Co symbolizuje krzyż? Na jednej ze stron parafialnych można przeczytać: „Jeśli nawet średniowiecze przemieniło krzyż w symbol panowania, to dziś już przestał pełnić tę funkcję”. Czy na pewno? Po co katoliccy aktywiści wieszali krzyż w Sejmie? Czy dlatego, żeby posłowie myśleli więcej o zbawieniu i cierpieniach Chrystusa? Czy dlatego, by natchnąć posłów miłością bliźniego? Nie o treści religijne, nie o mękę Pańską tu idzie. Symbole są wieloznaczne i na tym polega ich urok. Wieloznaczność pozwala udawać głupiego, używać symbolu w zupełnie innym celu niż się mówi wprost. Tak jest też z krzyżem. Krzyż w przestrzeni publicznej nadal pełni rolę symbolu panowania, politycznych ambicji Kościoła i katolickich polityków. W Sejmie ma podkreślać ich szczególny tytuł do chwały i władzy, jest narzędziem walki politycznej. O to idzie w wieszaniu krzyży i stawianiu pomników.

Chciałbym tu zająć się jednym z argumentów, który przy różnych okazjach przywoływany jest na rzecz eksponowania krzyża. Oto przykład. Kardynał Dziwisz mówił w 2010 r.: „Europa bez krzyża traci tożsamość, bo odcina się od swoich korzeni”. „Krzyż ma prawo do obecności w naszej przestrzeni publicznej, bo z niego wyrosła nasza cywilizacja i nasza kultura”. Zdaniem Dziwisza krzyż symbolizuje cywilizację, kulturę i tożsamość Europy. Podobnych wypowiedzi jest dużo. Czy są merytorycznie trafne? Czy europejska cywilizacja i kultura, a także polska, wyrosły z krzyża, z chrześcijaństwa? Czy Europa bez krzyża traci tożsamość?

Chrześcijaństwo odegrało wielką rolę w średniowiecznej historii Europy, ale w czasach nowożytnych europejska cywilizacja i kultura rozwijały się w opozycji do chrześcijaństwa. Przywoływanie zasług z czasów Średniowiecza, by uzasadnić dzisiejsze polityczne i moralne roszczenia Kościoła, brzmi śmiesznie. Nawet pomijając stosy i wojny religijne, bilans średniowiecza nie wypada dla Kościoła jednoznacznie, a cóż dopiero historia nowożytna i ostatnie dwa stulecia. Współczesna Europa zawdzięcza swoje dzisiejsze oblicze nie chrześcijaństwu, ale zasadniczym zmianom światopoglądowym, które rozpoczęły się na dobre w czasach Oświecenia. Kraje islamskie, które oświeceniowej zmiany nie przeszły, tkwią pod wieloma względami mentalnie, społecznie i politycznie w Średniowieczu. To nieszczęście tamtych społeczeństw, źródło udręki i porażek. Polska, na szczęście silniej związana z Europą Zachodnią, doświadczyła Oświecenia, chociaż zbyt płytko.

Trzy kluczowe składniki, wszystkie zakorzenione w Oświeceniu, zadecydowały o rozwoju współczesnej europejskiej cywilizacji, kultury i tożsamości: nauka, prawa człowieka, świeckość. Kościół i chrześcijaństwo były zdecydowanie przeciw wszystkim trzem.

Nauka

W czasach nowożytnych to Europa Zachodnia stała się głównym centrum rozwoju nauki, a Kościół rozwój ten hamował. Trudno nie doceniać olbrzymiej roli nauki w kształtowaniu współczesnej cywilizacji, kultury i tożsamości europejskiej. To nauce Zachód i Europa zawdzięczają dzisiejszą dominującą – co nie znaczy, że wszechwładną – pozycję w świecie.

Skostnienie i przemożna w instytucjach religijnych skłonność do sakralizacji wiedzy, do obstawania przy biblijnej mitologii, powodowały niezdolność Kościoła do uczestniczenia w rozwoju nauki. W głębokim Średniowieczu, w czasach ogólnego upadku, w klasztorach zajmowano się kultywowaniem wiedzy i umiejętności z czasów rzymskich (np. uprawa winorośli i produkcja wina), ale nie można mówić o postępie nauki. Często podnosi się zasługi Kościoła dla rozwoju uniwersytetów i szkolnictwa w późnym Średniowieczu, ale pomija się fakt, że dynamiczny rozwój nauki w Europie był możliwy dopiero dzięki uwolnieniu działalności naukowej od wpływów kościołów i religii. Udział księży i zakonników w działalności dawnych uniwersytetów był niewątpliwy, ale prawdą jest też, że Kościół podporządkowywał uniwersytety swoim celom, nasycał teologią i Biblią, hamował rozwój nauki. Cytaty z Biblii i kościelne dokumenty stawały się najwyższym autorytetem, co uniemożliwiało rzeczywisty rozwój wiedzy (tak jest do dziś na katolickich uczelniach, w Polsce mnożą się doktorzy od cytowania pism Jana Pawła II). Na zdominowanych przez Kościół uniwersytetach przez wieki kwitła zwyrodniała scholastyka, z trudem przebijały się wartościowe intelektualnie idee. Kościelne oskarżenia o herezję, grożące srogimi karami, były na porządku dziennym. Margines wolności słowa był niewielki. Nie zmienią tego obrazu nieliczne wyjątki. Nowe nurty rodziły się w opozycji – jawnej lub ukrytej – do kościelnej wiedzy.

Gdyby Kościół zachowywał swoje wpływy z okresu Średniowiecza, nauka pozostawałaby zasadniczo na poziomie z czasów św. Tomasza z Akwinu, XIII wiek (przykro mi, ale taka jest prawda). Przesadzam? Spójrzmy na Chiny, Indie, muzułmański Bliski Wschód, na kraje, które swego czasu były ważnymi centrami cywilizacyjnymi. Jak mały postęp poczyniła tam wiedza naukowa od Średniowiecza do momentu importu nauki z Europy. Kultura tych krajów miała charakter sakralny i zdecydowanie tradycyjny, co – podobnie jak w przypadku chrześcijaństwa – hamowało rozwój nauki. Nowoczesna nauka, która w Europie rozwijała się „najpierw powoli, jak żółw ociężale” od XVI w., tam w ogóle nie pojawiła się aż do XX w. Żebyśmy nie stali się zanadto dumni, pamiętajmy, że sarmatyzm i katolicka kontrreformacja, które zapanowały w Polsce, skutecznie przeciwdziałały rozwojowi nauki u nas. W szkołach prowadzonych przez zakony nauczanie podporządkowane było ciasnej religijnej indoktrynacji, potęgowało irracjonalne skłonności, stwarzało podatny grunt pod fanatyzm. W dawnej Polsce nauka w tych szkołach czyniła wychowanków obskuranckimi, katolickimi sarmatami.

Dopiero wyzwolenie uniwersytetów od dominacji Kościoła, a także powstanie niezależnych od kościołów środowisk i instytucji naukowych, stwarzało korzystne warunki rozwoju nauki i życia intelektualnego. Kluczową rolę odegrały takie niezależne do kościołów instytucje, jak Paryska Akademia Nauk, Królewskie Towarzystwo w Londynie dla Rozszerzania Wiedzy o Przyrodzie, Niemiecka Akademia Przyrodników Leopoldina. Kościoły, teologia, religia hamowały rozwój nauki. Religijność wielu ówczesnych naukowców wpływała negatywnie na stan i postępy nauki, hamowała wolność słowa, groziła uzależnieniem nauki od religii, podporządkowaniem nauki religijnym przekonaniom.

Wkład Kościoła w rozwój współczesnej nauki jest żaden, co najwyżej można powiedzieć, że niektórzy naukowcy deklarujący religijność uczestniczą w jej rozwoju. Między nauką a religią istnieje przepaść. Nie da się jej zasypać. Warto przyjrzeć się, jakie opory budzi w Kościele katolickim teoria ewolucji przyrodniczej. Wobec postępów nauki Kościół nie chce już głosić tradycyjnych biblijnych poglądów, uznał je za przenośnie, ale gotów jest twierdzić, że bóg stworzył życie, duszę nieśmiertelną, kieruje ewolucją. Tego rodzaju uzupełnienia i interpretacje nie mają nic wspólnego z nauką. Współczesna nauka nie znajduje żadnych dowodów wskazujących na istnienie przyczyn nadnaturalnych. Wypowiedzi Jana Pawła II, dotyczące teorii ewolucji, nie oznaczały jej akceptacji, otwierały natomiast w Kościele możliwość bardziej rzeczowej dyskusji na jej temat. Kościół nie przyczynia się do rozwoju nauki, a co najwyżej próbuje dostosować religijne przekonania i katechizm do osiągnięć nauki.

Prawa człowieka

Rdzeniem dzisiejszej cywilizacji, kultury i tożsamości Zachodu i Europy są prawa człowieka. Zyskują one znaczenie uniwersalne, ale to Europa jest ich matecznikiem, tu powstały i stąd wywędrowały. Kościół przeciwstawiał się zdecydowanie prawom człowieka, załamał się dopiero po soborze Watykańskim II (1962-1965 ), przyjmując jednak ich wsteczną, konserwatywną interpretację. Wcześniej w encyklikach papieskich roiło się od zdecydowanego sprzeciwu wobec tych praw. Ciekawy przykład to papież Pius IX, który w encyklice „Quanta cura” z 1864 r. wymienił osiemdziesiąt dokładnie ponumerowanych błędnych – jego zdaniem – poglądów, których wierni nie mogą uznawać. Odrzucał prawa człowieka, uważał, że religia katolicka powinna mieć status religii państwowej, odrzucał wolność wyznania, sumienia i słowa.

Kościół przestał negować prawa człowieka z konieczności. Od zakończenia drugiej wojny światowej znaczenie praw człowieka we współczesnym świecie wzrosło na tyle, że ich otwarte negowanie groziło Kościołowi marginalizacją. Pozostał jednak przy ich ograniczonej, konserwatywnej interpretacji oraz przeciwstawia prawom człowieka tzw. prawo boże (nazywane też prawem naturalnym). Konflikt jest głębszy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. "Prawo boże" ustala Kościół zgodnie z własną wolą, powołując się na święte księgi i objawienie. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, stały się podstawą prawa stanowionego przez organy państwowe, stoją wyżej niż  "prawo boże". Kościół próbuje stawiać tzw. prawo boże ponad prawem stanowionym przez organy ustawodawcze w krajach demokratycznych. Widać w tym zakorzenione w Kościele dążenie do klerykalizacji państwa. Prawa człowieka pozostają dla Kościoła – można powiedzieć – ciałem obcym, mają bowiem charakter świecki, podporządkowują Kościół świeckiemu ustawodawstwu, są wyrazem podmiotowości i samostanowienia obywateli, którzy nie uznają zwierzchnictwa Kościoła. Kłóci się to głęboko z mentalnością hierarchów kościelnych i duchowieństwa, którzy roszczą sobie prawo sprawowania rządów nad umysłami i zachowaniami ludzi.

Prawa człowieka są fundamentem politycznym, prawnym i etycznym Zachodu i Unii Europejskiej, tworzą podstawę dzisiejszej tożsamości tego regionu. Są ważniejsze niż chrześcijaństwo, niż krzyż. Nie mają charakteru religijnego, są to prawa świeckie, ale dla rzeczywistych zwolenników są – można powiedzieć – przedmiotem wiary, głębokiego moralnego uznania. Prawa człowieka to całościowa propozycja światopoglądowa, świecka wiara, nie tylko zbiór norm prawnych. Na pytanie, w co wierzysz, wielu ateistów może odpowiedzieć, że w prawa człowieka.

Warto podkreślać, że chociaż prawa człowieka są wynalazkiem zachodnim, zyskują uniwersalny charakter. Ich rola we współczesnym świecie jest olbrzymia, są atrakcyjne dla bardzo wielu muzułmanów i obywateli państw niedemokratycznych. Nie jest oczywiście łatwą sprawą wcielanie praw człowieka w życie, budzą one też wiele szczegółowych kontrowersji, ale stanowią – wraz z demokracją jako ustrojem, w którym obywatele mają prawo wybierać władze państwowe w wolnych wyborach – najbardziej dynamiczną ideę polityczną i moralną współczesnego świata.

Dodajmy jeszcze, że doktrynę wyższości tzw. prawa bożego nad prawem stanowionym w pełni zrealizowano np. w Iranie, gdzie obowiązuje prawo ustalone przez islamskie duchowieństwo (szariat), ugrupowania opozycyjne nie mogą istnieć, wybory nie są wolne, panowanie jedynie słusznego prawa szariatu jest tym sposobem zagwarantowane.

Świeckość

Fundamentalną cechą cywilizacji, kultury i tożsamości Zachodu i Unii Europejskiej, jest świeckość, zaawansowana sekularyzacja. Sprzyja to rozwojowi nauki i praw człowieka. Religia nie przenika wszystkich sfer życia społecznego i prywatnego oraz polityki. W dawnych społeczeństwach, także w średniowiecznej Europie, silna była skłonność do sakralizacji wiedzy, zwyczajów, życia społecznego, władzy. Zwyczajowy sposób dojenia krów stawał się uświęconą tradycją, boską rzeczywistością. Zwyczaje się zmieniają, nie ma społeczeństw niepodlegających zmianom, ale sakralizacja konieczne zmiany hamuje, często uniemożliwia. Dotyczyło to także gospodarowania i techniki. Na szczęście od czasów Średniowiecza wpływy kościołów i religii uległy w różnych dziedzinach znacznemu ograniczeniu. Proces ten postępuje, ale nawet w krajach zachodnich nie jest jeszcze zakończony. Kościół próbuje wszelkimi sposobami przeciwdziałać sekularyzacji, kierując się swoim partykularnym interesem.

Zaawansowana świeckość jest olbrzymim atutem Unii Europejskiej, Europy, Zachodu. Współczesne społeczeństwo wymaga „odsakralizowania” znacznych dziedzin życia społecznego i prywatnego, inaczej mówiąc – wymaga znacznej sekularyzacji, nie tylko oddzielanie religii od innych sfer życia społecznego, ale znacznego ograniczenia sfery sacrum, świętości, co stopniowo ogranicza publiczną rolę religii, czyni z niej sprawę prywatnych przekonań. W Europie dość dawno i łatwo zrezygnowano np. z religijnego i prawnego zakazu pobierania odsetek od kredytów (na gruncie islamu jest to ciągle wielki problem), ale relikty sakralizacji pozostały w wielu dziedzinach. Np. Kościół ciągle traktuje małżeństwo jako sakrament, chociaż nawet w Polsce rzadko jest ono pojmowane jako instytucja sakralna. W USA wyrazem sakralnej maniery w polityce jest, mimo konsekwentnego rozdziału państwa od kościołów, skłonność do posługiwania się religijnymi sloganami („Boże, błogosław Amerykę”). Czy to wyraz głębokiej wiary, czy blagierstwo? Amerykańskie religianctwo nie jest tytułem do chwały tego kraju, ani wartym naśladowania wzorem, stopniowo zresztą traci na znaczeniu.

Świeckość Zachodu jest – warto na to zwrócić uwagę – atrakcyjna. To jest jak sex appeal i popęd seksualny, można być przeciw, ale jednak działa (nawet księża katoliccy go doświadczają). Mimo ożywienia religijnego na gruncie islamu, mimo nawróceń na islam, mimo hipokryzji i obłędu, mimo zbrodniczej recydywy islamskiego fundamentalizmu, warto też odnotowywać zmiany w kierunku sekularyzacji, trendy pozytywne. Np. w wielu krajach islamu na tamtejszych uniwersytetach kobiety stanowią olbrzymią część wśród studiujących, w Iranie chyba nawet większość. Uświęcona tradycją rola kobiet zmienia się, często mimo szaleńczego oporu tamtejszego kleru i fundamentalistów. Powoli zmienia się obyczajowość. Kobiety mają z reguły prawo głosu w wyborach (najważniejszym wyjątkiem jest Arabia Saudyjska), chociaż wybory rzadko spełniają podstawowe standardy. Ale warto pamiętać o przykładach pozytywnych, np. Indonezja, Bangladesz, Pakistan.

Europa bez krzyża

Tożsamość dzisiejszej Europy nie opiera się na chrześcijaństwie. Europa nie jest chrześcijańska. Nieopatrznie potwierdzają to często biskupi, mówiąc że dzisiejsza Europa jest pogańska.

O nowej tożsamości Europy i Zachodu, o swoistej misji tego regionu w historii i w świecie, decydują: nauka, prawa człowieka, świeckość. Te trzy słowa to jakby trójca profaniczna, nowe wyznanie niereligijnej wiary (wszak „profanum” to sprawy świeckie, ziemskie, przeciwstawne świętościom, boskości). Trójca przenajświętsza nie jest już ostoją europejskiej tożsamości, jak w czasach wypraw krzyżowych. Ale nie jest też prawdą, że „Europa bez krzyża traci tożsamość” jak mówi Dziwisz. Europa odchodząc od chrześcijaństwa zyskała nową tożsamość, silniejszą i cenniejszą od tej starej.

Sprawa tożsamości Europy pojawia się w toku dyskusji związanych z poczuciem zagrożenia ze strony islamu. Niedawno w Niemczech konserwatywny poseł bawarskiej chrześcijańskiej demokracji miał powiedzieć, że „nasza (niemiecka) kultura wiodąca pozostaje zdominowana przez chrześcijaństwo i judaizm”. Chrześcijańscy aktywiści nierzadko w konflikcie z islamem widzą szansę na odrodzenie chrześcijaństwa w Europie i na wzrost własnego znaczenia.

Czy Unia Europejska powinna przeciwstawić islamowi krzyż, ukazać chrześcijańskie oblicze? Nie ma takiej potrzeby, aktywizmowi islamskiemu trzeba przeciwstawić świeckość, prawa człowieka, naukę. Reaktywacja chrześcijaństwa przyniosłaby nieuchronnie wiele negatywnych skutków, społeczeństwa europejskie nabrałyby wielu nieatrakcyjnych cech Średniowiecza i dzisiejszego islamu, stanęłyby na tej samej płaszczyźnie, co islamskie religianctwo i fanatyzm. Unia Europejska utraciłaby najbardziej żywotne cechy, decydujące o jej wielkości cywilizacyjnej i potędze (nie obawiajmy się użyć tych słów na przekór malkontentom i wieszczom zagłady).

Krzyż ma prawo do obecności w przestrzeni publicznej, o czym mówił Dziwisz, ale czy w Sejmie? Czy należy mu się taka wyjątkowa pozycja? Również Sąd Apelacyjny w Warszawie zdaje się nie pojmować różnicy między prawem do publicznego eksponowania symboli religijnych, a ich eksponowaniem w izbie ustawodawczej (wyrok w sprawie krzyża w Sejmie, grudzień 2013). Podkreślmy zdecydowanie, świecki charakter państwa i prawa wymaga, by powstrzymywać się do eksponowania symboli religijnych tam, gdzie stanowione jest prawo, a także w urzędach państwowych. Krzyż w Sejmie narusza konstytucyjną zasadę bezstronności władz Rzeczypospolitej Polskiej w sprawach przekonań religijnych (art. 25)*. Uprzywilejowuje religię katolicką, Kościół i katolickich polityków.

Mówi się nierzadko, że przecież zdecydowana większość obywateli Polski to katolicy, większości krzyż nie przeszkadza. To nie jest dobry argument. Tu nie idzie o „przeszkadzanie”. Wymieniona wyżej zasada bezstronności obowiązuje, jest słuszna i powinna być przestrzegana. Eksponowanie symboli religijnych w Sejmie, urzędach państwowych itp. narusza tę zasadę.

Jeszcze jedna kwestia. Na rzecz obecności symboli religijnych pojawia się czasami argument, że to nasza tradycja. Np. Konstytucja 3 Maja zaczynała się od odwołania do boga. Powiedzmy wyraźnie, tradycja to żaden merytoryczny argument. Co było kiedyś, nie zawsze jest dobre dziś. – Alvert Jann

*Art. 25.2. Konstytucji RP brzmi: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”.

……………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ . – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O ateizmie, religii i nauce piszę także w artykułach:

"Chrześcijaństwo obłędu" – http://racjonalista.tv/chrzescijanstwo-obledu/

"Wypędzanie szatana" – http://racjonalista.tv/wypedzanie-szatana-2/ 

"Lekcje religii w szkołach wyższych" – http://racjonalista.tv/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ 

"Bóg przed trybunałem nauki" – http://racjonalista.tv/bog-przed-trybunalem-nauki/ 

"Sens według teologów" –  http://racjonalista.tv/sens-wedlug-teologow/ 

"Racjonalność według teologów" – http://racjonalista.tv/racjonalnosc-wedlug-teologow/  i innych.

…………………………………………………………………………………………………