• niedziela, 22 stycznia 2017 r.

Realia polityczne Republiki Zjednoczonych Niderlandów w XVIII wieku

 Przystępując do omawiania politycznej rzeczywistości i ideologii osiemnastowiecznej Republiki Zjednoczonych Prowincji Niderlandów (De Republiek der Zeven Verenigde Nederlanden), wchodzimy z miejsca na grząski grunt rozważań monarchistyczno-republikańskich. Dla dawnych i dzisiejszych republikanów kraj ten służył jako wzór republikańskich cnót, polegających na tym, że rząd tego typu znajdował się niejako blizej potrzeb ludu (a z dala od ambicji chętnych awanturom wojennym władców). Skonfrontowani z taką agrumantacją, monarchiści odpowiadali i odpowiadają, że monarchia jest trwalsza, dzięki sukceji tronu i pozwala jakoby wytyczyć stabilniejszą (i przynoszącą więcej zysków) politykę, niż wybieralny rząd republikański złożony z ludzi o róznych poglądach.

W XXI wieku słowo „republika” odbierane jest zwykle pozytywnie, jednak w XVIII wieku otoczeni przez monarchie holenderscy republikanie byli często, mimo swej zamożności i zaradności, wykpiwani przez polityków zagranicznych, nie tylko władców i ministrów absolutystycznych monarchii, lecz nawet brytyjskich dyplomatów. Brytyjski ambasador w Madrycie pisał 14 marca 1749 roku o swym holenderskim koledze :

„…Jest bardzo młody, ale szczodry i życzliwy, wygląda nie mniej, a może bardziej na gentlemana niż którykolwiek znany mi przedstawiciel jego narodu, jeżeli zasługuje na to miano[1] …”.

 

„Zwykli” Brytyjczycy nie mieli jednak takich uprzedzeń. Gdy podróżnik i pisarz Philipp Thicknesse (1719-1792) spotkał w Barcelonie młodego Holendra w tarapatach finasowych opłacił mu nocleg i dał mu nieco pieniędzy na drogę, ujęło go bowiem „szachetne oblicze” i dobra angielszczyzna napotkanego[2].

Mieszkańcy Republiki Zjednoczonych Prowincji uważali się za ludzi wolnych mieszkających w wolnym państwie, jednak władza w nich była faktycznie zmonopolizowana przed tzw. „regentów” – regenten. Byli to członkowie potężnych wzbogaconych na handlu, bądź produkcji (na traffieken – manufakturach) rodów. Tak pisał o nich w 1740 roku pewien Anglik od dawna zamieszkały w Republice:

„…Rządy mają arystokratyczne, przeto nie należy rozumieć owej tak bardzo zachwalanej wolności Niderlandczyków w znaczeniu powszechnym i absolutnym, lecz cum grano salis. Burmistrzowie i senat stanowią władzę; jeśli wskutek czyjejś śmierci otworzy się wakans, burmistrz poczytałby sobie za wielką obrazę, gdyby jakiś rozdrażniony mieszczanin ośmielił się szemrać przeciwko osadzeniu na tym stanowisku jednego z synów lub krewniaków onegoż burmistrza[3]…”.

 

Sposób życia regentów był w XVII wieku typowy dla zamożnych mieszczan (skromne jadło, mieszkanie w kamienicach, najwyżej jeden sługa podający posiłki i napoje), by z czasem coraz bardziej upodabniać się do stylu życia cudzoziemskiej szlachty (nabywanie majątków ziemskich, wykwintne dania, francuskie surduty i peruki). Spośród 24 regentów zajmujących w latach 1718-1748 stanowisko burmistrza Amsterdamu, tylko 2 było czynnymi kupcami. Zamach oranżystowski z 1748 roku, zmienił nieco te proporcje, aż 13 z 37 burmistrzów z lat 1752-1795 było albo czynnymi kupcami, albo ludźmi dopiero co porzucającymi profesję kupca (choćby  w związku z obowiązkami burmistrza)[4].

02

Il. 02. Regenci prowincji Utrecht przedstawieni na obrazie z 1731 roku. (źródło: Wikipedia-domena publiczna – http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/47/1731_Het_groepsportret_op_het_schilderij_toont_de_regenten_van_het_Utrechtse_Stadsambachtskinderhuis_in.jpg).

Nie we wszystkich prowincjach górne piętro drabiny społecznej zajmowali regenten, w prowincjach pozbawionych dostępu do morza o zdecydowanie rolniczej gospodarce ich rolę grała typowa ziemiańska szlachta, podobna do niemieckiej. Ponieważ jednak kupieckie prowincje „morskie” Holandia i Zelandia zapewniały ponad 50% dochodów budżetu Republiki (sama Holandia – nieco ponad 40 %), badacze często pozostawiają na marginesie swoich zainteresowań, jak to ujął brytyjski historyk C.R. Boxer, owych dziedziców z Geldrii, dzierżawców z Overijssel i ziemiańską szlachtę Fryzji. Za takim pozostawianiem przemawia też fakt, że, choć w XVIII wieku, nawet w Niderlandach handel dawał zajęcie mniejszej liczbie ludności niż rolnictwo, to jednak przypisuje się mu ukształtowanie wszystkiego co jest wyjątkowe w holenderskim sposobie życia, charakterze narodowym i holenderskiej kulturze, także tej politycznej. Sama prowincja Holandia tak dalece dominowała, że nazwy Holandia już wówczas używano wymiennie ze słowem Niderlandy, zresztą i ta nazwa jest niepoprawna, gdyż obejmuje nie tylko 7 prowincji północnych, lecz także południowe Niderlandy Hiszpańskie (od 1713 roku – Austriackie), czyli Belgię, a także np. niepodległą diecezję Liège.

Chociaż dewizą zawiązanej w 1581 antyhiszpańskiej unii utrechckiej, która powołała do życia Republikę Zjednoczonych Prowincji było: Eendracht maakt macht
(W jedności siła), to już w wieku XVII wiadomo było, iż Utrecht, Holandia, Zelandia, Overijsel , Fryzja, Groningen i Geldria tworzą raczej rodzaj politycznego sojuszu niż faktyczną federację. Wszystkie prowincje miały oddzielny skarb, siły zbrojne (dlatego w całej Republice było 7 armii i 5 admiralicji), władzę ustawodawczą – tzw. stany prowincjonalne. Posłowie stanów prowincjonalnych (głownie wysocy urzędnicy prowincji, radcy prowincji, tzw. Pensjonariusze, burmistrzowie co ważniejszych miast) pojawiali się co jakiś czas w Hadze na zjazdach Stanów Generalnych[5], które podejmowały decyzje dotyczące całej Republiki. Posiedzenia tego ciała wyglądały trochę jak obrady Izby Gmin, a trochę jak kongres dyplomatów niepodległych, i niekoniecznie przychylnych sobie nawzajem państw. Na posiedzeniach w Hadze często dochodziło do kolizji sprzecznych interesów prowincji z dostępem do morza i śródlądowych. W wieku XVIII hasłem naczelnym na obradach była oszczędność, gdyż Republika była zrujnowana wskutek wydatków na prowadzenie wojny o sukcesję hiszpańską (1701-1713), dlatego po jej zakończeniu postanowiono zmniejszyć flotę wojenną (tylko ten europejski kraj tak czynił w XVIII wieku)[6]. Republika, jako całość, posiadała też radę państwa, ale jej faktyczny wpływ już w XVII wieku stawał się nikły.

Tym co łączyło poszczególne prowincje była legenda Domu Orańskiego, bowiem to pod wodzą Wilhelma I Orańskiego (1533-1584) Holendrzy oderwali się od Hiszpanii Filipa II i z szacunku doń powierzyli mu stanowisko namiestnika (stadhouder), jako następcę namiestników hiszpańskich (m.in. krwawego księcia Alby). O Wilhelmie opowiada treść skomponowanego między 1568 a 1572 rokiem do dziś używanego hymnu Holandii: Wilhelmus van Nassauwe[7].

              Wilhelmus van Nassouwe

ben ik, van Duitsen bloed,

den vaderland getrouwe

blijf ik tot in den dood.

Een Prinse van Oranje

ben ik, vrij, onverveerd,

den Koning van Hispanje

heb ik altijd geëerd.

              Jam Wilhelm z Nassau

z niemieckiej krwi;

wierny Ojczyźnie

pozostanę do śmierci.

Jam Książę Orański,

wolny i nieulękniony.

Królowi Hiszpanii

zawsze oddawałem cześć.

 

Do 1650 stadhouderzy wybierali skład rad miejskich, potem uprawnienie to przejęły Stany Generalne, a więc de facto regenci, przeciw czemu w XVIII wieku zaprotestują rozmaici „demokraci” lub „patrioci” chcący ich wybór uzależnić, jak to było w średniowieczu, od woli lokalnych gildii lub cechów, bądź głosowania mieszkańców.

03

Il. 3. Amsterdamski ratusz oddany do użytku w 1655 roku, od 1806 pałac królewski. (zdjęcie własne wykonane w lipcu 2005 roku).

Faktycznymi przywódcami regentów, jako warstwy społecznej byli wielcy pensjonariusze (rodzaj głównych radców) prowincji Holandii i Zelandii (tzn. najsilniejszych ekonomicznie prowincji, w których regenci stanowili elitę) –  Raadpensionaris van Holland/Zeeland. W czasach gdy nie było stadhoudera (1650-1672 i 1702-1747), lub gdy jego pozycja była słaba (nie byli namiestnikami wszystkich prowincji, lub nie mieli charyzmy) pensjonariusze byli głównymi decydentami politycznymi Republiki. Do Orańczyków odwoływano się w sytuacjach zagrożenia. Wówczas niechętni im regenci godzili się (pod naciskiem biedoty i duchownych) uznać ich namiestnictwo, co wiązało się z uznaniem ich naczelnymi dowódcami sił zbrojnych Republiki. Za Orańczykami murem stała biedota miast i chłopi, liczący na ich ochronę przez zdzierstwem regentów i duchowni kalwińscy uważający regentów za zbyt liberalnych. Historia Republiki to w dużej mierze dzieje zmagań regentów (w tym pensjonariuszy) z namiestnikami z dynastii Orańskiej.

Osiemnastowiecznej elity Holandii i Zelandii nie zgodziliby się z Samuelem Johnsonem i de Maistre’m że władza jest z natury swej absolutna ale z pewnością przytaknęliby twierdzeniu, że  arystokraci stanowia zapore dla tyranii. Sami odgrywali rolę takich arystokratów. Regenci faktycznie monopolizowali władzę w swych rękach. Mieszczanin tych dwóch prowincji, jeśli nie należał do wartwy regntów, musiał być tzw. „pospolity człowiek”  – gemeene man lub kleine man, z niewielkimi szansami by zostać „wielkim”, gdyż regenci byli grupą bardzo hermetyczną[8], ich rody zawierały ze sobą umowy: contracten van correspondentie, w których zapewniali sobie wzajem pomoc w obsadzie lukratywnych stanowisk przez członków swojej rodziny[9]. Naczelnym hasłem regentów było: kleine man moet klein blijven – „mały człowiek powinien pozostać mały”, byli zwolennikami tolerancji religijnej, jednak ten liberalizm brał się głównie z tego, iż duchowni kalwińscy (praedikanten) wywodzący się zwykle z biedoty miejskiej (grauw), której regenci się bali i którą uważali za dzicz, popierali Orańczyków, drażnił ich bowiem brak silnej władzy monarszej, która mogłaby prowadzić surowszą politykę wyznaniową.

Regenci nigdy nie cieszyli się sympatią tłumów, wręcz przeciwnie uważano ich powszechnie za chciwców. W XVII wieku wyjątkiem od reguły był cieszący się powszechną sympatią Reinier Pauw (1564-1636)[10].

Amsterdamscy regenci dysponowali około 3200 urzędami, z których większość obsadzana była przez czterech burmistrzów[11]. Nie patrzono na zdolności lecz na koneksje. W pierwszej połowie XVIII wieku prawie wszyscy regenci Amsterdamu należeli do rodów: Trip, Corver i Hooft, miastem Delft trząsł ród Bleiswijk, a miastem Gorcum – ród van Hoey[12]. Niektórzy regenci obawiali się nie bez podstaw, że rozdawnictwo urzędów szybko zamieni się w ich sprzedaż, także ludziom spoza kasty[13]. W Geldrii, stany rządzące tą prowincją postanowiły w 1717 roku urzędy miejskie uczynić dożywotnimi, ustawę tą przeprowadzono mimo silnego oporu „małych ludzi”. Po raz pierwszy (od 1702 roku) zabrzmiał wówczas krzyk o powrót silnej władzy stadhoudera, który wziąłby regentów w karby[14].

W Republice panowało spore bezrobocie (i czasem wybuchały bunty głodowe, choć głównie na wsi, pracownicy manufaktur miło kiepskich warunków pracy nie protestowali)[15]. Ale niepokojów społecznych nie brakowało, i to nie tylko spowodowanych klęskami naturalnymi (surowa zima 1740/1741 roku, zaraza zabijająca bydło w 1744 roku)[16], lecz także drożyzną i wysokimi podatkami[17]. Dokuczały zwłaszcza ogromne  podatki pośrednie od spożycia rożnych towarów i oznak luksusu[18]. W handlu międzynarodowym Republika stosowała coś w rodzaju dumpingu, zaś u siebie niszczyła czasem towary by utrzymać wywindowane ceny[19]. Stad zapewne bierze się widoczne i dziś holenderskie upodobanie do rozlicznych podatków i regulacji. Biedocie, żyło się ciężko. Bywało, że tzw. armenjagers urządzali łapanki ludzi do pracy w manufakturach należących do regentów[20]. Liczne były też obostrzenia skierowane przeciw żebractwu i włóczęgostwu.

W armii, której stan po 1713 roku, kilkakrotnie zmniejszano panował niski etos oficerski[21], co jednak nie zniechęcało od służby w nim wielu cudzoziemców, zwłaszcza pochodzących z Niemiec. J.C. Rademacher (1741-1783) w 1782 roku jako komisarz floty umacniał Batawię (dziś Dżakarta w Indonezji) przed spodziewanym atakiem brytyjskim. Wśród niemieckich oficerów armii holenderskiej nie brak członków rodów arystokratycznych; jak Carl Heinrich Anthing (1766-1823), czy nawet książęcych[22].

Republika Zjednoczonych Prowincji znana jest w historiografii jako pionier wprowadzania tolerancji religijnej[23]. Wynikało to jednak z praktyki rządów, a nie z ideologii liberalnej. Obostrzenia wobec katolików i innych innowierców (np. portugalskich Żydów, czy luterańskich Niemców[24], licznych m.in. w najemnym rdzeniu armii Republiki), często nie wchodziły w życie, ponieważ zawsze kilku regentów, w zamian za przyjęcie łapówek, przymykało oko na tajny kult i ceremonie religijne[25]. Ostatecznym efektem tego była większa niż w innych krajach tolerancja religijna i wolność prasy i opinii publicznej. Katolicy dość liczni w prowincji Utrecht byli bardziej skłóceni z Watykanem niż z urzędnikami Republiki. Stolica Apostolska traktowała Niderlandy Północne jako teren misyjny, któremu nie należy się własna hierarchia kościelna, wiec katoliccy mieszkańcy Utrechtu, sami ustanowili w 1723 roku arcybiskupstwo w tym mieście[26].

Wielki podziw cudzoziemców budziła wolna prasa i bardzo rozwinięta w Republice filantropia. Prasa nie unikała trudnych tematów, m.in.  tropiła przykłady nepotyzmu urzędniczego[27]. Jeśli nawet tego rodzaju działanie wymknęło się uwadze wydawnictw prasowych, to zawsze pozostawały jeszcze liczne anonimowe pamflety i ulotki, chętnie pisane przez cały XVII i XVIIII wiek.

Przez jakiś czas w Republice dominowała prasa francuskojęzyczna z Gazette de Leyde wydawaną w żyjącej w cieniu francuskojęzycznego w dużym stopniu, słynnego w całej Europie uniwersytetu. Gazeta ta wychodziła wiele lat (1677-1798), jej kolejnymi redaktorami byli: Jean Alexandre de La Font (1677-1685), Claude Jordan (1685-1688), Anthony de La Font (1689-1738), Etienne Luzac (1738-1772), Jean Luzac (ur. 1702, zm. 1798)[28], bratanek poprzedniego (1772- 1798). Była o wiele wyższej jakości niż konkurencyjne Gazette d’Amsterdam i Gazette de Rotterdam, poza tym była o wiele bardziej niezależna politycznie i kulturowo od Francji, której politykę często krytykowała, co było zrozumiałe tym bardziej, ze rodzina Luzac  to francuscy hugenoci, którzy uciekli przed nietolerancją religijną Ludwika XIV. W całej Europie znane było anty-absolutystyczne stanowisko redakcji. Gazeta dostarczała zarówno informacji politycznych jak i gospodarczych i handlowych.

Francuscy philosophes często korzystali z niderlandzkiej wolności druku i prasy i publikowali tam swoje dzieła (w Amsterdamie mógł na przykład ukazać się w 1773 roku  traktat o samobójstwie, co byłoby raczej źle widziane w innych krajach[29]), a nawet gazety, jak na przykład; drukowane w Hadze; Journal Britannique (w l. 1750-1755),  Journal littéraire (1713-1736),    Journal sur toutes sortes de sujets. (1693-1696)  czy  L’Europe savante. (miesięcznik 12 tomów, które ukazały się w latach 1718-1720), a także z tuzin innych podobnych tytułów haskich i amsterdamskich.

By nieco wyrównać wpływy francuskiego języka i filozofii, Justus van Effen (1684-1735), wielki miłośnik brytyjskiego parlamentaryzmu, postanowił w 1731 roku rozpocząć wydawanie wydawać niderlandzkojęzycznego: Hollandsche Spectator.

Podczas gdy pismo Effena miało kształtować opinię, wydawany w latach 1690-1750 w Amsterdamie: Europische Mercurius był typowym źródłem informacji politycznych z różnych części świata. Była to wydawana dwa razy rocznie 300-stronicowa księga[30].  Czytywano wówczas też typowe pisma informacyjne: Amsterdamsche Courant i Oprechte Haarlemsche Courant wydawaną przez Abrahama Casteleyna.

Teoretycznie nie wolno było krytykować  ustroju Republiki, lecz jednak zdarzało się to; wystarczy wspomnieć choćby oranżystowskie pismo Leonidas wspierane przez Willema Bentincka, czy De Koopman stwierdzający w latach siedemdziesiątych XVIII wieku upadek polityczny i społeczny Republiki.

Handel i historia gospodarcza Republiki Zjednoczonych Prowincji, nie są przedmiotem rozważań w tym rozdziale, warto jednak sprostować kilka silnie zakorzenionych przesądów odnoście tego zagadnienia. Po pierwsze, mimo dużego wpływu kulturowego działalności kompanii Wschodnioindyjskiej – Vereenigde Oostindische Compagnie – VOC i Zachodnioindyjskiej – West-Indische Compagnie – WIC na Republikę, trzeba przyznać, że obroty handlu Republiki z krajami europejskimi wielokrotnie przewyższały obroty obu kompanii razem wziętych, tak więc ich sukcesy nie musiały koniecznie oznaczać prosperity całej Republiki, a ich upadek – upadku znaczenia państwa[31], tu większe znaczenie miała merkantylistyczna i protekcjonistyczna polityka takich krajów jak Prusy, Wielka Brytania czy Francja.  Po drugie Republika Zjednoczonych Prowincji Niderlandów zawsze walczyła o wolność międzynarodowego handlu (od czasów gdy w poczatkach XVII wieku Hugo de Groot popierał ideę: mare liberum, a Anglik John Selden – mare clausum[32], ale akurat VOC i WIC nie mogą być sztandarowymi przykładami takiej polityki, jak często próbuje się twierdzić, ponieważ zdzierstwa i wymuszenia popełniane przez nie w Azji, silne związki z państwem i prześladowanie konkurujących z nimi prywatnych kupców holenderskich, są sprzeczne z jakimkolwiek liberalizmem gospodarczym. Raczej przystąpienie Republiki do tzw. „Ligi Zbrojnej Neutralności” wymierzonej przeciw brytyjskiej blokadzie morskiej, czy częste  zaopatrywanie wroga w czasie wojny, pasowałoby do wizerunku Holendrów-rycerzy kapitalizmu.  Po trzecie, kapitalizm, zwłaszcza holenderski, nie ma nic wspólnego z kalwinizmem[33]. Kupcy holenderscy tworzyli liberalną (bardziej z rozsądku niż z przekonań) klasę średnią, podczas gdy duchowni kalwińscy byli jak najdalsi od tak chłodnego traktowania spraw; olbrzymia większość praedikanten, wywodząc się z plebsu, nie utożsamiała się z interesami kupców, bardzo wielu kalwińskich pastorów twierdziło wprost, że „życie doczesne jest niczym” (dit leven is gans niet) i krytykowało „rządzę zysku”, zaś jedynie nieliczni spośród nich widzieli w nim coś wartościowego[34].

Wyniesiony do pozycji namiestnika na fali strachu przed francuską inwazją w 1672 roku, Wilhelm III Orański, przygotowywał się do wypełnieniu celu swego życia – zniszczenia hegemonii Francji w Europie. Elity Republiki były wtedy tradycyjnie podzielone na tzw. staatsgezinden (zwolenników państwa, czyli regentów) i prinsgezinden (zwolenników wzmocnienia władzy stadhoudera). Wywyższenie Wilhelma oznaczało przewagę prinsgezinden, jednak sama Republika, nawet zjednoczona pod wodzą tak energicznego polityka jak Wilhelm III nie była w stanie przeciwstawić się Francuzom. Kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach francuski filozof i historyk Gabriel Mably zastanawiał się, dlaczego Wilhelm chciał koniecznie zwalczać francuską potęgę, napuszczając na nią kogo tylko mógł w Europie, a nie zadowolił się po prostu stworzeniem dla niej politycznej przeciwwagi. Z holenderskiego punktu widzenia, sprawy te wyglądały jednak inaczej[35]. Najważniejsze dla Orańczyka było to by granica między Belgią (Hiszpańskimi, a potem Austriackimi Niderlandami) a niebezpieczną Francją była obsadzona przez oddziały holenderskie. Była to najważniejsze zadanie dyplomacji holenderskiej po pokonaniu, dzięki pomocy Austrii i Brytyjczyków w wojnie o hiszpańską sukcesję, (1701-1713) Francji. To, że Brytyjczycy nie naciskali na Francję dostatecznie silnie by Republika osiągnęła swe cele, pokazywało dobitnie, że jej znaczenie międzynarodowe upada, a jej samej zaś nie było stać   na utrzymanie ogromnej stutysięcznej armii (głównie najemnicy z Niemiec), dlatego tuż po wojnie zmniejszono drastycznie jej stan.

Wilhelm III zmarł w 1702 roku, więc wojnę według jego planów prowadzili, jego bliski współpracownik, wielki pensjonariusz prowincji Holandii[36] (w l. 1689-1720). Anthonie Heinsius, skarbnik Republiki Jacob Hop (1654-1725)[37] i bohater tej książki sekretarz rady państwa Simon van Slingelandt. Już w XVII wieku utarło się, że pensjonariusz tej najsilniejszej prowincji jest kimś w rodzaju ministra spraw zagranicznych całej Republiki, stąd niezmiernie ważne było dla Unii kto sprawował tę funkcję. Heinsius nie był typowym oranżystą; wprawdzie w 1716 roku odnowił sojusz z Wielką Brytanią z 1678 roku, na którym zawsze opierały się wszelkie kalkulacje Wilhelma, lecz nie zapobiegł wykluczeniu (1707) krewnego Wilhelma, generała Johana Wilhelma Friso (1687-1711), zresztą na wniosek stanów prowincji Holandii, ze składu rady państwa[38]. Regenci tak bardzo nie ufali generałowi, że naciskali na postawienie ponad nim wodza brytyjskiego Johna Churchilla, jako naczelnego wodza także i holenderskiej armii[39]. Po tragicznej śmierci Friso wskutek utonięcia (1711), po której regenci odetchnęli z ulgą (jego syn Wilhelma był małoletni i nie stanowił na razie zagrożenia) prawdziwymi kierownikami tego co pozostało z „partii” oranżystów byli seniorzy rodu Bentinck; Hans William Bentinck,  (1649–1709), szlachcic z Geldrii, którego Wilhelm jako król Anglii (w l. 1689-1702) uczynił lordem Portland, i który czuwał nad umierającym Orańczykiem, którego synem był Henry Bentinck, 1. książę Portland (1682- 1726), a wnukiem William Bentinck, 2. książę Portland (1709–1762). Lecz ci dwaj ostatni żyli już angielskimi sprawami, zaś od 1727 roku nieformalnym przywódcą słabego zrazu obozu oranżystowskiego był syn Hansa Willema Bentincka z drugiego małżeństwa, hrabia Willem Bentinck (1704-1774), pan na Rhoon i Pendrecht, stworzy on w latach czterdziestych prawdziwą, silną „partię” oranżystowską.

Za urzędowania Heinsiusa kraj musiał się zmierzyć z krachem giełdowym analogicznym do tego, jaki przeżywały Francja pod nazwą „kompanii Missisipi” i Wielka Brytania pod nazwą: South Sea Bubble. W Republice mówiło się o „handlu powietrzem” (vindhandel), czyli handlowaniem obligacjami bez pokrycia. W tym kraju ciężka sytuacja finansowa była już w 1716 roku, aby ją zażegnać zwołano nadzwyczajne „wielkie zebranie” (Groote Verhadering), tj. zebranie wszystkich stanów wszystkich prowincji[40] do Hagi. Rozgorzały tam dyskusje nad całościową reformą niewydolnego systemu politycznego. Swoje projekty reform centralizacyjnych przedstawiał  Simon van Slingelandt[41], jednak jego propozycje odłożono ad acta. Druk nastąpił dopiero kilkadziesiąt lat później. Drukowano za to bez przeszkód dzieła obrońców władzy regentów. Wtedy po raz pierwszy kleine man zapragnął powrotu Orańczyków, drukowano sporo nieoficjalnych ulotek na ten temat. Stary podział polityczny społeczeństwa na staatsgezinden i prinsgezinden odhodził do lamusa, liczyło się kto jest za reformą (ten stawał się quasi-orańczykiem), a kto  za regenckim status quo. Ten podział był konsekwencją nie przyjęcia projektów scentralizowania administracji kraju i wzmocnienia jego centralnych organów, które proponował Slingelandt i ludzie z nim związani. Stąd dalsze dzieje polityczne Republiki są dość smutną opowieścią o nieodwracalnej utracie wpływów politycznych przez to państwo.

Następca Heinsiusa, na stanowisku wielkiego pensjonariusza, Isaäc van Hoornbeek (1655-1727), dotychczasowy pensjonariusz miasta Rotterdam (miasta miały też takich radców). Był to człowiek ostrożny, nie angażujący się w walki fakcji. Za jego administracji ugruntowały się wpływy regenten. Jako następca Hoornbecka, Slingelandt odnowił sojusz z Wielką Brytanią[42] (1728), poparł Austrię uznając tzw. „Sankcję Pragmatyczną” (1732), a wcześniej na kongresie w Soissons (1728/1729)  przedstawił  oryginalny plan mający dać Europie stały pokój, ale nie przeprowadził wymarzonych centralizacyjnych reform wewnętrznych. Jego następca Anthonie van der Heim (ur. 1693, zm. 1746, wielki pensjonariusz w l. 1737-1745, wcześniej skarbnik generalny Republiki – thesaurier-generaal w l. 1727-1737) nie mógł sobie poradzić z naciskami regentów i ostatecznie stał się niemal marionetką w ich ręku, podobnie jak Willem Buys (ur. 1661, zm. 1749, wielki pensjonariusz w l. 1745-1746)[43]. Regenci mieli wreszcie swoja upragnioną „prawdziwą wolność” (vare vrijheid), czyli pełną oligarchię urzędniczo-burmistrzowską. Marionetkowe rządy Buysa miała jednak przerwać pro-oranżystowska rewolta.  Wszystko to działo się już po śmierci Slingelandta, który zmarł w 1736 roku. Jednak wypada nam przedstawić całościowy obraz politycznej historii Siedmiu Prowincji w XVIII wieku.

Oranżyści przez całe lata trzydzieste i połowę czterdziestych pozostawali w politycznym cieniu. Wprawdzie syn Johana Friso, Wilhelm był (ku niemiłemu zaskoczeniu regentów) od 1718 , stathouderem Utrechtu, a od 1722 roku – Geldrii[44], ale brakowało struktur, które mogłyby stanowić i wspierać ewentualną „partię” orańską. Stadhouder znów wybierał (w swych dwóch prowincjach) jednego spośród dwu zwyczajowo przedstawianych mu kandydatów na burmistrzów, ale np. w Amsterdamie to by się nie udało, gdyż regenci zdążyli sobie tam zagwarantować niezależność od ingerencji z zewnątrz w tej kwestii[45].

Wspomniany już Willem Bentinck pracowicie odbudował stronnictwo orańskie, „pomógł mu” najazd francuski (wojna o sukcesję austriacką w l. 1741-1748 po stronie brytyjsko-austriackiej). Wojna ujawniła słabość armii holenderskiej i słabość rządów regentów. Zaniepokojony lud wymusił więc na elitach prowincji przywrócenie stadhouderatu (Holandii – 3 maja 1747, Overijssel – 10 maja), co jednak niewiele by dało, gdyby nie to, że d’Argenson, ówczesny francuski sekretarz departamentu spraw zagranicznych nie zrezygnował z przyłączenia zagarniętych ziem holenderskich (co zresztą kosztowało go utratę stanowiska).

Jesienią 1747 roku w kilku głównych miastach wybuchły zamieszki tzw: doelisten. Najsilniejsze były w Rotterdamie i w Amsterdamie, gdzie buntem kierował wytwórca porcelany Daniël Raap (1702-1754). Rewolta, wspomagana przez oranżystów, polegała na zmuszeniu wielu urzędników miejskich ze stanowisk, jako sprzyjających regentom (kilku nawet postradało życie) i wybraniu swoich. Nowymi burmistrzami Amsterdamu z nadania doelisten byli: Mattheus Lestevenon (1715-1797) i Gerard Aarnout Hasselaar (1698-1766). Hasselaar był w przeciwieństwie do dotychczasowych regentów-rentierów-burmistrzów Amsterdamu, człowiekiem aktywnie inwestującym w handel (m.in. w VOC). Nowi burmistrzowie byli przedstawicielami niewiele uboższego od regentów, ale nie tak ustosunkowanego mieszczaństwa, popieranego przez wielu rzemieślników znudzonych zdzierstwem regentów, którzy sami często, dzięki łapówom i znajomościom unikali płacenia podatków.

0404

Il. 3. plądrowanie domu van Assenów w Amsterdamie w dniu 24 czerwca 1748 r. (źródło: H. Lademacher, Geschichte der Niederlande).

To właśnie olbrzymie i różnorodne podatki były  głównym powodem buntu Mawiano, że: „w Republice tylko powietrze jest nieopodatkowane”. Złość drobnomieszczan obróciła się przeciw prywatnym poborcom podatków, których domy plądrowano jak amsterdamski dom van Assenów (24 czerwca 1748). Milicja sympatyzowała z tłumem i nie reagowała.

Doelisten chcieli by każdy mógł kupić dla siebie urząd, co zakończyłoby epokę regentów, „kontraktów korespondencyjnych” i nepotyzmu. Postanowili odwołać się do opieki księcia Orańskiego (skandowali: Oranje en vrijheid i powiewali pomarańczowymi flagami) , dlatego domagali się by jego władza została ustawowo zwiększona; by stanowisko stadhoudera było dziedziczne i dziedziczone  również w linii  żeńskiej[46]. Bentinck i Wilhelm IV przeprowadzili prawdziwą czystkę wśród władz miast i prowincji. Nowy wielki pensjonariusz Holandii (w l. 1746-1749) Jacob Gilles (1695-1765) sprzyjał doelistom, podobnie jak jego następca Pieter Steyn (1706-1772), pensjonariusz w l. 1749-1772.

Mieszkaniec Haarlemu Hendrik van Gimnig sprecyzował cele doelistów; przywrócenie średniowiecznej kontroli cechów i gildii nad władzami miast, prawo głosu mieszczaństwa, tj nie-regentów i nie urzędników przy wyborach rządu miast. W 1748 roku doelisten otrzymali stanowiska przede wszystkim w radzie wojny. Na innych urzędach centralnych i lokalnych zdecydowanie przeważali oranżyści nie mający wiele wspólnego z rewoltą. Bentinck radził uwzględnić postulaty doelisten,  ale Wilhelm IV  nie był im zbyt chętny. Ruch reformistyczny zatracał, bez wsparcia oranżystów swą energię. Po śmierci Wilhelma IV w 1751 roku i ustanowienie regencji Anny Hanowerskiej (zm. 1759) za małoletniego Wilhelma V wśród doelisten górę brało skrzydło demokratyczne.

Wielu zawiedzionych postawą księcia (oranżyści zastąpili republikańskich regentów, ale szubko zajęli ich miejsce i rządzili podobnie jak oni) doelisten stawało się tzw. „patriotami”. Ten kolejny ruch narodził się z prywatnych dyskusji rozpolitykowanych osób o gospodarce i sytuacji politycznej Republiki. Gdy w styczniu 1754 roku zmarł Raap, „patrioci” należeli już w pełni do politycznej rzeczywistości kraju. Anna Hanowerska, a po niej kolejny regent, wódz naczelny wojsk Republiki, książę Brunszwiku-Wolefenbüttel nie potrafili przyciągnąć do siebie „patriotów”, więc w Republice nastała ponowna regionalizacja, co bardzo odpowiadało części oświeconych regentów[47].

Najważniejszym ośrodkiem skupiającym patriotów był założone w 1752 roku w Haarlemie towarzystwo naukowe – Hollandsche Maatschapij voor Wetenschappen[48], a zwłaszcza zalążki tego, co później będzie działem nauk ekonomicznych tego towarzystwa (utworzony w 1777 roku). Ci patrioci-ekonomiści od np. francuskich fizjokratów różnili się tym, że nie mieli wspólnej wizji idealnego ładu gospodarczego, za to znaleźli ostatecznie wspólną wizję ładu politycznego, wizję demokratycznej republiki. Zanim jednak to się stało demokratyczne stronnictwo musiało wziąć górę nad tym, któremu przewodzili pognębieni przez oranżystów regenci. Wśród czołowych „patriotów” radykalnym demokratą był na przykład adwokat Pieter Paulus (1754-1796), później zafascynowany ideami rewolucji francuskiej i oddany walce przeciw niewolnictwu, podczas gdy inny znany „patriotyczny” polityk Simon Stijl (1731-1804) był bardziej spolegliwy wobec regentowładztwa[49].

Na niekorzyść regentów działało to, że Republika była osamotniona na polu międzynarodowym, ponieważ od 1756 roku (odwrócenie przymierzy) ogłosiła neutralność. Wojna siedmioletnia (1756-1763) dała zarobić jedynie niemieckiemu Hamburgowi, przynajmniej na zawarciu pokoju w Hubertusburgu skorzystał handel holenderski.   Ta dobra passa miała jednak minąć.

Od 1766 roku osobiste rządy sprawował już pełnoletni Wilhelm V Orański. Porównywano go często z Ludwikiem XVI, innym porządnym człowiekiem, który nie nadawał się na władcę i preferował zacisze domowe. Nic więc dziwnego, że Wilhelm polegał na opinii doradców, zwłaszcza księcia Brunszwickiego. Najgorsze, że w oczach patriotów, to nie regenci, tylko właśnie Orańczyk reprezentował atakowany przez nich patronat[50]. Pierwsze osiem lat rządów Wilhelma minęło w spokoju, głównie dzięki handlowej prosperity.

Ponieważ Wielka Brytania nie cieszyła się już taką sympatia jak kiedyś, Bentinck znalazł Wilhelmowi V żonę w Prusach. Ślub z Wilhelminą Pruską, bratanicą Fryderyka Wielkiego odbył się w Berlinie 4 października 1767 roku. Gdy 1775 roku doszło do buntu amerykańskich kolonistów, sympatia przytłaczającej większości Holendrów była po stronie buntowników. W deklaracji niepodległości USA, „patrioci” Holenderscy (amerykańscy buntownicy też nazywali siebie „patriotami”), posiadający rząd dusz w Republice, widzieli realizację postulatów Voltaire’a , Montesquieu, Hume’a, Priestleya i Rousseau. Do Priestleya odwoływał się van der Capellen w swej słynnej odezwie do ludu holenderskiego (Aaa het Volk de Nederland) z 1781 roku.

W 1776 roku Brytyjczycy i Holendrzy kłócili się głównie o holenderskich kontrabandzistów z wyspy Św. Eustachego, którzy zaopatrywali kolonistów, mimo brytyjskiej blokady. Wieloletni (1751-1780) brytyjski ambasador w Hadze gen. Joseph Yorke, lord Dover (1723-1792) wymusił zamianę gubernatora tej wyspy z van Heyligera na De Graeffa, co nie zmieniło sytuacji. Porozumienie było nadal w zasięgu ręku, ponieważ Brytyjczycy, prowadzący od 1778 roku wojnę nie tylko z buntownikami ale i z Francją zgodzili się na ograniczone z góry dostawy, tak by kupcy z Św. Eustachego znaleźli rynek zbytu, a koloniści nie otrzymali zbyt wiele towarów. Wtedy jednak wtrącił się ambasador Francji (od 1777 roku) Paul François de Quélen, książę de Vauguyon (1746-1828), który poinformował regentów Amsterdamu, że jeśli nie będą oni obstawać przy pełnym mare liberum w kontaktach z Brytyjczykami, stracą korzystne układy handlowe z Francją, tak więc  nierówna i katastrofalna wojna z Wielką Brytanią była dzieckiem francuskiego szantażu, a nie sympatii „oświeconych” holenderskich dla kolonistów[51].

Wojna, której Holandia nie mogła wygrać (300 okrętów wojennych Royal Navy przeciw nieco ponad 20 holenderskim) pozbawiła „patriotów” resztek zaufania do władz. Pozycja międzynarodowa Republiki stale spadała. W 1780 roku Holendrzy musieli ewakuować swe wojska z twierdz bariery na pograniczu belgijsko-francuskim, pod presją żądań cesarza Józefa II. 4 października 1783 32 regentów-patriotów z rożnych prowincji razem stworzyło ciało zarządzające, które miało zastąpić organy istniejące. Na razie nie mówiło się tam o „suwerenności ludu”, choć zwykłych mieszczan dopuszczano do współpracy[52]. Regenci-patrioci stworzyli milicję, która zaczęła zastępować tradycyjne milicje miejskie. Tak rozpoczęła się holenderska rewolucja, która miała swoją własną specyfikę i zakończyła się w zasadzie, jak podkreśla wielu historyków, wraz z liberalną reformą wyborczą Johana Rudolfa Thorbeckego (1798-1872) w 1848 roku. Rewolucja ta nie miała wiele wspólnego z rewolucją belgijską (sprzeciw ludności wobec centralistycznych reform cesarza Józefa II) ani później rozpoczętą francuską.

Rewolucjoniści, wśród których postępowała demokratyzacja haseł do lata 1787 roku opanowali Holandię (Hagę przejęto już we wrześniu 1785 w wyniku rewolty ludności) i Utrecht. Oranżyści kontrolowali sytuację w Geldrii i Zelandii. Sytuacja w pozostałych prowincjach była nierozstrzygnięta. Na rzecz zrujnowanego Orańczyka pracował wytrwale nowy ambasador brytyjski James Harris, 1. hrabia Malmesbury (1746-1820) [53], który przekupywał kogo mógł by stanął po stronie oranżystów i współfinansował ich siły zbrojne. Jednak nie wiadomo, czy oranżyści powstrzymaliby rewolucjonistów, gdyby nie interwencja pruska 1787 roku[54]. Pieter van Bleiswijk (1724-1790), „demokratyczny” (to słowo zaczynało być już używane w podobnym znaczeniu co „republikański” we Francji czasów rewolucji) wielki pensjonariusz Holandii (w l. 1772-1787), zwolennik reform wzorowanych na amerykańskich, stracił swe stanowisko by ustąpić miejsca oranżyście Laurensowi Pieterowi van de Spiegel (1736-1800), dotychczasowemu (1785-1787) wielkiemu pensjonariuszowi Zelandii[55].

Rewolucjoniści tacy jak np. Johan Valckener, na wygnaniu w sprzyjającej im Francji często nazywali siebie  „Batawami”, tak jak mieszkańcy największego kolonialnego miasta holenderskiego[56]. Nazwa ta miała symbolizować Holandię odnowioną według przepisów Rousseau i Mably’ego. We Francji zakładali polityczne kluby, a po wybuchu rewolucji we Francji. Wielu „Batawów” służyło, obok Szwajcarów i Flamandów we francuskim Legionie franche etrangére. Legion liczył tylko 2800 żołnierzy i nie miał znaczenia jako siła militarna, ale miał je jako przyszła polityczna kadra rewolucyjnej Holandii, która wkroczyła do niej w 1795 roku.

Wydarzenia rewolucji francuskiej były w Holandii obserwowane z uwagą, lecz trudno tu mówić o jakiejś wielkiej sympatii do rewolucjonistów. Znana nam już opiniotwórcza gazeta o międzynarodowym zasięgu Gazette de Leyde Jeana Luzaca (1702-1798) wiązała typowe dla „oświeconych” nadzieje związane z próbami reform we Francji i ze Stanami Generalnymi, krytykując m.in. opór parlamentu w Franche-Comté przed wybieraniem swoich przedstawicieli, jednak sympatia kierowała się przede wszystkim ku łagodnemu i sprawiedliwemu Ludwikowi XVI[57], szturm Bastylii był zdaniem redakcji Luzaca dziełem nieokreślonej koterii dworskiej[58]. Nie starała się ona jednak (w przeciwieństwie do pruskiego Gazette du Bas-Rhin) usprawiedliwiać pobudek tłumu mordującego załogę twierdzy[59], mimo wszystko, jednak ton Gazette de Leyde omawiającej wydarzenia  rewolucji był pozytywny. Tak ciepłych słów nie znajdowała ona dla rewolucjonistów belgijskich, których uważała za niewdzięczników buntujących się przeciw światłemu Józefowi II[60]. Sprowadzenie Ludwika XVI do Paryża przez uzbrojonych rewolucjonistów redakcja wzięła za dobrą monetę (chcieli zapewnić królowi bezpieczeństwo)[61]. Ludwik XVI był ich zdaniem dobrym królem, którego otaczały intrygi dworaków[62], z czasem zarzucono mu jednak bierność, jako wzór reformatora podawano Stanisława Poniatowskiego[63]. Dekret z 16 czerwca 1790 roku znoszący we Francji dziedziczną szlachtę, wywołał zrozumienie, ale i przestrach, czy takie zerwanie z tradycją nie doprowadzi do nieszczęść[64]. We wrześniu 1792 roku (masakry paryskie – lud mordujący więźniów), Lejdejczycy wiedzieli już, że stolica została wydana na pastwę „okrutnych kaprysów ludowej tyranii, gdzie niewinność nie zapewniała ocalenia, a lud łaknął krwi[65]”.

Kolejnym dowodem na brak powiązań ideologiczne między rewolucją holenderską, a francuską może być fakt, iż, latem 1795 wielu kalwinistycznych duchownych stwierdzało, że: „Bóg chciał tej rewolucji”[66], w końcu obaliła ona tak nienawistnych im liberalnych społecznie regentów. Rewolucja holenderska jest w polskiej literaturze okresu opisywana o wiele dokładniej niż czasy ją poprzedzające, dlatego ograniczę się tu do podstawowych faktów z nią związanych. Dnia 19 stycznia 1795 roku, została proklamowana Republika Batawska. Dzień wcześniej Wilhelm Orański opuścił kraj. Niektórym oranżystom pozostałym w kraju wytoczono procesy. Skutecznej ich obrony podjął się jednak ich adwokat o konserwatywnych poglądach Willem Bilderdijk (1756-1831) – jakiż kontrast z jakobińskim bezprawiem we Francji!

1 marca 1796 rozpoczęło obrady pierwsze Zgromadzenie Narodowe. Były w nim reprezentowane dwie podstawowe „partie”; federaliści, zwani też „arystokratami” – zwolennicy starego ustroju Republiki, czyli regentowładztwa, i demokraci, domagający się jak niskiego cenzusu wyborczego. O federalistach radykalnie demokratyczny pisarz i fabrykant tekstylny Pieter Vreede mówił, iż chcą oni by jarzmo założone ludowi na karki „było wyłożone aksamitem i łatwiejsze do noszenia[67]”.

Demokraci wygrali pierwsze wybory w sierpniu 1797 roku otrzymując ok. 108.000 głosów, podczas gdy federaliści otrzymali ich jedynie  30 000. Niedługo potem Francuzi, którzy dotychczas jedynie życzliwie przyglądali się holenderskiej rewolucji uznali, iż sytuacja dojrzała do zaprowadzenia własnych porządków. 27 stycznia 1798 Republika Batawska została włączona w strefę francuskiego rewolucyjnego eksperymentu ustrojowego. 22 wybitnych federalistów aresztowano, a ich ugrupowanie rozwiązano. „Batawom” narzucono konstytucję wzorowaną na francuskiej konstytucji z 1795 roku. Kraj podzielono na dyrektoriaty. Aż do kongresu wiedeńskiego (1814-1815) Holendrzy pozostawali zakładnikami Francji. Napoleon wprowadził ścisłą cenzurę prasy, nieznaną dotąd w północnych Niderlandach. Swoje własne pomysły ustrojowe Holendrzy mogli znów realizować dopiero w XIX wieku.

Oświecenie holenderskie to osobny temat. Republika Zjednoczonych Prowincji była jedną z lokomotyw tego ruchu. Już w XVII wieku amsterdamski pastor Balthasar Brekker stawiał rozum ponad objawienie[68], wcześniej jeszcze Benedict Spinoza (1632-1677) atakował niektóre elementy chrześcijańskiej moralności, uznając m.in., że odczuwanie skruchy i poczucie winy jest błędem i zawiera pierwiastek autodestrukcji[69] . „Słownik historyczny i krytyczny” hugenockiego uciekiniera z Francji Pierre’a Bayle’a (1647-1706) był przez cały wiek XVIII Biblią les philiosophes. Dość popularne były teorie Christiana Wolffa precyzującego niestrudzenie idee swego mistrza Leibniza; Holendrom zwłaszcza podobało się ogólne nastawienie na „klarowność i precyzję” w nauce zalecane przez Wolffa. Holenderski Żyd Isaac de Pinto (1717-1787) z bogatej sefardyjskiej rodziny polemizował z  negatywną oceną moralności Żydów („rządza zysku”) u Voltaire’a. Montesquieu wyrażał opinię, że holenderskie oświecenie jest zbyt przesiąknięte kalwińską żarliwością i mistycyzmem; cóż, – pochodziło w końcu z XVII wieku! Kalwińskim pastorom udało się doprowadzić do zakazu druku i kolportażu „Umowy Społecznej” (1762) Rousseau i „Traktatu o tolerancji” (1763) Voltaire’a[70]. Kto chciał potrafił jednak dotrzeć do owych publikacji.

Holandia zachowała swoją XVII-wieczną przewagę w dziedzinie nauki prawa i dyplomacji, kontynuując tradycje Grocjusza. Podstawowym podręcznikiem ówczesnego dyplomaty, była książka wspomnianego Abrahama de Wicquefort, który w 1682 roku wydał w Hadze dzieło; L’Ambassadeur et ses fonctions („Ambasador i jego funkcje”). Również Holender Cornelis van Bynkershoek[71] (1673-1743), z zawodu sędzia, przeanalizował prawne położenie posła w swej pracy z 1721 roku; De foro legatorum liber singularis[72].  Jedna z jego prac ukazała się nawet drukiem po angielsku: On the Dominion of the Sea. Z koli jego Observationes tumulturiae jest do dzis unikalnym źródłem wiedzy na temat osiemnastowiecznej praktyki sądowniczej[73].

Masoneria holenderska była zauważalna ale nie odegrała tak wybitnej roli jak jej odpowiedniczki w bardziej feudalnych krajach europy. W 1735 roku stany Holandii rozwiązały lokalną loże, po kilku latach jednak jej komórki odbudowały się już tolerowane przez władze.

Wśród wykształconych elit XVIII wiecznej Republiki Zjednoczonych Prowincji panowała wszechogarniająca moda na Francję i język francuski.  Filozof Frans Hemsterhuis (1721-1790) pisał tylko po francusku, a James Boswell przybył w 1763 do Utrechtu n.in. po to by polepszyć i wzbogacić swój francuski[74].

Oświecenie holenderskie dokonało więcej w dziedzinach technicznych i naukach ścisłych niż w humanistyce.  Willem Jakob van s’Gravesande (1688-1742) był znanym w Europie popularyzatorem newtonianizmu jeszcze przed Voltaire’m. Najbardziej chyba znaną postacią niderlandzkiego oświecenia jest nie pisarz, lecz Hermann Boerhaave (1668-1738), którego ogród botaniczny stanowił cel pielgrzymek oświeconych z całej Europy. Warto pamiętać też o dwóch innych wielkich nazwiskach: Gerardzie van Swieten (1700-1772), lekarzy cesarzowej Marii Teresy i jego synu baronie Gottfriedzie van Swieten (1733-1803), dyplomacie i reformatorze szkolnictwa w służbie Austrii.

XVIII-wieczna Republika Zjednoczonych Prowincji miała opinię kraju w którym mówi się jedynie o pieniądzach, giełdzie, handlu i cenach towaru, zaś inne dziedziny wiedzy są w upadku[75]. Przytaczając wypowiedź generalnego gubernatora Kompanii Wschodnioindyjskiej Willema Gustaafa van Imhoffa (1705-1750) z 1745 roku o rosnącym popycie na miedź, iż jest ona „kolejną panną młodą, do obtańczenia[76]”, można uwierzyć, iż rzeczywiście Holendrzy tej epoki mówili jedynie o handlu, jednak wrażenie XVIII-wiecznych turystów mogło równie dobrze wynikać z tego, że podróżujący arystokracji nie byli obeznani z tak skrupulatnym podejściem do pieniądza, jaki cechował kupców, a nawet regentów.

Z niderlandzkim XVIII wiekiem nierozerwalnie związana jest historiograficzna dyskusja dotycząca przejścia Republiki ze „Złotego Wieku” – Gouden Eeuw, czyli wieku XVII do rzekomego wieku upadku – „Czasu Perukowego” – Pruikentijd.

Brytyjczyk C.R. Boxer cytując historyka holenderskiego van Laura[77], który stwierdzał, iż tendencja do przeciwstawiania Gouden Eeuw i Pruikentijd z niekorzyścią dla tego ostatniego, jest wymysłem propagandy rewolucjonistów roku 1795[78], nie zgadza się jednak z nim przytaczając rozmaite cytaty świadczące o tym, że w drugiej połowie XVIII wieku zdarzały się wypowiedzi świadczące, ze Holendrzy postrzegali swe państwo jako chylące się ku upadkowi, jak na przykład artykuł z gazety De Borger z 19 października 1779 roku, w którym można było przeczytać, że:

„…Społeczność wspólnoty będzie się wkrótce składała niemal wyłącznie z rentierów i żebraków, czyli dwóch grup ludzi najmniej pożytecznych dla kraju[79]”.

 

Historyk Boxer wątpi czy zdobycze oświecenia (higiena, nauka, złagodzenie obyczajów, w tym tradycyjnej kłótliwości itd.) równoważyły utratę mocarstwowości.

Jako dowód na upadek Republiki w XVIII wieku cytowany jest często pisany z Utrechtu list Jamesa Boswella z 17 czerwca 1764 roku:

„…Większość ich głównych miast jest w kiepskim stanie i zamiast napotkać tu każdego pochłoniętego swoją pracą, zauważysz tłumy biernych wegetujących ludzi. Utrecht jest szczególnie zrujnowany… Haga jest pięknym miastem, ale nie jest to w żadnym razie miasto holenderskie; prostota i szczerość starych Holendrów zmieniła się w ekstrawagancję i grzeczność Francuzów, z ta różnicą, że o ile Francuz gra swoja rolę z naturalną lekkością, Holender jest jedynie niezgrabnym imitatorem… uniwersytety podupadły, słowem Siedem prowincji, będą potrzebowały wielu mądrych polityków by stanąć znów na nogi[80]…”.

 

Osiemnastowieczni Holendrzy o upadek znaczenia kraju obwiniali „chciwych” kupców (skrót nazwy Kompanii Wschodnioindyjskiej – VOC tłumaczyli jako: Vergaan Onder Corruptie  – „upadła wskutek korupcji”[81]), brak patriotyzmu u bankierów, którzy chętnie pożyczali takim niechętnym spłacaniu kredytów koronowanym głowom jak Marii Teresie czy Stanisławowi Augustowi, a odmawiali czasem pożyczek Stanom Generalnym i stanom prowincji, czy radzie państwa.

Wiadomo jednak, że to nie tyle holenderska gospodarka upadła, co inne kraje wprowadziły zgubne dla holenderskiego handlu, merkantylistyczne regulacje, takie jak; francuskie embargo na import holenderskich śledzi (1751), które naśladowały Austriackie Niderlandy, Dania i Prusy. Ten ostatni kraj rozwijał w XVIII wieku swój przemysł tekstylny i aby go chronić zablokował możliwość dostaw tkanin holenderskich[82].

Zresztą liczący w 1740 roku 200.000 mieszkańców Amsterdam pozostawał nadal głównym portem przeładunkowym, „powszechną kasą i powszechnym domem składowym Europy” (de gemene kassa en het gemeen pachhuys van Europa)[83], który dodatkowo uzyskał w 1729 bezpośredni dostęp handlowy do Chin przez port w Kantonie, i bynajmniej nie chylił się ku upadkowi, lecz kwitł dalej.

Kilka słów w obronie „Czasu perukowego” wypowiedział najsłynniejszy holenderski historyk Johan Huizinga (1872-1945), który diagnozował, że holenderski wiek XVIII, „czas peruk i tabaki, mieszczański i sentymentalny: miał w sobie niezaprzeczalną ukrytą wielkość, opartą na klarowności myśli ludzi tamtej epoki. Żałował, iż o walce oranżystów z „patriotami” zbyt często pisano w konwencji komedii i wskazywał, że holenderskie cechy narodowe; umiłowanie porządku, spokojny nie-ostentacyjny patriotyzm, mieszczańskość, tolerancja (nawet do przesady) ukształtowały się właśnie w wieku XVIII[84].

****

0

 

Tekst ten jest fragmentem mojej książki: Piotr Napierała,  Simon van Slingelandt (1664–1736) – ostatnia szansa Holandii, Wydawnictwo Libron-Filip Lohner, Kraków 2012. ISBN 978-83-62196-37-1

 

 



[1] C.R. Boxer, Morskie imperium Holandii 1600-1800, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1980, s. 43.

[2] Vide: Ph. Thicknesse, A Year’s Journey Through France and Part of Spain- 1777, s. 80.

[3] C.R. Boxer, Morskie imperium Holandii 1600-1800, s. 54.

[4] Ibidem, s. 60-61.

[5] Często mawiano, że Stany Generalne przyciągały polityków głównie pensjami i możliwością zarobku dzięki pieniądzom z łapówek, vide: Ibidem, s. 53.

[6] W XVIII wieku wszystkie inne floty europejskie poza holenderską powiększały swe floty wojenne i remontowały je, vide: J. Bromley, J. Meyer, „The Second Hundred Years War (1689-1815)” in: Britain and France Ten centuries, Folkestone (Kent) 1970.

[7] Do 1932 roku hymnu nieoficjalnego.

[8] J. Balicki, M. Bogucka, Historia Holandii, Ossolineum Wrocław 1989, s. 204.

[9] Czasem członkowie tych rodów już jako dzieci otrzymywali odpowiednie stanowiska. Ponieważ wiadomo było, ze dziecko nie podoła tym funkcjom, zatrudniano  zwykle licho opłacanych pomocników, którzy faktycznie odpowiadali za działalność urzędu, vide: Ibidem

[10] Jego synem był XVII-wieczny wielki pensjonariusz Holandii Adriaan Pauw (1585-1653), a synem tegoż Adriaen Pauw (1622-1697), jeden z regentów prowincji. Widać na tym przykładzie dziedziczenie władzy w ramach kasty regentów, vide: H. Lademacher, Geschichte der Niederlande. Politik-Verfassung-Wirtschaft, Wissenschaftliche Buchgesellschaft Darmstadt 1983, s. 163.

[11] Ibidem, s. 163.

[12] Ibidem

[13] Ibidem, s. 164.

[14] Ibidem

[15] Vide: C. Boxer, Morskie imperium Holandii

[16] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 166.

[17] Już w XVII wieku, odwiedzajacy Republikę Anglicy wyrażali przekonanie, że gdyby Anglia musiała znosić podobne do miejscowych obciążenia podatkowe, wybuchałby bunt za buntem, vide:  C. Boxer, Morskie imperium Holandii

[18] J. Balicki, M. Bogucka, Historia Holandii, s. 209.

[19] W roku 1735 zniszczono w Republice 1.250.000 funtów gałki muszkatołowej by podtrzymać ceny, vide Ibidem, s. 236.

[20] W Wielkiej Brytanii urządzano podobne łapanki do floty JKM. Według Jana Balickiego, Holendrzy również stosowali ta metodę, podczas gdy C. Boxer uważa, że nie rozwinęło się to zjawisko nigdy tak bardzo jak u Brytyjczyków.

[21] C. Boxer, Morskie imperium Holandii, s. 93-94.

[22] Przykłady takiego niemiecko-holenderskiego braterstwa broni bardzo eksponował Jac van Essen w swojej pracy napisanej w okupowanej przez hitlerowców Holandii, vide: J. van Essen, Mein Holland, Volk und Reich Verlag Amsterdam/Berlin/Prag/Wien 1944, s.  119.

[23] Dość interesująca jest kwestia podejścia władz Republiki do kwakrów, obecnych w tym kraju od XVII wieku, byli oni tolerowani, ale ich zwyczaj nie podobały się holenderskim mieszczanom i regentom (np. praktykowane przez nich zwracanie się do obcych per „ty”). Podobnie interesujący jest, zwłaszcza w kontekście późniejszych dziejów tego kraju, problem homoseksualizmu. Homoseksualiści byli uważani za kryminalistów; w 1730 roku w Groningen dokonano nawet egzekucji 22 mężczyzn i nastolatków skazanych za homoseksualizm. W 1777 roku wydany został anonimowo traktat przypisywany potem doradcy prawnemu Wilhelma V Orańskiego, Abrahamowi Perrenotowi, w którym można było przeczytać, e homoseksualizm winien być uważany za przestępstwo, jedynie gdy ma miejsce wykorzystanie chłopców niepełnoletnich. W 1803 roku w Schiedam miała miejsce ostatnia egzekucja człowieka skazanego za homoseksualizm,  vide: P.F. State, A brief history of the Netherlands, Facts on File inc. NY 2008.

[24] Chociaż kościół luterański w Batawii pozwolono luterańskim niemieckim kolonistom wybudować dopiero w latach 1743-1749. Własnego niemieckiego pastora mogli mieć dopiero od 1780 roku, vide: C. R. Boxer, Morskie imperium Holandii, s. 148.

[25] J. Balicki, M. Bogucka, Historia Holandii, s. 206.

[26] A.T. van Deursen, „The Dutch Republic”, In: J.C.H. Bloom, E. Lamberts, History of the Low Countries, Berghahn Books NY/Oxford 2006, s. 209.

[27] C. R. Boxer, Morskie imperium Holandii, s. 52.

[28] Jean Luzac był wujem Elie Luzaca (1721-1796), również wydawcy i zwolennika umiarkowanej, protestanckiej odmiany oświecenia. Rewolucja lat osiemdziesiątych była dlań zbyt radykalna, nie wziął więc  niej udziału. Był największym holenderskim zwolennikiem o wolności prasy swej epoki, vide: R van Vliet, Elie Luzac (1721-1796): Boekverkoper van de Verlichting, 2005.

[29] Vide: J. Dumas, Traité de Suicie, Amsterdam 1773.

[30] P.F. State, A brief  history of the Netherlands, s. 80.

[31] Wśród dyrektorów VOC zdarzali się ludzi, którzy zrobili w Kompanii autentyczna karierę według wzorca „od pucybuta do milionera”, w Republice od razu rzucały się w oczy orientalne zwyczaje rodzin, które po długotrwałym pobycie w Indonezji powracały do kraju (chodzenie w powłóczystych szatach i iście „nie-europejskie” tyranizowanie służby, wielu marynarzy Kompanii przepuszczało zdobyty przez lata majątek na libacje w Amsterdamie i Rotterdamie, dlatego nazywano ich „panami sześciu dni” (herreen varensgasten), do kultury i literatury holenderskiej wszedł wykształcony w Kapsztadzie język afrikaans i wzorzec bogatego farmera w Indonezji, na którego pracują miejscowi, podczas gdy on zaczyna i kończy dzień zażyciem tabaki,  vide: C. R. Boxer, Morskie imperium Holandii

[32] Vide: Ibidem, s. 96-122.

[33] Spostrzeżenia C.R. Boxera, stoją, rzecz jasna, w sprzeczności z przekonaniem Maxa Webera o pierwszeństwie kalwinistów w krzewieniu kapitalizmu i poszanowania własności[33]. Faktem jest, że weberowska teoria o zdystansowaniu krajów katolickich przez protestanckie w procesie tworzenia sie struktur kapitalistycznych jest obecnie podważana m.in. przez badania wykorzystującego zestawienia liczby ludności i PKB różnych krajów na przestrzeni dziejów, profesora Angusa Maddisona z uniwersytetu w Groningen, vide: http://www.ggdc.net/maddison/

[34] Vide: C. R. Boxer, Morskie imperium Holandii

[35] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 152

[36] Urzędnik piastujący to stanowisko był zwyczajowo kimś w rodzaju ministra spraw zagranicznych całej Republiki, choć nie miał większego wpływu na decyzje Stanów Generalnych w Hadze.

[37] Hopowie byli typową potężną rodziną regentów. Synami Jacoba Hopa byli; Cornelis Hop (1685-1762)  z zawodu dyplomata (w  latach 1718-1726 był holenderski ambasador w Paryżu) i Hendrick Hop (1686-1761) , również dyplomata (ambasador w Londynie w l. 1723-1761) .   Z kolej, Johan Hop (1709-1772) był kolejnym skarbnikiem Republiki w rodzinie, vide: A. Heinsius., De briefwisseling van Anthonie Heinsius, 1702-1720, Den Haag    Instituut Nederlandse Geschiedenis 1998.

[38] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 162.

[39] Co nie znaczy, ze nie wtrącali się do tego jak brytyjski wódz dowodzi wojskami Republiki. Ku rozpaczy i wściekłości Churchilla stale kręcili się wokół niego cywilni urzędnicy holenderscy, obawiający się silnych starć, gwałtownych kampanii  i ciężkich strat, nie rozumiejąc, że nie da się ich na wojnie uniknąć. Widać tu wyraźnie jak bardzo „cywilne” elity kraju, panowały nad wojskowymi. Z Churchillem często kłócili się także holenderscy generałowie, zwłaszcza Slangenburg. Nieco spolegliwszy był Ouverkerk, vide: G. Edmundson, History of Holland, Cambridge University Press 1922.

[40] Wcześniej w XVII wieku też raz zwołano takie zebranie, vide: Ibidem

[41] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 167-172.

[42] Interesującą kwestią jest to, że Holendrzy nie faworyzowali w swych posunięciach zagranicznych państw o zbliżonych ustrojach. Przykładowo, dość nieufnie traktowali Wenecjan, mimo częstego deklarowania „republikańskiej solidarności” z nimi, vide: J. Balicki, M. Bogucka, Historia Holandii, s. 195.

[43] Vide: G. Edmundson, History of Holland

[44] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 173.

[45] Ibidem , s. 174.

[46] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 175.

[47] A.T. van Deursen, „The Dutch Republic”, In: J.C.H. Bloom, E. Lamberts, History of the Low Countries, Berghahn Books NY/Oxford 2006, s. 214.

[48] Towarzystwo to organizowało konkursy na najlepsze recepty na poprawienie stanu gospodarki kraju. Pierwszy taki konkurs wygrał niejaki H.H. van de Heuvel

[49] Vide: H. Lademacher, Geschichte der Niederlande

[50] A.T. van Deursen, „The Dutch Republic”, In: J.C.H. Bloom, E. Lamberts, History of the Low Countries, Berghahn Books NY/Oxford 2006, s. 214.

[51] Vide: G. Edmundson, History of Holland

[52] Vide: De Nederlandse Revolutie van de achttiende eeuw 1780-1787. Oligarchie en ploretariaat, Oirsbeek 1974.

[53] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 192.

[54] Pretekstem było zatrzymanie przez rewolucjonistów Wilhelminy i uniemożliwienie jej kontynuowania podróży – czyli obraza pruskiego majestatu.

[55] Zelandia była tradycyjnie po stronie księcia. Jacob Verheije (1640-1718), wielki pensjonariusz Zelandii w latach 1687-1718, chciał po śmierci Wilhelm III Orański ego złożyć swą dymisję. Stany Zelandii zabroniły mu tego wówczas, pozostał więc na stanowisku. Jego następca (w l. 1718-1734) Caspar van Citters (1674-1734) był „wżeniony” zarówno w rody republikańskie jak i oranżystowskie, co pozwalało mu zachować równowagę między tymi politycznymi siłami.  Podobnie Dignus Francois Keetlaer (ur. 1674, zm. 1750, pensjonariusz w l. 1734-1750) zachowywał neutralność. Johan Pieter Recxstoot (ur. 1701, zm. 1756) był oranżystą, podobnie jak Jacob du Bon (ur. 1695, zm. 1760) , Willem I van Citters (zm. 1766), Adriaan Steengracht (zm. 1770)  i Johan Marinus Johnszoon Chalmers (ur. 1720, zm. 1796), poprzednik van de Siegela.

[56] Batawia – dziś Dżakarta – stolica Indonezji.

[57] P. Ugniewski, Między absolutyzmem a jakobinizmem. Gazeta Lejdejska o Francji i Polsce 1788-1794, Wydawnictwo DIG Warszawa 1998, s. 33.

[58] Ibidem, s. 35.

[59] Ibidem, s. 36.

[60] Ibidem, s. 42.

[61] Ibidem, s. 44.

[62] Ibidem, s. 46.

[63] Ibidem, s. 82.

[64] Ibidem, s. 68.

[65] Ibidem, s. 120.

[66] H. Lademacher, Geschichte der Niederlande, s. 211.

[67] Ibidem, s. 213.

[68] A.T. van Deursen, „The Dutch Republic”, In: J.C.H. Bloom, E. Lamberts, History of the Low Countries, Berghahn Books NY/Oxford 2006, s. 201.

[69] Vide: S. Nadler, Spinoza, PIW Warszawa 2002.

[70] P.F. State, A brief  history of the Netherlands, s. 106.

[71] Lub Bijnkershoek

[72] S.E. Nehlik, Narodziny nowożytnej dyplomacji, Ossolineum Wrocław 1971, s. 24.

[73] P.F. State, A brief  history of the Netherlands, s. 23.

[74] A.T. van Deursen, „The Dutch Republic”, In: J.C.H. Bloom, E. Lamberts, History of the Low Countries, Berghahn Books NY/Oxford 2006, s. 209.

[75] Vide: V. Cronin, Katarzyna – imperatorowa Wszechrosji, Wydawnictwo Da Capo Warszawa 2000.

[76] C.R. Boxer, Morskie Imperium Holandii, s. 206.

[77] Vide: J.C. van Laur, Indonesian Trade and Society, The Hague 1995, cyt. za: C.R. Boxer, Morskie imperium Holandii

[78] Jan Balicki stwierdzał, że holenderscy romantycy sugerując, że peruki oznaczały zepsucie i upadek, zapominali,  że elity krajów odnoszących w XVIII wieku sukcesy, jak Wielka Brytania czy Prusy, również nosiły peruki, vide: J. Balicki, M. Bogucka, Historia Holandii

[79] C.R. Boxer, Morskie Imperium Holandii, s. 276.

[80] P.F. State, A brief  history of the Netherlands, s. 107.

[81] Choć nie wydaje się by korupcja szkodziła istnieniu Kompanii, vide: C.R. Boxer, Morskie imperium Holandii, s. 211. Przynajmniej obyło się w tym kraju bez wielkich procesów jak szefa brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Warrena Hastings, po którym zarząd nad firma przejęło państwo.

[82] P.F. State, A brief  history of the Netherlands, s. 104.

[83] J. Balicki, M. Bogucka, Historia Holandii, s. 193.

[84] J. Huizinga, Kultura XVII-wiecznej Holandii, TAiWPN Universitas Kraków 2008, s. 182-201.

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne wpisy

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here