Kanadyjski Tristan i Lutosławski

 

W piątkowy wieczór (20.01.23) przed orkiestrą Filharmonii Wrocławskiej NFM stanęła kanadyjska dyrygentka Keri-Lynn Wilson. Szybko okazało się, że mamy do czynienia z artystką nietuzinkową, która po prostu zaczarowała orkiestrę. Urzekająca plastyczność frazy, przemyślany i dopieszczony koloryt smyczków, niezwykła precyzja, ekspresja połączona z elegancją – to wszystko pojawiło się już w pierwszych minutach koncertu i trwało aż do jego końca.

 

Usłyszeliśmy te utwory:

Barkauskas Konzertstück für Orchester nr 2, op. 103

Lutosławski Koncert wiolonczelowy

Strauss Ucieszne figle Dyla Sowizdrzała op. 28, TrV 171

Wagner Prelude i Liebestod z dramatu muzycznego Tristan i Izolda

 

Dzieło Vytautasa Barkauskasa, znanego litewskiego kompozytora drugiej połowy XX wieku okazało się być bardzo malownicze. Nie niosło ono ewidentnych śladów neoklasycyzmu, choć można powiedzieć, że stało ono po tej samej, racjonalnej i przejrzystej, stronie budowania formy. Podobała mi się szczególnie kulminacja tematów i muzycznych efektów pod koniec Konzertstück.

 

Koncert wiolonczelowy Witolda Lutosławskiego powstał z myślą o Mścisławie Roztropowiczu, który był także pierwszym wykonawcą dzieła. Początkowo wirtuoz zachęcał Lutosławskiego do nie troszczenia się o możliwe trudności. Jednak, gdy wiolonczelista miał już przed sobą partyturę, musiał przyznać, że jest to bardzo trudny orzech do zgryzienia. Rosyjski artysta na bazie rozmów z kompozytorem przydał koncertowi znaczenie walki jednostki (wiolonczeli) z machiną totalitarnego państwa (orkiestra). Na ten trop myślowy może naprowadzać rozległy wstęp solowy wiolonczeli, będący niejako wszechświatem Lutosławskiego w pigułce.

 

We Wrocławiu dzieło Lutosławskiego zagrał na wiolonczeli Nicolas Altstaedt, niemiecki wiolonczelista znany ze współpracy z najsłynniejszymi dyrygentami i orkiestrami. Jego fonografia jest całkiem imponująca, jest tu wiele płyt dla niezastąpionej Alphy z muzyką Ravela, Szostakowicza, Beethovena, Solonena i Weinberga. Artysta nagrywał też dla Warnera i Naxosu (który jest, nota bene, światowym dystybutorem płyt NFM). Mniej obecne na płytach są (przynajmniej teraz) kreacje wiolonczelisty z wybitnymi barokowcami, takimi jak Andrea Marcon, Giovanni Antonini czy Andrew Manze.

 

 

Przy koncercie Lutosławskiego doświadczenia płynące z wykonywania muzyki innych niż XX wiek epok były jednak jak najbardziej słyszalne. Wirtuoz zagrał dźwiękiem łagodnym i jedwabistym, zupełnie inaczej niż Roztropowicz, ale równie chyba doskonale, co brzmi dla mnie szokująco, ale jednak. To było wybitne wykonanie koncertu wiolonczelowego naszego twórcy, jedne z najlepszych jakie słyszałem. Jednakże nie była to walka jednostki z opresyjnym tłumem, lecz wspaniała symfonia koncertująca tworząca spójny, homogeniczny wszechświat muzycznych zdarzeń i nastrojów. Wydaje mi się, że to najlepsza droga do Lutosławskiego i chciałbym słyszeć jak najwięcej jego dzieł z Keri-Lynn Wilson i Nicolasem Altstaedtem.

 

Druga część koncertu, czyli Strauss i Wagner dała już pełne pole do popisu orkiestrze i dyrygentce. Po znakomitym udziale muzyków w koncercie Lutosławskiego i świetnie zagranym dziele Vytautasa Barkauskasa, które samo w sobie miało dla mnie zbyt duży komponent filmowej ilustratywności, spodziewałem się teraz niesamowitych wrażeń. I nie zawiodłem się.

 

Ucieszne figle Dyla Sowizdrzała op. 28, TrV 171 Ryszarda Straussa zagrane były z ogromnym rozmachem i wielkim kunsztem muzyków orkiestry, skłonionych przez Straussa do wielu solowych partii. Blacha i koncertmistrzyni wręcz porywali doskonałością frazy i wyrazistą barwą, podobnie drewno jak i ogólnie, wszystkie smyczki, skupione we wspaniale kształtowanych, przejrzystych i plastycznych frazach. Doczytałem później, że Keri-Lynn Wilson, choć Kanadyjka, dorastała i kształciła się w USA, w Julliard School of Music, skąd zaczerpnęła pewne i doskonałe rzemiosło, nie przejmując jednak zbyt technokratycznej maniery, czyniącej z niektórych absolwentów tej szkoły znakomicie grających nudziarzy. Z prywatnego życia artystki Wikipedia podaje wzmiankę o tym, że dyrygentka uwielbia Nowy Jork, gdzie czuje się jak w domu, zaś jej mężem jest Peter Gelb, główny menadżer MET. I rzeczywiście, idiom artystyczny kanadyjskiej artystki najbardziej zbliżony jest, moim zdaniem, do Leonarda Bernsteina. Słychać tu podobną plastyczność, precyzję, swego rodzaju racjonalność w podejściu do muzyki, która jest na tyle mocno osadzona w osobistej wrażliwości, że pozwala wydobywać z partytur dowolne emocje w bardzo przekonywujący, barwny i niemal rzeźbiarski sposób. Bernstein (nieśmiertelny dzięki płytom) nie zdobywa najwyższych not wśród moich przyjaciół melomanów, jednak ja go bardzo cenię i mam wrażenie wyjątkowo błyskotliwego i inteligentnego podejścia do utworów w każdym jego nagraniu. Keri-Lynn Wilson to, moim zdaniem, podobny żywioł, można by powiedzieć, że dyrygentura amerykańska w jej najlepszym wydaniu, specyficzna dla Nowego Świata i bardzo oddana samej muzyce. Niestety, ilość płyt CD z Keri-Lynn Wilson dostępnych obecnie w sieci jest niewielka, ale znalazłem bardzo ciekawą dla labelu Dorian.

 

Śmierć miłosna Izoldy, oddająca Schopenhauerowską ideę szukania nieskończoności w drobnej kropli czasu, pokazująca, że kres może być początkiem, a raczej trwającym nieskończenie światem dzięki sztuce i miłości, oddana została przez Wrocławskich Filharmoników w bardzo poruszający sposób. Podstawą było tu wspaniałe, wręcz świetliste brzmienie smyczków, doskonale wyrzeźbione przez batutę Keri-Lynn Wilson. Strauss został zagrany doskonale, w Wagnerze zabrakło troszeczkę skupienia w dalszych głosach orkiestry, w figuracjach smyczków podczas kulminacji Liebestod. Ale i tak było znakomicie.

 

Keri-Lynn Wilson / fot. Olivia Kahler/ ze stron NFM

 

Reasumując – był to wspaniały koncert. Po wiolonczeliście już wcześniej spodziewałem się doskonałej interpretacji i otrzymałem coś znacznie większego. Było to nowe spojrzenie na arcydzieło Lutosławskiego, z pewnością jedne z najlepszych możliwych. Z kolei dyrygentki Keri-Lynn Wilson nie znałem i nie łatwo by było mi ją poznać z nielicznych (lub trudno dostępnych) nagrań. Jednak, szczególnie w Lutosławskim i Straussie otrzymaliśmy kawał doskonałej dyrygentury, mogący się kojarzyć z nowojorskimi dokonaniami Bernsteina, ale oczywiście nowy, świeży i pobudzający wyobraźnię. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się w sieci masa nagrań Keri-Lynn Wilson, bo to ogromnie utalentowana dyrygentka.

 

 

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.