• wtorek, 28 marca 2017 r.

Kryzys chiński 2015 – to jeszcze nie koniec

Po długich spadkach na giełdach pokazało się pewne ożywienie, notowania na przemian żywiołowo rosły, potem też spadały. Jak zwykle w takich przypadkach w polskich mediach pojawiły się nadzieje na koniec kryzysu. W tym samym czasie globalny świat finansowy zastanawia się jedynie nad kwestią czy jest to początek bessy czy też tylko silna korekta rynku.

Jak wyjaśniliśmy sobie to w poprzednim artykule, „Yuan” oznacza po prostu pieniądz, a prawdziwa nazwa waluty Chin to renminbi. Mimo to w dziedzinie nagłówków i tytułów nieprawidłowa nazwa wciąż przykuwa większa uwagę niż ta właściwa, co dobrze pokazuje jedną z ułomności masowej opinii publicznej – raz przyswojone pojęcie, słuszne czy nie zawsze jest trudne do wyplenienia. Większość uczy się ciężko i powoli.

Podobnie jest też z oceną rynku przez ludzi o niewielkim doświadczeniu. Silne wzrosty wywołują u nich silne emocje a podświadome dążenie do osiągnięcia zadowolenia zakłóca racjonalną ocenę. Rzecz w tym, że silne wzrosty w czasie załamania giełd są zupełnie normalne i najczęściej nic nie oznaczają. Kiedy ceny spadają włącza się wiele mechanizmów zabezpieczających portfele i lawina nabiera tempa. W pewnym momencie nierównowaga pomiędzy bykami (tymi którzy kupują) a niedźwiedziami (tymi którzy sprzedają) zostaje znacznie odwrócona na korzyść tych pierwszych. Stąd też w takich momentach pojawiają się silne trendy zwyżkowe, czasem trwające nawet kilka dni. Większość z nich nie oznacza bynajmniej końca wyprzedaży, dlatego też na Wall Street nazywane są „Dead Cat Bounce” (Podskoki zdechłego kota).

Drugim mylącym sygnałem w czasie załamania giełd są pozytywne dane. Mogą to być dane makroekonomiczne, raporty etc. Do tej kategorii można zaliczyć niektóre raporty gospodarcze opublikowane przez władze chińskie w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Pomimo że część z nich nie wygląda źle, to dla ogólnej sytuacji nie ma to wielkiego znaczenia. Po pierwsze – raporty nigdy nie układają się płynnie tj. dopiero do pewnym czasie widać jaki trend wśród nich przeważa. Po drugie – w przypadku Chin ich jakość jest niska, gdyż mogą one zostać zwyczajnie zmanipulowane. I nie jest do bynajmniej bezpodstawne podejrzenie. Nie kto inny jak Li Keqiang, obecnie druga figura w Państwie Środka zauważył w roku 2007, że chińskie statystyki są „man-made” /zmanipulowane/ a zatem ich wartość jest umowna. Dlatego pomimo, że chińskie raporty mają podobne nazwy jak ich zachodnie odpowiedniki to rynek globalny przygląda się bardziej temu co władze chińskie robią, niż temu co władze chińskie publikują.

A władze chińskie, zgodnie z przewidywaniami opisanymi w poprzednim artykule starają się lepiej lub gorzej powstrzymać burzę. Po pierwsze – dokonują jawnych (jak również prawdopodobnie niejawnych) interwencyjnych zakupów giełdowych. W krajach zachodnich taka praktyka jest nielegalna i traktowana na równi z manipulacją. W przypadku kraju totalitarnego jeśli odbywa się to niejawnie jest  trudne do udowodnienia, ale ponieważ pewne zachowania giełdy w Shanghaju budzą duże podejrzenia wśród profesjonalistów rynek stał się nieufny. A to w praktyce oznacza odpływ kapitału. Po drugie – władze chińskie ogłaszają publicznie, że zmieniają model makroekonomiczny na „model oparty na konsumpcji”. Brzmi to dobrze, ale po latach pompowania gospodarki bez zbytniego zwracania uwagi na ogromne nierówności społeczne Chiny po prostu nie mają do tego odpowiednio przygotowanej struktury dystrybucji dóbr. PKB przypadające na jednego obywatela (per capita) tej „jednej z największych gospodarek świata” plasuje się, zależnie od klasyfikacji na 85-88 pozycji, przegrywając z takim krajami jak Libia, Serbia czy Kazachstan. Po trzecie – niedawne obniżenie stóp procentowych (kolejne w bardzo krótkim czasie) przez Bank Ludowy Chin. Taka praktyka jest zupełnie normalna w krajach zachodnich zazwyczaj już na początku kryzysu. Tutaj jednak została rozpoczęta dopiero na początku roku 2015 i jak do tej pory jej skutki są niewielkie. To jeszcze raz udowadnia, że jest to gospodarka sterowana politycznie. A to również oznacza, że zawsze znajdą się tam grupy interesu które użyją swej władzy dla własnego dobra zamiast dla dobra całego narodu. W takich warunkach analiza jakichkolwiek statystyk ma znaczenie czysto teoretyczne.

Dlatego w dyskusji toczącej się na arenie globalnej na temat przyszłości gospodarczej Chin oscylującej pomiędzy spowolnieniem a recesją wszystko wskazuje na to, że recesja chińskiej gospodarki jest nieunikniona. Znając system komunistyczny lepiej od kolegów z zachodu a zwłaszcza jego wrodzony wstręt do uczciwości i przejrzystości możemy śmiało założyć, że informacje ukrywane przez władze chińskie są dużo gorsze i mają dużo bardziej rozległe negatywne reperkusje. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie teraz kontynuacja „ręcznego sterowania” kryzysem i, co za tym idzie rosnący spadek i tak już mocno nadwątlonego zaufania co do możliwości władz chińskich w jego złagodzeniu.

Do listy chińskich kłopotów możemy też dopisać zbliżające się sankcje ekonomiczne, które władze amerykańskie zamierzają nałożyć w tym tygodniu na kraje osłaniające praktyki hakerskie i kradzież danych. Dla wszystkich znających zagadnienie nie będzie też zaskoczeniem, że drugim krajem przeciwko któremu zostaną zastosowane te sankcje jest Rosja.

Jakich efektów możemy się spodziewać po tej giełdowej burzy ? Dobra wiadomość to ta, że kryzys chiński uderzy przede wszystkim w rynki azjatyckie. Eksport do Chin to jedynie ok. 1% polskiego eksportu, dla Niemiec to ok. 6%, zatem gospodarki europejskie nie są bardzo narażone na bezpośredni wpływ kryzysu chińskiego. Problemem jednak jest krach na chińskiej giełdzie, gdzie przez lata były lokowane aktywa z całego świata, jako że sterowana politycznie gospodarka przez długi czas osiągała imponujące tempo wzrostu. I to jest impakt, który mogą odczuć rynki amerykańskie i europejskie w czasie, gdy same dopiero wychodzą ze skutków niedawnego kryzysu.  Następny efekt to zmiana równowagi na rynku walutowym. Odpływ kapitału z Chin może wpłynąć na umocnienie się dolara, a to z kolei może osłabić polskiego złotego.

Każdy kryzys to zawsze też szansa i nowe możliwości dla innych. W czasie, gdy pieniądze uciekają masowo z giełd w Shanghaju,  Shenzhen i Hong Kongu a giełdy krajów rozwiniętych po długoletniej hossie nie wygladają dla inwestorów atrakcyjnie, Indie wyrastają na nowy region, gdzie międzynarodowy kapitał znajduje swój port. Pomimo że Indie nie posiadają jeszcze odpowiedniej struktury gospodarczej mają wszelkie warunki ku temu, aby stać się następnym liderem wzrostu gospodarczego w Azji. Jednym z atutów Indii jest również fakt, że nie są krajem totalitarnym co, po „lekcji chińskiej” może stać się dla świata dużo ważniejsze, niż było do tej pory.

Krzysztof Marczak – zarządza kapitałem na giełdach amerykańskich (CTA). Wykładowca inwestycji i finansów (MBA). Dodatkowo zajmuje się lingwistyką i komunikacją międzykulturową. Mieszka w aglomeracji nowojorskiej.

Podobne wpisy

8 komentarzy

  1. ala wilk
    7 września 2015 at 08:10 - odpowiedz

    W Chinach widocznie powoli kończy się model gospodarczy polegający na taniej sile roboczej i niszczeniu środowiska naturalnego.

    • Krzysztof Marczak
      7 września 2015 at 08:25 - odpowiedz

      Ten model nigdy nie miał przed sobą przyszłości. Ale nowe kraje otwierające się na globalny system zawsze przyciągają na początku kapitał. Po ustabilizowaniu rynku następuje faza dojrzewania i dopiero wtedy wiadomo, czy struktura gospodarcza takiego kraju lub regionu jest wystarczająco silna aby utrzymać wzrost. I wtedy dopiero widać wszelkie niedostatki, które w czasie napływu kapitału są niezauważane. Ponieważ Chiny mają system totalitarny, sprzyjający ukrywaniu informacji, lista tych problemów będzie długa.

  2. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    7 września 2015 at 08:49 - odpowiedz

    Chińczycy chcieliby mieć i pełną kontrolę rządu nad gospodarką i wielkie zaufanie świata. Niestety o to rozbije się każdy autorytaryzm i każdy krytyk neoliberalizmu powinien mieć to na uwadze.

    • Krzysztof Marczak
      7 września 2015 at 09:10 - odpowiedz

      Nikt nie ma takiej władzy i mieć nie będzie. Albo jest gospodarka sterowana (kto w PRLu polował na pasztet mazowiecki i papier toaletowy wie, jakie są jej uroki) albo gospodarka wolnorynkowa. Ta jest kapryśna, ale nie da się nią ręcznie sterować. Zabawne jest to, że pomimo miliona dowodów na to, coraz ktoś próbuje. Niedawno wydawało się Putinowi, że wie jak to zrobić, teraz kolej na Chiny. I to jest właśnie jej piękno.

      BTW – Thx 🙂

  3. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    7 września 2015 at 08:50 - odpowiedz

    Bardzo fajny artykuł btw : )

  4. Mariusz Tymosz
    7 września 2015 at 14:07 - odpowiedz

    Wynika z tego, że na rynkach rozwijających czekają nas poważne przetasowania kapitałowe. Ogromne aktywa jakie odpłynęły w ostatnim czasie z Rosji, a teraz z rynku chińskiego muszą znaleźć ujście. Tak jak piszesz Indie maja sporą szansę przyjąć znaczną ich część i tu się zgadzam, ale spory ułamek może trafić też do Afryki i krajów takich jak Etiopia, Mozambik, Ghana, bowiem to ten rejon świata jest jeszcze najbardziej niedocenianym z ogromna perspektywą wzrostu.

    • Krzysztof Marczak
      7 września 2015 at 21:41 - odpowiedz

      Emerging Africa to niespełniony sen globalnego biznesu. Ale, ale – było już kilka podejść a skutki wciąż mizerne. Jak na Wall Street – wszyscy wiedzą, że kiedyś musi… ale kiedy ?

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *