• sobota, 16 grudnia 2017 r.

Rowerem przez Niskie Łąki. Jacek Tabisz

 

Jest majówka, co stanowi dobry moment do rowerowej wyprawy. Dziś zobaczymy nieznany zakątek Wrocławia, usytuowany między dwoma rzekami – Oławą i Odrą. Z pewnością nawet dla niektórych Wrocławian ten zakątek Europejskiej Stolicy Kultury będzie sporym zaskoczeniem – natura, nietypowe zabytki, liczne rzeczne przeprawy.

Podobne materiały

14 komentarzy

  1. dżizas
    3 maja 2016 at 19:25 - odpowiedz

    Kiedyś podczas wizyty we Wrocławiu, kolega zabrał mnie na Niskie Łąki na targowisko. Dowiedziałem się wtedy wielu ciekawych rzeczy na temat lokalnego kolorytu, podobno można było tam kiedyś kupować wódkę na kieliszki. Ogólnie bardzo fajne miejsce, były kiełbaski z rusztu i inne nietypowe rzeczy, czuć było jeszcze klimat powojennego szaberplatzu grunwaldzkiego. Po powrocie z targowiska mieliśmy jeszcze przygodę na Nadodrzu. Zakupiliśmy kulturalnie alkohol w miejscowym salonie handlowym i udaliśmy się do pewnego mieszkania w celu jego spożycia, wtedy jednak z bliżej niejasnych powodów kilku przedstawicieli miescowej ludności zaczęło nas gonić. Prawdopodobnie mieli również ochotę spożyć alkohol i w związku z tym odczuli na nasz widok pewien dysonans poznawczy. Ogólnie picie alkoholu w kamienicy na Nadodrzu to niezapomniane przeżycie, ktoś kto nie próbował ten nie zrozumie. Dość powiedzieć, że nad głową miałem hak, na którym ktoś się kiedyś podobno powiesił. Serdecznie polecam!
    😉 😉 😉

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      3 maja 2016 at 20:15 - odpowiedz

      Ale Nadodrze to zupełnie inna część Śródmieścia. Północ, a Niskie Łąki to wschód… Powyżej jest osławiona złą sławą Krakowska, ale jest odcięta Oławą.

      • dżizas
        3 maja 2016 at 20:27 - odpowiedz

        Bardzo możliwe, że zaliczyłem tzw. teleport. 😉

  2. Krzysztof Marczak
    3 maja 2016 at 21:06 - odpowiedz

    Fajny materiał. Dzięki za przypomnienie. W czasie jednej z imprez na Niskich Łąkach przepłynęliśmy łódką pod mostem Grunwaldzkim nocą. Wrażenie przeraźliwe, zwłaszcza kiedy przejechał po nim tramwaj. BTW – czy w Polsce nie da się nawet rowerem przejechać bez polityki ?

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      3 maja 2016 at 22:59 - odpowiedz

      Próbowałem jeździć rowerem bez polityki. Od razu przebita dętka, albo zerwany łańcuch…

  3. Krzysztof Marczak
    3 maja 2016 at 21:12 - odpowiedz

    Wydaje mi się, że przez pewną część reportażu nazywałeś Las Strachociński „Strachowickim”, później to wyprostowałeś….

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      3 maja 2016 at 22:31 - odpowiedz

      Bawiłem się nazwą tego lasu. Zwróciłem uwagę, że tak czy siak jest ona wymyślona na nowo, jak wiele nazw na Dolnym Śląsku, ale zawiera w sobie też nawiązanie do autentycznych legend krążących o tym obszarze leśnym. To ciekawe.

      • Tomek Świątkowski
        4 maja 2016 at 08:48 - odpowiedz

        no ale Strachowice to inne osiedle – na przeciwnym końcu Wrocławia

        • Krzysztof Marczak
          4 maja 2016 at 11:55 - odpowiedz

          Mnie to wytłumaczenie Jacka też nie przekonuje. Pomylić się to chyba nie problem ? I ta zmiana tematu… Dżizas też mógł powiedzieć, że użył nazwy „Nadodrze” dla zabawy, zamiast tego w humorystyczny sposób przyznał się do błędu.

          • Jacek Tabisz
            Jacek Tabisz
            4 maja 2016 at 12:04

            Pomyliłem się, jasne.

        • Tomek Świątkowski
          4 maja 2016 at 12:57 - odpowiedz

          Co do powojennych zmian nazw dzielnic, to jednak należy bronić komisji nazewnictwa, która nie zajmowała się radosna twórczością, co sugeruje pan Jacek, tylko przywracała znane z dokumentów historycznych nazwy słowiańskie, zwykle pochodzące z XII-XIV wieku. Niemieckie brzmienia nazw dzielnic były zazwyczaj zgermanizowanymi (lub przetłumaczonymi) nazwami słowiańskimi, o czym świadczą końcówki jak -au (Opperau, Gandau, Kletschkau), -in (Oltaschin, Tschepine) albo -itz (Schottwitz, Masselwitz, Pöpelwitz) spotykane też często w Saksonii i Mecklenburgii.

          • Jacek Tabisz
            Jacek Tabisz
            4 maja 2016 at 13:20

            Stwierdziłem, że często się udawało, ale często też nie.

  4. Tomek Świątkowski
    4 maja 2016 at 09:21 - odpowiedz

    Sympatyczna gawęda.
    Naliczyłem 7 przepraw w tym 5 mostów: Grunwaldzki, Oławski, kładka Zwierzyniecka, Bartoszowicki, Chrobrego, oprócz tego śluza i jaz Opatowicki.
    Gdyby zacząć wycieczkę 150 m wcześniej, to można było dopisać most Zwierzyniecki – moim zdaniem to najpiękniejszy z wrocławskich mostów.
    A ok. 300m za ostatnim mostem przy kanale żeglugowym mamy piękny modernistyczny budynek gorzelni przemysłowej z lat 30-tych z ogromną wieżą ciśnień. Zabudowa stylem nawiązuje do tzw. ceglanego ekspresjonizmu – szczególnie mur zakładu od strony ulicy. Piękna robota murarska. To zupełnie nieznany zakątek miasta.
    Trasa przebiegała tuż obok śluzy Bartoszowickiej, przy której znajduje się ciekawa kładka dla pieszych do budowy której wykorzystano zużyte stalowe dźwigary mostu drogowego nad Oławą. Dobry przykład drugiego życia zabytkowego „złomu” – warty naśladowania.

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      4 maja 2016 at 09:26 - odpowiedz

      Świetny komentarz, dzięki.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *