• środa, 24 maja 2017 r.

Wehrmacht kontra US Army – Martin van Creveld

Martin van Creveld (ur. 1946) to holenderski specjalista od wojskowości pracujący w Izraelu. Książkę: „Wehrmacht kontra US Army 1939-1945. Porównanie siły bojowej” (pol wyd. Tetragon 2011, oryg. tytuł.: Fighting Power. German and US Army Performance) wydał w 1982 roku. Van Creveld odróżnia siłę bojową od wydajności i stara się dociec skąd brała się siła Wehrmachtu, który choć ostatecznie przegrał, walczył ze sporą skutecznością do samego końca. W 1939 roku 80% transportu był to transport konny, a mimo to Niemcy pokonali Francję w 1940 roku. Niemcy doszli w 5 miesięcy do Moskwy, a Rosjanie wypierali ich ze swojego kraju 2,5 roku. Niemcy nie uciekali nawet z walki z 7-krotnie silniejszym wrogiem, mimo iż wojna nigdy nie była w Rzeszy popularna (s. 15). Trevor Dupuy, emerytowany pułkownik US Army obliczył w 1979 roku, że w równych starciach z British Army i US Army, Wehrmacht miał zawsze o 20-30% większą skuteczność bojową (s. 17), i tak było zawsze, niezależnie czy przewaga siły bojowej wystarczyła do zwycięstwa czy nie.

W latach 1940-tych w USA modnie było uważać Niemców za naród bardziej karny i wojowniczy, a także opętany strachem przed utratą twarzy, jednak badania z lat 60 i 70 ujawniły, że wojowniczy ludzie dążący do narzucania swej woli są zawsze lepszym materiałem na żołnierzy, że w USA nigdy takich nie brakowało, i że nie ma podstaw by uważać Niemców za naród jakoś szczególnie bardziej wojowniczy od Amerykanów (s. 32).

W Niemczech kajzera armia cieszyła się prestiżem i podobnie było później. Oficerowie zarabiali mało, a mimo to nawet profesorowie starali się o stopnie w rezerwie. W USA armia była uważana za stratę czasu. Zwroty to soldier przed 1940 i po 1945 znaczył wałkonić się. Oficerowie starali się udowadniać swoją przydatność społeczną. Nawet w 1955 w RFN prestiż armii był większy, choć ponad 45 % ludności był przeciw powstaniu Bundeswehry, a tylko 17% przypisywało armii jakieś szczególne wartości moralne (s. 40). W 1913 roku w Niemczech 30% oficerów pochodziło ze szlachty, a reszta głównie z klasy średniej (szlachta ducha – Adel der Gesinnung). W 1932 było to nieco powyżej 20%, w 1944 roku nadal równie wielu najwyższych dowódców było szlachcicami, choć wobec rozrostu armii ogólny procent znacznie spadł. W latach 30 oficerów – synów oficerów było w US Army ok 23 %, a w niemieckiej 29%. W czasie II wojny procent spadł do kilkunastu w obu armiach (s. 44). W latach 1892-1949 w USA tylko co dwusetny członek rządu był byłem oficerem (s. 45).

wehrmachtkontraus

Van Creveld porównuje Truppenfűhrung (1936) z FM 100-5 (1941). Mimo iż instrukcja amerykańska całe zdanie powtarzała za niemiecką, kładziono w niej znacznie mniejszy nacisk na samodzielność decyzyjną, wolę, cechy charakteru i kreatywność oficera (s. 55), bardziej dotyczyła zarządzania i logistyki. Z armii heskiej z XVIII wieku (jak wykazał w 1977 roku generał Bundeswehry W. von Lossow), aż do armii RFN niemiecka sztuka dowodzenia kładzie nacisk na tzw. Auftragstaktik – taktykę zadaniową, z dużą dozą swobody dla oficera jak cel osiągnąć, co przeczy oklepanemu stereotypowi pruskiej dyscypliny (s. 60). Patton uważał Autragstaktik za zbyt trudną do pojęcia dla przeciętnego amerykańskiego oficera. W instrukcji dla oficerów US Army dominował tayloryzm starający się przewidzieć z góry wszystkie możliwe posunięcia „ludzkiej maszyny”. W 1953 roku grupa ex-oficerów WH z Franzem Halderm na czele, opracowała na prośbę USA ocenę FM100-5. Uznali, że za bardzo koncentrują się Amerykanie na inteligencji, a za mało na charakterze, i krępują kreatywne kroki oficera na polu walki.

W III Rzeszy OKW i OKH (Oberkommando des Heeres – wojsk lądowych) rywalizowały przez całą wojnę co było jedną z przyczyn klęski (s. 70). Kluczowe dla WH były ścisłe związki pomiędzy poszczególnymi jednostkami Felheer (do 1941 roku dowodził nią Walter von Brauchitsch, a potem Hitler) i Ersatzheer (dow. Gen. Friedrich Fromm). Feldheer i Ersatzheer wymieniały się personelem, a korpusy odpowiadały okręgom wojskowym Wehrkreise, w ten sposób znajome twarze krajan mógł widzieć żołnierz WH od momentu poboru, potem w jednostce Ersatzheer, a potem w odpowiadającej jej jednostce polowej. Bawarczycy służyli w innych jednostkach niż Prusacy czy Saksończycy. Dowódcy tworzyli chętnie improwizowane grupy bojowe często określane nazwiskiem wodza (np. Panzergruppe Kleist). Niekoniecznie wykorzystywano oddziały zgodnie z przeznaczeniem, a wykrwawionych dywizji nie uzupełniano ciągle rekrutami, w ten sposób więzi kumpelskie trwały całą wojnę; tworzono nowe dywizje, stąd było ich niemal 200 (s. 74). Wszystko co najlepsze łącznie z lekarzami dawano do Feldheer.

W US Army wszystko przechodziło przez Sztab Generalny Departamentu Wojny. Army Ground Forces i wspomagające je Army Sevice Forces działały i w kraju i na frontach. AFG szkoliło, uzupełnienia robiło ASF. Skutek był fatalny; ludzie grupowani byli w oddziałach-zbieraninach z całego kraju, co sprzyjało osamotnieniu i depresjom, a stałe uzupełnianie dywizji (ciągle było ich nieco ponad 90), powodowało stałe starcia między żółtodziobami a weteranami (s. 76).

Niemcy rekrutów wysyłani w 1000-osobowych ferajnach zwanych Marschbattalionen (s. 117), nigdy pojedynczych, co najwyżej można je było rozdzielić przydziałowo najwyżej na 4 równe części i wysłać w różne odcinki frontu (s. 117), co nawiasem mówiąc czyni cześć filmu Iron Cross z Maximillianem Schellem i Lee Mervinem nierealistycznym. Młodych żołnierzy szkolili zwykle weterani z jednostek-gospodarzy, ale czasem nie zdążyli im przekazać wiedzy.

Sztab dywizji piechoty WH liczył 96 ludzi, a pancernej 114 (w US Army 166 i 174), w sztabach korpusów US Army (185 ludzi) było o 55% oficerów niż w sztabach niemieckich (s. 86). W Wehrmachcie tylko wyjątkowo prowadzono statystyki i rzadko wykorzystywano skomplikowane metody matematyczne. Rekrutów WH badała komisja poborowa (Musterung), na podstawie rozmowy lekarza z żołnierzem, nie było testów jedynie badanie sprawności fizycznej, lekarz rozmawiał z ok. 80 rekrutami dziennie. Podobnie placówka psychologiczna Maxa Simoneita, która w latach 1933-1939 przebadała 478.870 ludzi (s. 105). Nie badano poszczególnych organów, lecz sprawność ogólną i charakter.

Spośród 11.484.000 żołnierzy USA (koniec 1944), tylko 5.575.000 była to armia lądowa czyli US Army (całe siły zbrojne z flotą, lotnictwem i Marines nigdy nie osiągnęły 12 mln). Komisje były w stanie przebadać (1940-1945) 18 milionów ludzi, za niezdatnych do wojaczki uznano 5,2 mln. W 1943 obniżono standardy i powołano niektórych poprzednio odrzuconych (s. 107). Amerykanie mieli 4 kategorie (ABC4, Niemcy – 6). Badano poszczególne organy (setki ludzi dziennie). Nie robiono też dokładnych testów na modelach np. czołgów jak w III Rzeszy, lecz np. kierowca cywilny stawał się wojskowym, a przyszli czołgiści testowani byli na zwykłych ciężarówkach… Po szkoleniu kierowano ich na urlop a potem do centralnych punktów zbiorczych (repple depples w slangu), stąd żołnierze czuli się samotni i pędzeni jak owce. (s. 121). Byli też szkoleni nieco krócej od niemieckich. Propaganda spływała równie łatwo po żołnierzach obu stron (nawet w Wietnamie większy procent GI Joes wierzyła idealistycznie w cel wojny niż w WWII), żołnierze walczyli o siebie wzajem, a to dawało fory Niemcom, nie przemieszanych geograficznie i kulturowo (s. 136).

Niemcy odsyłali z frontu na wypoczynek całe jednostki (pułki, bataliony), Amerykanie pojedynczych żołnierzy, przy czym opieszałość administracyjna i wymuszony egalitaryzm wystawiał wielu na walkę w nieskończoność i urazy psychiczne (s. 137). Niemcy mieli też dużo lepszą wyleczalność psychicznych urazów, choć czasem dość brutalne leczenie, Amerykanie łatwo dawali się robić w konia symulantom, bo miała zbytni respekt wobec metod Freuda (s. 148). Do tego psychoanaliza długo trwała i wielu już nie zdążyło wrócić na front przed końcem wojny. Wehrmacht miał w czasie II wojny światowej maksymalnie 341 tysięcy pracowników medycznych obu płci, US Army – 640 tysięcy. Wskutek przewagi technicznej i lotniczej, Amerykanie ratowali ponad 95% rannych, Niemcy około 88-90% (s. 151). 85% rannych żołnierzy WH wracało do walki, w US Army wracali do uzupełnień i tylko w razie wakatów wracali do jednostek.

W 1912 roku poborowe armie Europy były biedne (żołd niemiecki na miesiąc dla prostego żołnierza – 9 marek, francuski – 2,4, rosyjski – 1,2, austriacki – 4), a zawodowe anglosaskie bogate – UK – 30 marek = 14 $, a USA – 63 marki = 30 $ (s. 156). Niemcy dawali w czasie II wojny 200 marek rocznie rekrutowi, ale podoficerowi o 14 miesięcznej służbie już 2 tys, majorowi 7,7 tys, generałowi-pułkownikowi – 26,5 tys. GI Joe dostawał 21 $ na miesiąc, a od czerwca 1942 – 50 $. Generał – 500 $. Nie było w US Army oddzielnych wyższych płac dla specjalistów, lecz robiono z nich oficerów.

Różnice w wysokości pensji w US Army dla oficerów i szeregowców były niższe niż w WH. Armia gen. Modela dawała co miesiąc urlopy 10% żołnierzy (każdy miał prawo do 14 dni rocznie plus nadzwyczajne okazje), niezależnie od stopnia, amerykańska raczej oficerom niż szeregowcom (30 dni, a z nadzwyczajnymi się spóźniała z przyczyn geograficznych). Z kolej oznaczenia bardziej były nieco bardziej demokratyczne i osiągalne u Amerykanów, choć Eisernes Kreuz (odznaczenie z czasów wojen przeciw Napoleonowi przywrócone w 1939 roku) I klasy dostało 300 tys żołnierzy WH, a Silver Star – 73 tysiące (s. 167).

Za przestępstwa wojenne stracono 11 tys. żołnierzy WH (połowa z tego za dezercję), i tylko jednego GI Joe (sądzono 2854). W WH dezercji było tylko 10 tys w 1941 roku, w 1943 – 63 tys a w 1945 – 200 tys. W US Army na 1000 GI przypadało 45 dezerterów w 1944 i 63 w 1945, a więc było to kilkakrotnie częstsze niż u Niemców (s. 173). Skargi żołnierzy WH trafiały bezpośrednio do przełożonych, a potem do ich przełożonych, a GI do inspektora generalnego odpowiedniego rodzaju broni, po czym utykały w biurokracji (s. 174).
Co ciekawe niemieccy oficerowie byli zachęcani, także przez NSDAP (mimo iż WH uchodził za anty-nazi i propaganda słabo się tam przyjmowała) do bratania się z żołnierzami (Soldaten oznaczało zwykle też oficerów); np. gawędzili z nimi, pili itd., amerykański oficer musiał odejść z armii, zdobyć patent i znów wejść do armii, więc zwykle trzymał się z dala od szeregowców (soldiers oznaczało zwykle private), kobiety z WAB były niedostępne dla szeregowych, oficerowie uchodzili za wyniosłych egoistów-karierowiczów. Amerykańskich oficerów dziwiło, że ich niemieccy odpowiednich składają np. życzenia urodzinowe prostym żołnierzom. Niemieccy żołnierze byli dużo bardziej zżyci ze swoimi oficerami i zwykle mieli o nich lepsze zdanie (s. 193). Z biegiem wojny awanse oficerskie coraz bardziej dotyczyły w WH osiągnięć, a coraz mniej starszeństwa. Szkolenie oficerów niemieckich było bardziej ogólne, i zawsze „bojowe”, więc można było każdego wysłać na front, w US Army nie brakowało klinczów związanych z niewłaściwym szczegółowym przygotowaniem do zadań (s. 215). Kriegakademie szkoliła wszystkich oficerów WH na taktyków, War College na logistyków (musiał pomóc Fort Leavenworth, bo oficerów ciągle było zbyt mało – s. 224). W maju 1944 roku w niemieckiej armii lądowej brakowało prawie 13 tys. oficerów (s. 228); ogółem było ich 245 tysięcy, z czego 190 tys w rezerwie, w US Army było wtedy 485 tys oficerów, czyli o 50 tys za dużo (s. 229), stąd nadwyżka oficerów na froncie.

10441079_732919260116767_5582999008756690040_n

Podoficerowie WH nie mieli kompetencji dyscyplinarnych, za to mieli własny esprit de corps i fachową wiedzę, więc teoretycznie mogli zastąpić oficera (s. 182). W US Army podoficerowie zwykle nie mieli wiedzy i identyfikowali się z szeregowcami (s. 183).
Van Creveld zarzuca US Army zbytnią wiarę w matematyczne kombinacje, a za małe docenianie „duchowej” i społecznej strony armii. Chwali ją za logistykę, lecz gani za zduszanie kreatywności taktycznej. (s. 245). Nie podejmuje tematów niesprawdzalnych statystycznie jak np. domniemana zaciekłość Wehrmachtu, czy równie domniemana teza jakoby amerykańscy GI lepiej obsługiwali maszyny, bo w USA było więcej maszyn niż w III Rzeszy (256).

Wygląda na to, że siłą amerykańskiej armii była amerykańska gospodarka i zaawansowane myślenie logistyczne, słabością zaś biurokracja i matematyczne przekombinowanie, niemieckiej – silna niemal feudalna więź między żołnierzami (podobna jak w brytyjskim systemie pułkowym), i mniejsza przepaść między oficerami a piechurami, oraz większy nacisk na taktyczne umiejętności praktyczne. Praca van Crevelda jest interesująca nie tylko dla zainteresowanych wojskowością, ale też psychologią, socjologią i kulturoznawstwem. Polecam lekturę!

Autor: Martin van Creveld
Tytuł: Wehrmacht kontra US Army 1939–1945. Porównanie siły bojowej
Tłumaczenie: Juliusz Tomczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Tetragon, Instytut Wydawniczy Erica
ISBN:978-83-930318-8-7
ISBN:978-83-62329-47-2
Liczba stron: 272

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne materiały

Jeden komentarz

  1. Nietsche
    28 czerwca 2015 at 00:29 - odpowiedz

    „szlachta ducha – Adel der Gesinnung”
    Adliger Gesinnung może być zarówno osoba pochodząca z utytułowanego rodu jak również z nizin społecznych. Dlatego pańskie tłumaczenie jest błędne i ir­re­füh­rend.
    Przy okazji zdradził Pan że Nietzsche jest Panu obcy.
    http://www.zeno.org/Philosophie/M/Nietzsche,+Friedrich/Menschliches,+Allzumenschliches/Erster+Band/Neuntes+Hauptstück.+Der+
    http://www.zeno.org/Eisler-1904/A/Gesinnung?hl=gesinnung

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *