Bach przybija tezy Lutra

 

W sobotę (14.10.17) miał miejsce w NFM koncert, który jest marzeniem wielu melomanów. Spędziliśmy przeszło dwie godziny z muzyką Jana Sebastiana Bacha, zaś wykonawcami były świetnie przygotowane zespoły muzyki dawnej. Grała Wrocławska Orkiestra Barokowa, śpiewał zaś Dresdner Kammerchor.

 

Dresdner Kammerchor ma niepowtarzalne, ciepłe i świetliste brzmienie. Każda fraza jest starannie modelowana, elegancka i w jakimś sensie niezwykle przyjemna. Cieszę się, że Chór NFM jest bardzo dobry, bo dawniej, kiedy słuchałem zespołów tak dobrych jak Kameralny Chór Drezdeński, po ich wyjeździe zostawała we mnie nostalgia. „No tak, teraz będę musiał zatykać uszy, gdy będzie utwór z udziałem chóru” – myślałem sobie wtedy. Teraz jest inaczej, gdyż sami mamy we Wrocławiu świetny chór, można więc słuchać chórów gościnnych z pozbawioną zazdrości przyjemnością, porównując po prostu różne podejścia do chóralistyki dobrych zespołów, złożonych z ludzi świadomych tego co robią i pracowitych. A chóry są jeszcze bardziej indywidualistyczne niż orkiestry, gdyż głos ludzki ma znacznie bardziej elastyczne estetyczne ramy niż smyczki naciągnięte na skrzypce czy wiolonczelę.

 

Dresdner Kammerchor / fot. materiały prasowe zespołu

 

Kolejną atrakcję tego wieczory stanowił dyrygent – Hans-Christoph Rademann. Jest on obecnie na stałe związany z Dresdner Kammerchor i słychać, że ma ogromne doświadczenie zarówno w prowadzeniu tegoż chóru, jak i muzyki Bacha. Jeśli chodzi o dokonania fonograficzne, to żelazną propozycją Hansa-Christopha Rademanna i Dresdner Kammerchor jest seria nagrań (Wydawnictwo Carus) poświęconych muzyce Heinricha Schütza, który był wczesnobarokowym poprzednikiem Bacha jeśli chodzi o genialne podejście do muzyki protestanckiej i adoptowanie wzorów włoskich w muzyce niemieckiej.

 

Sobotni koncert odbył się w ramach 500lecia reformacji i wykonane zostały kantaty związane z istniejących oficjalnie od 1717 roku Świętem Reformacji obchodzonym wokół przypuszczalnej daty przybicia przez Lutra swoich tez – 31 października. Jan Sebastian Bach bardzo się tym nowym wtedy świętem przejmował, gdyż wiemy, jak wyglądał jego księgozbiór. Był on nietypowy jak na żyjącego w XVIII wieku muzyka, składał się bowiem z wielu pozycji poświęconych Lutrowi, historii i teologii protestantyzmu. Wygląda na to, że Bach miał w sobie nie tylko żywioł sztuki o iście sztormowej skali, ale posiadał też zacięcie naukowca – humanisty, badacza i religioznawcy.

 

Pierwszym utworem zaprezentowanym na koncercie była Gott der Herr ist Sonn und Schild – kantata BWV 79. Hans-Christoph Rademann poprzedził cały koncert bardzo ciekawym wstępem, mocno odwołując się do symboliki zawartej w zaprezentowanych utworach. W tej kantacie mamy na przykład ciekawy temat składający się z siedmiu uderzeń na tym samym tonie. Zdaniem Rademanna może to być ukazany muzycznie odgłos przybijanych przez Lutra tez.

 

Kantatę otworzyła wspaniała krótka symfonia i monumentalny chór, gdzie od razu porwał nas Dresdner Kammerchor. Wrocławska Orkiestra Barokowa również grała wspaniale. Piękne brzmienie skrzypiec (z koncertmistrzem Zbigniewem Pilchem), wspaniała podstawa basso continuo z potężnie i perfekcyjnie brzmiącym kontrabasem (Stanisław Smołka) i bardzo eleganckim touche organów (Marcin Szelest). Doskonały i ważny w całym koncercie był fagot (Josep Casadella) i oboje (Marta Bławat, Jan Hutek, Małgorzata Józefowska). Na wiolonczeli grał między innymi szef artystyczny zespołu, Jarosław Thiel, ale akurat w prezentowanych tego dnia utworach Bach nie wyznaczył wiolonczeli wielu solowych wejść. Siedziałem dość blisko kotłów w które uderzał (bardzo finezyjnie) Krzysztof Niezgoda, ale akustyka Sali Czerwonej NFM była tak znakomita, że nawet do siedzącego nieco ryzykownie słuchacza docierał bardzo zrównoważony pejzaż dźwiękowy.

 

Mieliśmy tego dnia Wrocławską Orkiestrę Barokową w całkiem dużym składzie. Wynikało to z faktury samych kantat i Missa Brevis F-dur BWV 233. Momentami mieliśmy szerokie, Händlowskie smyczkowe brzmienie, wyrażone przez Wrocławską Orkiestrę Barokową w niezapomniany, zmysłowy sposób.

 

Były kantaty, potrzebni zatem byli również soliści. Isabel Jantschek śpiewała sopranem. W pierwszej kantacie wypadła bardzo dobrze. W drugiej trochę się pogubiła, jeśli chodzi o frazowanie i miejsce na oddechy, a szkoda, bo głos ma bardzo ładny. Piękna góra zwłaszcza! Jantschek na stałe współpracuje z Rademannem, zaś jej obecność uświetnia powstający komplet dzieł Schütza, który pisał bardzo świetliste i jakby metafizyczne partie dla sopranu w swoich dziełach.

 

Drugą kantatą była Ein feste Burg ist unser Gott BWV 80, oparta na pięknym chorale przypisywanym samemu Lutrowi. Bach uczynił to dzieło niemal manierystycznym, jeśli chodzi o labirynty głosów i pomysłów, pewne muzyczne aliteracje i asymetrie. Jest to kantata bardzo trudna dla solistów, zaś znakomity Dresdner Kammerchor oddał niezwykły ruch początkowej części, jej kontrolowany polifoniczny chaos, wszechświat obrazów i perspektyw, które Rademann nazwał we wstępie „małymi diabełkami”, które w końcu osłabną za sprawą harmonii. No cóż – jak dla mnie Bach mógłby ciągnąć ten wieloprzestrzenny całymi chaos godzinami! W BWV 79 odczuwalny jest z kolei pewien archaizm, daleki cień polifonii renesansowej jeszcze, co z pewnością było świadomym cofnięciem się Bacha do czasów Lutra.

 

 

Jeśli chodzi o solistów, to gwiazdą tego koncertu była Annekathrin Laabs, śpiewająca pięknym, głębokim altem, bez żadnych większych problemów przechadzająca się przez bachowskie labirynty. Jest ona już uznaną Bachowską solistką, współpracującą z dobrymi zespołami muzyki dawnej, głównie niemieckimi, ale też z wrocławskimi. Do pełnej doskonałości brakuje jej jeszcze trochę większego uczucia, silniejszego oddania emocji zawartych w muzyce Bacha. Bach głosom altowym przeznacza tych emocji bardzo wiele.

 

Tobias Mäthger, jako tenor, miał niewiele do zaśpiewania na tym koncercie. Bach w przedstawianych  tym razem utworach skupił się na ariach basowych.  Mäthger śpiewał z dużym znawstwem barokowej i Bachowskiej estetyki, co nie dziwi, gdyż bywa asystentem sławnego dyrygenta Minkowskiego. Niestety, głos Tobiasa Mäthgera był nieco zbyt ściśnięty.

 

Martin Schicketanz, śpiewający basem, był z kolei jednym z głównych wokalistów tego wieczoru. Podobnie jak sopranistka uczestniczy on w Schützowskim projekcie Rademanna, ale też śpiewa ze sławnymi Czechami z Collegium 1704. Schicketanz wykonał powierzone mu partie stylowo, z dużą wirtuozerią, brakowało mu tylko trochę potęgi w głosie, której to Bach niekiedy zdawał się oczekiwać (słyszymy bowiem, jak układa się akompaniament).

 

Na koniec koncertu wykonana została łacińska Missa brevis F-dur BWV 233. Bach chciał stworzyć utwory, które mógłby wykonywać częściej niż na określony dzień liturgiczny roku, i temu mogły służyć jego krótkie, łacińskie msze. Protestantyzm uznawał tego typu utwory, nie były one też źle widziane przez katolików, a przecież Bach koniec końców dopiął swego, stając się nadwornym muzykiem katolickich królów Polski i Saksonii. Wrocławska Orkiestra Barokowa i Dresdner Kammerchor wykonali te dzieła znakomicie, z piękną różnorodnością barw, ze starannym profilowaniem rozbudowanej wielogłosowości. Bach zaś w tych utworach był jakby nieco innym Bachem niż w kantatach – bardziej zapatrzonym w przeszłość, bardziej bezosobowym i wycofanym. Oczywiście ktoś może zaprotestować, zauważając, że krótkie msze Bacha są skompilowane z istniejącego już wcześniej w kantatach materiału. Ale cóż – zmienia się kontekst, jak i sam materiał ulega drobnym modyfikacjom, istotnym dla jego ekspresji. Oczywiście te moje wątpliwości wobec tego, czy łacina służyła Bachowi (również w Mszy h-moll) nie dotyczą wykonawców. Wykonanie było cudowne. Jak wspaniale grały tu choćby rogi – Krzysztof Stencel, Dániel Pálkövi! Tak wspaniałych barokowych waltorni dawno już nie słyszałem, nawet na płytach.

 

Dresdner Kammerchor, jak to już ma w swoim zwyczaju, przywiózł nam programy swoich koncertów w tym sezonie. To miłe, bo wrocławianie czują, że jesteśmy z drezdeńczykami przyjaciółmi z tego samego muzycznego podwórka. Wiem zatem, że w tym sezonie będą jeszcze dwa koncert z Dresdner Kammerchor w Polsce – z muzyką współczesną, a nawet eksperymentalną w Akademii Muzycznej w Poznaniu 28 kwietnia, a wcześniej – 27 marca – u nas, w NFM, w Pasji Janowej Bacha.  Możecie pomyśleć – „tylko trzy koncerty? Jakie to znów wspólne podwórko?”. A jednak, bowiem Dresdner Kammerchor śpiewa głównie w Niemczech, głównie w Dreźnie, zaś tylko Polskę odwiedzi w tym sezonie aż trzy razy. We Francji, w Czechach, w Belgii, w Holandii i Luksemburgu ten znakomity chór będzie gościł tylko raz.

 

 

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.