Wdowi grosz

 

Dawać i brać.

 

1.2 Wdowi grosz

 

Nowy Testament ustami literackiego Jezusa wnosi swój wkład do kwantytatywnego konstytuowania etyki w dwóch ważnych miejscach ewangelii synoptycznych:

I usiadł on naprzeciw skarbonek na datki i przyglądał się jak ludzie wrzucali pieniądze.Wielu bogatych wrzucało dużo. I przyszła biedna wdowa i wrzuciła dwie lepry, tyle co jeden quadrans. Przywołał on wtedy swoich uczniów i powiedział im: „Amen, powiadam wam: Ta biedna wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni którzy wrzucali do skarbonki. Wszyscy oni dawali ze swojego bogactwa ale ona dała ze swojej biedy, dała wszystko co miała, jej całe utrzymanie”172

Ta wdowa w porównaniu z wszystkimi innymi ofiarowała więcej, πλετσν. Dała ona wszystko, πάντα, co miała na życie. I to ma być więcej niż to co wrzuciło wielu, πλούσιοι, bogatych. Stosunek ten, dla porównania, przedstawia się następująco:

ofiara w wys. 2% od € 1.000 dochodów = € 20, jest więcej niż

ofiara w wys. 2% od € 100.000 dochodów = € 2.000


 


wdowi

 



Co jest sto razy mniej nie może być więcej. Dlatego utarta hermeneutyczna interpretacja tego stosunku jest metaforyczna. Przekręca dosłowny sens „więcej”w jego przeciwieństwo, „mniej” ukazuje jako więcej. Stosując proporcjonalne myślenie, sumę mniejszą przedstawia jako moralnie wartą więcej.

 

Drobna ofiara biednych ma być więcej warta niż wielkie datki bogatych, żeby biednemu nie przyszło czasem do głowy; on jest za biedny, ta skarbonka nie jest wystawiona z myślą o nim.

Skarbonka ta jest również wystawiona właśnie dla niego, według jego możliwości. Nie może on czuć się zwolniony od obowiązku ofiary.

Gdy drobniejsza suma biednych jest moralnie więcej warta od większych sum bogatych, nieuniknione jest większym sumom nadawać mniejszą moralną wartość, ale oczywiście tak, żeby nie ucierpiało na tym inkaso. Skoro więc moralnie mniej wartościowe jest mile widziane, po co to różnicowanie?

Ponieważ nigdy nie jest dość. Obojętne ile zechce ktoś ofiarować, religijnie jest to zawsze za mało, wszystko! jest wzorem do naśladowania. Z czego ta biedna wdowa miała później żyć gdy oddała wszystko całe swoje całe utrzymanie, nie pozostawiając nic dla siebie, to nie interesuje ani figury Jezusa ani jego apostołów, a już wcale użytkowników i profitentów świątyń, kasjerów religii.

 

Komu służą te ofiary nie jest warte wspomnienia, znikają one w γαζοφυλακεῖον. Przy inkaso przez profesjonalny, religijny business, ustalenie rzeczywistego odbiorcy jest zagmatwane. Bóg nie może nim być, czy może mamy założyć że on również potrzebuje pieniędzy?

 

Mimo tego egzegeci wypowiadają się, wbrew tekstom biblijnym, że biedna wdowa „dla sprawy boskiej odda wszystko”,173 że przy jej ofierze „chodziło jej o zawierzenie Bogu miłości do niego”.174 „Bóg potrafi z najdrobniejszego datku stworzyć wielkie dobrodziejstwo.”175

 

Widocznie niektórzy teolodzy nie odróżniają interesu religijnego i Boga jako różne istoty, plączą doczesne kasowanie z wiecznością, wykazanie tej różnicy nie uważają za szczególnie ważne. Sumienni tłumacze nazywają te skarbonki wprost „skarbonkami Boga,”176 tak jakby to Bóg trzymał wyciągniętą rękę. „Bóg kocha radosnego dawcę.”177

 

Jak można wpaść na myśl, że zbieranie pieniędzy miałoby mieć coś wspólnego z Bogiem? Dlaczego nazywa się inkaso przez ludzi dla Boga, chociaż nie przedstawia się dowodów wpłaty z podpisem odbiorcy. W sposób jawny religia stworzyła z oszustwa wzorzec, moralny przykład, etyczną maksymę.

 

Czy można kazać dawcy dociekać wzdłuż i wszerz skomplikowane powiązania między, „dla Boga”, „na terror”, „dla głodnych”, „dla korupcji”, zanim on da? Tego chciałoby się mu chętnie zaostrzędzić. I znowu etyka przychodzi z pomocą, określa datek jako dobry dlatego że jest datkiem, nie dlatego że służy temu czy tamtemu.

 

Jak prawie zawsze przy zbiórkach pieniędzy, pozostaje w ciemności na co dokładnie, precyzyjnie, ściśle, została ona przeznaczona. Uchodzi za niepożądane przedłożenie bez pytania otwartego, poprawnego, buchalteryjnego rozliczenia. Dowodów jak dalece cel datków został osiągnięty a więc dalsze datki nie są już konieczne albo cel nie został jeszcze osiągnięty, ile brakuje żeby można go było odhaczyć jako załatwiony.

 

Tego rodzaju drobnostki nie tylko utrudniają wydawanie obcych pieniędzy, one utrudniają kasować jeszcze więcej. Cel zbiórki w rzeczywistości nigdy nie może zostać w pełni osiągnięty. To byłoby równoznaczne z zakręceniem kurka z pieniędzmi.

 

Moralności po stronie dawcy nie stoi nic naprzeciw po stronie biorcy. Również ocena jego zachowania nie jest konieczna. Nie ma żadnego zainteresowania moralnością biorcy. W stosunku między dawcą i biorcą zadowala się stroną dawcy, moralną ocenę ogranicza do dawcy. Biorcę od samego początku uwalnia się od moralnej oceny, pomija jego odpowiedzialność, chociaż bez dawcy nie mógłby on istnieć.

 

Moralna wartość dawania musi być ujęta w relacji między dawcą i biorcą. Gdy nie budzi zainteresowania co biorca robi z datkiem, dawca nie ma na to żadnego wpływu, dawać bardziej błogosławione niż brać,178 niezrozumiałe jest dlaczego datki mają być moralnie dobre. Dawstwo dopiero wtedy uzyskuje moralną wartość gdy ofiarodawca ma wgląd do konta, możliwość sprawdzenia wydatku zgodnie z przeznaczeniem, musi wiedzieć czy zaradzono temu brakowi który służył jako uzasadnienie zbiórki.

 

Przyjmujący ujawnia się jako byt, wyłącznie siłą dawcy. Etyka ignorująca biorcę i nacelowana tylko na dawcę, zrównuje datek który ktoś otrzymuje z datkiem którego nikt nie otrzyma, który został wyrzucony w błoto. Aczkolwiek jest tak duże zainteresowanie zbiórkami pieniędzy.

 

Wdowa była biedna, bardzo biedna, πενιχρός,179 świątynia była bogata, nader bogata.180

Prześcigano się wręcz w chełpieniu się jej bogactwem. Opierało się ono na biedzie wdowy. Skoro świątynia bogata dlaczego nie da ona wdowie tylko ona jej? Czy zdroworozsądkowo nie powinno być odwrotnie?

 

Nie. Ponieważ właśnie wdowa jako biedna daje bogatej organizacji, i to wszystko, zostaje określona religijnie jako wzór. Jako paradygmat i ideał zachowania wierzącego. Perykopa ta jest przykładem obyczajowego zepsucia i uzasadnieniem dla utrzymania biedy.

 

Przykładem tym podążają organizacje religijne i Kościoły. Zawsze są one bogatsze od tych którzy dają im datki. Mniej bogaty jest biedny. Gdy biedny daje bogatym i jest to wzorowe, wkraczamy w centrum religijnych wartości.

 

Ma to służyć jako przykład że to nie bogaty daje trochę biednemu, tylko biedny daje bogatemu wszystko, bezczelnie policzkując moralne odczucie, potwierdzając bezwartościowość religijnej moralności, jest to degrado morale.

 

Biorca podkreśla wprawdzie znikomość ofiary, lecz jego chciwe, pekuniarne żądanie nawet najdrobniejszej ofiary, nie odpuszczenie w żadnym razie nawet drobnej 0,00… sumy, objawia totalitarność religijnego inkaso, któremu współmierność i zachowanie proporcji są zupełnie obce.

 

Gdyby można było oczekiwać przyzwoitości, grosz tej biednej wdowy byłby wielokrotnie wynagrodzony, kasjerzy świątyni niezwłocznie dołożyliby jej jeszcze bonus. Ale w ten sposób religia byłaby absolutnie błędnie zrozumiana. Religijny business nie może się wstydzić nawet najbiedniejszemu zabrać ostatnie. Miałby on mieć śmiałość bezprawnie wtargnąć w jej przez Boga chciany los?

 

Ta nieprzyzwoitość we wdowim groszu zobowiązana żydoskiej tradycji, przejęta bez zmian w ewangeliach i tam przedstawiona jako jezusowa, stała się również fundamentem nowej religii. Jest ona powiązana z wyobrażeniem że religijny establishment ma proporcjonalne prawo do wytworzonych dóbr wypracowanych przez innych.

