Alvert Jann: Czym jest śmierć?

Wyobraźcie sobie, że śpicie i nic wam się nie śni. To tak jakbyście nie istnieli. Ale ze snu budzicie się i wszystko wraca, wraca świadomość. A teraz wyobraźcie sobie, że zapadacie w sen, z którego się nie budzicie. Śmierć jest jakby snem, z którego się nie budzimy, nie wraca nam świadomość. Sen jest najlepszą, odwieczną metaforą śmierci.

Świadomość nie jest nadnaturalnym „duchowym” bytem. Jest to – według najprostszej definicji – zdawanie sobie sprawy z własnego istnienia i działania oraz z istnienia otoczenia. W tym także wiedza i wyobrażenia dotyczące nas samych i otaczającej nas rzeczywistości.

Świadomość jest funkcją działania mózgu, jedną z jego czynności. Nie istnieje poza mózgiem. Kiedy mózg przestaje pracować, znika także świadomość.

Śmierć to trwałe ustanie czynności właściwych organizmowi biologicznemu. Według współczesnej medycyny, głównym kryterium pozwalającym mówić o śmierci człowieka, jest nieodwracalne ustanie czynności całego mózgu (w skrócie mówi się o obumarciu mózgu). Mózg jest bowiem centralnym organem kierującym organizmem jako całością. Kiedy mózg trwale przestaje funkcjonować, mamy ostatecznie do czynienia ze śmiercią. Mózg działa w przypadku snu i głębokiej śpiączki (zaburzenia powodowanego uszkodzeniem mózgu), chociaż nie mamy wtedy świadomości własnego istnienia i czegokolwiek. Także gdy twardo śpimy, nie jesteśmy tego świadomi, niczego nie jesteśmy świadomi. Ale mózg nasz pracuje. Z czasem budzimy się, stajemy się na powrót świadomi siebie i otaczającej nas rzeczywistości. Śmierć jest jakby spaniem czy śpiączką, kiedy to trwale ustały czynności mózgu. Nie ma możliwości przebudzenia się. Znika trwale także świadomość.

1. Czy we współczesnej kulturze zapomina się o śmierci?

Mówi się często, że obecnie w naszej kulturze śmierć została zepchnięta na margines, jakby jej nie było. Jeden tylko przykład. Oto w akademickiej publikacji czytamy: „Do niedawna śmierć była czymś ludzkim, czymś naturalnym. Współczesne zglobalizowane społeczeństwo coraz częściej promuje młodość, a śmierci nie przyznaje prawa do zajmowania przestrzeni społecznej”.

To nieprawda, ani nawet półprawda. Kultywujemy pogrzeby religijne i niereligijne, utrzymujemy cmentarze, podtrzymujemy pamięć o zmarłych. W literaturze, sztuce, filozofii temat śmierci pojawia się dość często. Wystarczająco często. Nie jest to pierwszoplanowy problem naszej kultury, ale z pewnością nie jest pomijany. I warto powiedzieć coś jeszcze.

Kultury, które koncentrują się na śmierci, to zwyrodnienie. Miejsce, jakie zajmowała śmierć w średniowiecznym chrześcijaństwie i po części zajmuje do dziś – to objaw degeneracji. Zdrowa kultura powinna koncentrować się na życiu, nie zapominając o śmierci.

Nie dajmy sobie narzucić przekonania, że o śmierci zapomniano. To błędny pogląd, zdaje się być pokłosiem średniowiecznego chrześcijaństwa i dziś ujawnia się nierzadko w zwyrodniałych postaciach. Np. że nie należy za pomocą środków medycznych łagodzić cierpienia umierających, bo cierpienie należy do Boga, jest narzędziem bożej opatrzności. Na szczęście przekonanie to straciło na znaczeniu. I oby tak dalej. Ale pogrobowcom średniowiecza zawsze będzie za mało mówienia o śmierci.

2. Dlaczego boimy się śmierci?

Człowiek jest istotą biologiczną i ma w sobie ukształtowane ewolucyjnie pragnienie/popęd życia. Bez tego pragnienia ludzkość by przypuszczalnie nie mogła istnieć. Dlatego świadomość i perspektywa śmierci budzi niepokój i strach.

Strach przed śmiercią jest więc jak najbardziej naturalnym uczuciem człowieka. Jest on pokłosiem wrodzonego pragnienia życia. Człowiek chce żyć. Ma też dość naturalnej siły psychicznej, by z perspektywą śmierci się pogodzić. Tylko wskutek trudnych okoliczności życiowych i zaburzeń zdrowotnych człowiek może pragnąć śmierci, a nawet popełnić samobójstwo.

Dodajmy, że również inne gatunki zwierząt mają pragnienie życia, obecne w emocjach i popędach, chociaż trudno powiedzieć, na ile świadomie, refleksyjnie. Zwierzęta ewolucyjnie bliskie człowiekowi posiadają rozwiniętą świadomość, ale nie wiemy, czy posiadają świadomość śmierci.

3. „Życie po śmierci”

W Kościele katolickim naucza się od wieków, że śmierć jest „rozdzieleniem duszy i ciała”.

Dusza jest, według kościelnego nauczania, niematerialnym elementem danym każdemu człowiekowi indywidualnie i bezpośrednio przez Boga. Jest ona – jak się naucza – nieśmiertelna i istnieje nadal po śmierci ludzkiego ciała. Dusza w tym rozumieniu nie jest świadomością ani psychiką w biologicznym rozumieniu. Świadomość i psychika w biologicznym i medycznym rozumieniu są wytworami mózgu i giną wraz z mózgiem.

Władze Kościoła nie sprzeciwiają się, by za główne medyczne kryterium śmierci uznawać trwałe ustanie czynności mózgu. Obstają jednak, że istotą śmierci jest rozdzielenie duszy i ciała.

Co, według Kościoła, dzieje się z duszą po śmierci ciała?

Jak czytamy w katechizmie, bezpośrednio po śmierci ciała dusza wędruje na sąd boży. Jest to tzw. sąd szczegółowy. Po odbyciu sądu są trzy możliwości:

Dusza może iść do nieba. To miejsce, gdzie przebywa Bóg i aniołowie. Dusze przebywają tam w stanie szczęśliwości.

Może iść do piekła. W kościelnym nauczaniu różnie piekło przedstawiano. Tradycyjnie mówiono o mękach w ogniu piekielnym. Ostatnio władze kościelne zmiękły, unikają straszenia męczarniami, chociaż co bardziej krewcy duchowni nie stronią od straszenia piekielnymi mękami.

Trzecia opcja to czyściec. Dusze odbywają tam pokutę, a następnie idą do nieba.

To jednak nie koniec epopei. Teraz rzecz najciekawsza. Według katechizmu, przed końcem świata ma odbyć się sąd ostateczny. Dusze wszystkich zmarłych ponownie połączą się z ciałami. W tej cielesnej postaci wszyscy ludzie będą ostatecznie osądzeni. Jedni zostaną zbawieni, inni potępieni. Po sądzie ostatecznym mają oni – podkreślmy – żyć wiecznie w cielesnej (!), a nie tylko duchowej postaci. W kościelnym nauczaniu unika się jasnego mówienia o wiecznym życiu w cielesnej postaci (z obawy przed śmiesznością?), ale tak to ma być według teologii katolickiej. A także np. według świadków Jehowy, którzy przedstawiają to rajskie życie na barwnych obrazkach.

Dla zilustrowanie kościelnych nauk sięgnijmy do Katechizmu Kościoła katolickiego (pomijam liczne przypisy):

„Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez Boga, nie jest ona =produktem= rodziców – i jest nieśmiertelna (por. Sobór Laterański V, 1513 r.), nie ginie więc po jej oddzieleniu się od ciała w chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w chwili ostatecznego zmartwychwstania” (pkt 366).

„W śmierci, będącej =rozdzieleniem duszy i ciała, ciało człowieka ulega zniszczeniu=, podczas gdy jego dusza idzie na spotkanie z Bogiem, chociaż trwa w oczekiwaniu na ponowne zjednoczenie ze swoim uwielbionym ciałem. Bóg w swojej wszechmocy przywróci ostatecznie naszym ciałom niezniszczalne życie, jednocząc je z naszymi duszami” (pkt 997).

„Kto zmartwychwstanie? Wszyscy ludzie, którzy umarli” (pkt 998). „Kiedy? W sposób definitywny =w dniu ostatecznym=, =na końcu świata=” (pkt 1001).

W Kościele naucza się (także w szkolnych podręcznikach religii), że śmierć jest skutkiem grzechu pierworodnego, tj. nieposłuszeństwa Bogu, jakiego mieli dopuścić się pierwsi ludzie w raju. Gdyby nie ten grzech, ludzie byliby nieśmiertelni. Nie jest to traktowane jako alegoria. Katechizm stwierdza jasno (pkt 1018): „Na skutek grzechu pierworodnego człowiek musi podlegać śmierci cielesnej, =od której byłby wolny, gdyby nie był zgrzeszył= (Sobór Watykański II)”.

Potrzebny komentarz?

Na istnienie duszy nieśmiertelnej brak jakichkolwiek sensownych argumentów. O jednym tylko argumencie powiem krótko. Sensację budzą czasami doznania ludzi, którym udało się przeżyć stan tzw. śmierci klinicznej. Mówią oni, chociaż nie wszyscy, że pamiętają, jak przechodzili tunelem w kierunku światła (tzw. światełko w tunelu), albo przebywali poza własnym ciałem, spotykali zmarłych ludzi lub „świetlistą istotę” itp. Doznania te bywają podawane jako dowody na istnienie duszy, która właśnie oddzieliła się od umierającego ciała. A później wróciła.

Nie jest to żaden dowód. Doznania te są skutkiem zaburzeń w funkcjonowaniu mózgu w stanie śmierci klinicznej. Mózg wytwarza wtedy obrazy przypominające majaki senne i halucynacje.

Dodajmy, że pierwotnie wiara w istnienie duszy nieśmiertelnej i w duchy zmarłych, powstała najpewniej pod wpływem snów i halucynacji, w których widziano osoby zmarłe. Wiara ta jest starsza niż wiara w bogów czy boga.

Nie ma też żadnych argumentów wskazujących, że sąd boży po śmierci to coś więcej niż starożytny mit, urojenie lub wręcz oszustwo podawane do wierzenia. Podobnie rzecz się ma z twierdzeniem, że śmiertelność ludzi jest skutkiem grzechu pierworodnego.

Powoływanie się na Pismo Święte oraz na postanowienia dawnych i nowożytnych soborów nie jest żadną wartościową argumentacją. Nie ma bowiem żadnego wartościowego uzasadnienia przekonanie, na które powoływały się i powołują władze kościelne, że Pismo Święte zawiera „prawdy” objawione przez Boga.

Wyobrażeń religijnych, przedstawionych wyżej za katechizmem, nie podaje się w Kościele jako alegorii czy przenośni. Nadano im w dokumentach kościelnych status dogmatów. Oznacza to, że wierni mają wierzyć w nie dosłownie, a ich odrzucenie skutkować ma usunięciem z Kościoła. Potwierdzają to wprost dzisiejsi oficjalni teolodzy kościelni.

Najdelikatniej mówiąc, głoszenie dziś na poważnie tych starożytnych mitów, urojeń i oszustw, zakrawa na robienie głupków z siebie i wiernych.

Podsumujmy: Śmierć nie jest „rozdzieleniem duszy i ciała”, tylko trwałym ustaniem czynności właściwych organizmowi biologicznemu. Za kryterium, które pozwala mówić ostatecznie o śmierci człowieka, przyjmuje się nieodwracalne ustanie czynności całego mózgu.

4. Czy religia jest pomocna w obliczu śmierci?

Teolodzy i księża katoliccy mówią, że religia stwarza nadzieję, nadzieję na wieczne życie, a więc łagodzi lęk przed śmiercią. Czy tak? Nikt nie może mieć pewności, że nadzieja ta nie jest złudzeniem. Ponadto mało kto może być pewny, że Bóg da mu zbawienie, wybaczy grzechy, nie skarze na wieczne cierpienia. A w ewangeliach Jezus przedstawia potępienie w dość ponurych barwach: „piec rozpalony”, „płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13,50). Mówi też Jezus, że tylko niewielu będzie zbawionych: „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia (zbawienia), a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7,14).

Perspektywa „życia po śmierci”, sądu bożego, kary za grzechy – raczej wzmacnia lęk przed śmiercią, niż łagodzi.

Skutkiem bywają nerwice eklezjogenne (odkościelne), poważnie zakłócające normalne życie prywatne i zawodowe. Jest to zaburzenie psychiczne polegające na poczuciu nie dość skrupulatnego wypełniania obowiązków religijnych i lęku przed karą bożą. W Polsce, w związku z nauczaniem religii i religijną indoktrynacją, liczba takich przypadków poważnie wzrosła.

Innym skutkiem kościelnego nauczania może być tanatofobia. To poważne zaburzenie chorobowe, polegające na nadmiernym, destrukcyjnym lęku przed śmiercią, uniemożliwiającym normalne życie. Człowiek jest w stanie pogodzić się z perspektywą śmierci. Kościelne nauczanie raczej wzmacnia lęk przed śmiercią niż łagodzi.

Dodam jeszcze, że ludzie często boją się nie tyle śmierci, ile umierania, długiego cierpienia przed śmiercią, długotrwałej agonii. Zmniejszyć cierpienie i ograniczyć tym samym lęk przed śmiercią może medycyna, a nie religia.

Odrzucenie kościelnego nauczania, brak wiary religijnej, ateizm, pozwalają lepiej niż religia pogodzić się z perspektywą śmierci, którą widzi się wtedy jako całkowity kres własnego istnienia. Nie jest to wcale tak trudne, jak próbują wmawiać wszystkim kościelni teolodzy, księża i osoby religijne. Człowiek ma w sobie dość naturalnej siły psychicznej, by żyć ze świadomością śmierci, nie zamartwiając się perspektywą całkowitego kresu własnego życia. Zwykłe uznaje się wtedy śmierć za przyrodniczą konieczność. A jesteśmy częścią przyrody.

5. Słowo na zakończenie

Katolicka Agencja Informacyjna opublikowała 6 lutego 2022 r. list emerytowanego papieża Benedykta XVI dotyczący raportu o pedofilii w archidiecezji Monachium i Freisingu. Benedykt XVI był na przełomie lat 70. i 80. metropolitą tej archidiecezji. W raporcie zarzucono mu, że dopuścił się zaniedbań w kilku przypadkach nadużyć seksualnych popełnionych przez księży.

W liście emerytowany papież napisał: „Wkrótce stanę przed ostatecznym sędzią mojego życia. Choć, patrząc wstecz na moje długie życie, mogę mieć wiele powodów do obaw i lęku, to jednak w duchu jestem radosny, ponieważ mocno wierzę, że Pan jest nie tylko sprawiedliwym sędzią, lecz także przyjacielem i bratem”. No właśnie, można mieć nadzieję. Ale jak wierzy się w kościelne nauczanie, to jest się też czego bać. – Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

„Teoria Boga krótko wyłożona” – http://racjonalista.tv/teoria-boga-krotko-wylozona/

„Czy istnieje wolna wola?” – http://racjonalista.tv/czy-istnieje-wolna-wola/

„Co to jest płeć kulturowa (gender)?” – https://racjonalista.tv/co-to-jest-plec-kulturowa/

„Mit narodu wybranego i przymierza z Bogiem – https://racjonalista.tv/mit-narodu-wybranego-i-przymierza-z-bogiem/

„Mit mesjasza” – https://racjonalista.tv/mit-mesjasza/

………………………………………………………………………………………….

O autorze wpisu:

One Reply to “Alvert Jann: Czym jest śmierć?”

  1. Katolicka mitologia…

    Ciała chwalebne są wg teologii czymś innym niż zwykłe ciała, ale teologia nie precyzuje czym dokładnie są.

    To ogólnie zwykłe religijne i mitologiczne banialuki i fantasmagorie.

    Straszenie Sądami Ostatecznymi, piekłami jest dobre dla niegrzecznych łobuzów i dzieciaków.

    W kwestii potencjalnego „życia po życiu” ciekawsze są już debaty naukowe nt. krioniki.

    Jest to medyczna metoda, która budzi poważne etyczne obawy i kontrowersje, ale jednocześnie daje jakąś iskrę nadziei na przyszłe możliwości medycyny – gorzej z przywracaniem świadomości, umysłów.

    Fizyk Robert Ettinger tworzył pierwsze organizacje krioniczne i sam też poddał się takiemu „zabiegowi” zaraz po śmierci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.