• sobota, 16 grudnia 2017 r.

Królewicz Śnieżek (Bajki Niegodziwe)

W dalekim królestwie żył sobie syn króla. Jego najbardziej rzucającą się w oczy cechą była niezwykła bladość, więc wszyscy nazywali go śnieżek. Jako że był najmłodszy, był też najmniej ważny. Nikt mu nie dokuczał, ale też nikogo on nie obchodził. Zwykł chadzać własnymi drogami, zupełni nie angażując się w życie dworskie.

 

 

Pewnego dnia, gdy przechadzał się ulicami stolicy, zauważył tajemniczą kobietę. Od razu rozpoznał w niej wiedźmę. Na dworze często o nich mówiono. Zwykle ludzie się ich obawiali, jednak zdarzały się również przychylne opinie. Wiedziony ciekawością postanowił śledzić „tą, która wie”. Ostrożnie ruszył w ślad za nią. Szybko opuścili ludne śródmieście, by zagłębić się w wąskie, kręte uliczki dzielnicy zamieszkałej przez te kobiety. Poczuł się nieswojo i chciał się wycofać. Z przerażeniem zorientował się, że nie może nic zrobić, tylko iść za wiedźmą. Szli tak, aż znaleźli się przed starym drewnianym domem. Kobieta wyciągnęła przed siebie rękę i drzwi się otworzyły. Weszli. Znaleźli się w obszernej izbie. Mimo licznych świec było tam ciemno i duszno. Nikt z licznie przebywających tam osób nie zwrócił na nich uwagi. Usiedli na ławie w odległym kącie.

-Królewiczu Śnieżek – rzekła nieznajoma – dla czego mnie śledziłeś?

Śnieżek speszył się. Właściwie nie miał wytłumaczenia. Czarownica uśmiechnęła się. Najwidoczniej wszystkiego się domyśliła.

-Nie można bezkarnie nas śledzić. Za karę będziesz musiał wykonać dla nas zadanie.

-S-s-słuczham?

-Chyba nie chcesz, abym się pogniewała?

Chłopiec energicznie potrząsnął głową. Przez resztę dnia wiedźma przekazywała mu instrukcje.

Następnego dnia rano, nie niepokojony przez nikogo, Śnieżek wyruszył na wyprawę. Przemknął się ulicami miasta i znalazł się w lesie. Wedle wskazówek skierował się do kotliny. Jak został uprzedzony, znajdował się tam niewielki stawek. Zgodnie ze wskazówkami, chwycił kamyk i rzucił w środek akwenu.

-Dokąd?

Jak spod ziemi wyrósł koło niego gnom.

Jestem królewicz Śnieżek i pragnę dostać się do Lodowego Pałacu.

Gnom uśmiechnął się ze zrozumieniem.

-A więc to ty jesteś tym młodzieńcem, o którym mówią wiedźmy. Nikt kto posiada magiczną moc nie jest w stanie tam wejść, z powodu uroków zabezpieczających. Dobrze więc. Teleportuję cię do Lodowego Pałacu i niech ci los sprzyja.

Błysnęło. Las zniknął a na jego miejscu pojawiły się lodowe ściany. Było niewyobrażalnie zimno. Powoli ruszył przed siebie, bardziej błądząc niż idąc w konkretnym kierunku. Gdy tak się błąkał, usłyszał czyjś płacz. Podążył w tamtą stronę. Ujrzał uwięzionego w lodowej klatce pięknego młodzieńca. Podszedł cicho i delikatnie dotknął go w ramię. Chłopak drgnął i spojrzał na niego przerażony.

-Nie bój się – rzekł łagodnie Śnieżek – nie zrobię ci nic złego. Jak mógłbym ci pomóc?

-Widzisz tamten lodowy stalagmit? Pchnij go.

Śnieżek pchnął. Lodowe pręty klatki zadrżały i schowały się w ziemi.

-Pokażę ci drogę do wyjścia.

Królewicz potrząsnął głową.

-Mam misję do wypełnienia. Muszę zniszczyć klejnot Wszechzimy.

-To bardzo niebezpieczne. Ja próbowałem zdobyć go dla bogactwa. Zostałem złapany przez śnieżne ogary i uwięziony. Jednak tobie pomogę. Nie zdążyłem się przedstawić. Na imię mi Aster i jestem minstrelem.

Ruszyli przed siebie. Aster prowadził ich bocznymi korytarzami, aż znaleźli się na progu ogromnej sali. Z za uchylonych drzwi widzieli klejnot Wszechzimy spoczywający na postumencie pod czujną strażą śnieżnych ogarów.

-Ten klejnot został stworzony przez czarownika Kori. – tłumaczył Aster – Pragnął on zamrozić cały świat, ale został pokonany. W niepowołanych rękach kryształ może on wyrządzić wiele szkód.

Śnieżek sięgnął po flakonik, który mu dała wiedźma. Wyszeptał zaklęcie i otworzył. W jednej chwili się zakotłowało. Chwycił za rękę minstrela i wpadł do Sali. Prawie bez przeszkód dotarli do podwyższenia. Śnieżek sięgnął po klejnot, chwycił Astra w pół po czym zerwał pieczęć z małej zaczarowanej koperty (również przekazanej mu przez wiedźmę). W jednej chwili obaj zniknęli.

Znaleźli się na polanie pośrodku gęstej puszczy. Nim zdążyli ochłonąć, głazy zaczęły się ruszać. Po chwili wyrosły kończyny i głowy.

-To trolle – zawołał Aster – Pomogą nam!

Tymczasem Trolle ich otoczyły.

-Królewicz Śnieżek. – rzekł lider. Z głosu można było wywnioskować, że to kobieta – Mniemam, że masz ze sobą klejnot Wszechzimy. Lecz kim jest twój towarzysz?

-To minstrel Aster. Uwolniłem go z lodowej klatki, a on pomógł mi wykraść klejnot.

-Pokażemy wam ścieżkę do ziemi gejzerów. Tam znajduje się Piekielny Jęzor, gejzer z najgorętszą i najwyżej wytryskującą wodą. Prowadzi do niego szlak wytyczony głazami. Nie możecie z niego zejść. Inaczej nie znajdziecie drogi powrotnej. My wam nie możemy towarzyszyć. Jesteśmy spętani klątwą czarownika Kori. Dopiero zniszczenie klejnotu ją zniesie.

Trolle pokazały im dróżkę wijącą się między skałami i wiekowymi drzewami. Obaj chłopcy zagłębili się w nią. Po długim czasie stanęli na skraju puszczy, gdzie zaczynała się ziemia gejzerów. Teren był pofałdowany, gęsto porośnięty grubą warstwą mchu. W pobliżu leżał głaz znaczący drogę do Piekielnego Jęzora.

Niespodziewanie uszu ich doszło wściekłe ujadanie. Śnieżne ogary!

Ukryj się – szepnął Aster – odwrócę ich uwagę!

Nie czekając na odpowiedź wypadł na otwartą przestrzeń. Za nim pognali prześladowcy. Śnieżek, ukrywszy się za zawalonym pniem, odczekał chwilkę. Gdy odgłosy pogoni ucichły, ruszył w stronę najbliższego głazu.

Szedł tak traktem wyznaczonym przez kamienie. Wokół niego tańczyły zwiewne zjawy, pragnąc go zwieść na manowce. On jednak nie zwracał na nie uwagi. Przed oczami miał obraz Astra gonionego przez śnieżne ogary. Na to wspomnienie żal mu ściskał gardło. Zaciskał żeby i szedł do celu. Wiedział, że tylko tak jest w stanie ocalić towarzysza.

W końcu usłyszał potężny huk i ujrzał wysoki słup wody. Piekielny Jęzor. Przyśpieszył kroku. Po chwili znalazł się przy gejzerze. Ostrożnie zbliżył się. Odczekał na dogodny moment i z wściekłością cisnął klejnot do środka. Wystrzelił słup wody. Jednocześnie błysnęło jasne światło, a wokoło rozeszła się potężna fala uderzeniowa.

Przez jakiś czas leżał nieprzytomny. Gdy się ocknął, wiedział, że wypełnił swoją misję. Wrócił tą samą drogą, którą przyszedł. Już z daleka dostrzegł wiwatujące trolle a pośród nich… Astra! Puścił się biegiem. Nie zatrzymał się, aż się nie znalazł przy przyjacielu.

Obaj chłopcy długo się ściskali. Gdy już opadły emocje, trzymając się za ręce, ruszyli ku nowej przygodzie.

Podobne materiały

Jeden komentarz

  1. Janusz
    Janusz
    1 października 2017 at 00:34 - odpowiedz

    Swietny jezyk tej bajki. Autorka ma talent i powinna pisac i publikowac ksiazki dla dzieci lub doroslych ktorzy lubia bajki. 

    Pozdrawiam u zy=cze powodzenia .

    Janusz 

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *