Prusy Clarka i Engelmanna

Nie jest żadnym odkryciem, że sposób w jaki widzimy historię i nasze przekonania polityczne wpływają na siebie nawzajem. Tym razem wziąłem na tapetę dwie książki dotyczące historii Prus:

Clark C, Prusy powstanie i upadek 1600-1947, przeł. Jan Szkudliński, Bellona Warszawa 2009.

Engelmann B., Prusy. Kraj nieograniczonych możliwości, przeł. Brygida Jodkowska Wydawnictwo Poznańskie Poznań 1984.

Christopher Clark (ur. 14 marca 1960 w Sydney) to australijski historyk mieszkający w Wielkiej Brytanii. Od marca 1985 do października 1987 Clark studiował na Wolnym Uniwersytecie Berlina. Jest profesorem historii nowożytnej Europy w St Catharine’s College na Uniwersytecie Cambridge. Clark to miłośnik Niemiec, ożeniony z Niemką, i nagrodzony za zasługi dla polepszenia relacji UK-Niemcy. Światopoglądowo jest przede wszystkim liberałem i przekonująco tropi on liberalizm w Prusach, które uważa za jedną z kolebek liberalizmu silnego nawet w czasach niby autorytarnych. Prusy porównuje z innymi krajami w danej epoce, stąd jego ocena wypada zwykle życzliwie.

Bernt Engelmann, autor: „Preußen: Land der unbegrenzten Möglichkeiten”, Goldmann, München 1979, (ur. 20 stycznia 1921 w Berlinie, zm. 14 kwietnia 1994 w Monachium) – niemiecki pisarz, od 1977 do 1983 przewodniczący Związku Pisarzy Niemieckich w RFN, krytyk społeczeństwa zachodnioniemieckiego i niemieckiej tradycji narodowej, czego dał wyraz m.in. w książce My poddani z 1974 roku. Bernt Engelmann, pochodzenia żydowsko-hugenocko-germańsko-słowiańskiego, uważał się za Prusaka, światopoglądowo był jednak lewicowym demokratą. W swojej pracy o Prusach anachronicznie porównuje Prusy i ich ustrój nie z innymi krajami w danej epoce, lecz z wymaganiami XX-wiecznego demokraty, stąd jego ocena wypada zwykle nieżyczliwie.

Tak to bywa z historią, że lepiej zostawić ja może historykom. Wszak takich nie historyków-anachronistów jest wielu: Nina Kraherowa, Paul Johnson… Ale przejdźmy teraz do tego czego możemy się nauczyć od naszych autorów. Zacznijmy od Clarka. Nie zgadza się on z oceną Churchilla z 1943 roku, że Prusy są jako jądro Niemiec, źródłem wciąż wybuchającej zarazy (Clark 2009, s. 26). Przypomina, że Prusom zazdroszczono właśnie ich kodeksy praw z 1794 roku, ich postępowości. W 2002 roku Alvin Ziel z SPD Brandenburgii zaproponował by połączyć Brandenburgię i Berlin w Prusy, zaczęła się wrzawa, słowo Prusy nadal jest kontrowersyjne, stąd Clark chce je odczarować (Clark 2009, s. 29). Brandenburgia była zawsze biednawa, a mimo to stanowiła rdzeń potęgi Fryderyka II, który opierał się koalicjom większym niż te co atakowały Ludwika XIV, dziwiło to już Voltaire’a (Clark 2009, s. 31). Hohenzollernowie przyjęli luteranizm ostrożnie i zachowali pewien sceptycyzm religijny zapoczątkowując tradycję względnej tolerancji (Clark 2009, s. 39). Jan Zygmunt w 1613 przeszedł na kalwinizm ale nie wymagał tego od mieszkańców, to był szok (Clark 2009, s. 44) i spore ryzyko. Wojna trzydziestoletnia uczyniła nieosłoniętą Brandenburgię igraszką obcych monarchów, i trwała na tyle długo, że stała się czymś w rodzaju restartu dla Prus (Clark 2009, s. 60). W 1672 roku Pufendorf wparty na Hobbesie uznał, że necessitas państwa wymaga by stany dały pieniądze monarsze na obronność. Nadał też pruskiej monarchii silnej świadomości procesu historycznego (Clark 2009, s. 61). Fryderyk Wilhelm, „wielki elektor” (pan. 1640-1688), który wojnę trzydziestoletnią spędził zamknięty w kostrzyńskiej twierdzy (by nikt go nie porwał) a potem w Holandii w Lejdzie przyswoił sobie holenderską nowoczesną naukę polityczną, neostoicyzm, i kalwiński etos (Clark 2009, s. 64). Wojskowość i inne służby zaczął od lat 50tych reformować na wzór holenderski. Holandia jak Brandenburgia była małym krajem bez bogactw, który stał się potęgą. FW pracował ciężej niż sekretarz, rozpoczynając tradycję pruskich pracusiów na tronie. W 1675 roku w bitwie pod Fehrbelinem zadziwił świat pokonując Szwedów i mszcząc się za zbrodnie z czasów wojny trzydziestoletniej (Clark 2009, s. 69). Przejmując nieco szwedzkiego pomorza uczynił Brandenburgią większą od Saksonii. W 1657 roku uzyskał Prusy Książęce, od 1663 roku był dzięki temu niezależny od cesarza. Uważał, że „sojusze są dobre, ale własna siła jest lepsza”. Od 1679 roku był sprzymierzony jednocześnie z Francją (i subsydiowany) i jej przeciwnikami, uczynił z XVII-wiecznej niestałości sojuszów (Wechselfieber) stały element polityki (Clark 2009, s. 73). Jego państwo było nieosłonięte i w środku Europy, tylko tak mógł robić. Paul von Fuchs wprost namawiał go do tej Schaukelpolitik (Clark 2009, s. 74), nie palił mostów z Wiedniem, w Rzeszy wpierał habsburskich kandydatów, ale generalnie trzymał się raczej Francji. Kalwinizm był także elementem jego polityki. Kalwińscy ministrowie nie słuchali luterańskich stanów i byli wierni monarsze (Clark 2009, s. 77). Stanu nie chciały stałej armii i wolały by w razie ataku np. Szwecji elektor modlił się… W 1661 roku aresztując Hieronimusa Rotha wywarł FW wpływ na Królewiec i jego stanowe skąpstwo (Clark 2009, s. 80), bardzo długo jednak i cierpliwie próbował po dobroci. Jak stała armia, tolerancja i dwuwyznaniowość, akcyza też był rozwiązaniem pionierskim – uniezależniła częściowo władcę finansowo od stanów i podzieliła interesy poszczególnych warstw społecznych. Biurokrację budował FW nie z junkrów, lecz z cudzoziemskich kalwinów. Kraje nizinne muszą być agresywne by przetrwać. W 1664 roku kazano luteranom i kalwinom powstrzymać się od atakowania się wzajemnie, każdy duchowny obu wyznań miał to podpisać – był to pierwszy pruski edykt tolerancyjny z wielu (Clark 2009, s. 131). Jako kalwini Hohanzollernowie sami byli w swoim kraju mniejszością, no i FW był wychowany w Holandii, stąd tolerancja. W edykcie poczdamskim 1685 roku elektor witał hugenotów ale zabraniał katolikom chodzenia na msze do poselstw katolickich krajów, tolerancja bywała więc nieco wybiórcza. Bogaci Żydzi byli chętnie widziani w Berlinie, w 1669 nakazano urzędnikom opłacić odbudowę zniszczonej przez motłoch synagogi w Halberstadt. Prusy przyjęły tylko 1/20 hugenotów zbiegłych z Francji po 1685 roku, ale byli to ci najlepsi specjaliści (Clark 2009, s. 145).

Fryderyk I sam się uznał de facto za króla w Prusiech, cesarz Leopold I miał tylko agnoszieren – czyli uznać tą koronację, uznał bo potrzebował pomocy wojskowej (Clark 2009, s. 89). Christian Wolff w 1721 roku chwalił wysiłki F I by uczynić dwór królewskim, nie rozumiał tego jednak Fryderyk II. Pietyści jako marginalizujący różnice między obu wyznaniami protestanckimi byli dobrze przyjęci w Prusach (Clark 2009, s. 135). Pedagogium pietystyczne Franckego oferowało znakomitą wszechstronną edukację o jakiej się wówczas nikomu niemal nie śniło, znowu Prusy były w czołówce (Clark 2009, s. 137). Sierociniec Franckego od 1702 roku miał w Berlinie własną księgarnię. Potem w Lipsku i Frankfurcie nad Menem kolejna.

Fryderyk Wilhelm I, król-sierżant (pan. 1713-1740) lubił poniżać naukowców i upijać ich. Np. w 1728 roku na Tabakkollegium zaprosił profesora Friedricha Hackemanna i oglądał z rozbawieniem jego wyzywanie się z pisarzem Davidem Fassmannem, dokuczał też historiografowi Fryderyka I (przy FW I był tylko doradcą ekonomicznym) profesorowi Jacobowi Paulowi von Grundligowi (Clark 2009, s. 97-99), ale na swój sposób też był człowiekiem postępowym. Dbał o przemysł, o przejrzystość kolegialną administracji (Generaldirektorium), o jasne prawa i przepisy, o to by decyzjoniści mieli maksimum informacji (Clark 2009, s. 103). Generaldirektorium zbierało się jak nowoczesne biuro o 7:00 latem godzinę potem w zimie. Na tyle na ile mógł starał się wejrzeć w los chłopów i jak traktowani są przez panów (Clark 2009, s. 105). Allodikation der Lehen – był to proces znoszenia zbędnych procedur feudalnych, walczył z przemytem tańszego i lepszego zboża z Polski (Clark 2009, s. 106), tworzył stałą sieć spichlerzy wojskowo-kryzysowych (dla armii i w razie głodu). W 1734-1737 i w 1739 uratowały one Prusy przed głodem. Oczywiście nie udało mu się znieść wszystkich ceł wewnętrznych ale ograniczył ich liczbę. Od lat dwudziestych nosił regularnie mundur pruskiego porucznika lub kapitana (s. 109). System kantonalny z 1733 ucywilizował nieco stosunki wojskowe, chłopcy przestali uciekać do Meklemburgii, poza tym Christopher Clark uważa, że generalnie między wojskiem a resztą zapanowała symbioza. Biedna szlachta dzięki wojsku poczuła się godniejsza, tak samo wieli łyków wiejskich dotąd niedowartościowanych, a teraz stających się ważnymi członkami swoich społeczności. Rezerwiści chodzili do kościoła w mundurach. Zasadniczo do służby liniowej brano ludzi wysokich powyżej 169 cm, niscy byli posłańcami lub zwalniano ich ze służby wojskowej, więc nie są prawdą twierdzenia, że każdego w każdej chwili mogli zgarnąć werbownicy (s. 113). FW I tworzył administrację centralną bez szlachty, ale w administracji lokalnej (landraci) szlachta to sobie odbiła, Fryderyk II dla świętego spokoju zgodzi się wybierać landratów z kandydatów przedstawionych przez miejscową szlachtę, FW I jeszcze się często opierał (Clark 2009, s. 123). Wojskowi nie narzucali swego stylu życia mieszczanom. Miasta pozostały aktywne obywatelsko, np. w 1778 roku w Halberstadt powstało prężne Tow. Literackie, w Soest (Westfalia) działało Tow. Patriotycznych Przyjaciówł i Entuzjastów Historii Okolicznej, wydające „Westphaelische Magazin”, we Frankfurcie nad Odrą zaś od lat 40-stych działało Towarzystwo Niemieckie, potem zaś Towarzystwo Uczonych i lokalna loża (Clark 2009, s. 156). Pruscy mieszczanie nie byli biernymi trybikami czekającymi na rozkazy.

Za „króla-sierżanta”, biurokracja nadal była malutka i prowizoryczna. Listy nawet urzędowe przekazywano adresatom w karczmach, po tym jak przeszły przez wiele rąk pastorów, karczmarzy czy uczniów, słowem każdego godnego zaufania, że list dostarczy (Clark 2009, s. 122). Korespondencję rządową czasem najpierw wysyłano do karczm. W 1760 roku w Minden 10 dni list szedł kilka kilometrów, bo każdy chciał przeczytać list rządowy… W 1718 roku FW I dał wyłączność na posługi duchowe w wojsku pietystom (Clark 2009, s. 139), byli oni często przyjmowani niechętnie, ale nie z powodów religijnych, lecz że nieznani i np. często przeciwni tańcom, ale z drugiej strony to oni stworzyli etos odpowiedzialnego oficera i żołnierza a nie pijaka i hulaki a la wojna 30-letnia (Clark 2009, s. 139). Pietyzm i pruskość to właściwie to samo uważa Clark, i uważa że generalnie pietyzm dał bardzo postępowe, obywatelskie efekty. FW I był może niechętny naukom spekulatywnym i teoretycznym, ale pietystom ufał , a ci na przykład na uniwersytecie w Królewcu założyli seminaria polskie i litewskie, co związane było z działalnością inspektora tamtejszego szkolnictwa od 1717 roku pietysty Heinricha Lysiusa (Clark 2009, s. 140). W latach 20stych pietyzm stał się dominujący i zaczął być atakowany jako zbyt gorliwy. W 1731 FW I stał się popularny jak przyjął do Prus salzburskich exulantów – luteran (Clark 2009, s.147). Od 1714 FW I podporządkował miasta decyzjom królewskich urzędników, jego syn kontynuował ten kierunek (Clark 2009, s.152). Nie udało się nałożyć FW I akcyzy na obszary wiejskie, wobec oporu szlachty, nadal płaciły ją tylko miasta (Clark 2009, s. 153). Od 1717 roku FW I nakazał wszystkim sądom kraju zaopatrzyć się w Criminal-Ordnung (Clark 2009, s. 165).

Fryderyk II jako Kronpriznz był oczywiście co najmniej od 1730 roku skłócony z ojcem, ale fakt ingerowania w ich stosunki, choćby dla chronienia następcy tronu irytowały nie tylko ojca ale i syna, któremu wiedeńczycy niby chcieli pomóc. To Wiedeń wybrał Fryderykowi (II) żonę, a wiec paradoksalnie mieszanie się Austrii w wewnętrzne sprawy Prus pogodziło w dużej mierze ojca i syna (Clark 2009, s. 121). Fryderyk II w 1740 niby zerwał z pietyzmem, ale czy pietyzm faktycznie jest wrogi oświeceniu? Czy charytatywno-edukacyjno-moralna odbudowa świata (pietyzm) i dojrzewanie samodzielnego wolnego człowieka (oświecenie) są aż tak odległe. Czy Kant nie był dziedzicem oby tradycji? (Clark 2009, s. 143). Oba ruchy były z natury optymistyczne, reformatorskie, oba zaczynały od szczęścia i moralności. Fryderyk II był wielbicielem szlachty, ale nie zawsze umiał jej pomóc tak jakby chciała, np. zacieśnienie kontroli nad handlem ziemią w latach 60-tych choć miała pomóc, denerwowała szlachtę (Clark 2009, s. 161). Dopiero towarzystwa kredytowe zakładane od lat 70-tych pomogły, np. Magdeburg i Halberstadt dostały takie w 1780 roku. Jak jego ojciec F II ciągle wykłócał się ze szlachtą o uprawnienia, nie było tu prawdziwego kompromisu. Terenu na Wschód od Łaby miały wiele pańszczyzny ale to głównie dlatego, że prawo niemieckie było tam słabo zakorzenione uważa Christopher Clark (Clark 2009, s. 162), zresztą wielu poddanych junkrów było wolnymi pracownikami lub dzierżawcami. Badanie majątku Stavenow w Prignitz sugeruje że przeciętny chłop Brandenburski żył lepiej niż w większości Europy (Clark 2009, s. 164). Od 1747-1748 roku wszystkie sądy patrymonialne musiały być prowadzone przez uniwersyteckich absolwentów prawa i ich skład zatwierdzony przez władzę (Clark 2009, s.165). Sędziowie mogli bronić chłopów, dzięki tej standaryzacji prawa. Chłopi nawet ci pańszczyźniani, nie byli zresztą bezbronni, gdy wiedzieli, że prawo jest po ich stronie robili coś w rodzaju strajku włoskiego (Clark 2009, s. 165). Prusy nie napędzały bogactwa lecz gewerbliche Fleiss – czyli pilność/pracowitość – pisał w 1752 roku Fryderyk II (Clark 2009, s. 173). W 1783 roku Fryderyk polecił Antonowi von Heinitzowi by wymyślił co z szybów solnych mogło być zbytem górników, gdy kopalnie w Strassfurcie i Gros Salze straciły rynki w Saksonii, Heinitz wymyślił by sprzedawali oni bloki solne administracji domen na Śląsku do solnisk dla bydła (Clark 2009, s. 175). Król chciał by jego poddani byli zaopiekowani i mogli zarobić na życie. Nie rozumiał gospodarki rynkowej (1766 konflikt z Erhardem Ursinusem), ale starał się jak mógł, był dobry w mikroekonomii. Miał też, mimo relatywnie kiepskiego zdania o mieszczanach, mnóstwo mieszczańskich doradców i słuchał ich rad. Byli nimi: Johann Ernst Gotzkowsky, Christoph Gossler, Johann i Friedrich von der Leyenowie, którzy dostali w 1755 roku tytuł królewskich radców handlowych, w 1768 roku komisarz podatkowy Canitz z Calbe nad Soławą domagał się obcesowo by znieść ograniczenia handlu z Saksonią – widać więc, ze mieszczanie Prusy nie bali się swojego króla i wiedzieli, że zasadniczo myśli on praktycznie i racjonalnie i jest po ich stronie (Clark 2009, s. 179). Mieszczańscy sekretarze byli ważniejsi od arystokratycznych ministrów króla, podróżowali, gdy tamci pozostawali raczej w Berlinie. Najważniejszy był August Friedrich Eichel, syn sierżanta, który zaczynał pracę przy królu o 4:00 (Clark 2009, s. 231). Będąc blisko niego miał olbrzymią władzę.

Fryderyk II nie był hipokrytą. W Antimachiavelu (1740) pisze wyraźnie o ataku prewencyjnym, pisząc historię miotał się między swym ateizmem a idei służenia Prusom i ich posłannictwa (Clark 2009, s.183). W 1768 nazywa chrześcijaństwo fikcją i absurdem, miał liberalne podejście do seksu, choć prawdopodobnie po fali młodzieńczego uganiania się za kobietami w ogóle stracił zainteresowanie seksem. Stąd zapewne pracoholizm. Lubił żartować o homoseksualizmie, ale sam raczej homoseksualistą nie był. Nie lubił myśleć o sobie, i pozować do portretów, wolał służyć krajowi, możliwe że nie wiedział kim jest i chciał to w ten sposób zagłuszyć robiąc coś pożytecznego, pod koniec mocno znielubił siebie, i poza czekoladą unikał uciech (Clark 2009, s. 186).

Austria nie była w 1740 taka niewinna. Od 1701 utrudnia Prusom każde działanie, w 1738 roku zdradziła Prusy w ich staraniach o księstwo Berg (Clark 2009, s. 188). Fryderyk II i FW I byli zgodni, wówczas że trzeba będzie wyrównać rachunki. Fryderyk II bał się też, że Śląsk uzyska Saksonia niszcząc tym samym pozycje Prus w Niemczech. Fryderyk II rzadko robił błędy, w 1756 roku za bardzo zaufał Brytyjczykom w ich planach wciągnięcia Rosji do koalicji, i zaniechał skonsultowania się z Francją, nadal sojusznikiem Prus (Clark 2009, s. 194). Nie był nieomylny jako wódz. Jego wojska nie były okrutniejsze dla cywilów niż francuskie czy austriackie, zresztą w porównaniu z 1618-1648, to wojna siedmioletnia i tak była rajem dla cywilów (Clark 2009, s. 202). W 1786 roku miał znowu wielką armię, dzięki kolonizacji, ale z 195 tys żołnierzy, tylko 81 tys urodziło się Prusakami (Clark 2009, s. 207). Maria Teresa Habsburg popełniała jednak więcej błędów, choćby to, że w czasie wojny z Prusami nadal represjonowała protestantów w swoim państwie (Clark 2009, s. 210), co Fryderyk II wykorzystywał propagandowo z wielkim efektem. W 1756 roku Fryderyk II obniżył wartość pieniądza nie po to by zaszkodzić Polsce czy Saksonii, ale dlatego, że Prus były odcięte od importu sztab srebra (Clark 2009, s. 242).

Po Rossbach (1757) wybuchła fala patriotyzmu pruskiego, rojalistycznego nie etnicznego i trwającego w zasadzie do śmierci Fryderyka II. W 1761 roku Thomas Abbt napisał traktat „O śmierci za ojczyznę”. Von Kleist i Gleim pisali podobnie. Piekarz Johann Friedrich Heyde traktował sukcesy Fryderyka II i jego porażki osobiście (Clark 2009, s. 215). Abbt zauważał że patriotyzm łączy różne stany. Zapanowały stereotypy okrutnych Rosjan, pysznych tchórzy Francuzów. Fryderyk II sam zachował dystans. 30 marca 1763 uniknął patriotycznej delegacji Berlińczyków (Clark 2009, s. 217), witających go w powrocie z wojny. Od 1763 roku w zasadzie mieszkał w Poczdamie, odgrodził się, kiedy Prusacy umieszczali jego podobizny na kuflach i tabakierkach.

Christopher Clark słusznie zauważa, że rozbiory Polski zaczęli w sumie Austriacy (1769 Spisz), a Polskę osłabiali głównie Rosjanie, co umożliwiło w ogóle rozbiory (Clark 2009, s. 221). Prusacy oczywiście drwili z nędzy polskich miast i szlacheckiej tyranii, ale starali się początkowo by Polacy docenili ich rządy. Bardzo delikatnie obchodzono się z Kościołem Katolickim. Zachował on 38% dochodów ze swych dóbr. Czuwał nad sprawą prezes kamery Johann Friedrich Domhardt, odpowiedzialny bezpośrednio przed Berlinem (Clark 2009, s. 223). Szlachta katolicka płaciła większe podatki, ale tylko trochę. Magnatom mającym w 1777 ziemie w zaborze i poza nim, kazano się wprowadzić do Prus, pod groźbą konfiskaty, jednak zwykłej szlachcie polskiej pobłażano. Podatki były wyższe ale bardziej przejrzyste. Rolnictwo zaboru na początku miało problemy z rynkami zbytu, ale szybko sojusznik pruski Wielka Brytania zaczęła skupować je (Clark 2009, s. 225).

Dyscyplina i wolność się nie wykluczają. Wręcz przeciwnie stymulują grzeczną wymianę myśli. Tak było w przypadku Towarzystwa Niemieckiego założonego w Królewcu w 1741 roku (Clark 2009, s. 234), widać to w statutach towarzystw czytelniczych, i kawiarni literackich czy księgarni Johanna Jakoba Kantera (Clark 2009, s.235). Biurokracja stanowiła pół elity i połowę czytelników „Berlinische Monatschrift”. W 1745 roku „Universallexikon” Zedlera broniła tortur w dochodzeniach, król wolał jednak je zlikwidować (Clark 2009, s. 238). Johann Christian Edelmann, deista i radykał to jedna z wielu postaci tolerowanych tylko w Berlinie (w 1750 we Frankfurcie nad Menem, mieście cesarskim palono jego książki). W 1784 roku Kant pisał, że oświecony władca może być absolutny bo będzie bronił wolności. Fryderyk II był więc bardzo w duchu epoki. Cenzura była łagodna. W 1775 roku szkocki podróżnik John Moore pisał:

„…Nic nie zaskoczyło mnie bardziej, gdy przybyłem do Berlina, niż swoboda, z jaką wielu ludzi mówi o posunięciach rządowych i zachowaniu króla. Słyszałem tematy polityczne i inne, które uważałem za jeszcze bardziej delikatne, omawiane tu bezceremonialnie niczym w londyńskiej kawiarni. Ta sama swoboda widoczna jest u księgarzy, gdzie produkcje literackie wszelkiego rodzaju sprzedawane są otwarcie. Opublikowany niedawno pamflet o podziale Polski, w którym król traktowany jest dość obcesowo, można zdobyć bez żadnych trudności, podobnie jak inne dzieła, które atakują najbardziej czołowe postacie przy pomocy całej dotkliwości, jaką daje satyra…” (Clark 2009, s. 241).

W 1781 roku Christian Wilhelm Dohm bronił Żydów i był za ich pełnoprawną asymilacją. W 1803 roku Karla Grattenauer był przeciwko żydwoskim elitom Berlina (Clark 2009, s. 249). W 1788 roku Fryderyk Wilhelm II nastraszony radykalizmem oświecenia prze swego doradcę Woellnera wydał edykt o cenzurze (Clark 2009, s. 253). Ale liberalne Prusy nie dały się bez walki. Wiosną 1794 roku Hermes i Hillmer zostali w Halle otoczeni przez liberalnych studentów i nie wpuścili tych konserwatywnych profesorów na egzaminy (Clark 2009, s. 255). O rewolucji francuskiej berlińczycy wiedzieli bardzo dużo i szczegółowo z różnych źródeł i z obu stron. Nigdzie w Niemczech nie było tak obiektywnych mediów w tej materii jak w Prusach (Clark 2009, s. 256). W 1800 roku Berlin był centrum kulturalnym Niemiec to tam powstało pierwsze Towarzystwo Filomatów, Klub Medyczny i setki innych towarzystw (Clark 2009, s. 257). Teatr rozwijał się doskonale, opinia publiczna też. To liberalny Berlin przełomu wieków wykształcił późniejszych reformatorów i rewolucjonistów. Fryderyk Wilhelm III długo wahał się między poparciem Napoleona a poparciem caratu, był bowiem dość liberalny jak to Prusak (Clark 2009, s. 277). Napoleon uwielbiał Fryderyka II i naśladował jego gesty i zachowanie (Clark 2009, s. 283).

Edykt 1807 znosił monopol szlachty na posiadanie ziemi, od 1810 chłopi byli wolni, w 1810 powstał uniwersytet gdzie Humboldt wdrażał pełną edukację by kształcić ludzi samodzielnie myślących , 1808 rok to pierwszy rok wolnych wyborów władz miejskich, od 1812 Żydzi to równi obywatele pod każdym względem (Clark 2009, s. 300-306). Od 1820 nie wolno było zadłużać państwa bez zwołania zgromadzenia narodowego. 1834 Zollverein to kamień milowy wolnego handlu, a nie hegemonii Prus, które nie miały tam wiele do powiedzenia, poza tym, ze były inicjatorem (Clark 2009, s. 352). Fryderyk Wilhelm IV nie był zatwardziałym Prusakiem, kochał Wiedeń. Do 1848 roku Prusy i Austria współdziałały. Kotzebue w 1819 zginął bo był „zbyt libertyński” w swych sztukach, a nie dlatego że był konserwatystą (Clark 2009, s. 357), jednak wtedy władza zareagowała ostro. Do 1830 roku nie było żadnego germanizowania Polaków w zaborze pruskim, jedynie dbałość by znali niemiecki, jednak polski pozostał językiem oficjalnym (Clark 2009, s. 364). Sam 1830 rok i powstanie jednak budziły entuzjazm Berlina. Dopiero po 1830 przyszedł Flotwell i twardy kurs. W latach 1840tych Horace Mann reformator edukacji z USA był pod wrażeniem kreatywności młodzieży pruskiej i braku kar cielesnych (Clark 2009, s. 363). Hegel próbował pogodzić liberałów i konserwatystów w pruskim progresywizmie własnego wyrobu (Clark 2009, s. 384). Fryderyk Wilhelm IV marzył o powrocie do społeczeństwa stanowego, ale na to było za późno (s. 395). Urzędnicy już od dawna nie byli służalczy, a króla mieli za współpracownika, nie pana. Jednak nawet romantyk średniowieczny FW IV kochał i podziwiał linie kolejowe (Clark 2009, s. 405). Podczas wiosny ludów liberałowie dogadywali się bez trudu, konserwatyści nie. W 1855 roku konserwatyści dodali II izbę parlamentu Herrenhaus na wzór Izby Lordów w UK (Clark 2009, s. 441), próbowali też zlikwidować liberalną Landwehr. Bismarck musiał być zupełnie nieprzewidywalny by osłabić liberałów, musiał się też uśmiechać do potężnych narodowych liberałów, z którym zrobił koalicję (Clark 2009, s. 477). Popierali go nowi prusacy z inkorporowanego w 1866 roku Hanoweru jak Johann Miquel i Rudolf von Bennigsen. Prusy nie zdominowały Rzeszy w 1870 bo chciały tylko stało się tak bo miały 2/3 ludności i terenu całości (Clark 2009, s. 489). Małżeństwa cywilne (1874) i Kulturkampf też trudno uznać za wsteczny ruch, zresztą każde państwo zaliczało wówczas etap walki liberałów z ultramontańskim katolicyzmem (Clark 2009, s. 497). To zjednoczenie niemieck i wybujały zarz potem nacjonalizm niemiecki przykręciły śrubę Polakom, a nie pruskość, która była raczej stylem życia niż nacjonalzimem (Clark 2009, s. 501). Otto Braun szef socjaldemokratów w Prusach najdłużej walczył z komunizmem i nazizmem na czele koalicji umiarkowanych (Clark 2009, s. 558). Militarystyczne, zaprzańskie Prusy? Absolutely not!

Engelmann zaczyna od ugody Hohenzollernów ze szlachtą w XV wieku (Engelmann 1984, s. 35), co miał stać się tradycją Hohenzollernów. Zamiast wojować ze zbójnickimi szlachcicami dał im władzę nad chłopami. Także Engelmann ceni wysoko Wielkiego Elektora i jego holenderskie wychowanie, co oznaczało brak niechęci do innowierców i cudzoziemców (Clark 2009, s. 61). W 1671 roku przybyli z Wiednia wygnani nietolerancją bogaci Żydzi, takiego luksusu jeszcze Berlin nie widział (Engelmann 1984, s. 69). Berlińczycy początkowo sarkali na „wiedeńczyków”, ale gdy dostawali zapłatę za usługi bez targów w dobrym pieniądzu polubili ich (Clark 2009, s. 73). Magistrat też przestał protestować. W 1685/86 w Berlinie zamieszkało ok. 6 tys hugenotów, a była to już druga fala, tyle że większa (Clark 2009, s. 74). Od 1689 istniało gimnazjum francuskie, od 1701 przeniesione na Friedrichswerder przy Wallstrasse (Engelmann 1984, s. 75). Jeszcze do XX wieku uczyło po francusku. Jeszcze w 1806 istniały piekarnie Blanvaleta i Fasquela (Engelmann 1984, s. 76). Tkaniny, koronki, lane świecem mydło, taśmy, kapelusze, złotnik Godet – to Hugenoci, kanały, ogrody – to Holendrzy, Finanse – Żydzi (pałac Ephreima z 1765 roku wyburzył dopiero Hitler by zrobić miejsce dla Germanii). Johann Nering główny architekt państwa od 1678 roku był Holendrem (Engelmann 1984, s. 81). Prusy jako pierwsze państwo-tygiel?

Nie ma specjalnej rewerencji Engelmann dla Fryderyka I, uważa że to Eberhard von Danckelmann, skierował umysł próżnego władcy ku rzeczom pożytecznym (Engelmann 1984, s. 87) jak Akademia Nauk (1700) i Sztuk Pięknych (1696), a przecież władca mógł dobrać gorszych doradców i nie słuchać eksperta… Zamiast doceniać Akademię Engelmann widzi tylko, że Żydzi nie mają jeszcze do niej dostępu, no fakt nie mieli, ale i tak ta Akademia była super hiper novum w Europie, tylko Brytyjczycy i Francuzi mieli w zasadzie takie cacka. Johann Kasimir von Kolbe, to faworyt Fryderyka I, trochę zbiera docinków Engelmanna nie wiadomo nawet dlaczego. Chwali jednak przyjęcie teoretyka umowy społecznej, przeciwnika tortur, Christiana Thomasiusa gdy stał się on persona non grata w Saksonii (Engelmann 1984, s. 103), wielu studentów przybyła do Halle za nim!

Nie lubi chyba Engelmann czasów które opisuje, bo za mało demokratyczno-lewicowe, ale to przecież anachroniczne podejście. Fryderyka Wilhelma I oczywiście nie lubi, przedstawia dramatyczne apele Grumbkowa o zachowanie dworu i artystów jako coś ważnego (Engelmann 1984, s. 97), a czy odchudzenie dworu się jednak trochę nie przydało? Złośliwi zwolnieni robotnicy napisali przed zamkiem królewskim: „tan zamek wraz z Berlinem jest na sprzedaż” (Engelmann 1984, s. 106). Co innego upór Grumbkowa by nie wyrzucać cudzoziemskich ekspertów z manufaktur ani Żydów (których FW I nie lubił podobnie jak Francuzów), to oczywiście ważna kwestia (Engelmann 1984, s. 107), ale i ten niby „tępy” FW I to uznał i zrozumiał i ich nie wygnał! Oczywiście są rzeczy za jakie Engelmann słusznie krytykuje FW I jak sprzedaż żołnierzy np. do Rosji na prośbę cesarzowej Anny (Engelmann 1984, s. 110), ale cóż FW I nie prowadził wojen, wiec żołnierze przynajmniej żyli. Zamiast docenić rewolucyjne powszechne szkolnictwo pruskie nie mające sobie równych autor marudzi, że wymagania wobec nauczycieli były bardzo niskie (Engelmann 1984, s. 116). Dodam, że za Fryderyka II nauczanie przejmą weterani a ci zwiedzili trochę świata… Dla Engelmanna to, że żołnierze prowadzili garkuchnie i pomagali przy budowach miejskich to nie dowód integracji z mieszczanami, jak by zapewne powiedział Christopher Clark, lecz niskiego żołdu (Engelmann 1984, s. 123). Przy omawianiu manufaktur typu fabryki aksamitu Davida Hischa (1731), narzeka na 14-godzinny dzień pracy (Engelmann 1984, s. 123), ale przecież to wtedy była norma. Rozumiem, że Prusy mają obowiązek przodować we wszystkim… Reforma samorządów w 1713 roku to dla Engelmanna ich uśmiercenie i wstęp do tyranii szefów garnizonów (Engelmann 1984, s. 127). Choć już wiemy, od Clarka że było to rzadkie, no i pamiętajmy, że nie każde miasto miało garnizon. O FW I pisze Engelmann, ze nie prowadził żadnej poważnej polityki (Engelmann 1984, s. 129). Tak? A uzyskanie Szczecina? Nawiasem mówiąc w bardzo sprytny sposób. Ale o tym już pisałem gdzie indziej:

http://racjonalista.tv/fryderyk-ii-wielki-w-polskiej-historiografii/

O Fryderyku II pisze Engelmann, że na pewno nie czytał dzieł Wolffa, którego przywrócił do łask z wygnania w 1740 roku (Engelmann 1984, s. 104). Jako czytelnik korespondencji Voltaire’a z Fryderykiem wiem, że znał te dzieła przynajmniej trochę. Engelmann stara się udowodnić, że Fryderyk II nie czuł się Niemcem, lecz Europejczykiem (łatwe, i to, że w 1755 roku oferował Francji Hanower to nic nowego), ale, że Prusy były krajem niewolniczym co jest nonsensem; zbyt dosłowni taktuje on opinie kilku zawidzionych literatów jak Lessinga z 1769 czy Christiana Wilhelma von Dohm zawartą w jego Denkwuerdigkeiten (Engelmann 1984, s. 135). Wszak niezadowolenie ze zbyt wolnych reform bardziej oburza niż beznadzieja (Engelmann 1984, s. 138). Ciekawie pisze o wpływie hugenokije francuszczyzny na akcent berliński np. nacisk na 1 sylabę (Engelmann 1984, s. 138) i berlińskie powiedzonka: Etepeteete (peut-etre), sich kabbeln (cabaler), mit jewissem Aweck (avec), Laatsch, Lulatch (lache, lourd, tchórzliwy, głośny), bluemerant – bleu mourant (Engelmann 1984, s. 138). Mieszczańskie salony powstające zbiorowo od 1770 roku, wiele z nich zakładali Żydzi, bywał w nich m.in. Heinrich Christian Bole i Christian Felix Weise (Engelmann 1984, s. 141). Berliński polot – uważano – zawdzięcza miasto Żydom i Francuzom. A Żydzi się asymilowali jak nigdzie indziej, podobnie jak hugenoci. Na mniejszości czeskiej (zwykle płóciennicy i inni rzemieślnicy) ciążyły większe ograniczenia. Szybko się zintegrowali. Engelmann proste bicie zdarzające się czasem policji myli z torturami by znowu umniejszać królów Prus (Engelmann 1984, s. 146). Nie rozumie też Engelmann sposobu walki przed wynalezieniem tyraliery (koniec XVIII w. Francja) bo bezsensownie oskarża Fryderyka II o wysokie straty w bitwach nawet tych wygranych (Engelmann 1984, s. 152). Goethe był zaskoczony jak bardzo nie lubią Prus w Saksonii, on Frankfurtczyk kochał Prusy, ale to przecież nic dziwnego, Niemcy nie były wówczas całością i to o niczym nie świadczy (Engelmann 1984, s. 154). Kłamie też Engelmann gdy pisze, że inwalidów wojennych zapomniano (cytuje Minnę von Barnhelm gdzie Lessing wróg Prus pisze o tym, że dostaną oni najwyżej przywilej na żebranie, Engelmann 1984, s. 155). Jako pisarzowi, Engelmannowi chyba zanadto miesza się literacka fikcja z prawdą. Bezsensownie gani Engelmann wyzysk Śląska, zapominając choćby, że w Prusach dzięki magazynom nie głodowano jak w imperium Habsburgów, i bardziej sensownie atakuje monopol kawowy i tytoniowy, które rozkręciły przemysł (Engelmann 1984, s.156). Za dobra monetę bierze autor purytańskie napomnienia rozpasania Berlina pióra Chodowieckiego czy Johanna Riessbecka, którzy narzekali na rozkręconą prostytucję (Engelmann 1984, s. 163). Zapominając o biurokracji cywilnej Engelmann pisze o braku silnego pewnego siebie mieszczaństwa (Engelmann 1984, s. 166). Fryderykowi II wypomina tez drobiazgi jak pomijanie Bluechera przy awansie za „krnąbrność i poprzestawanie z Polakami” (Engelmann 1984, s. 206).

Epoka Fryderyka Wilhelma II. Ludwig Friedrich Bahrdt – orędownik wolnej prasy, to jeden z nielicznych pozytywnych bohaterów tej epoki wg autora (Engelmann 1984, s. 174), w 1787 roku Bahrdt mówił studentom w Halle o suwerenności narodów. Groźby Woellnera wobec Kanta oczywiście zasługują na krytykę. Engelmann pisze o jakiejś jakobińskiej ulotce berlińskiej z października 1792 roku (Engelmann 1984, s. 178), nawołująca do nacisku ale nie przemocy. Fryderyk Wilhelm III i jego mieszczańska swoboda cieszyła berlińczyków, potem mieli się rozczarować jego brakiem konsekwencji, Engelmann chyba nie rozumie, że to wszystko świadczy o liberalizmie a nie jego braku (Engelmann 1984, s. 188). W październiku 1806 swobodni napoleońscy żołnierze, wręcz niechlujni wzbudzili zdziwienia i zachwyt pisze Engelmann (Engelmann 1984, s. 203). Wybiera najbardziej wsteczne oświadczenia junkrów jak np. Ludwiga von der Marwitza, że przymusowa służba czeladzi jest dobra bo doskonali ich wychowanie, by zaatakować junkrów (Engelmann 1984, s. 222), a nie doskonali? Poza tym junkrzy to nie całość szlachty Prus. Reformatorzy lat 1806-1812 to też pruska szlachta panie Engelmann. Zręcznie natomiast pokazuje podobieństwa Engelmann miedzy wahaniami von Yorcka z 1812 między Napoleonem i caratem i podobnymi wahaniami króla z 1805-1806 roku. Engelmann uważa, że Yorck posłuchał berlińskiej ulicy, która nie widziała już Napoleona inaczej niż za ciemiężyciela (Engelmann 1984, s. 232), i dobrze zrobił, a pomstujący król był za mało elastyczny, pewnie tak, ale to nie zmienia tego, że książka Engelmanna jest bardzo stronnicza i pisana wyraźnie pod tezę, że junkrzy to samo zło, podobnie jak królowie, którzy rzekomo zawsze ich popierali zamiast liberalnych mieszczan. Walka klasowa, jakie to proste, prawda? Tylko, że nijak ma się do rzeczywistości.

 

 

 

 

 

Avatar
O autorze wpisu:

Piotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

4 Odpowiedzi na “Prusy Clarka i Engelmanna”

  1. Ciekawe, jak zwykle duzo detali i zeby przebrnac kto  co i dlaczego to trzeba by poswiecic co najmniej poł dnia. Mnie interesuje poczatek Prus. Ile jest własciwych Prusow w germanskich Prusach/Prusakach. To tak jakby Niemcy wyrzneli Polakow, i sami zaczeli sie nazywac Polakami. Mielibysmy Polakow bez jezyka polskiego. Własnie poczatki Prusow sa ciekawe, bo tam jeszcze trudniej dojsc do "prawdy". Moze pan Radek cos napisze, powinien miec duza wiedze na temat Prus. 

    A z tym zwalaniem winy na innych to Niemcy i niemcofile sa mistrzami. To tak jak Anglicy mowiacy, ze wine za wybuch II wojny swiatowej ponosi … Polska. Bo nie chciała dac Niemcom korytarza. Germanskie przekłamania, własciwie nie ma sie Trumpowi co dziwic,  ten sam sposob rozumowania.

     

  2. Coś tam Radek pewnie o słowiańskich Prusach wie. De facto to nie tak, że prusowie słowiańscy wiginęli, po prostu zostali podbitymi chłopami. Prusacy np. 17 czy 18 wieku to mieszanka germańsko-słowiańska. Radek zwykle zwala na wszystkich tylko nie na Rosję, ja Ruskim nie pobłażam. Wy lewicowcy kochacie Rosję, chociaż nie ma tam ani wolności, ani sympatii dla LGBT czy specjalnego progresywizmu, a cerkiew ma się superowo i wszyscy padają przed nią plackiem. Nie kumam też facynacji słowiańszczyną ze strony ojca mam pochodzenie niemieckie raczej, z mamy węgiersko-słowiańskie. Dla mnie takie panslawistyczne rasizmy to nonsens. Dla ludzi lewicy to też chyba powinien być nonsens ale nie zawsze jest. pozdrawiam burzuazyjnie z Poznania : )

  3. Chodziło mi raczej o Prusow z lat 1000-1300.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Prusowie

    Ciekawe jest własnie przejecie nazwy Prussia od Prusow. To tak jakby Rosjanie podbili Polske, wyrzneli 80% i sami zaczeli sie nazywac Pol(j)akami. Ja bym tez nie nazywał tych dawnych Prusow słowianskimi.  To był lud bałtyjski. Własnie, jest opinia ze Krzyzacy wyrzneli prawie 100%, podczas gdy Prusowie albo musieli sie dac sie zgermanizowac, chetnie lub nie, albo uciekac ze swoich terenow na teren np Polski.  Pytanie ile jest Prusow w Prusach, ile jest Prusow w innych panstwach.

    Przeniesmy sie 300 lat do przodu, kto "powinien" władac obszarem kaliningradzkim, załozmy ze Rosjanie sie wycofuja, i mamy cały czas te same panstwa jak dzisiaj.  (1) Polska  (2) Niemcy (3) Litwa (4) Szwecja (5) utworzyc nowe panstwo: Prusy (te bałtyjskie) (6) podarowac Izraelowi – (JudeoPrussia?) (7) USA ?  (8) ktos inny.

    Oczywiscie ze Rosja jest mentalnie te 50 lat do tyłu, ale przeciez i zachod tez karał gejow i wysyłał na terapie (Alan Turing), dopiero niedawno krolowa brytyjska oficjalnie przeprosiła za dawne myslenie. Wiele stanow w USA tez ma w nosie jakiekolwiek prawa LBGT (np Texas). W tej sprawie np. kraje skandynawskie (bedace posmiewiskiem (wg PN) swiata!) sa wiele lat do przodu. Ja tam sie Rosja nie podniecam, ale jezykowo Rosjanie sa blizsi Polsce. Np. bardzo trudno zbudowac cos niemiecko-polskie, bo te jezyki sie rozjechały. Gdyby to Rosjanie byli do przodu i jezyk rosyjski był jezykiem swiatowym to faktycznie Polacy (i inne narody z rodziny jezykow słowianskich) byliby uprzywilejowani. Bo Polakowi łatwiej sie nauczyc rosyjskiego niz jakiegos germanskiego narzecza. Dzis doszło do kuriozalnej sytuacji w Unii Europejskiej, operuje sie jezykiem panstwa ktore nie jest (nie bedzie) członkiem! 

    Ale zgodze sie, ktos kto ma wielorakie korzenie jest mniej czuły na takie jezykowe dylematy, a np. ktos tylko "po polskiemu" to bedzie bardzo czuły na zachowanie jezyka i bedzie walczył do upadłego. Jezyk pruski w koncu chyba umarł w XVII wieku. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *