Nauka demokracji w szkole. Katarzyna Anna Klimowicz i Andrzej Dominiczak

 

Bez wątpienia brakuje nam tu, w Polsce, zrozumienia zjawiska w którym póki co uczestniczymy, a które zwie się demokracją. Aby pozyskać to zrozumienie, najlepiej zacząć w szkole. I na ten właśnie temat dyskutują filozofka polityki Katarzyna Anna Klimowicz i nasz redaktor Andrzej Dominiczak. Co sądzicie o ich pomysłach? Czy warto je wdrożyć?

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

8 Odpowiedź na “Nauka demokracji w szkole. Katarzyna Anna Klimowicz i Andrzej Dominiczak”

  1. Okazuje się ,że samorządy uczniowskie to jest słuszna droga  do bycia dobrym demokratą. Dowodów na to jest sporo, chociażby ten: Przykład z 22 września br kiedy jedna pani tak się  nad ścieżką swojej kariery zadumała, że aż opowiedziała wzruszającą historię. Jest to historia o tym jak w niej  kształtowały się w postawy obywatela politycznie zaangażowanego? http://prostozmostu.pl/komedia-gajewska-zwierza-sie-z-sukcesow-quotgdy-zostalam-przewodniczaca-to-w-szkole-byl-papierquot,9556.html

    1. To jest sluszna droga, ale żadna gwarancja w konkretnych przypadkach. Poza tym samorządy, zeby dzialaly, rownież jako szkola demokracji, powinny się cieszc szacunkiem i poparciem większosci młodzieży, tymczasem większość je jak to sie keidyś mówiło "olewa". 

      1. Pamiętam jak w szkole podstawowej wybieraliśmy samorząd klasowy (zdaje się że tak się to nazywało). Pani wychowawczyni pełniła funkcję obserwatora, a kandydatami i zwycięzcami były osoby powszechnie  lubiane – dusze towarzystwa. Czyli można powiedzieć że wybierano  spośród najulubieńszych kolegów. Jak tak sobie teraz o tym pomyślę to tamte wybory po trochę były konkursami piękności a trochę wyrazem zbiorowym przyjaźni i uznania. Ważne odnotowania że "Samorząd klasowy" to nazwa wielce myląca, ponieważ te dzieci zupełnie  niczym nie zarządzały,za to coś tam więcej pracowały bo życie klasy wymaga pracy logistycznej.  W tym wypadku cała nauka demokracji to wybieranie lubianych osób a przy tym na tyle miłych by zechciały zająć się dodatkową pracą. Nie uważam ze to była dobra szkoła demokracji .

        1. Darku, jest oczywiste, ze nauczyciele powinni zadbać o to, by te wyboiry i dzialalność nie były fikcją anoi konkursem popularności. To z kolei jest możliwe tylko wtedy, gdy samorząd ma jakiś realny zakres władzy, co się powszechnie prakyukuje w szkolach krajów cywlizowanych. Daję słowo!

        2. Już trochę czasu upłynęło, odkąd skończyłem szkołę. Za naszych czasów wybór do „samorządu” polegał na wrobieniu kogoś. W I klasie liceum zaproponowano mnie na przewodniczącego klasy. Z tego powodu, że samorząd szkolny to fikcja (rola przewodniczącego ograniczała się do żebrania, żeby przełożyć klasówkę), nie zgodziłem się. Niestety zgoda kandydata lub jej brak nie miała żadnego znaczenia. Zapowiedziałem więc, że w razie wyboru na przewodniczącego pierwszą i jedyną moją decyzją będzie abdykacja. Nie uwierzyli mi i mnie wybrali. Złożyłem więc „urząd” i przewodniczącą została wiceprzewodnicząca. Nawiasem mówiąc pełniła ten urząd do końca szkoły.

          1. A ja bylem wiceprzewodniczącym i wraz z przewodniczącą podejmowaliśmy sporo inicjatyw, niektóre skutecznie. Nie jestem pewien, czy w komunizmie samorzady nie mialy więcej praw – w teorii i w praktyce???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwa + jedenaście =