Świat bez Internetu?

4 października około 17:40 czasu polskiego, internauci zorientowali się, że zawodzi funkcjonowanie Facebooka, Messengera, WhatsAppa oraz Oculusa. Ja sam brałem wówczas udział w dość kontrowersyjnej dyskusji i pomyślałem, że oto właśnie dyskusja została zbanowana. Facebook jest wspaniałym oknem na świat, ale też wzbudza niepokój. Prywatne poglądy jego właścicieli przekładają się coraz bardziej na dostęp do Internetu, który w swej młodości cieszył się opinią ostoi wolności. Niestety, ta młodość już się chyba kończy… Oczywiście nikt nikogo nie zmusza do korzystania z mediów społecznościowych, ale jeśli chodzi o wymienianie się poglądami z innymi ludźmi, media społecznościowe, z Facebookiem na czele, dominują nad „mniej zrzeszonym” Internetem…

Zdjęcie: Jacek Tabisz

Na szczęście okazało się, że to nie czyjeś poglądy zablokowały moją dyskusję. Okazało się, że problemem była poważna awaria techniczna.  Zawiodło narzędzie, które można nazwać „systemem pocztowym Internetu”. Jak podaje Jakub Szczęsny na Antywebie:

I tak samo było z Facebookiem. BGP, czyli „border gateway protocol” jest właśnie taką usługą pocztową. Cloudflare wykrył dużą liczbę zmian w tym protokole po stronie Facebooka, przede wszystkim wycofania tras do systemów autonomicznych giganta. Jaśniej: tuż przed awarią zostały wycofane o trasach do serwerów DNS, które mówią urządzeniom w Internecie jak dostać się do adresów: Facebook.com, czy Instagram.com. Facebook samodzielnie kontroluje swoje rekordy DNS, więc awaria mogła być spowodowana ich aktualizacją, która została po prostu poszła źle z powodu błędu. Wszystko to doprowadziło do reakcji łańcuchowej, która w efekcie położyła wszystkie serwisy.

Świat istniał bez Facebooka aż 6 godzin. Wyjaśniamy dlaczego (antyweb.pl)

Do sytuacji odnieśli się też przedstawiciele firmy. Santosh Janardhan, zarządzający pionem infrastruktury napisał na Facebook Engineering artykuł tłumaczący powody wczorajszej awarii:

Zmiany konfiguracyjne na routerach szkieletowych, które koordynują ruch sieciowy między naszymi centrami danych spowodowały problemy, które przerwały komunikację między nimi. To zakłócenie ruchu sieciowego wywołało efekt domina w sposobie porozumiewania się naszych centrów danych, powodując zatrzymanie działania naszych usług.

Świat istniał bez Facebooka aż 6 godzin. Wyjaśniamy dlaczego (antyweb.pl)

Inne gazety podają, że podczas półgodzinnej przerwy serwisy grupy Facebooka straciły nieco klientów na rzecz innych serwisów. Przypuszczam jednak, że pozycja tej firmy jest na tyle mocna, że klienci wrócą. Ja sam próbowałem swoich sił w innych mediach społecznościowych, niektóre z nich były bardziej estetyczne i funkcjonalne, lecz co z tego, skoro nie było na nich ludzi, z którymi chciałbym odbywać dyskusje, lub też dzielić się moimi wrażeniami z podróży i lektur.

Tym niemniej ten sześciogodzinny pas Facebookowej ciszy sprawił, że wspomniałem film Herzoga o Internecie „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci”, w którym przytacza on między innymi historię wielkiego rozbłysku słonecznego, który miał miejsce między 28 sierpnia a 2 września 1859 roku i  jest nazywany „zdarzeniem Carringtona”. Pisaliśmy już na ten temat na Racjonalista.tv. Gdyby podobny rozbłysk miał miejsce teraz, mielibyśmy nie tylko problemy z dostępem do informacji, ale również z utrzymaniem się przy życiu. Choćby żywność do wielkich metropolii dostarczana jest dzięki sprawnej wymianie informacji i rozbudowanej elektronice.

Tym razem awaria jednak dotyczyła tylko mediów społecznościowych jednej wielkiej korporacji. Technologia 5G sprawia, że jeszcze więcej naszej codziennej aktywności, równiej tej towarzyskiej i społeczno – politycznej przeniesie się do sieci. Kontrolę nad tym wielkim, ogólnoludzkim forum mają konkretni ludzie o określonych poglądach i takim, a nie innym stosunku do zabezpieczeń umożliwiających funkcjonowanie ich serwisów. Nie są to ludzie wybrani w demokratycznych wyborach, lecz po prostu właściciele firm, które rozwinęły się w imponujący sposób. Sporo im zawdzięczamy. Dzięki nim zbliżyliśmy się do siebie. Uwielbiam na przykład oglądać na Instagramie zdjęcia moich znajomych z całego świata i patrzeć, że mój deszczowy wieczór staje się słonecznym porankiem gdzieś na Hawajach.

Z drugiej strony jednak martwię się o wolność słowa i pluralizm. Mam to szczęście, że działam po tej stronie debaty politycznej, która z grubsza podoba się szefom wielkich korporacji medialnych. Głównym problemem, jeśli o mnie chodzi, jest swoboda krytyki islamu. Na Youtubie można zarabiać krytykując chrześcijaństwo, czy kler katolicki, jednocześnie materiały odnoszące się krytycznie do religii koranicznej bywają często „niemonetyzowane”. Nie można na nich zarabiać. Wymówką jest, iż „nie podoba się to reklamodawcom”. Ale oczywiście często bywa tak, że to nie ja, czy „moja strona” ma rację. Istnieją też inne punkty widzenia, które, w zależności od tego, jak otwarcie są wyrażane, są blokowane mocniej lub słabiej.

Patrzę jednocześnie na jakość debaty „naszej strony” w Internecie. Brakuje w niej zrozumienia dla wolności słowa. Gdy ktoś o poglądach konserwatywnych zostaje ocenzurowany, lub zatrzymany na granicy, wielu obrońców wolności i prawa mniejszości się cieszy. A przecież wolność powinna dotyczyć wszystkich, zaś każdy z nas jest w jakimś sensie przedstawicielem mniejszości, bo przecież nie jesteśmy identyczni.

Dziś istnieją zatem dwa możliwe „zdarzenia Carringtona” jeśli chodzi o naszą obecność w wirtualnym świecie. Jedną przyczyną są katastrofy, na które właściciele platform, z których korzystamy, mają tylko ograniczony wpływ. Inną przyczyną są poglądy. Czasem blokuje się rzeczywiste nawoływanie do przemocy, co oczywiście popieram, czasem jednak, nie tak rzadko, blokowane są osoby zbyt odbiegające od przekonań właścicieli mediów społecznościowych. Bywa, że wpływ ma na to polityka, poglądy dominującej partii w kraju, z którym dana korporacja się liczy. Ale czy tak powinno być? Nie sądzę, choć mam wrażenie, że to sytuacja bez wyjścia. Im więcej ludzi korzysta z usług największych gigantów, tym mniej dobrowolne jest odcięcie się od ich usług.

Jacek Tabisz
O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *