Zaczęła się Musica Polonica Nova!

  Niezwykle ważny dla naszego muzycznego wszechświata festiwal wystartował po czteroletniej przerwie, jeśli chodzi o koncerty na żywo. Covid odebrał kompozytorom na długi czas możliwość pełnej koncertowej prezentacji swoich dzieł publiczności. Dlatego tym ważniejsza jest tegoroczna odsłona festiwalu.

   W dniu inauguracyjnym udałem się na dwa koncerty, po drodze zaś widziałem ciekawą instalację, będącą do pewnego stopnia typowym koncertem, wymagała bowiem w swojej rozbudowanej wersji żywej ingerencji swego twórcy. Ale zacznijmy od początku.

   W deszczową środę (25.05.22) udałem się najpierw na koncert zatytułowany „Splot”, którego gwiazdą od strony wykonawczej była pianistka Małgorzata Walentynowicz. Uformowana w Gdańsku, Stuttgarcie i Hanowerze artystka od lat z powodzeniem zajmuje się muzyką współczesną. Współpracowała z tak sławnymi twórcami muzyki współczesnej jak Wolfgang Rihm czy Kwartludium, w 2015 roku obroniła doktorat przedstawiając dysertację „Twórczość fortepianowa Pierra Jodlowskiego w kontekście muzyki elektronicznej”, co tym bardziej ciekawe, że na koncercie „Splot” zagrała także dzieło tego znakomitego kompozytora, czyniąc wyjątek od reguły prezentowania polskich twórców na Musica Polonica Nova, choć wyjątek nie tak ogromny, bowiem Pierre Jodlowski związał się z drugim wielkim wrocławskim festiwalem muzyki współczesnej, Musica Electronica Nova, gdzie podczas wywiadów mówił nie tylko o muzyce, ale i o poszukiwaniu swoich polskich krewnych w Jarosławiu.

   Koncert „Splot” zaczął się od utworu Sławomira Wojciechowskiego Rituals na preparowany fortepian, elektronikę i wideo z roku 2019. Wideo przedstawiające kalejdoskopowe ujęcia fortepianu i rąk pianistki przygotowała Dorota Walentynowicz, taśmę przygotował i obsługiwał kompozytor. Oczywiście słowo „taśma” jest nieco archaiczne, choć notuje się obecnie pewien renesans magnetofonów kasetowych. Chodzi w tym o nagranie towarzyszące wykonawcom. W dawniejszych czasach tworzono je na magnetofonach szpulowych, które przy tzw. studyjnej prędkości obrotów posiadały bardzo wysoką jakość dźwięku, nieosiągalną dla kaseciaków. W profesjonalnych magnetofonach szpulowych przy głowicach znaleźć można było niekiedy nożyki do cięcia taśmy służącego jej montażowi. Dziś techniki cyfrowe dają twórcom muzyki elektroakustycznej znacznie większą swobodę, choć z pewnością nie brakuje wśród nich miłośników brzmienia dawnych taśm magnetofonowych. Rituals okazały się bardzo ciekawą estetycznie etiudą na fortepian przeplatany krótkimi fragmentami dźwięków wyciętych z koncertu jazzowego, rockowego i klasycznego. To mieszanie krótkich, atonalnych dźwięków fortepianu z równie krótkimi dźwiękami instrumentów i elektroniki z taśmy przypominało do pewnego stopnia sławne utwory na fortepian preparowany Johna Cage’a. Wideo zdawało się na bieżąco, choć z pewnym opóźnieniem, przetwarzać zniekształcone kalejdoskopowo obrazy fortepianu, klawiszy, strun i dłoni oraz ramion pianistki. Dobrze się tego dzieła słuchało, wideo korespondowało z tym, co działo się w muzyce, całość tworzyła ciekawy i spójny nastrój.

   Po Rituals Wojciechowskiego Małgorzata Walentynowicz wykonała Série Rouge na fortepian i taśmę Pierre’a Jodlowskiego z roku 2017. Po krótkim przejrzeniu sieci można powiedzieć, że dzieło Jodlowskiego jest całkiem często wykonywane i dostępne także online. Na mnie utwór zrobił ogromne wrażenie. Słychać było w nim elegancką finezję francuskiej szkoły muzyki elektroakustycznej, przypominającą mi w bardzo daleki sposób arcydzieła kameralne francuskiego baroku, gambistów i klawesynistów tych czasów, których utwory tworzą niezwykle eleganckie i ozdobne muzyczne labirynty. Jodlowski przełamał nieco ten oniryczny świat pięknego dźwięku dodając na taśmie całkiem sporo elementów granych przez rockową perkusję, lecz i stały się one swego rodzaju przyprawą dla głównego dania stanowiącego muzyczną podróż w pejzaże á la Poussin. Mnie osobiście ta daleko idąca estetyzacja muzyki nowej ogromnie się podoba. Być może jest to nawet mój ulubiony nurt w dzisiejszej muzyce klasycznej. Nurt mający swoje korzenie u samego jej zarania, jakim bez wątpienia był Webern, burzący co się dało, ale jednak w imię niemal kaligraficznej doskonałości.

   Ostatni utwór tego koncertu był jeszcze inny. Do wideo, taśmy, dźwięków fortepianu doszła też choreografia. Dzieło Jakub Krzewińskiego i Anny Sowy Dance ex machina na fortepian, taniec, wideo i elektronikę wymagało udziału tancerza Janusza Orlika, który stworzył też choreografię. W tancerkę, a może raczej aktorkę ruchu musiała także wcielić się pianistka. Za taśmę odpowiadał kompozytor. Wideo pokazywało ruch pianistki który naśladował w początkowej części utworu tancerz. Wydaje mi się, że Dance ex machina to bardzo ciekawy pomysł na muzyczny świat wyobraźni. Jednak obok świetnych momentów połączenia muzyki, tańca i teatru było też sporo przegadania i niespójności.

   Po koncercie wyszedłem pełen uznania dla wszechstronnej i obdarzonej ogromną muzykalnością pianistki, oraz zadowolony z udanych kompozycji, jakie dane mi było z jej udziałem usłyszeć.

   Po drodze na kolejny koncert wpadłem na instalację Internal visit Pawła Romańczuka. Była to orkiestra głośników, jednakże uzbrojona w ruchome szafki, klamki i umieszczone nad nimi pałeczki uderzające w drewniane obudowy. W pełnej prezentacji sam artysta też włączał się do tej mechanicznej orkiestry za pomocą smyczka i drewienek. Była to bardzo udana instalacja, wyrażająca po części baśniowe, po części zaś metafizyczne podejście do dźwięku. Nie chcę tu streszczać udanego poetycko opisu tego projektu, powiem więc po prostu, że artysta poprzez tę instalację zadał nam dwa pytania – o wnętrze dźwięki i o samotność dźwięku. Zwłaszcza pytanie o wnętrze dźwięku wydaje się być świętym Graalem muzyki elektroakustycznej…

   Drugi koncert tego dnia był popisem wirtuozów. Eksponowanie wirtuozerii w muzyce nowej nie zdarza się zbyt często i w ten sposób jeden z ważnych aspektów sztuki dźwięku, jaką jest muzyka, bywa współcześnie pomijany. Oczywiście grającej na poprzednim koncercie Małgorzacie Walentynowicz nie sposób odmówić pianistycznego kunsztu. Jednakże wszystkie kompozycje na koncercie „Splot” były stworzone tak, aby ukryć perlisty „pianizm” jako taki…

   Na koncercie Poloness będącym przeglądem dokonań wrocławskiego Oddziału Związku Kompozytorów Polskich zagrał jeden z najlepszych polskich klawesynistów Marek Toporowski, oraz równie sławni fleciści – Łukasz Długosz i Agata Kielar-Długosz.

   Koncert zaczął się od dzieła Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil Landmannalaugar, zainspirowanego krajobrazami Islandii. Rzeczywiście, ta sonata na dwa flety i klawesyn okazała się być wspaniałym freskiem ukazującym nam krainę lodowców i wulkanów, a także okalające ją mroźne morze. Charakterystyczny dla kompozytorki, gęsty sposób narracji muzycznej zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wybornie pasował do klawesynu i fletów.

   Równie malowniczy, choć oczywiście w zupełnie inny sposób, był utwór Tomasza Skweresa Erdschatten, tym razem na jeden tylko flet i na klawesyn. Ów tytułowy cień ziemi jest rzucany na atmosferę po przeciwnej stronie horyzontu podczas wschodów i zachodów słońca. To tajemnicze zjawisko zainspirowało kompozytora do dzieła pełnego wyrazu, o bogatej ale i spójnej narracji. Bardzo mi się ten utwór podobał, jak i to, że instrumentaliści mieli spore pole do popisu.

   Nie mniej udane było dzieło zbiorowe Poloness – suita na flety i klawesyn, stanowiące mniej lub bardziej dosłowną stylizację polonezów z dawnych czasów, z przełomu baroku i klasycyzmu. Tu zaproponowane w tym koncercie instrumentarium było szczególnie trafione. Piotr Drożdżewski, Grzegorz Wierzba, Anna Porzyc, Katarzyna Dziewiątkowska, Ryszard Klisowski, Adam Porębski, Mateusz Ryczek – to pełna lista współtwórców owej suity. Początkowo chciałem wyszczególnić lepsze i gorsze momenty, ale tak naprawdę cała suita była znakomita, a jej poszczególne ogniwa dobrze korespondowały ze sobą, mimo, że były dziełem bez wątpienia indywidualistycznych twórców. Nie wiem, jak to się udało. W dziejach muzyki znamy różne kompozycje zbiorowe, bardzo często pamiętamy z nich tylko jedno lub dwa ogniwa. Tutaj całość była na bardzo wyrównanym i wysokim poziomie. Pokazuje to, że współcześni kompozytorzy, niezależnie od swoich dróg twórczych, dysponują naprawdę dobrym warsztatem i nietuzinkową wiedzą z zakresu historii muzyki. Wydaje mi się bowiem, że uznana przez wielu twórców suity potrzeba stylizacji doprowadziła do powstania spójnego i atrakcyjnego muzycznego świata. A żeby dobrze i ciekawie stylizować, trzeba wiedzieć „co i na co” – wiadomo…

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.