• niedziela, 19 listopada 2017 r.

Samospalenie

29 października 2017. W ostatnich wiadomościach polsatu dowiadujemy się, że Piotr S. zmarł w szpitalu. Dokonał samospalenia 19 października w Warszawie na Placu Defilad, pozostawiając za sobą manifest, w którym krytykuje obecną władzę rządzącą Polską i nie zgadza się na niszczenie demokracji. Nie był to pierwszy taki akt w historii. Może jednak budzić zdziwienie, że tak drastyczny uczynek został dokonany w Europie, w XXI wieku, tak jakby zabrakło narzędzi do dyskusji, a demokracja przestała istnieć, pozostawiając ludziom już tylko dramatycznych gestów sprzeciwu, jakie stosuje się wobec władzy totalitarnej. 19 października zwykły obywatel rzuca wyzwanie systemowi, który powolnie wkradł się do naszego państwa i zaprzeczył demokratycznym strukturom rządzenia.
Zaczynając od buddyjskich mnichów demonstrujących w Indiach, Tybecie, poprzez Ryszarda Siwca, który spalił się w 1968 protestując przeciwko reżimowej polityce komunistycznego rządu – ten dramatyczny gest ma wstrząsnąć tak samo społeczeństwem jak i rządzącymi. Władza boi się tak mocnych działań, oznaczają one bowiem wolność myśli i idei, bez względu na koszty samego człowieka. Samospalenie w imię idei jawi się jako niezależność, gdzie nawet śmierć nie ogranicza tego, w co człowiek wierzy i za co człowiek umiera. Takiej właśnie wolności boi się każda władza, przed taką niezależnością drży każda tyrania.
Samospalenie ma jeszcze jeden wymiar: nie pozwala przejść nam obojętnie nad tym zdarzeniem. Człowiek poświęcił swoje życie. Skazując się na okrutną śmierć głośniej niż nie jeden wykrzyczany manifest uświadamia nam wszystkim swoje idee, sprzeciw. Na samospalenie nie można pozostać obojętnym zadaje ono bowiem gwałt naszemu zdrowemu rozsądkowi. Już narażenie życia w imię wyższych wartości może wydać się nam drastyczne. Samospalenie ma charakter bezkompromisowy, tutaj nic nie można negocjować, odwołać, wszystko w sposób ostateczny zostaje postawione na szali śmierci i życia.
W tym geście samospalenia jest również głęboka etyka. Człowiek dokonujący tego aktu nikogo wraz ze sobą nie zabija, nikogo nie rani, nie torturuje. Samotna ofiara, w imię przekazania innym wartości, samotne cierpienie, w imię tego, by oszczędzić tego cierpienia innym ludziom. Heroizm odebrania sobie i tylko sobie życia, tak by dać odpór złu, wskazać na inną drogę.
O samospaleniu nie można milczeć, o czym władza doskonale wie. Pozostaje ono w świadkach, w społeczeństwie, jako wyzwanie do wolności. W tym geście rozpoczyna się debata wśród tych, którzy doświadczyli tego zdarzenia. Z cierpienia umierającego człowieka wyrasta opór tych dla których było to cierpienie. A przynajmniej tak bywało w dziejach. Śmierć bohaterska zmuszała do podjęcia sprzeciwu jaki umierający zaczął. Zmuszała do refleksji tych, którzy wcześniej nie zajmowali się problemem, nie uświadamiali sobie skali nieszczęścia (tak jak w przypadku samospalenia mnichów tybetańskich, pobudzających opinię publiczną zachodu do oporu wobec władz chińskich).
Wydarzania z 19 października przyniosły jednak dziwną reakcję. Po pierwsze politycy zbyli milczeniem tragedie. Milczenie przedstawicieli partii rządzącej jest oczywiście bardzo dobrą strategią, zwłaszcza, że Piotr S. wyraźnie w swym manifeście zaznaczył, że to oni mają jego krew na rękach. Zatarcie faktów, przemilczenie tego, co niewygodne, wymazanie z publicznej świadomości; stanowi manipulację pozwalającą nadal utrzymywać, że wszystko w państwie zmierza we właściwym kierunku. Jednakże milczenie opozycji dziwi, umierając Piotr S. zostawił po sobie spuściznę polityczną i społeczną, która winna być wykorzystana, powinna być podjęta debata nad jego sprzeciwem. Tak samo dziwią głosy spychające czyn Piotra S. w niepoczytalność psychiczną. Tak jakby człowiek nie mógł decyzji drastycznego działania podjąć świadomie. Tak jakby słowa pozostawione po sobie, nie stanowiły klarownego przesłania z jaką rzeczywistością Piotr S. walczył i na jakie polityczne sabotaże partii rządzącej się nie zgadzał.
To, czego dokonał Piotr S. jest przede wszystkim działaniem dla nas, dla społeczeństwa, jest wielkim wołaniem o to by się przebudzić, by zacząć działać. Walka o prawa kobiet, czarne marsze, parasolki, walka o Trybunał Konstytucyjny, niezawisłe sądownictwo, łańcuch światła, jakim obywatele i obywatelki opletli sądy w całym kraju w lipcu walcząc o demokrację – to wszystko za mało. Społeczeństwo obywatelskie to nie tylko walka o demokrację gdy się ją nam zabiera, ale to uczenie demokracji gdy nic jej nie zagraża, to szacunek do prawa i konstytucji, szacunek wobec autonomii i wolności drugiego człowieka.
30 października obywatelki i obywatele Krakowa wyszli na Rynek Krakowski, w miejsce upamiętniające innego heroicznego człowieka Walentego Badylaka. Walenty Badylak dokonał samospalenia w 1980 roku protestującego przeciwko zakłamywaniu historii i zakłamanej polityki ówczesnego polskiego rządu. W tym symbolicznym miejscu, w ciszy, został upamiętniony czyn Piotra S. Stojąc dookoła miejsca poświęconego czynowi Badylaka, ludzie oddali hołd człowiekowi, który odważył się tak radykalnie zaprotestować, tak głośno i wyraźnie powiedzieć o złu łamania prawa, nieprzestrzegania praw demokratycznego państwa, oraz pogardzie względem praw człowieka. Piotr S. nie był szalony, nie był słaby, nie był przestępcą, ani nawet, jak sam o sobie napisał, nie był szarym obywatelem. Był człowiekiem świadomym. Świadomym tego, jak bardzo łatwo utracić wolność, jak niepostrzeżenie można się poddać i jak bardzo trudno potem te błędy naprawić.

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *