• środa, 24 lipca 2019 r.

Pamięć o Jazydach i Lalisz w Światowy Dzień Uchodźcy

Sekretarz generalny ONZ, Antonio Guterres, upamiętnił w czwartek w Nowym Jorku Światowy Dzień Uchodźcy, przypominając o około 70 milionach ludzi dzisiaj, którzy są przymusowo wysiedleni ze swoich domów na całym globie. To jest bezprecedensowa liczba.  W ostatnich latach osiągnięto rekordowe poziomy ludzkiego nieszczęścia z powodu tych wysiedleń. Przez ostatnie pięć lat relacjonowałem o losie wielu z tych uchodźców i wewnętrznie przesiedlonych ludzi (IDP). Wspomnieniem, które mnie prześladuje, jest wyprawa do Lalisz w irackim Kurdystanie w 2015 roku.

 

Czerwiec tego roku, jak każde lato w Iraku, był upalny. ISIS było potężne w czerwcu 2015 roku i zagrażało Irakowi, Syrii i światu. Jego legiony miejscowych i zagranicznych wojowników  miesiąc wcześniej wmaszerowały do Ramadi w pobliżu Bagdadu. Zajęły także Palmirę, starożytne miasto w oazie w Syrii, które następnie przeznaczyły na zniszczenie.

 

 

W czerwcu kurdyjski region w północnym Iraku, właściwie odcięty od Bagdadu i irackich sił bezpieczeństwa, ustabilizował setki kilometrów swojej linii frontowej. Kilka milionów uchodźców uciekło z pól bitwy w Iraku i wielu z nich znalazło się na obszarze kontrolowanym przez Regionalny Rząd Kurdystanu.

Najgorzej uderzyło to w setki tysięcy Jazydów, którzy musieli uciekać z domów wokół góry Sindżar w sierpniu 2014 roku, kiedy ISIS zaatakowało grupy mniejszościowe. Terroryści ISIS porwali tysiące Jazydów, oddzielili mężczyzn od kobiet i zamordowali wielu mężczyzn. Kobiety sprzedawali do niewoli. Taki był plan ISIS dla regionu: ludobójstwo dla mniejszości, włącznie z chrześcijanami, szyitami i innymi  i masowe morderstwa wszystkich, którzy stanęli im po drodze. Koszmar zbrodni ISIS znany był od 2015 roku. Obejmował masowe gwałcenie i sprzedawania kobiet i dzieci jako niewolników seksualnych. Ich zbrodnie są tak koszmarne, że przez samo pisanie o masowych grobach ofiar, które widziałem, powraca mój szok sprzed czterech lat. 

W czerwcu 2015 roku jechałem na północ z Erbil do obozu Harham, który tworzył rodzaj przedmieścia. Żyło w nim 1430 ludzi w 299 namiotach i szopach. Większość była Arabami, którzy uciekli z okolic wokół Mosulu. Obóz prowadził dokładną dokumentację: 531 było z samego Mosulu, 12 z Tal Afar, miasta, z którego ISIS zmusiło szyitów do ucieczki. W sumie 1385 było z prowincji Niniwy z północnego Iraku. 

Uchodźcy nie mieli niczego poza namiotami i budami oraz wspólnego pieca do pieczenia chleba. Ścieki wyciekały do pobliskiego placu budowy. Plakat wyjaśniał, jak utrzymać obóz w większej czystości. Ludzie byli w stanie szoku. Latem 2014 roku wyrwano im ich ziemię i domy. Rok później nie wiedzieli, czy kiedykolwiek powrócą. Wielu ich bliskich nadal żyło pod panowaniem ISIS.

Następnego dnia pojechałem na północ od Ebril, stolicy kurdyjskiego regionu, ku linii frontu z ISIS. W małym chrześcijańskim mieście Telskuf kurdyjska Peszmerga ufortyfikowała front workami z piaskiem i wałami ziemnymi. Wielu chrześcijan uciekło, kiedy ISIS zaatakowało miasto w sierpniu 2014 roku, ale część wróciła sześć miesięcy później, by stworzyć własny oddział zbrojny. Pozowali z karabinami. Walkie-talkie pozwalały nam na słyszenie rozmów po drugiej stronie wału. Dziwne było słyszenie odgłosów wroga tak blisko.  

W drodze powrotnej z frontu jazydzkie miejsce święte Lalisz wabi turystów. To zagnieżdżone w górach miejsce przeżyło poprzednie prześladowania Jazydów przez islamskich ekstremistów. Pojechałem tam tuż przed zachodem słońca. Przy źródle, które jest jednym z miejsc pielgrzymek, siedział mężczyzna w czerwonobiałej kefiji i kilka kobiet. Wszyscy byli boso, żeby okazać szacunek dla tego miejsca. Niektórzy z ludzi żyjących w tym miejscu, lub tych, którzy przyszli, by dokonać tradycyjnego obrządku, byli uchodźcami z terenów zaatakowanych przez ISIS. Jeden z mężczyzn opowiedział o ataku ISIS na Kocho, jazydzką wieś, z której większość mieszkańców porwano.


Mnie, wychowanemu na opowiadaniach o Holocauście, zawsze trudno było zrozumieć, jak mógł wyglądać Szoah w miejscach takich jak Białoruś lub Ukraina, gdzie masakrowano Żydów. Jak wyglądał Babi Jar – gdzie w ciągu dwóch dni z 1941 roku zamordowano 330 tysięcy Żydów? Filmy o Holocauście często pokazują pociągi deportacyjne i obozy koncentracyjne. Niewiele pokazuje krwawe masakry około 1,3 miliona ludzi dokonane przez Einsatzgruppen.

Rozmawiając z tymi uchodźcami zacząłem rozumieć, co to znaczy przeżyć, uniknąć i uciec, i wiedzieć, że cała rodzina zginęła.

Lata trwało zanim dowiedziano się o losie porwanych Jazydów. Choć poszczególne kobiety i dzieci nadal odnajduje się w Syrii, zaginionych jest około 3 tysiące ludzi. Około 100 tysięcy Jazydów mogło opuścić Irak z powodu ludobójstwa, a setki tysięcy nadal, lata później, gnieżdżą się w obozach. ISIS nadal zagraża Sindżar i 68 miejsc świętych tej religii zostało zniszczonych przez ISIS. Według statystyk KRG z powodu zbrodni ISIS jest 2745 sierot.

Te dane jednak są tylko liczbami. Prawdziwą sprawą jest to, że lata później, kiedy obchodzimy kolejny Światowy Dzień Uchodźcy i słuchamy pustych słów o uchodźcach, widzimy jak niewiele zrobiono.

Jazydzi byli wyraźnym i oczywistym przypadkiem ofiar, którym można było pomóc. Nie potrzeba było wiele, by pomóc im w odbudowie lub zaspokoić ich podstawowe potrzeby. Ale od czasu ludobójstwa w 2014 roku zrobiono bardzo mało. Międzynarodowa społeczność nie przeznaczyła wielu zasobów na odnajdywanie zaginionych ludzi. Niewiele przeznaczono na dokumentowanie masowych grobów. Dopiero w tym roku zaczęło je oglądać kilku ekspertów medycyny sądowej. O całe lata zbyt późno. Nie było podobnych do norymberskich procesów sprawców.  W rzeczywistości, kraje europejskie, z których pochodziło pięć tysięcy członków ISIS, przyjęły z powrotem morderców i gwałcicieli. Tylko w Iraku kilku z nich staje przed sądem. Sprawiedliwość jest powolna i rzadko kiedy ofiary proszone są o złożenie świadectwa. Obozom uchodźców, w których żyją, nadal brak podstawowej infrastruktury. Przez lata w Sindżar była zaledwie jedna przychodnia zdrowia. Dziecięce ofiary napaści seksualnych nie otrzymują pomocy. Widziałem dzisiaj zdjęcie jednej kobiety, która zgłosiła się na ochotnika, by pomagać sierotom i dzieciom w znajdowaniu adopcyjnych domów. Te małe dzieci nie mają właściwie niczego.

Ludobójstwo i zbrodnie, które tworzą uchodźców, nie kończą się, kiedy uchodźcy docierają do obozu. Horror trwa tak długo, jak długo nie ma pomocy dla ofiar. Jazydzi, których jest kilkaset tysięcy, są tylko czubkiem góry lodowej 70 milionów ludzi. Skoro jednak pomoc nie dociera do nawet najsłabszych, najbiedniejszych i najbardziej zagrożonych mniejszości, nie dotrze i do pozostałych.  


Memories of Yazidis and Lalish on World Refugee Day

Jerusalem Post, 20 czerwca 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Artykuł pochodzi z portalu Listy z naszego sadu

Seth J. FrantzmanPublicysta “Jerusalem Post”. Zajmował się badaniami nad historią ziemi świętej, historią Beduinów i arabskich chrześcijan, historią Jerozolimy, prowadził również wykłady w zakresie kultury amerykańskiej. Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie farmerskiej, studiował w USA i we Włoszech, zajmował się handlem nieruchomościami, doktoryzował się na Hebrew University w Jerozolimie.

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *