuje nam prawdziwą potęgę w posługiwaniu się klasycystycznym językiem opery. Gdy sopran schodzi głosem w dół można mieć podobne wrażenie, jak przy pełnych słodkiej głębi i grozy kobiecych ariach Mozarta z Don Giovanniego. Mam tu na myśli oczywiście Donnę Annę. W Berenikę wcieliła się w Sali Głównej NFM Sandrine Piau, francuska sopranistka należąca do ścisłej czołówki wykonawców muzyki barokowej i nie tylko. Jej głos był niebywale elastyczny, a jednocześnie elegancki, pełny w całej sopranowej skali, co dla muzyki klasycyzmu (nie „klasyzmu”, czy „klasycznej”) ma duże znaczenie. Siłę wyrazu Piau budowała bardziej przez strukturę arii niż dosłowne odzwierciedlanie emocji, co wydaje się być zgodne z praktyką wykonawczą przełomu XVIII i XIX wieków. Zwłaszcza w Paukenmesse, gdzie sopran też pełni istotną rolę, Antonini narzucił głosom tak rajdowe tempa, że posługiwanie się innymi niż strukturalne środkami wyrazu emocjonalnego byłoby niemożliwe.

 

Na koniec pierwszej części koncertu usłyszeliśmy to, co ostatnio jest sednem płytowych projektów Antoniniego, czyli symfonię Haydna. Tym razem jednak nie był to centralny punkt koncerty, gdyż w drugiej części koncertu czekała nas jeszcze potężniejsza i rozleglejsza czasowo (mimo bardzo szybkich temp) Missa in tempore belli C-dur  Hob. XXII:9 „Paukenmesse”. Symfonią, którą podzielił się tym razem z nami Giovanni Antonini, była Symfonia fis-moll Hob. I:45 „Pożegnalna”. Na koniec tego dzieła muzycy powoli wychodzą, aż w końcu na placu boju pozostaje tylko dwoje skrzypków. Była to aluzja skierowana do księcia Esterhazy, który ociągał się z daniem swojej orkiestrze świątecznego urlopu. Jest to też aluzja do hasła tegorocznej Wratislavii, które brzmi „Wyzwolenie”. Choć możemy się śmiać z tak drobnego „wyzwolenia” to jednak mało kto nie przyzna racji Haydnowi w tym, że trzeba czasem wyjaśniać naszym pracodawcom, że nasze życie nie należy tylko do ich firm czy urzędów. W Missa in tempore belli otrzymaliśmy za to bardzo już poważną definicję wyzwolenia, bowiem msza Haydna poświęcona była wyzwoleniu z wojennej zawieruchy.

 

Symfonia Pożegnalna pod batutą Antoniniego wybuchła jak wielobarwny fajerwerk. Lekkość, finezja i żywiołowość przypomniały mi też, że Haydn to nie tylko koniec podróży z baroku w klasycyzm (a nie w „klasyzm”, czy „klasykę” – to uwaga do współczesnych gremiów nazewniczych), ale to też rokoko, trochę tak jak u francuskiego Rameau. Mnogość elementów, gęstość faktury i jednocześnie wykrojone w nich wielkie otwarte przestrzenie, to nie tylko filuterna zabawa, ale i spojrzenie w nieznane, jak u Wateau. Haydn jest bardzo pogodny, zatem to nieznane nie zawsze jest groźne i tajemnicze na modłę romantyczną. Jednakże zagadka zawarta w najlepszych dziełach Haydna ma nie dawać nam spokoju i zapraszać do pójścia dalej w jego muzyce. Stąd, jak przypuszczam, taka miłość do Haydna wśród mądrych muzyków. Giovanni Antonini z pewnością swoją interpretacją stanął wśród grona bardzo inteligentnych fanów Haydna, do tego ujął swoją miłość do Haydna w brzmienie porywające i pełne wirtuozerii. Szczerze mówiąc trochę się martwię, że Il Giardino Armonico znika z serii Haydn2032 na rzecz innego zespołu. Mam nadzieję, że będą jeszcze wracać po nagraniach z Kameralistami z Bazylei.

 

Drugą część koncertu wypełniła Missa in tempore belli C-dur  Hob. XXII:9 „Paukenmesse”. Haydn pisał ją w zagrożonym przez Napoleona Wiedniu i dał w niej wyraz wojennym mrokom zbierających się nad stolicą Austrii. Owe mroki przybrały postać uderzania w kotły i przemian pełnej równowagi muzycznej narracji pod wpływem tych grzmiących z daleka (ale i coraz bliżej) dział. Do grającej doskonale orkiestry Il Giardino Armonico dołączył Chór NFM, który dobrze się wpasował swoim brzmieniem i dynamiką w wizję Antoniniego. Miło było widzieć jeden z czołowych zespołów NFM współuczestniczący w tak ważnym muzycznym przedsięwzięciu. Mam nadzieję, że znajdzie to niejedno przedłużenie na płytach Antoniniego! Missa in tempore belli została wykonana w NFM fantastycznie. Zawrotnie szybko, ale bez łamania konstrukcji,  z uderzeniami w kotły zagrażającymi centrum Wrocławia lokalnym trzęsieniem ziemi, z pasją i z mieniącymi się jak chmury na niebie odcieniami nadziei, strachu, niepokoju i ufności. Obok sopranistki Sandrine Piau, mszę wyśpiewało jeszcze troje znakomitych solistów – Giuseppina Bridelli – mezzosopran, Krystian Adam Krzeszowiak – tenor i Fulvio Bettini – baryton. Krzeszowiak zachwycił swoją rolą Telemacha w Powrocie Ulissesa do ojczyzny Monteverdiego publiczność zeszłorocznej Wratislavii Cantans. Dyrygował tym arcydziełem Gardiner. Niestety nie przywiózł nam Monteverdiańskiego Orfeusza, gdzie Krzeszowiak doskonale przedstawił główną postać dramatu.  Tym razem też Haydn nie dał zbyt wiele do zaśpiewania tenorowi w swojej mszy, ale i tak miło było posłuchać całej czwórki wybitnych solistów.

 

Haydnowski wieczór został zakończony Beethovenowskim bisem. Cały zespół, wraz z solistami, wykonał Agnus Dei z Mszy C-Dur Beethovena. Ta msza żyje w cieniu arcygenialnej Missa Solemnis. Niesłusznie ten cień na nią pada, bowiem sama jest również arcydziełem jakich mało. Antonini chciał zapewne ukazać wojenne czy protoromantyczne echa, które pojawiają się również u Beethovena w muzyce sakralnej, ale ukazał znacznie więcej. Beethoven naprawdę tworzył nowy świat muzyki, tak jak chciał i w sposób jaki chciał. Już pierwsze akordy jego Agnus Dei przeniosły mnie w inną rzeczywistość, zachwycającą, niezwykłą, pełną tak inspirującej wszystkich romantyków bezkompromisowej siły. To był mocny bis, naprawdę! Warto podkreślić rolę Chóru NFM w tym bisie – byli wspaniali, jak Monteverdi Choir .

 

Reasumując – to był jeden z najważniejszych koncertów nowego sezonu, który w jakimś sensie rozpoczyna (jak zwykle we Wrocławiu) Wratislavia Cantans. Haydnowski projekt Antoniniego to jedno z najistotniejszych muzycznych przedsięwzięć jakie są obecnie na świecie podejmowane. Miło było obserwować na żywo jego olśniewające owoce.  Cieszę się też, że wrocławski zespół, jakim jest Chór NFM, został zaproszony do tej muzycznej podróży.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *