• wtorek, 19 listopada 2019 r.

Problem z wyobrażeniem pozaziemian

 

Przy temacie jak wyglądać może życie pozaziemskie, mówi się zazwyczaj albo o organizmach jednokomórkowych, albo o całych cywilizacjach – podobnych do ludzkiej. O ile oczekiwania na spotkanie tych pierwszych są zasadne, to w tym drugim przypadku do głosu w dyskusji dochodzą raczej błędy poznawcze.

W filmach, czy grach komputerowych istoty pozaziemskie mają często ludzką formę. Mogą cechować się innym kształtem głowy, większymi oczami, inną liczbę palców – jednak odmienność dotyczyć będzie detali. Ogólna ich bryła jest odpowiednikiem ludzkiej – korpus na dwóch nogach, z dwoma chwytnymi ramionami, z głową umieszczoną na szczycie. To samo dotyczy wizerunku cywilizacji. Pozaziemianie, którzy ją rozwinęli, mają zwykle wzorowane na ziemskich – pojazdy, budynki, strukturę społeczną. W uniwersach takich jak Gwiezdne Wojny i Mass Effect – ludzie mogli nawet spotkać się z obcymi w barze. Mimo, że może się to wydawać zabawne, to taka sytuacja nie różni się zbytnio, od spekulacji w poważniejszych rozważaniach – gdzie obce istoty nadal bywają podobne do ludzi.

 

Ludzka forma pozaziemskich istot w filmach czy grach komputerowych wynika z dwóch podstawowych kwestii. Pierwsza to łatwość stworzenia postaci. Łatwiej do filmu przebrać człowieka za kosmitę, niż zbudować od podstaw nową mechaniczną formę organizmu. Łatwiej też animować postać elektronicznie, przechwytując ruch aktora, niż tworzyć zaawansowany model poruszania się nowego organizmu w różnych sytuacjach. Druga kwestia to zaś zrozumienie przez widza. Organizm całkowicie niepodobny do ludzkiego, nieposiadający zwyczajów zrozumiałych dla człowieka, nieposiadający mimiki – którą zastępowałaby mu np. bioluminescencja – mógłby być dla widza nie tylko niezrozumiały, ale i nudny. Taki organizm spełniałby się w roli agresora w horrorze fantastyczno-naukowym, ale nie w filmie, w którym ludzie i pozaziemianie wchodzą w cywilizacyjne interakcje (są tu wyjątki – ale takie filmy nadrabiają innymi elementami, dla których kosmici są raczej tłem).

Filmy z ludzkimi pozaziemianami – można uznać za współczesną formę bajki, gdzie uczłowieczone zwierzęta – zastąpione są przez gatunki kosmitów, różniące się przejaskrawionymi ludzkimi cechami. Problem w tym, że taki obraz utrwalać próbują też źródła utożsamiające się z podejściem naukowym. Choćby występujący w mediach ludzie związani z projektem SETI (Search for Extraterrestial Inteligence), którzy oczekują że pozaziemianie będą podobni do ludzi i że stworzyli podobną do naszej technologię. Takie wyobrażenia mają zaś źródło bardziej w antropocentryzmie i kulturowej centracji – niż w analizach naukowych.

Rozglądając się po samej Ziemi można spotkać wiele różnych form organizmów, przy czym tylko linia ewolucyjna człowieka doprowadziła do stworzenia takiej cywilizacji, jakiej oczekuje się często od istot pozaziemskich. Być może na większości planet, na których żyły lub żyją organizmy bardziej rozwinięte, inteligencja – choćby na poziomie gołębia – nie rozwinęła się. Być może ludzie spotkają kolonie organizmów – które wykazywać będą coś podobnego do inteligencji, jednak będą to raczej układy mikrosystemów biologicznych o wysokim stopniu skomplikowania, przypominające działaniem systemy automatyczne regulacji (za tego rodzaju odkryciem może przyjść potrzeba całkowicie nowego spojrzenia na samych ludzi i stworzenia nowych pojęć odnoszących się do inteligencji). Być może też na wielu planetach mogły zaistnieć inteligentne formy życia – jednak nie nabyły w drodze ewolucji fizycznych zdolności do kształtowania otoczenia, w takim zakresie jak człowiek. Nie posiadają bowiem dłoni, czy innych odpowiednio silnych oraz precyzyjnych części ciała, by np. rozniecić ogień i wykuć metalowy pręt, albo prowadzić prace kamieniarskie. Hipotetycznie, mogła również powstać gdzieś kultura organizmów inteligentnych, które tworzą budowle i prostsze narzędzia, ale z błota, przeżutych roślin lub wydzielin swojego ciała – jak to ma miejsce np. w przypadku pszczół.

Tutaj dochodzimy do sytuacji, która może być dość prawdopodobna, jeżeli ludzie kiedykolwiek spotkają w kosmosie inną (niespokrewnioną z nami) formę inteligentnego życia, niebędącą w stereotypowy sposób "bardziej rozwiniętą". Otóż wynikająca z antropocentryzmu i centracji kulturowej rozbieżność między oczekiwaniami co do kształtu pozaziemian, a ich faktyczną formą – może doprowadzić do tego, że takie inteligentne istoty, ludzie uznają za zwierzęta. Nawet pomimo tego, że ich "zwierzęcy" charakter życia nie będzie wynikał z ich intelektu – który może być podobnie rozwinięty – ale z fizycznych możliwości ciał tych organizmów.

Źródłem takiego wniosku może być zresztą nie tylko fizyczna forma pozaziemian oraz ich metody zmieniania swojego otoczenia, ale również ich percepcja, priorytety oraz komunikacja. Jeżeli bowiem z jakąś formą nie będzie można się porozumieć – a za tym prowadzić handlu wiedzą technologiczną, surowcami itp. – dla państw prowadzących eksplorację kosmosu, taki partner będzie bezwartościowy. Jeżeli więc obcy gatunek nie będzie na tyle podobny do ludzi, by prowadzić z nim interesy – będzie uznany za zwierzęta. Problemem komunikacyjnym może być zaś nie tylko sama w sobie forma języka, ale i traktowania komunikacji – która w przypadku pozaziemian może mieć np. mocno ograniczoną płaszczyznę centralną, ograniczając się głównie do komunikacji peryferyjnej, nastawionej bezpośrednio na behawioralną reakcję rozmówcy (w takiej sytuacji, stworzenie bardziej zaawansowanej cywilizacji, wydaje się jednak trudne).

Co do różnic w postrzeganiu i priorytetów ludzi i pozaziemian, to analogią niech będzie tu walka o terytorium – kota i człowieka. Koty, podobnie jak ludzie – walczą o swój teren. W przypadku ludzi, kiedyś walka ta miała wymiar siłowy, obecnie – finansowy i prawny. Kiedy kot znaczy teren zamieszkany przez człowieka – nie wchodzi z nim jednak konflikt na tej płaszczyźnie. Człowiek może walczyć z tym zjawiskiem ze względów estetycznych (hałas, zapach). Same sfery terytorium człowieka i kota jednak raczej nie kolidują ze sobą, a przenikają się – będąc niezauważonymi dla obydwu stron.

Coś podobnego da się zauważyć w tym jak politycy polscy postrzegają globalny konflikt pomiędzy Chinami, a Stanami Zjednoczonymi. Choć Polska mogłaby odgrywać tu istotną rolę w sferze handlu – i na tym zarobić – problem jest dość mocno ignorowany, nawet na szczeblu Unii Europejskiej. Dla wielu polityków w Sejmie, czy samorządach, zdaje się w ogóle nie istnieć. Tu walka trwa o miejsca na listach wyborczych i spółkach, o pozyskanie elektoratu przy pomocy pustych haseł. Przez globalny konflikt między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, Polska może za jakiś czas mocno się zmienić – a polscy politycy będą postrzegali te zmiany w równie nieuświadomiony sposób, jak owy kot który widzi, że gdzieś stoi dom – ale nie zastanawia się skąd się on wziął i kto go tam postawił.

W Podobny sposób interesy, czy wzajemne postrzeganie – mogą przenikać się niezauważone przy zetknięciu się ludzkości z pozaziemianami. Obydwa gatunki mogą nie dojść do żadnego porozumienia, ani nie wejść w żaden merytoryczny spór. Będą się sobie głównie przypatrywać, postrzegając wzajemnie swoje cywilizacje, jako coś co po prostu zaistniało – niekoniecznie w jakimś świadomym celu.

Taka możliwość poznawczego minięcia się ludzi i pozaziemian, może dotyczyć zarówno słabiej rozwiniętej kultury, jak i cywilizacji dużo bardziej zaawansowanej, która potraktuje ludzi tak, jak ludzie traktują np. mrówki. W takim wypadku pozaziemianie po prostu nie będą widzieć sensu przedstawiania się ludziom.

Brać tu trzeba też pod uwagę, że samo pojęcie poziomu rozwinięcia cywilizacji i techniki, może być niewystarczające. Ludzie bowiem zakładają dla potencjalnej obcej cywilizacji – tok rozwoju o symetrii podobnej do ziemskiej. Cywilizacja na innej planecie mogła zaś rozwijać zupełnie inne szczeble. Na Ziemi widać to w rozwoju poszczególnych branż. Przykładowo w lotnictwie pasażerskim do pewnego czasu walczono o jak najwyższą prędkość, a potem nastąpił regres na rzecz m.in. ekonomii. W wyposażeniu wojskowym do pewnego czasu tworzono coraz mocniejszy pancerz – potem w tej kwestii nastąpił regres – a obecnie znowu ta sfera jest rozwijana. W przypadku obcej cywilizacji mówimy zaś nie o czasowych priorytetach rozwoju technologicznego, a o rozwijaniu i nierozwijaniu całych dziedzin. Hipotetyczni pozaziemianie mogą mieć więc wysoce rozwinięte te sfery, których ludzkość nie uznaje w ogóle za wyznacznik wysokiego rozwoju.

 

Krzysztof Serafiński

Fot. NASA, ESA, J. Hester (ASU).

Podobne materiały

2 komentarze

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    7 listopada 2019 at 16:39 - odpowiedz

    Dobry artykuł. Możemy napotkać cywilizację np. bąbelkowych stworzeń, które porozumiewają się puszczając bąble. i co wtedy? Interesy? 

  2. Radowid
    9 listopada 2019 at 15:26 - odpowiedz

    My nawet nie wiemy co to jest "życie".

    Nawet "biologia" nie zna jednrj prostej definicji życia.

    Tak jak "fizyka" nie zna prostej definicji natury.

    Ale najciekawsza jest astrobiologia – nauka zajmująca się zasadniczo niczym.

    😃

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *