Bóg jako „Coś”. Nauka a religia

Bóg "Coś" pojawia się w Polsce w publikacjach niektórych fizyków podejmujących kwestie światopoglądowe, np. u profesorów Michała Hellera i Krzysztofa Meissnera. W zasadzie nie jest to Bóg osobowy, ani inne antropomorficzne pojęcie ukształtowane w epoce brązu lub nawet wcześniej. „Coś” to rzeczywistość nadnaturalna, odmienna od tej rzeczywistości, którą znamy z naszego otoczenia. Kiedyś Bóg i bogowie mieli imiona, np. Ozyrys, Jahwe, Zeus itd. „Coś” to Bóg raczej bezimienny. Czasami nazywa się go transcendencją, co stwarza wrażenie intelektualnej głębi. Nietrudno jednak zauważyć, że jest to „podróbka” starego Boga antropomorficznego. Tak jak prawdziwy Bóg, „Coś” może wszystko i wyjaśnia wszystko, chociaż nie wiadomo, co to jest. Wspomniani profesorowie sądzą, że owo „Coś” istnieje. Nie ulega wątpliwości, takie „Coś” powinniśmy pisać z dużej litery, co też czynię.

Nie oceniam tu kompetencji i osiągnięć profesorów Hellera i Meissnera w dziedzinie fizyki. Skupiam się na wypowiedziach dotyczących Boga. Fizycy i kosmolodzy cieszą się olbrzymim i zasłużonym autorytetem. Ale gdy podejmują kwestie światopoglądowe, gdy wypowiadają się na temat transcendencji i Boga, ich naukowe kompetencje przestają mieć znaczenie. Osobiste osiągnięcia naukowe nie powodują, że ma się rację w sprawie istnienia Boga. Działa to w obie strony. Jeżeli Albert Einstein napisał, że słowo Bóg jest dla niego niczym więcej niż wyrazem, jest to ciekawy przyczynek do naszej wiedzy o wielkim uczonym, ale nie dowodzi, że Boga nie ma. Jeżeli Michał Heller stwierdza, że Bóg istnieje, mówi to dużo o poglądach profesora Hellera, ale nic o Bogu.

Według prof. Krzysztofa Meissnera fakt istnienia praw przyrody, którym podlega świat materialny, wskazuje, że istnieje transcendencja. Ta transcendencja to rzeczywistość nadnaturalna, Bóg – twierdzi fizyk – chociaż w oparciu o fizykę nie możne powiedzieć, jaki to Bóg. Sądzę, że ikona dołączona do tego artykułu, to doskonała alegoria transcendencji.

Meissner mówi, że nie potrafimy uzasadnić na gruncie nauki, dlaczego świat podlega prawom przyrody oraz jakie jest pochodzenie tych praw. Jest to dla niego główny argument na rzecz istnienia transcendencji-Boga. Istotnie, bez tych praw trudno sobie wyobrazić istnienie Wszechświata, dzięki nim świat nie jest całkowicie chaotyczny. Rozumowanie Meissnera opiera się jednak na kruchych podstawach, na lotnych piaskach, nie na opoce. Ze stwierdzenia, że nie wiemy, jak powstały prawa przyrody, w żaden sposób nie wynika, że świat zawdzięcza je Bogu, transcendencji, i że coś takiego w ogóle istnieje.

Wnioskowanie Meissnera jest przedziwne. Jest to też typowy przykład wprowadzania do wyjaśnień tzw. „Boga luk”. Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia (luka w wiedzy), teolodzy przypisują sprawstwo Bogu. Takie wyjaśniania są odrzucane na gruncie nauki.

Wnioskowanie, które przeprowadza Meissner, jest bezpodstawne. Przyroda istnieje wraz z konstytuującymi ją prawami i inaczej istnieć nie może. To integralna całość. Możemy zapytać, jak ta rzeczywistość powstała. Możemy nie mieć zadowalającej odpowiedzi, ale odpowiedź, że świadczy to o istnieniu transcendencji-Boga, jest pójściem na łatwiznę. Niczego to nie wyjaśnia. Trzeba dużo naiwności, by uwierzyć, że to właśnie Bóg ujawnia się nam w prawach przyrody. Uczciwiej jest uznać, że nie wiemy, jakie jest pochodzenie świata z właściwymi mu prawami, niż zakładać istnienie transcendencji, owego „Coś”, co wszystko ma wyjaśniać, chociaż nie wiadomo, co to takiego.

A co wynika z istnienia praw przyrody? No, niestety, wynika tylko to, że istnieje przyroda. I tylko przyroda. Bez żadnych praw przyroda by chyba nie istniała.

Być może Meissner w swoim wnioskowaniu posługuje się jakąś inną logiką niż ta, która jest powszechnie w użyciu. Moja bliska znajoma teolożka Celestyna mówi, że istnieje logika uniwersalna oraz „logika religijna” (cudzysłów koniecznie potrzebny). Według logiki uniwersalnej 2×2=4, zaś według „logiki religijnej” 2×2=coś całkiem innego, np. kot, transcendencja, Bóg. Meissner posługuje się „logiką religijną”, nic więc dziwnego, że wychodzi mu, że Bóg istnieje. Powiedzmy wyraźnie, na temat Boga można wygłaszać zupełnie dowolne poglądy – i wszystkie one mają taką samą wartość (czyli żadną), bez względu na to, jakie są kwalifikacje zawodowe autora.

Powiedzmy też, że koncepcja „Boga luk”, z której korzysta Meissner, nie cieszy się uznaniem na gruncie nauki, a ściślej mówiąc, w ogóle do nauki nie należy. W naszej wiedzy o świecie rzeczywiście istnieją luki, nauka nie wyjaśnia wszystkiego. Ale wstawienie w lukę Boga nic nie wyjaśnia.

Meissner lubi posługiwać się słowem transcendencja. Nie dajmy się tym oczarować. Pojęcie transcendencji jest archaicznym wytworem umysłu ludzkiego. Funkcjonowało pod nazwą Boga lub jakichś sił nadprzyrodzonych w bardzo odległych czasach. Już w Starożytności nadawano mu pewien abstrakcyjny kształt, chcąc uniknąć dziecinnej skłonności do antropomorfizmu. Słowo transcendencja brzmi mądrze, posiada filozoficzny sznyt, nie zmienia to jednak faktu, że jest to „podróbka” dobrze znanego słowa Bóg. To inne opakowanie tego samego towaru.

Bóg Meissnera i Hellera, jakkolwiek wydaje się dość abstrakcyjny (takie „Coś”), lubi przybierać postać Boga chrześcijańskiego. W wywiadzie, którego Meissner udzielił klerykalnemu tygodnikowi „Niedziela” (jest w sieci), fizyk ten w ostatnim zdaniu odwołuje się do Ewangelii św. Jana: dla mnie, jako fizyka, niedościgłym podsumowaniem problemów, o których mówiliśmy, pozostaje genialny początek Ewangelii wg św. Jana: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” (J1,1).A może fizycy powinni częściej czytać Biblię i znajdować w niej słuszne wyjaśnienia i koncepcje? Już Newton na podstawie Biblii ustalił wiek świata na kilka tysięcy lat. Meissner zaś znalazł, że na początku było Słowo, czyli Bóg. Są dziś fizycy z tytułami doktora, którzy – mieszając fizykę z Biblią – przyjmują, że Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, a siódmego odpoczywał. Publikują ciekawe artykuły na temat neutrin, aksjonów i konformalnej symetrii. Fajnie bywa wśród fizyków. Wspomniana już teolożka Celestyna na dorocznym kongresie CERN, po mocnym drinku rzuciła z mównicy dwóm obecnym na sali religijnym fizykom: „Zostawcie, kur…, Pana Boga!”.

Ilu jest wierzących naukowców? Krążą na ten temat w internecie różne nieprawdziwe wiadomości, sprawdzałem. Wiarygodne dane podał profesor Jerry Coyne w wywiadzie dla racjonalista.tv. Wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk osoby religijne stanowią 2%.

Jeżeli fizyk wprowadza do wiedzy o świecie pojęcie Boga i transcendencji, to opuszcza pole nauki, głosi pogląd należący do kategorii wierzeń religijnych. Fizykowi wolno być człowiekiem religijnym, ale nie powinien twierdzić, że za jego religijnymi przekonaniami stoją naukowe uzasadnienia. Meissner dokonuje kamuflażu, jako fizyk korzysta z autorytetu nauki, ciągle miesza fizykę z religią, choć mówi, że rozdziela. Swoje religijne poglądy przedstawia jako wynikające z wiedzy naukowej, z fizyki. To nadużycie. Uczciwiej byłoby, gdyby Meissner wyraźnie powiedział, że głosi poglądy religijne, które z nauką nie mają nic wspólnego. Bowiem z istnienia praw przyrody, które odkrywa fizyk, w żaden sposób nie wynika istnienie transcendencji i Boga.

Ks. prof. Michał Heller poświęca istnieniu Boga więcej miejsca niż Meissner. Ze względu na różnicę pokoleniową może być traktowany – chociaż niekoniecznie dosłownie – jako mentor Meissnera. Według Hellera o istnieniu Boga świadczy przede wszystkim istnienie w przyrodzie praw, które dają się ująć w formuły matematyczne. Heller nazywa to matematycznością świata. Badacz odkrywa te prawa, odkrywa matematyczne formuły, które rządzą przyrodą. Problem w tym, że z matematyczności świata, z istnienia praw przyrody, które dają się ująć w matematyczne formuły, nie wynika w żaden sposób istnienie Boga. Z istnienia praw przyrody wynika tylko tyle, że istotnie prawa te odkrywamy i przyroda w jakimś zakresie tymi prawami się rządzi. Prawa są nieodłącznym atrybutem przyrody. Nie ma tu miejsca dla Boga. Po co ten Bóg?

Heller czasami krytykuje koncepcję „Boga luk”, ale idzie mu o odrzucenie skłonności do nadużywania tej koncepcji przez teologów i niektórych badaczy. Sam jednak, co przyznaje, w kluczowych kwestiach do tej koncepcji się odwołuje. Zaraz to zobaczymy.

Heller przyjmuje, że nauka nie może odwoływać się do bytów nadprzyrodzonych, tylko do naturalnych, przyrodniczych. Nazywa trafnie tę zasadę metodologicznym naturalizmem. Nie jest jednak konsekwentny. Wprowadza Boga do naszej wiedzy o świecie. Twierdzi, że w naszej wiedzy o świecie są „dziury”, które muszą być wypełnione Bogiem, owym „Bogiem luk”. Otóż – powiedzmy zdecydowanie – nie muszą. To tylko Heller sądzi, że istnienie świata, praw przyrody, matematyczność i swoista racjonalność świata, a także istnienie uniwersalnych wartości, muszą świadczyć o istnieniu Boga. Tymczasem świadczą tylko o istnieniu świata, którego do końca zrozumieć nie jesteśmy w stanie. Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale wprowadzanie fikcji literackich, Boga, do naszych prób jego zrozumienia, jest intelektualną łatwizną.

Jak to jest z istnieniem rzeczywistości nadnaturalnej (nadprzyrodzonej)?

Odpowiedź jest zdecydowana. Nic nie świadczy o istnieniu jakiejś rzeczywistości nadnaturalnej. Nie ma powodów, by uznawać istnienie bytów nadnaturalnych, np. Boga. Można konsekwentnie uznawać, że istnieją tylko byty naturalne, przyroda wraz z właściwymi jej prawami, które naukowcy stopniowo odkrywają. Heller i Meissner pomijają ten sposób widzenia świata, chociaż zyskuje on współcześnie na znaczeniu. Głoszą religijny kreacjonizm zakorzeniony w myśli archaicznej. Wolno im. Nie powinni jednak powoływać się na autorytet nauki, a tymczasem swoje religijne poglądy ciągle przeplatają naukowymi kwestiami. Trzeba więc powiedzieć, że istnienie transcendencji-Boga, to na gruncie fizyki nie jest nawet hipoteza. To luźne dywagacje spoza dziedziny nauki.

Co więcej, samo rozróżnienie na byty naturalne i byty nadprzyrodzone (nadnaturalne) jest niczym więcej niż archaicznym pomysłem. Współcześnie w pojmowaniu świata byty nadprzyrodzone są coraz bardziej usuwane na margines lub całkowicie odrzucane. Na gruncie nauki w ogóle nie odwołujemy się do bytów nadnaturalnych. To krok we właściwym kierunku. Konsekwentnie idąc tą drogą dochodzimy do stanowiska, zgodnie z którym istnieją tylko byty naturalne. Żadnych Bogów i sił nadprzyrodzonych nie ma. Bo skoro nauka nie odwołuje się do bytów nadnaturalnych, to dlaczego w ogóle przyjmować ich istnienie?

Nie wszyscy robią ten krok w kierunku konsekwentnego naturalizmu. Niektórzy zatrzymują się w pół drogi, akceptują w pewnym zakresie naturalizm metodologiczny, ale jednocześnie uznają istnienie bytów nadnaturalnych. To właśnie stanowisko Hellera i Meissnera. Sądzą oni, że istnienie bytów nadnaturalnych wynika z faktu istnienia praw przyrody i matematyczności świata. Otóż nie wynika. Trudno też uwierzyć, że przywołanie Boga cokolwiek wyjaśnia. Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale religia nic nie wyjaśnia.

Heller bardzo wąsko widzi rolę nauki, nie docenia jej wpływu na światopogląd ludzi. Tymczasem od co najmniej dwóch stuleci możemy mówić o kształtowaniu się światopoglądu opartego na nauce, nie dającego się pogodzić z religią. Podstawę jego stanowi zasada przyjęta we współczesnej nauce, że w poznawaniu rzeczywistości bierzemy pod uwagę tylko byty naturalne, odrzucamy nadnaturalne (jest to stanowisko naturalizmu metodologicznego). Ale idzie krok dalej, przyjmuje, że taka jest właśnie rzeczywistość, w której żyjemy, taki jest Wszechświat wraz z prawami przyrody, które odkrywamy. Nie ma bytów nadprzyrodzonych. Jest to konsekwentny naturalizm. Inaczej mówiąc, skoro nauka nie uwzględnia w swoich wyjaśnieniach, teoriach, badaniach, żadnych bytów nadprzyrodzonych, to znaczy, że takie byty nie mają racji bytu (to sformułowanie bardzo dobrze brzmi!).

Nie jest prawdą, że z nauki nie wynikają przekonania światopoglądowe. Wynikają. I to te najbardziej podstawowe, nie tylko np. przekonanie, że czarownice to średniowieczne urojenie. Nauka, biorąc pod uwagę tylko byty naturalne, przenosi Boga, byty nadnaturalne, czary, cuda itp. do dziedziny wytworów umysłu ludzkiego, które nie występują jako byty rzeczywiste. To dziedzina fikcji literackiej, baśni, fantasy, urojeń (m.in. dlatego ludzie na ogół bardziej polegają na medycynie niż na modlitwie, chociaż przezornie używają jednego i drugiego). Z nauki wynika naturalizm, ale nie teizm czy deizm.

Światopogląd naturalistyczny, oparty na nauce, to konsekwentne uznanie, że świat jest bytem naturalnym, nie ma w nim miejsca na byty nadnaturalne. To naturalizm nie tylko metodologiczny, ale integralny. Światopogląd ten zaprzecza wszelkim koncepcjom teistycznym, także deizmowi, nie tylko tradycyjnym religiom. Jest w nim miejsce na swoisty mistycyzm, rozumiany i odczuwany nie jako doświadczanie Boga, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią wielkiego wszechświata, którego nie jesteśmy w stanie do końca pojąć. Jest to mistycyzm naturalistyczny, mistycyzm bez Boga.

Wpływ nauki na światopogląd ludzi dokonuje się nieuchronnie i budzi wielki niepokój Kościoła, księży, religiantów. Próbują oni temu zaradzić wszelkimi sposobami, przede wszystkim prowadząc szeroką i zróżnicowaną indoktrynację religijną, w której uczestniczą czasami naukowcy. – Alvert Jann

…………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O ateizmie, religii i nauce piszę także w artykułach:

Teoria Boga krótko wyłożona” – http://racjonalista.tv/teoria-boga-krotko-wylozona/ 

Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów”: – http://racjonalista.tv/sprzecznosci-miedzy-nauka-a-religia-10-przykladow/ 

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://racjonalista.tv/dowod-na-nieistnienie-kogo/

Jak ks. prof. Heller dowodzi istnienia Boga” – http://racjonalista.tv/jak-ks-prof-heller-dowodzi-istnienia-boga/

Ilu naukowców wierzy w Boga?” – http://racjonalista.tv/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

"Lekcje religii w szkołach wyższych" –  http://racjonalista.tv/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ 

Na blogu znajduje się ponad 70 artykułów – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

……………………………………………………………………………………

Avatar
O autorze wpisu:

  1. chodzi tak naprawdę o boga deistów (Newton, Paine, Voltaire, Bayle, Lessing), dawniej deizm był wrogiem religii, bo zaprzeczał cudom, teraz kościoły starają się stać w jedym szeregu z deistycznymi naukowcami. Nie można być naukowcem wierząc w cuda, ale już naukowcem-deistą można próbować być.

  2. Tak, „Coś” to często bóg deistów. Sądzę, że naukowcy mogą także wierzyć w cuda, ale częściej skłaniają się ku deizmowi. Problem w tym, że z nauki nie wynika nawet deizm, a Heller i Meissner wyraźnie optują na rzecz boga chrześcijańskiego. To że próbują uzasadnić swój deizm czy wiarę religijną odwołaniem się do nauki, jest wbrew logice.
    Żeby nie powodować niejasności, dopisałem teraz pod koniec tekstu obok teizmu także deizm (deizm, jeżeli nie jest unikiem, skłonny jestem traktować jako szczególny rodzaj teizmu).

  3. Meissner i Heller to zagadka wszechswiata. Hellera w pewnym sensie rozumiem, nasiakl sutanna od mlodosci wiec musi poslugiwac sie jezykiem koscielnym, natomiast dlaczego Meissner? Chyba wyniosl to z domu, wychowanie bogobojne, i tak jak niektorzy chrzcza dzieci aby nie robic przykrosci rodzicom, tak pewnie i Meisser nie chce robic przykrosci.
    W kazdym razie obydwaj ci wysmienici panowie doskonale wiedzą co i kiedy mowią, i ilosc bzdur dozują w zaleznosci od publicznosci. Gdy publika stricte naukowa, to Heller sie odwazy co najwyzej powiedzec, ze wg Einsteina „Bog nie gra w kosci”, bez rozwijania tematu. Gdy publicznosc to np. studenci to juz mozna pojsc troche dalej i wciskac zdania z Ewangelii (Meissner), a gdy publika religijno-popularno-naukowa to idą anekdoty o swietych i cudach niewidach.

    Osobiscie podejrzewam, ze oni nie wierza ani w deistycznego ani religijnego boga, po prostu uzywaja tych pojec jako wytrychow, i w celu ladnych opowiastek dla polsko-katolickiej gawiedzi. Bo co z ich opowiesci wynosi polsko-katolicka gawiedz? Nic, oprocz jedynego przekazu ktory sa zdolni przyswoic: za wszystko odpowiada zydowski bog.
    PS. Zamiast Bog proponuje piscac Bostwo (to Cos), bo Bog jest zarezerwowany w umysle Polakow dla tego „prawdziwego” boga.

  4. Meissner zawsze podkreśla, że odpowiedź na to dlaczego w ogóle istnieją prawa fizyki, nie da sie wyjaśnić na gruncie samej fizyki.
    Co do transcendecji to slowo moze się wydawać „intelektualne”, ale pasuje najlepiej.
    Prof. Meissner zawsze podkreśla, że to jego osobiste zdanie, że istnienie praw fizyki wskazuje na istnienie transcendecji. Nie musi to mieć żadnego związku z Bogiem, nawet określanym jako Coś.
    Do tego, on może się takiej transcendencji spodziewać, po przepracowaniu całego życia z fizyką. „Zwyklym śmiertelnikom” trudno byłoby to pokazać, podobnie jak np głębokie piękno Teorii Względności Einsteina.
    Możnaby mu więc jedynie ufać, że może być coś poza Wszechświatem ( np inny Wszechświat ), gdyby on rzeczywiście stwierdzął, że tak jest. Ale on zawsze zastrzega, że to jego osobiste odczucia!!! Do tego wynikające z IQ oraz przepracowania dziesiątek tysięcy godzin z fizyką !!!

    1. Jest jednak inaczej niż Pan pisze. Np. w wykładzie w Liceum im. Rejtana w W-wie prof. Meissner wyraźnie mówił, że transcendencję można określić jako boga, chociaż bez określania, jaki to bóg (czyli bóg „Coś”). To stwierdzenie wzbudziło krytyczne uwagi niektórych słuchaczy. Proszę też uwzględnić wywiad dla „Niedzieli”, który cytuję. Jeżeli profesor fizyki mówi, że dla niego „jako fizyka” niedoścignione podsumowanie problemów ważnych na gruncie nauki zawiera Ewangelia św. Jana, to jest to kompromitujące.
      Wysokie IQ prof. Meissnera to żaden merytoryczny argument. Newton, który przypuszczalnie miał także wysokie IQ i wiele lat zajmował się zagadnieniami fizyki, obliczył wiek świata na podstawie Biblii na kilka tysięcy lat – chyba jednak się pomylił. Można całe życie zajmować się jakąś dziedziną wiedzy, mieć wysokie IQ, a jednak mylić się zdecydowanie. Dotyczyć to może nie tylko Newtona, ale także profesorów Meissnera i Hellera.
      Proszę też wziąć pod uwagę, że prawa przyrody to – jak wielu naukowców przyjmuje – immanentna, niezbędna cecha przyrody i nie musiały one mieć jakiegoś zewnętrznego pochodzenia, jak przyjmują Meissner i Heller. To, że na gruncie fizyki nie można dziś powiedzieć, jak powstała przyroda i właściwe jej prawa, nie znaczy że musiały być stworzone przez jakąś transcendencję (jeżeli powołujemy się na transcendencję, to powstaje pytanie, jak powstała owa transcendencja – powiedzenie, że ona nie musiała już być stworzona, niczego nie wyjaśnia i jest jedynie werbalnym rozwiązaniem problemu, pozbawionym rzeczywistego znaczenia).
      Podaję link do wykładu prof. Meissnera: https://www.youtube.com/watch?v=291sutj35Mo

    2. Panie Piotrze,
      Odnosząc się do Pana wypowiedzi:
      „…Prof. Meissner zawsze podkreśla, że to jego osobiste zdanie, że istnienie praw fizyki wskazuje na istnienie transcendencji. Nie musi to mieć żadnego związku z Bogiem, nawet określanym jako Coś.Do tego, on może się takiej transcendencji spodziewać, po przepracowaniu całego życia z fizyką….”
      Otóż tak, jak Autor tego artykułu wskazywał, logicznie nieuprawnione jest wnioskowanie, które Pan przedstawia wtórując prof. Meissnerowi „..że istnienie praw fizyki wskazuje na istnienie transcendencji”. A tym bardziej Pana interpretacji (innej jednak myśli prof.Meissnera), że z ilości godzin przepracowanych z fizyką można spodziewać się takiej transcendencji.
      Proszę zauważyć, że praktycznie na każdym wykładzie z fizyki na youtube religijnie zaangażowany prof. Meissner umieszcza swoje rodzynki transcendentne, sugerując bezwiednie : Fizyka Fizyką tu transcendencji nie będę postulował (bo nie chce 'Boga’ od łatania dziur), gdyż kiedyś nauka może ją wyeliminować jak pokazuje historia. Ale już skąd się wzięły prawa fizyki to nie ma mocnych, a wiec Tu postawię Pytanie… niech to pozostanie po wykładzie. To tak, jak słynne anegdoty o PRL’owskich wypracowaniach w stylu: „Kto jest twoim idolem/bohaterem wypowiedź uzasadnij i dlaczego to Lenin” … Jeśli chodzi o filozofie ks. prof.Hellera, On idzie dalej i subtelniej niż młodszy Meissner postulując, że świadectwem Boga (odważnie zastępując nazwę transcendencji) jest istnienie, jakoby niezależne, matematyki w wydaniu ludzkim i tzw. Matematyki w wydaniu Boskim, a nie tylko istnienia praw fizyki. Postulowanie dodatkowej Matematyki Boskiej wprowadza, bo widzi duże problemy matematyki ludzkiej, jak np. trudności z analitycznymi rozwiązaniami równań różniczkowych nielinowych, itp. cytując przy tym namiętnie Einsteina (podobnie jak czyni prof Meissner) np. „…On (Bóg) całkuje empirycznie”,”..odszyfrowanie zamysłu Boga”, itp… Rzadko jednak obaj dodają (czasami Heller), że Einstein nie używał słowa Bóg w znaczeniu w jakim Oni parafrazują Jego słowa budując swoje transcendentne sugestie, gdyż Einstein był całkowicie niewierzący w chrześcijańskiego Osobowego Boga. Tych szereg nadinterpretacji punktowych ma w ich mniemaniu pokazać, że niema żadnych przeszkód pomiędzy nauką a religią, a nawet, że jedno z drugiego wynika…Ważne w tym ich przesłaniu jest, by więcej nic nie mówić, bo to ma wygenerować samodzielnie, w nieuplastycznionych umysłach odbiorców, odpowiednio jedynie słuszne skojarzenia…

      Pozdrawiam
      Dariusz Gąsiorowski

  5. – Artykuł jest wylewaniem pomyi, zarzuty bez pokrycia (np: „logiki religijnej”).

    – autor odnosi się do wygodnych mu stwierdzeń pomijając wypowiedzi które by je tłumaczyły. (np: Wielokrotnie Pan Krzysztof krytykował postawę "Boga od Luk")

    – Artykół jest znacznie dłuższy niż wywiad na który się powołujesz co świadczy o wodolejstwie (i to męczącym).

    – Wszystkie wypowiedzi są bardzo tendencyjne, brak w nich choć próby zrozumienia strony przeciwnej i jej argumentów, a jedyny cel (z tego co widzę) to bezpośredni atak na światopoglądy P. Krzysztofa oraz Ks. Michała.

    – właśnie zmarnowałem czas na czytanie tego … czegoś. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *