Teolodzy i pisarze religijni lubią mówić o „racjonalności”. Obracają tym słowem na wszelkie możliwe sposoby, co z pewnością ma sprawić wrażenie, że pozostają w zgodzie z rozumem. W tej miłości do słowa „racjonalność” dają o sobie znać, jak przypuszczam, intelektualne wyrzuty sumienia. Gdzieś tam w głębi duszy dręczy ich podejrzenie, że religijne poglądy, które głoszą, są niedorzeczne. Muszą ciągle mówić o „racjonalności”, przekonywać samych siebie i innych. Tę metodę dyskursu nazwać można zagadywaniem rzeczywistości. Uprawia ją skutecznie zarówno Tomasz Terlikowski, jak i ks. prof. Michał Heller oraz wielu innych. Zasada metody jest prosta. Jeżeli jakiś pogląd jest nieprawdziwy, tzn. nic logicznie i empirycznie za nim nie przemawia, należy mówić, że jest prawdziwy. Uporczywe powtarzane czyni go tzw. prawdą społeczną (dokładniej: fałszywą prawdą społeczną), poglądem uchodzącym w jakimś środowisku za prawdziwy, chociaż jest ewidentnie fałszywy. Trochę przykładów.

Racjonalność chrześcijaństwa”

W tekstach religijnych dowodzi się, że chrześcijaństwo jest „racjonalne”, bowiem opiera się na „racjonalnych” dowodach istnienia boga i zmartwychwstania Jezusa. Niektórzy mówią, że ich wiara w boga jest „racjonalna”, bowiem opiera się na objawieniu zawartym w Biblii lub na osobistych doświadczeniach, które dowodzą istnienia boga. Są to szczególnie ujmujące dowody „racjonalności” wiary religijnej. Nie mają nic wspólnego z racjonalnym myśleniem, ale katolicy w mediach mówią, że są „racjonalne”.

Tomasz Terlikowski w artykule o „racjonalności chrześcijaństwa” pisze, że Całun Turyński i chusta z Manopello „jednoznacznie pokazuje, że Jezus nie tylko umarł, ale i zmartwychwstał. I czyni naszą wiarę racjonalną”. Pomińmy kwestię autentyczności tych obiektów (czy na pewno są tam ślady ciała i krwi Jezusa?), w najlepszym wypadku mogą one wskazywać na śmierć Jezusa, ale nie na zmartwychwstanie. Czy jeżeli znajdziemy zakrwawioną szatę króla Władysława III Warneńczyka (poległ pod Warną w 1444 r., ciała nigdy nie odnaleziono), to można na tej podstawie twierdzić, że król Władysław zmartwychwstał?

Zmartwychwstania Jezusa ma też dowodzić „racjonalnie” Ewangelia, zawiera bowiem – jak można przeczytać – świadectwa naocznych świadków. Wobec takiego argumentu zróbmy jednak małą dygresję. Od czasów Oświecenia rozwinęły się nowoczesne nauki historyczne, w tym krytyka źródeł historycznych. Zasady naukowej metodologii obowiązują nie tylko w naukach o przyrodzie, ale i w naukach o społeczeństwie, historii i w humanistyce. Stare kroniki traktowane są jako dokumenty, które wymagają wnikliwej krytycznej analizy. Wiemy, że zdarzenia rzeczywiste są tam wymieszane ze zmyśleniami i złudzeniami, a często najpewniej z kłamstwami. Nauka może potwierdzić niektóre wydarzenia opisane w Ewangeliach, ale nie cuda, od których się tam roi. Tymczasem autorka książki poświęconej chuście zawierającej krew Jezusa sugeruje, że apostoł Piotr nosił ją na głowie jako swoisty turban i dzięki mocy krwi Pańskiej uzdrawiał ludzi. Publicysta katolicki powtarza to w dobrej wierze w kontekście rozważań nad „racjonalnością”. Sądzę, że w ramach dowodzenia „racjonalności” chrześcijaństwa nasi pisarze katoliccy powinni ze szczegółami opisać ponad dwadzieścia przypadków wskrzeszenia zmarłych, które miały miejsce za wstawiennictwem katolickiego księdza Bashobory, działającego także w Polsce. My, Polacy, lubimy cuda. Nawet spikerom w świeckich telewizjach zdarza się powiedzieć, że coś stało się „cudem” (np. 36-letni mężczyzna cudem ocalał zupełnie suchy, chociaż stał na deszczu).

Pod wpływem licznych deklaracji można by odnieść wrażenie, że wśród autorów katolickich mamy prawie samych racjonalistów. Obawiam się czasami, że katolicka młodzież, surfująca po internecie, może omyłkowo wziąć portal Racjonalista TV za źródło wiedzy religijnej. Zacznie czytać, odejdzie od wiary. I co?

O „racjonalności” dużo pisze ks. prof. Michał Heller. Można wręcz powiedzieć, że to clou jego religijnej twórczości. Religia – jak twierdzi – ma być „racjonalna”. Zapytajmy więc, czy jego poglądy na temat wszechświata, są racjonalne. Heller tak często mówi o „racjonalności”, że może powstać błędne wrażenie, że są racjonalne. Mamy tu do czynienia z zagadywaniem rzeczywistości, tworzeniem fałszywej prawdy społecznej. Uporczywe mówienie o „racjonalności” ma stworzyć wrażenie, że za wierzeniami religijnymi stoi rozum – że nie są niedorzeczne, ale „racjonalne”. Nie dajmy się oczarować. Zarówno powszechnie wyznawane poglądy religijne, jak i przetykane filozofią i fizyką poglądy Hellera, nie są racjonalne.

Co to jest racjonalność?

Na czym polega racjonalność? Mówi się często np. o racjonalności działania (to działanie dobrze skalkulowane, optymalne ze względu na przyjęty cel), lub o racjonalności ekonomicznej, opartej na kalkulacji nakładów, efektów, ryzyka itp. Nie o takie rozumienia racjonalności tu idzie. W podstawowym znaczeniu, o którym tu mówimy, racjonalność to myślenie i wnioskowanie zgodne z zasadami logiki oraz metodologii naukowej, tj. z metodami prowadzenie badań, obowiązującymi w nauce współczesnej. Inaczej mówiąc, racjonalność zasadza się na logice i metodologii naukowej. Jest ona zakorzeniona w ukształtowanym w toku ewolucji dążeniu ludzi do – jak można to określić – sprawdzania prawdziwości wiedzy o świecie. Skłonność ta przynosiła pozytywne rezultaty także w bardzo dawnych czasach. Np. rolnicy od tysiącleci potrafili gromadzić wartościową wiedzę o uprawach zbóż. Nauka współczesna doprecyzowała zasady zdobywania wiedzy, logicznej analizy i sprawdzania twierdzeń. Te zasady, to właśnie metodologia naukowa.

Podsumowując: Racjonalne jest tylko takie rozumowanie/myślenie, które spełnia kryteria ustalone w logice i/albo jest w pewnej przynajmniej mierze potwierdzone empirycznie, doświadczalnie (niekoniecznie na 100%). Nie jest racjonalna wiara w istnienie krasnoludków, aniołów, boga, bo ani logika, ani badania naukowe nie potwierdzają ich istnienia. Natomiast pogląd, że istnieje np. promieniowanie rentgenowskie, jest jak najbardziej racjonalny, bowiem potwierdzają to doświadczenia spełniające kryteria metodologii naukowej.

Trzeba podkreślić coś jeszcze bardzo ważnego. Metodologia naukowa pozbawiła wartości poznawczej wiarę w magię, objawienie, zaklęcia, czary, cuda, a także wierzenia religijne. Nie wytrzymały konfrontacji z logiką i metodologią nauki. Wierzenia religijne, religie, mogą być przedmiotem badań naukowych, ale nie są źródłem prawdziwej wiedzy o świecie. Jeszcze Newton na podstawie Biblii obliczał wiek świata na kilka tysięcy lat. Einstein czegoś takiego zrobić już nie mógłby. Czy wiara religijna Hellera i jego przekonania dotyczące wszechświata spełniają kryteria racjonalności?

Tzw. platonizm matematyczny

Zacznijmy od stosunkowo rzadkiego przekonania, które w żaden sposób racjonalnie uzasadnić się nie da. Idzie o tzw. platonizm matematyczny, wyznawany przez ks. prof. Hellera. Jest to pogląd przyjmowany czasami przez filozofów chrześcijańskich, służy podtrzymywaniu religijnych wyobrażeń w konfrontacji z racjonalizmem opartym na nauce. Platonizm matematyczny przyjmuje, że matematyka, liczby, twierdzenia matematyczne, istnieją od zawsze, nie są wytworami umysłu człowieka, lecz bytami absolutnymi. Jak i gdzie one istnieją? Ano, jak przyjmują platonicy, istnieje nadnaturalna rzeczywistość bytów idealnych. Coś trudnego do wyobrażenia, jakby rzeczywistość boska, jakby abstrakcyjny bóg. Tam właśnie gnieżdżą się byty matematyczne, liczby, twierdzenia, które matematycy stopniowo odkrywają.

Czy koncepcję taką można uznać za racjonalną, posługując się logiką i metodologią naukową? Racjonalnie można dowieść, że wiedzę, naukę, matematykę, tak jak poezję i sztukę, tworzą ludzie. Źródła wskazują, że w elitarnych kręgach mędrców umiejętności matematyczne rozwinęły się dość dawno, ale z pewnością matematyka nie istniała od zawsze. W społeczeństwach pierwotnych nawet tabliczka mnożenia była nieznana. Takie spojrzenie na matematykę pozostaje w zgodzie z metodologią badań naukowych, opiera się na źródłach historycznych i antropologii kulturowej. Natomiast matematycy-platonicy głosząc, że matematyka istniała zawsze jako byt absolutny, a matematycy ją tylko odkrywają, nie mogą przytoczyć na to żadnych przekonujących dowodów. Głoszą coś, co ma charakter literackiej fikcji. Nie jest to nawet żadna hipoteza o charakterze naukowym. Żeby dodać swoim poglądom splendoru mogą powołać się na pisma Platona, starogreckiego filozofa z IV-V w. starej ery. To autorytet równie mało wiarygodny jak Biblia. Platonicy mogą też powołać się na innych platoników.

Może dziwić, że platonizm matematyczny znajduje współcześnie czasami zwolenników także wśród naukowców, zajmujących się skądinąd tak logiczną i racjonalną dziedziną wiedzy jak matematyka. Poza bardzo osobistymi względami, które mogą tu odgrywać istotną rolę, potwierdza to teorię wskazującą, że mózg człowieka, ukształtowany w toku dość chaotycznej ewolucji, składa się z elementów pod wieloma względami nie przystających do siebie, niezbornych. Pozwala to człowiekowi rozumować logicznie i nielogicznie jednocześnie.

Czy „racjonalny” bóg stworzył „racjonalny” świat?

Teraz inna kwestia. Według Hellera „racjonalny” bóg stworzył „racjonalny” wszechświat. Jakie mamy na to dowody? We wszechświecie obowiazują prawa, które dają się ująć w matematyczne formuły. Heller nazywa to matematycznością wszechświata. Oznacza to dla niego, że świat jest „racjonalny”, a „racjonalny” świat mógł stworzyć jedynie „racjonalny” bóg. Jest to wnioskowanie bezpodstawne. Koncepcja ta nie spełnia żadnych wymogów racjonalności logicznej i naukowej. W odniesieniu do niej można mówić jedynie o racjonalności gramatycznej, tzn. zdania są budowane zgodnie z zasadami gramatyki. I tyle.

Z istnienia praw przyrody wynika tylko, że istotnie prawa te odkrywamy i w jakimś zakresie prawa te w przyrodzie obowiązują. Prawa są integralnym składnikiem i nieodłącznym atrybutem przyrody. Bez nich trudno sobie wyobrazić istnienie wszechświata, dzięki nim nie jest on całkowicie chaotyczny.

Heller nadużywa słowa racjonalność, mówi o „racjonalności” tam, gdzie jest to pozbawione jakichkolwiek podstaw. To, że naukowcy odkrywają prawa przyrody, świadczy, że świat możemy racjonalnie badać, wykorzystując metody naukowe. Mówienie zaś w tym kontekście o „racjonalności” świata, jest albo zabawą słowami i metaforą, albo nonsensem. W najlepszym wypadku mamy tu do czynienia z posłużeniem się tym samym wyrazem (racjonalność) w stosunku do bardzo różnych pojęć. Daje o sobie znać mania polegająca na uporczywym posługiwaniu się słowem racjonalność, by przysłonić fakt, że wiara religijna nie jest racjonalna. To wręcz doskonały przykład zagadywania rzeczywistości. Heller pisze np., że przez racjonalność świata rozumie tę jego cechę, dzięki której można go racjonalnie badać. Zamiast o poznawalności świata – a jest to frapujący temat – mówi o „racjonalności” świata. To nie jedyny miszmasz, boskie pomieszanie u Hellera.

Pogląd, że istnieje bóg, „racjonalny” stwórca „racjonalnego” świata, nie ma nic wspólnego z racjonalnością, nawet jeżeli zamiast boga użyjemy takich słów, jak transcendencja lub absolut. To nadal ten sam towar, sprzedawany przez teologów, tylko w innym opakowaniu. Nie ma żadnych dowodów świadczących o istnieniu boga. Jak może być racjonalne coś, co nie istnieje? Heller posługuje się argumentem, zawodnym w tym przypadku, że skoro istnieje świat, to musiał być stwórca, bóg – świat nie mógł powstać z niczego. Ale na mocy definicji odrzuca pytanie, kto stworzył boga. Bóg to ma być już ten byt ostateczny, absolutny, którego nikt nie musiał stwarzać. Dlaczego mamy akceptować taka definicję? Dlaczego mamy w to wierzyć? Czy dlatego, że jest to definicja podana przez św. Tomasza z Akwinu? Powiedzmy wyraźnie, jeżeli teolodzy przyjmują, że bóg już nie musiał być stworzony, bo to byt wieczny, absolutny, to tak samo uprawnione jest twierdzenia, że świat jest wieczny i nikt go nie musiał stworzyć. Teolodzy nie potrafią odeprzeć tego argumentu, podają pokrętne wyjaśnienia, czasami cytują świętych mężów, filozofów, naukowców. To żadna merytoryczna argumentacja. To zagadywanie problemu potokiem słów, cytatów, nazwisk.

Zamiast teologicznych wyjaśnień, zamiast głoszenia, że to bóg stworzył świat, uczciwiej byłoby powiedzieć, że nie wiemy, jak świat powstał, czy był wieczny itp. Zadowalającej odpowiedzi nie udziela ani nauka, ani teologia. Na gruncie nauki prowadzi się jednak racjonalne badania przyrody i wszechświata, teologia nic takiego nie robi i nie może robić. Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia. Co najwyżej pociesza.

Czasami w tekstach teologów i religijnych filozofów pojawia się dziwaczna sugestia. Ponieważ nauka nie wyjaśnia wszystkiego, to powinniśmy uwierzyć w boga, może nawet zacząć chodzić do kościoła, przystępować do komunii. Co ma jedno do drugiego? Z faktu, że nauka nie odpowiada na wszystkie pytania, w żaden sposób nie wynika, że mamy uznać pozbawione podstaw wyjaśnienia i koncepcje teologiczne. Teologia podaje mitologiczne wyjaśnienia, które są bezwartościowym źródłem wiedzy o powstaniu świata i przyrodzie.

 Co ma do powiedzenia nauka

Spotyka się pogląd, że nauka nie udzieli odpowiedzi na pytanie, czy bóg istnieje; że nie może ani potwierdzić, ani zaprzeczyć istnieniu boga. Czy rzeczywiście? Pogląd tego rodzaju wskazuje albo na niechęć do wypowiadania się na ten temat, albo opiera się na zbyt ograniczonym lub nietrafnym rozumieniu, czym jest współczesna nauka.

Nie jest tak, że nauka nie ma nic do powiedzenia w sprawie istnienia lub nieistnienia różnych przedziwnych stworów nadprzyrodzonych, bogów czy bóstw greckich, egipskich, azteckich i innych. Czy zadowoli nas odpowiedź, że nauka nie jest w stanie dowieść, że Zeus, Ozyrys, Ometeotl nie istnieli? Czy nauka jest rzeczywiście w tej kwestii bezradna? Otóż nie jest bezradna.

Współczesna nauka dostarcza bardzo mocnego uzasadnienia stanowisku, zgodnie z którym nie istnieje żadna rzeczywistość nadnaturalna (bóg, bogowie, istoty i obiekty nadnaturalne). Tym uzasadnieniem jest fakt, że naukowcy nie uwzględniają w badaniach, wyjaśnieniach i teoriach naukowych bytów i przyczyn nadnaturalnych; biorą pod uwagę tylko byty i przyczyny naturalne (zasadę tę nazwano naturalizmem metodologicznym). A dlaczego tak postępują? W żadnych badaniach naukowych nie stwierdzono istnienia rzeczywistości nadnaturalnej. Dostarcza to bardzo mocnego argumentu, że – trzeba powiedzieć zdecydowanie – rzeczywistość nadnaturalna to fikcja, mit i urojenie. Mocne uzasadnienie zyskuje naturalizm ontologiczny, tj. stanowisko, zgodnie z którym istnieje tylko natura/przyroda i jej pochodne, takie jak przeżycia psychiczne, świadomość, kultura (są to wytwory organizmów biologicznych i bez nich nie istnieją).

Naukowiec może oczywiście wierzyć, że bóg i rzeczywistość nadnaturalna istnieje, ale jest to jego osobisty pogląd pozbawiony jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia. Jest to wyłącznie kwestia jego wiary.

Współczesna nauka, nie stwierdzając istnienia bytów, istot i przyczyn nadnaturalnych, zanegowała sam podział na rzeczywistość naturalną i nadnaturalną (nadprzyrodzoną). Podział ten jest, z perspektywy współczesnej nauki, niczym więcej niż archaicznym wytworem umysłu ludzkiego. Przybierał różne formy, wiązał się z pojęciem sił tajemnych, magią, bogami, bóstwami i duchami. Już w Starożytności ujawniła się z jednej strony tendencja do dziecinnej wręcz antropomorfizacji bogów, z drugiej zaś – do nadania bytom nadprzyrodzonym bardziej abstrakcyjnego kształtu. Tak jest również dziś.

Nie ma powodu, by archaiczny podział na świat naturalny (przyrodniczy) i na siły nadprzyrodzone, traktować jako koncepcję wieczną, jako teorię, która nie może być odrzucona. Za sprawą nauki koncepcja ta znalazła się na drodze wiodącej wprost do archiwum, tak jak swego czasu teoria geocentryczna. Złudzeniem jest, że ludzie będą z tego powodu cierpieć. Co do geocentryzmu, nie zauważyłem, żeby zamartwiali się zmianą statusu Ziemi z centralnego na peryferyjny. Szkoda, że archiwizacji świata nadprzyrodzonego nie sposób dokonać szybko.

Nauka współczesna kreuje zasadniczo nowy obraz świata, w którym nie ma miejsca na podział na byty naturalne i nadnaturalne. Nie ma miejsca dla boga nawet w najbardziej abstrakcyjnej postaci. Istnieje tylko przyroda, zaś byty nadprzyrodzone, takie jak np. bogowie, duchy, transcendencja, absolut itp. nie istnieję w rzeczywistości. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, nauka współczesna stwierdza, że byty nadnaturalne, w tym bóg, nie istnieją obiektywnie. Są wytworami ludzkiego mózgu i nie istnieją poza nim. Podobnie jak język, pojęcia, wiedza, sztuka.

Warto dodatkowo zwrócić uwagę na następującą kwestię. Nie ma żadnego racjonalnego, logicznie i metodologicznie uzasadnionego powodu, żeby traktować Zeusa, Ozyrysa czy azteckiego Ometeotla jako fikcje, uznać zaś rzeczywiste istnienie boga chrześcijańskiego, lub boga abstrakcyjnego, nazywanego czasami bogiem fizyków i filozofów, transcendencją, absolutem itp. Nauka odpowiada, że są to wytwory ludzkiego mózgu i nie istnieją poza nim. Ale jeżeli ktoś się uprze i powie, że Zeus, bóg chrześcijański lub transcendencja istnieją obiektywnie, to nic na to nie poradzimy.

Na koniec jedna uwaga. Obraz świata bez boga, kreowany przez naukę, nie jest – wbrew temu, co mówią osoby religijne – ani absurdalny, ani pozbawiony sensu. Dodajmy, że nie jest też ani banalny, ani prymitywny, ani pozbawiony zagadek i tajemnic. Jest ciekawszy i bardziej złożony niż ten stary, wypełniony menażeriami bogów, bóstw i świętych, niebem, piekłem, duchami i duszami, reinkarnacją, transcendencją, absolutem. Nauka neguje istnienie tych przedziwnych tworów (łącznie z transcendencją). Neguje cały ten archaiczny obraz świata rozdzielonego na rzeczywistość naturalną i nadnaturalną. Kreuje obraz nowy. Jednak to, co naukowcy odkrywają – chociażby na poziomie mikrocząstek i w kosmosie – w niczym nie przypomina dawnych, a także dzisiejszych wyobrażeń o bytach nadprzyrodzonych. Filozoficzne i teologiczne wyobrażenia nijak się mają do tego, co prezentuje współczesna nauka. Można to wszystko na siłę łączyć, jak robi to Heller, tworzyć hybrydę, dziwaczną mieszaninę teologii i fizyki, ale przepaści między nauką a religią zasypać się nie da. Świat nadprzyrodzony, żywy dziś w umysłach ludzi, podzieli prawdopodobnie los bogów greckich.

Teolodzy i pisarze religijni potrafią powtarzać, że wierzenia religijne, teologia, chrześcijaństwo, bóg, świat, są „racjonalne”. Wkładają dużo energii, by przekonać siebie i innych, że ich wierzenia religijne są zgodne z racjonalnością i nauką. To jednak trud daremny, co najwyżej zagadywanie rzeczywistości i tworzenie fałszywej prawdy społecznej, czyli nieprawdy. – Alvert Jann

…………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O ateizmie, religii i nauce piszę także w artykułach:

i innych.