Kamienne serca i chore dusze Polaków. Bierzyński, Hańderek, Dominiczak

W przeprowadzonym niedawno badaniu postaw wykazano, że im bardziej wierzący i praktykujący są polscy katolicy, tym bardziej kamienne są ich serca i chore są ich dusze. Wcale nas to nie dziwi, jednak nie mamy pewności, czy nie dotyczy również przeciwnego bieguna ideologicznego spektrum, gdyż badaniem nie objęto ateistów, a w Polsce wszyscy są mniej lub bardziej pod wpływem katolickiego kultu cierpienia i kościelnej “niemoralności”. Do krytycznej autorefleksji zachęcamy wszystkich, ale najbardziej ateistów właśnie, bo ateizm – jeśli ma być wartościowy – musi odrzucać nie tylko wiarę w boga, ale również, a może przede wszystkim, wiarę w boży – nieludzki “porządek”. Inaczej nasze serca będą równie kamienne a nasze dusze/sumienia równie chore jak większości Polaków.

O autorze wpisu:

2 Odpowiedzi na “Kamienne serca i chore dusze Polaków. Bierzyński, Hańderek, Dominiczak”

  1. Racjonalizm też jest fenomenem kulturowym rozprzestrzeniającym się nie poprzez indywidulaną siłę intelektu ludzi nim zarażonych a przez przyjmowanie „dogmatów” w procesie społecznym. Ten proces jest więc analogiczny na poziomie kultury z procesem religijnym.
    Racjonalizm współczesny, nowoczesny fałszywie opisuje rzeczywistość jeśli redukuje ją do esencjalizmu. Tym samym narzędziem racjonalistycznego redukowania posługują się w nowożytnym świecie niemal wszyscy. Nacjonalizm jest więc nowoczesną koncepcją redukowania społecznych relacji do uproszczonych ram „cech narodowych” Tym samym próba rozsupłania „duszy Polaka” jest skazana na porażkę.
    W kontekście tego kryzysu szczególnie co mnie zaintrygowało to jest zbiorowe wyparcie się (wszystkich niemal stron, również liberalnej) pamięci o wojnie w Iraku i Afganistanie. Społeczeństwo w Polsce zupełnie nie potrafi powiązać 20 letniej wojny ze skutkiem społecznym jaki ona przyniosła na społecznościach krajów regionu.
    Odnośnie „wstawania o 10” dodam że guru i kaznodzieja internetowego faszyzmu czyli Jordan Peterson, zrobił z praktycznych rytuałów swoją religię.

  2. Wydaje mi się, że pewnemu procentowi ludzi wrażliwych jest bardzo obce łączenie się z jakimikolwiek ruchami, organizacjami, czy instytucjami o jakimś konkretnym „programie” światopoglądowym. Takie angażowanie się zawsze w końcu wymaga odłożenia na półkę własnego sumienia i podejścia do każdej sytuacji. Są ludzie, którym takie delegowanie decyzji zdecydowanie nie odpowiada. Wolą być osamotnieni, niż czuć się hipokrytami. Z drugiej strony, osoba indywidualna niewiele może zdziałać, ale może na przykład wspomagać jakieś konkretne inicjatywy, bez sięgania po legitymację organizacyjną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.