 

Kwantytatywne myślenie religii, mieć swój udział w bogaceniu, wykazuje swoją amoralność nie tylko w swym w dużej mierze pasożytniczym charakterze lecz przede wszystkim w tym, że nie odgrywa żadnej roli w jaki sposób dobra te zostały wypracowane.

 

Właściciele burdeli płacą więcej podatku kościelnego od odbiorców pomocy socjalnej. Producenci broni masowego rażenia płacą więcej podatku kościelnego niż gdyby piekli bułki. Państwo które prowadzi wojnę daje religii jeszcze większe dochody.

Kościół zarabia na początek na tych którzy produkują bomby. Później na tych którzy te bomby konserwują, magazynują, utrzymują w gotowości. Później na tych którzy te bomby efektywnie zrzucą i na tych którzy wydali rozkaz zrzutu. Na ofiarach zarabia również. Te, o ile jeszcze pozostaną przy życiu, potrzebują duchowej i psychologicznej pomocy, prawdziwej pomocy. Nabożeństwa dziękczynne, obojętne czy wojna się właśnie rozpoczęła czy też zakończyła, przynoszą dalsze dochody.

 

Proporcjonalno – kwantytatywna etyka religijna sięga do bezdennej głębi duchowej nieobyczajności, tam gdzie nie wnika nawet cień jakiejkolwiek moralności. Jednak, dlatego i mimo tego, są to podstawy religii.

 

Gdyby w religii istniały etyczne zasady rozróżniające dobro od zła, będące bazą do wynoszenia wysokiego poziomu jej moralności, wspólnoty religijne werbowałyby oprocentowanym zwrotem składek biednych zamiast dokładać je do swojego bogactwa.

Ale przede wszystkim odmawiałyby przyjmowania datków kryminalnego pochodzenia.

Gdzie są, poddające w wątpliwość etycznej wartości, ostrzeżenia na koszykach do kolekty: żadnych datków pochodzących z rabunku, handlu narkotykami, oszustw? Gdzie i kiedy religie zobowiązały się do uczciwego postępowania w relacjach finansowych, gwarancji że datki nie są praniem pieniędzy?181 Kiedy interesowały się religie legalnym pochodzeniem ofiarowanych pieniędzy? Nie ma nawet woli postawienia wymogu, ofiarowywane pieniądze muszą być moralnie nienagannego pochodzenia. Rabusie bankowi, mordercy rabunkowi, handlarze narkotyków, przekazują testamentarycznie swoje majątki instytucjom religijnym. Pablo Escobar (1949-1993), tygodniowa kwota morderstw w pewnych okresach dochodząca do 20, ofiarował religijnej instytucji wysokie sumy, tak jak on sam był mocno wierzący, pochodzące bezpośrednio i całkiem otwarcie z handlu narkotykami i morderstw. „Etyka religijna” będąca tylko innym wyrażeniem „”amoralności”, często nie jest tak łatwa do odróżnienia od kryminalności.

 

Ale dialektyka, nigdy nie popadająca w zakłopotanie, natychmiast zna wyjście. Czy Bóg nie może zrodzić dobra ze zła poprzez, chciałoby się wyrazić sakramentalnie, głębię jego tajemnicy? Dokonać metamorfozy zła w dobro żeby wykazać swoją dobroć? Jeżeli jednak zło przechodzi transsubstancjację w dobro zanika różnica między nimi, zawsze tak mocno podnoszona jako fundament etyki i moralności.

 

I mimo tego ten Bóg który przemienia zło w dobro, ma karać tego złoczyńcę i to wiecznymi mękami za to, że ten tylko dostarcza surowca z którego Wszechmocny tworzy swoje dobro.

W swej prymitywności jest etyka religijna trudna do pobicia, jak też i swej perfidii. Ona chce także pieniądze od złego.

 

To absolutne rozdzielenie moralności dawcy i biorcy ma na celu wykluczyć, żeby dawca wpadł na pomysł zbilansować to co on da z tym co biorca już ma. To mogłoby wpędzić datki w negatywne kwoty, biorca w porównaniu z dawcą byłby moralnie zobowiązany dać zamiast wziąć.

 

Według zasad pomocy socjalnej prawo do pomocy powstaje dopiero wtedy gdy biorca nie posiada już żadnego majątku, niczego co można przeliczyć na pieniądze i odjąć od zasiłku. To przeliczenie uważa się za główny filar sprawiedliwości, posiadającym dać jeszcze więcej, jest ewidentnym dowodem niesprawiedliwości.

 

Przechodząc z poziomu indywidualnego na poziom solidarności międzynarodowej, wszystko to, jak zawsze gdy przenosi się coś na poziom wyższy, przemienienia się trywialnie w jego przeciwieństwo. Tam wszystko co biorca posiada musi wpierw zostać zabezpieczone, w pełni zachowane, dawca dokłada do posiadanego.

 

Stan posiadania biorcy nie powinien dawcy interesować, jego znajomość tylko by go speszyła, wprowadziła w błąd, możliwe nawet że zrezygnowałby on z daru lub go zmnieszył.

 

Moralność zbiórek pieniędzy musi umożliwić etykę globalnej korupcji, to w każdym razie, ale również etykę nuklearnego odstraszania. Pomoc rozwojowa nie może być ot tak sobie przeliczana uwzględniając broń,183 narkotyki,184 bomby atomowe, diamenty, złoto, o ropie naftowej nie mówiąc. W żadnym wypadku nie wolno pomniejszyć posiadanego sprzętu do zabijania, uzależnić wysokość pomocy od zawartości arsenałów broni.

 

Z całkowitą słusznością można oczekiwać że każdy ofiarodawca kierowany względami moralnymi pomoże niezawinionym ofiarom klęsk żywiołowych. Ale nie można oczekiwać że jakieś państwo185 rozważy chociażby jedynie we śnie, pomniejszyć swoje nuklearne bogactwo o jedną zawszoną rupię na rzecz ofiar klęski żywiołowej własnej ludności. W ten sposób solidarność byłaby zupełnie fałszywie zrozumiana.

 

Częścią składową, nienaruszalną ingrediencją etyki międzynarodowej solidarności, w swej dialektyce jeszcze nie w pełni ujętej, pośród wielu innych wynaturzeń jest bez wątpienia etyka atomowego zagrożenia. Jej rozmiar bez pomocy rozwojowej nie byłby możliwy.

 

 

W porównaniu z groszem biednej wdowy która oddała wszystko, moralność współczesnego dawcy nie jest nigdy zadowalająca. Mimo że oddał on olbrzymie sumy rzędu wielkości niewyobrażalnego w codziennym życiu tych którzy muszą dawać, zobowiązany jest on nadal i ustawicznie płacić. Za to jest on jeszcze besztany, ganiony, ciągle otrzymujący niedostateczny w cenzurce, przez wszystkie instancje światowego sumienia; ONZ, religie, Organizacje Pieniędzy Innych. Za wiecznie niewystarczająco, za za mało, przymuszany do więcej, coraz więcej, bo nie osiągnięto oczekiwanego poziomu, bo nie dał dość, a to co dał to nie jest wszystko. A nawet gdyby dał wszystko to też by nie wystarczyło.

 

I tak utrwala się etyczna hierarchia, biorca ciągle na górze, dawca na dole. Uparty i zatwardziały, w swej krąbności nie chce podążać wzorem biednej wdowy, sytuuje się ciągle poniżej jej poziomu. Etyka religijna, wyraźna dopiero poprzez pieniądz w jej ekumenicznej szerokości, wysokości i głębi, musi udanie moralność altruistycznego dawcy a priori obniżyć jako niewystarczającą i zasadniczo niezadowalającą. Po to żeby uzasadnić nieskończone coraz więcej i po wsze czasy.

 

Tłumaczył z niemieckiego Kurt Meier

 

172Mk 12, 41-44, por. Łk. 21, 1-4. Z powodu wielu dewaluacji, inflacji, reform walutowych, podatków, trudno dokładnie przeliczyć ile wynosiła wartość λεπτὰ δύο, κοδράντης w przeliczeniu na € lub $. W dużym przybliżeniu mogła to być setna część eurocenta.

173Jeremias, Joachim; Neutestamentliche Theologie, Erster Teil. Die Verkündigung Jesu. Berlin 1971, 215.

174Reuber, Edgar; Handbuch zum Markus-Evangelium. Eine Grundlegung für Studium und Beruf für Theologen und Religionspädagogen. Berlin 2007, 186.

175 Fischer, Karl Martin; Das Urchristentum. Berlin 1985 ((Kirchengeschichte in Einzeldarstellungen;I/1), 120.

176 Typowe w średniowieczu określenie kościelnych skrzynek na datki. Za kradzież z tych skrzynek karano typową dla religii karą śmierci. Deutsches Rechtsworterbuch (DRW),

http://www.rzuser.uni-heidelberg.de/~cd2/drw/e/go/ttka/sten/gottkasten.htm.

177 2 Kor 9,7

178 Dz. Ap. 20, 35

179 Słowo to występuje w NT tylko w Łk. 21, 2

180 [….] z biegiem czasu świątynia zebrała olbrzymie skarby…[..] Bogactwo to było tym bardziej uderzające że Palestyna nie była bogata w bogactwa naturalne i jej własna produkcja ledwie wystarczała dla zaspokojenia potrzeb jej ludności.” Umwelt des Urchristentums. Hg. v. JOHANNES LEIPOLDT u. WALTER GRUNDMANN. Bd. I: Darstellung des neutestamentlichen Zeitalters. Berlin 41975, 182. JEREMIAS, JOACHIM: Jerusalem zur Zeit Jesu. Berlin3 1963. ROSIK, MARIUSZ: Der Tempel von Jerusalem zur Zeit Jesu. Jestetten 2008.

181 Zgodnie ze szwajcarską ustawą o praniu pieniędzy (Geldwäschereigesetz) puktami zaczepienia do podejrzenia o pranie pieniędzy są m.in.”A11 realizacja dużych sum pieniędzy przy pomocy czeku, łącznie z Travellechecks”; „A27 Wpłaty gotówkowe dużej ilości osób na pojedyncze konto.” „A30 Wypłata walorów wkrótce po ich wpłaceniu na konto (Durchlaufkonto)” THELESKLAF, DANIEL u.a.: GwG. Geldwaschereigesetz. Kommentar zu GwG, StGB(Auszug), GwV-FINMA 1 und VSB 08 jak również odpowiednie Zarządzenia i teksty ONZ, Rady Europy, EU, FATF, Basler Ausschuss und Wolfsberg-Gruppe. Zurich 2 2009, 193ff. Na szczególną uwagę zasługuje punkt podejrzenia A25: „Częsty przekaz większym sum z- i do krajów produkujących narkotyki” Płatności do Afganistanu, w szczególności miliardowe sumy międzynarodowych organizacji, są w każdym razie punktami zaczepia do podejrzenia o pranie pieniędzy. Organizacje kościelne zbierające pieniądze przekazują duże sumy pieniędzy do krajów produkujących narkotyki. Wg A27 każda zbiórka pieniędzy na jedno wskazane konto na które ma wpłacać duża liczba osób jest punktem zaczepienia do podejrzenia o pranie pieniędzy. W dalszej części, pranie pieniędzy jest zawsze powiązane z finansowaniem terroryzmu.

182 W ostatnich 50 latach wpompowano w kraje Afryki co najmniej 2 biliony US-$, wg innych szacunków 6 bilionów – rzekomo dokładnie nie wiadomo. Odpowiednio do tego spadał systematycznie wzrost gospodarczy. W 1960 poniżej minimum socjalnego żyło 10%, dzisiaj 70%. Wszędzie na świecie dochód wzrósł, w Afryce zmalał. Udział w światowym handlu o połowę mniejszy niż w 1960. W czasach kolonialnych większość żyła lepiej, zdecydowana większość znacznie lepiej – MOYO, DAMBISA: Dead Aid. Why Aid is Not Working and How there is a Better Way for Africa. New York 2009 – Duża część tych „pieniędzy pomocy rozwojowej“ wylądowała z powrotem na prywatnych kontach bankowych poza Afryką, na których międzyczasie setki milionów dolarów potrzebujących Afrykańczyków zostało zablokowanych, żeby je oddać z powrotem oszukanym „narodom”. – Pomoc rozwojowa jest nie tylko bezpośrednio odpowiedzialna za międzynarodowy terror. Pozwala ona również utrzymać głód przy życiu, pomóc utrzymać biedę gdy trochę zmaleje, i zabezpieczyć nigdy niekończące się zaopatrzenie w broń, amunicję, we wszystko co jest potrzebne do wojen domowych i masowych morderstw ludności.

183 Dalszym przykładem jest Gaza. Bogactwo podarowanych tam pieniędzy na głowę, bije wszelkie rekordy. Nawet żebracy mają tam tyle pieniędzy że bez trudu mogą nabyć broń, jaką sobie tylko nowoczesny terrorysta życzy. Mogą sobie pozwolić na kupno tysięcy rakiet za pomocą których przynoszą śmierć swego bliźniego lub co najmniej jego dom zrównują z ziemią z czego są bardzo dumni. Gdy ewentualnie jeszcze czegoś brakuje, to międzynarodowa solidarność temu zaradza. Agitprop, już niemal kanoniczna nagonka na państwo Izrael, dbają o to żeby ta pomoc nie wygasła przedwcześnie.

184 Największy światowy producent narkotyków – Afganistan, mniej więcej 95% światowej produkcji opium, również nr 1 w produkcji haszyszu, walczący twardo z Somalią o tytuł nabardziej skorumpowanego kraju na świecie, nagrodzony za to rekordowymi sumami pomocy rozwojowej. W 2007 podarowano dodatkowo do tego bajońskie sumy zadłużenia czego domagał się ten super-producent narkotyków, jednego z najbardziej dochodowych interesów jakie dziś istnieją. Umożono tak po prostu 2,7 miliardów długów, prawie 100 000 US$ na głowę.

185 Wg danych liczba ofiar powodzi z 2010 w Pakistanie wynosiła 20 mln, zabitych 1500. Potrzeba pomocy zagranicznej Pakistanu czyli nie ofiar katastrofy, oszacowano na 460 mln dolarów. Daje to nie mniej niż

23 mln US$ na głowę ofiar katastrofy, po to żeby nuklearne bogactwo nie zostało nadwątlone. Datki miały być jednoznacznie oznaczone „dla Pakistanu”, żeby uniknąć pomyłki z ofiarami katastrofy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Avatar
O autorze wpisu:

Dr Christoph Zimmer (CH) zajmuje się filozofią języka. Wiele jego prac poświęconych jest krytycznej analizie tekstów biblijnych i teologicznych.

  1. Ponieważ zarówno autor, jak i tłumacz tekstu to postacie fikcyjne, napiszę bez zbędnych eufemizmów:
    – tekst bardzo płytki, egzegeza infantylna, całość naznaczona antyklerykalnymi fobiami
    – tłumaczenie nieudolne, brzydkie stylistycznie i niedbałe (to jest lekceważenie czytelnika)

    W ewangeliach Jezus dość mówi dużo o pieniądzach i bogactwie, ale całe przesłanie jest spójne i konsekwentne: nie bądź materialistą, nie bądź uzależniony od pieniędzy (dóbr materialnych) – bądź człowiekiem wolnym.
    To jest bardzo zdrowe humanistyczne przesłanie. Ponadczasowe.
    Autor tekstu niczego nie zrozumiał z ewangelii.

    1. Naprawdę sądzisz, że Jezus pochwalając to, że biedaczka pozbawia się swoich skromnych środków na wystawną świątynię propagował dobre podejście do ludzi?

      1. A ty Jacku naprawdę sądzisz, jakoby ten fragment pochwalał to, że biedaczka pozbawia się swoich skromnych środków?
        .
        Jezus nie pochwala tego, a jedynie stwierdza, że wdowa dała więcej niż bogacze.
        Jezus niespecjalnie dbał o świątynie – pamiętaj, że został zabity za bluźnierstwo właśnie przeciwko świątyni. Obraził uczucia religijne żydów zapowiadając, że świątynia zostanie zburzona.

          1. Nie dla czynu, tylko dla postawy.
            Jezus był żydowskim kaznodzieją, jego wypowiedzi to są kazania, a te charakteryzowały się przerysowaniami. Wdowi grosz, wyłup oko i odetnij rękę, miej w nienawiści ojca i matkę… To wszystko są typowe dla tego gatunku przesadnie.
            W innym miejscu mówi komuś „sprzedaj wszystko co masz i rozdaj”, a chwilę potem chwali bogacza, który deklaruje, że odda ubogim połowę majątku.
            .
            Ja wiem że dla celów negatywnej propagandy antyreligijnej taka interpretacja jest nieprzydatna, ale ma tą zaletę, że tylko ona jest racjonalna.

        1. „że został zabity (J) za bluźnierstwo”. J to postac literacka, i nie został zabity za bluznierstwo tylko za męską pedofilie. Zydzi go kochali, do czasu kiedy im nie podpadł własnie z pedofilią. W trzy dni zmienili zdanie. Czy na prawde uważasz, że ktos chciałby smierci za tzw bluznierstwo? Jesli tak, to jestes taki sam jak te żydowskie pisiaki ktorzy karzą za bluznierstwa (naprute zioła i olejki). Strach pomyslec gdybym powiedział, ze „Swiątynia Opacznosci” powinna by zburzona, albo conajmniej przeniesiona. Kara smierci na pewno.

          1. @Lucyan: „Czy na prawde uważasz, że ktos chciałby smierci za tzw bluznierstwo?”
            .
            A ty uważasz że nie? To się ośmieszasz.
            To że w przeszłości byli (i obecnie również są) ludzie którzy chcieliby śmierci za bluźnierstwo jest faktem.
            Twoje uważanie (a raczej nieuważanie na historii) tego faktu nie zmieni.

    2. W ewangeliach Jezus dość mówi dużo o pieniądzach i bogactwie, ale całe przesłanie jest spójne i konsekwentne: nie bądź materialistą, nie bądź uzależniony od pieniędzy (dóbr materialnych) – bądź człowiekiem wolnym.
      To jest bardzo zdrowe humanistyczne przesłanie. Ponadczasowe. (Tomasz Świątkowski)
      Łzy wzruszenia odebrały mi mowę…
      Prawicie Panie Tomku pewno o tym:
      „Rzekł mu Jezus: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie” (Mt. 19:21)

      Jezusek – wujek dobra rada w teorii był mistrzem.
      Gorzej szło mu z praktyką:

      „Przystapiła do niego niewiasta, mająca alabstrowy słoik bardzo kosztownego olejku i wylała go na głowę jego, gdy spoczywał przy stole. A uczniowie, ujrzawszy to, oburzyli się i mówili: Na cóż ta strata? Przecież można to było sprzedać i rozdać ubogim. A gdy to zauważył Jezus, rzekł im: Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie” (Mt. 26, 7-11)

      I tyle mego komentarza w kwestii Pańskich enuncjacji Panie Tomaszu.

      1. No i niby co z tego komentarza wynika?
        Kobieta która pozbyła się drogocennej rzeczy dała dowód, że nie jest przywiązana do rzeczy materialnych. Co się nie zgadza?

        1. No i niby co z tego komentarza wynika? (Tomasz Świątkowski)
          Pan Świątkowski naprawdę nie pojmuje, czy tylko udaje idiotę?
          Z mojego komentarza wynika jasno, że pan Świątkowski widzi tylko w ewangeliach piękne humanistyczne przesłanie: „nie bądź materialistą”, ale nie dostrzega (nie chce?, nie umie?), że podmiot wygłaszający te szlachetne maksymy, czyli Jezusek, sam się do własnych wytycznych nie stosuje. Co widać wyraźnie w Mt. 26, 7-11.

          Innymi słowy „humanista” Jezusek jest humanistą tylko na cudzy użytek. Sam materializmu i luksusu sobie nie odmawia.
          Jak nazywamy taką postawę? Obłudą? Hipokryzją? Zakłamaniem?

          1. Jakiego luksusu?
            Co Jezusowi przyszło z tego że przez chwile miał stopy umazane olejkiem? (niechby i drogim).
            .
            „Luksusem” który Jezus otrzymał była miłość i wdzięczność.
            Proszę sobie doczytać dialogi towarzyszące tej historii to pani zrozumie – zakładając, że na ma pani ochotę cokolwiek zrozumieć… pani chamowaty i zaczepny styl nie za bardzo na to wskazuje niestety.

          2. @ Tomek Ś: ” pani chamowaty i zaczepny styl nie za bardzo na to wskazuje niestety.”
            ———
            Słusznie. Niech Pan zademonstruje p. Tamarze Pana sztandarowy dowcip o czarnuchach (wyjaśniam p. Tamarze, że jest to komentarz, który dostałem od p. Tomka na ten artykuł):
            http://racjonalista.tv/polska-mantra-codzienna/
            ———–
            @ Tamara.
            Ponieważ nigdy nie usunąłem żadnego komentarza, zapraszam p. Tamarę do przejrzenia, jak wygląda w praktyce nauka p. Tomasza Ś (powyżej). Moim zdaniem jest tyle samo warta co jego ideologia. P.S. Proszę nie liczyć na to, że coś zrozumie. Do niego zawsze należy ostatnie słowo.

          3. Krzysztof Marczak bardzo się kiedyś oburzył się, że wyszydzam rasizm.
            Nie wiem skąd to oburzenie – chyba z faktu że pan Krzysztof jest amerykofilem, a przecież w jego nowej ojczyźnie do dziś żyją czarnoskórzy obywatele, którzy doświadczali apartheidu (przypomnienie tego haniebnego faktu też ściągnęło na mnie niegdyś gniew pana Krzysztofa).
            .
            Ja jednak uważam, że rasizm należy piętnować, bo coraz częstsze haniebne akty takiej nienawiści pojawiają się również w Polsce.
            .
            To jedynie gwoli wyjaśnienia, bo nie mam pojęcia, czemu pan Marczak wstawia temat rasizmu do tego wątku.

  2. „A ty Jacku naprawdę sądzisz, jakoby ten fragment pochwalał to, że biedaczka pozbawia się swoich skromnych środków?
    Jezus nie pochwala tego, (…)”

    Kuźwa, jak nam to z łambony czytali w kóściółku na we wsi, to wszysca myślelim,
    że pochwala…

  3. A tak na powaznie: historyjka o wdowim groszu opisuje żenujący trick biznesowy, zdradzający, że autor był klechą w potrzebie finansowej.
    Znamienite, że Pan Tomasz Świątkowski, jako pierwszy pod tym artykułem wykrzykuje: „to nie moja ręka!”.
    Wyrzuty sumienia?

    1. no i mamy głupkowate insynuacje
      było do przewidzenia
      .
      takim dyskutantom redakcja może do us****ej śmierci pisać regulaminy i pouczać o „błędach szkodzących sztuce dyskusji” – jak krew w piach…

  4. Ja to bym przeniósł tą prostą arytmetykę ofiary w dziedzinę liczb zespolonych, aby uwzględnić ofiarę niematerialną, duchową w formie części urojonej liczby zespolonej. Część urojona jako pierwiastek z liczby ujemnej reprezentuje metafizykę. I tak część urojona ofiary wdowy znacznie przewyższała w wielkości część urojoną mniej bogobojnych bogaczy i o tym mówił Jezus. Jeżeli teraz porównamy dwie ofiary interpretując liczby zespolone jako wektory na płaszczyźnie to moduł wektora ofiary wdowy może być większy niż moduły wektorów ofiar bogaczy. Likwidujemy w ten sposób pozorny paradoks mniejszości interpretowanej jako większość.

    1. 1. Panie Jarku, Pański dowcipny wpis nie powinien być zarazem bałamutny.
      Dobrzański: „Część urojona jako pierwiastek z liczby ujemnej” To jest niezgodne z ogólnie dostępną wiedzą matematyczną, więc żeby nie kuło proszę to poprawić.

      2. Nie uogólniam ale za bardzo ulega pan sugestii NAZWY, a za mało konfrontuje te sugestie z przyrodą . Proszę wsłuchać się kiedyś w odgłos wygaszanego silnika/turbiny, np. na lotnisku. Jest charakterystyczny. Opadający nisko ku dołowi, nagle daje się usłyszeć wyraźną granicę – zmianę – i znów spokojnie opada i w końcu cichnie. To przejście, (czyli granica pomiędzy jednym opadaniem dźwięku a drugim) jest związane ze zjawiskiem tłumienia krytycznego – (kto zna matematykę ma łatwiej zrozumieć istotę tego; pozostałych nakieruję tylko że chodzi o rozwiązywanie równań różniczkowych nieliniowych – a więc tych z gwiazdką (: – w każdym razie rozwiązując takie dziwactwo na pewnym etapie otrzymujemy deltę. Kiedy delta jest równa zeru to mówimy o tłumieniu krytycznym, kiedy dodatnia tłumienie jest nadkrytyczne, kiedy ujemna tłumienie pod krytyczne – Co nie jest ŻADNĄ METAFIZYKĄ LUB JAK KTO WOLI UROJENIEM tylko opisem rzeczywistości (nie mylić z liczbami rzeczywistymi..!) Wszystkie te tłumienia zachodzą w przyrodzie, bywa że nawet są słyszalne. Zjawisko tłumienia nadkrytycznego nie jest ważniejsze lub bardziej rzeczywiste od tłumienia pod krytycznego bo to byłby absurd, tak jakby powiedzieć że f(x)= -x^2+x+1 to funkcja lepsza i rzeczywistsza od swojej koleżanki, również funkcji, f(x)= x^2+x+1 która ma „niestety” deltę ujemną więc miejsca zerowego młodzież matematycznie około gimnazjalna nie oblicza tylko pisze że rozwiązań w zbiorze liczb rzeczywistych brak.

      1. Poprawie żeby nie kłuło; Jest; „żeby nie kuło” a ma być: „żeby nie kłuło”. A teraz kolej na Pana Jarka.

    2. Bez przesady. Wystarczą działania na procentach.
      Scena ewangeliczna wskazuje na to że liczy się ofiarność w relacji do majętności, a nie w liczbach bezwzględnych. Nie chodzi o sumy, tylko o wielkoduszność i szczodrość.
      .
      Wedle ewangelii Jezus utrzymywał się ze wsparcia osób bogatych, a nie ubogich, więc łączenie tej sceny z chciwością kleru jest absurdalne.

  5. „Kto ma księdza w rodzie tego bieda nie ubodzie” – jak mawia od wieków polski pobożny ludek.
    Powszechnie wiadomo, że ci od „nauczania” zawsze byli skorzy do brania, choćby i „wdowiego grosza”

  6. @ Tomek Świątkowski: Proszę sobie doczytać dialogi towarzyszące tej historii to pani zrozumie – zakładając, że na ma pani ochotę cokolwiek zrozumieć…
    ————-
    Pana nieznajomość, jak na protestanta, już samego tekstu Biblii nie mówiąc już o jego rozumieniu w mojej ocenie jest bardzo mierna.
    ***
    @ Tomek Świątkowski: pani chamowaty i zaczepny styl nie za bardzo na to wskazuje niestety.
    ————-
    Nawet samego siebie nie potrafi Pan czytać ze zrozumieniem. Pański „chamowaty i zaczepny styl”, połączony z personalnymi atakami stosowany jest przez Pana prawie zawsze, gdy zabraknie Panu argumentów merytorycznych – czyli nagminnie. Mógłby on stanowić regulaminowy wzór jak postępować nie należy.
    ***

    1. @Andrzej Boguslawski” „Pana nieznajomość, jak na protestanta, już samego tekstu Biblii nie mówiąc już o jego rozumieniu w mojej ocenie jest bardzo mierna.”
      .
      a pan ma prawo do swojej oceny i opinii, ale bez uzasadnienia jest to czcza gadanina bez wartości – niewarta czytania

    2. @Andrzej Boguslawski: „Pański „chamowaty i zaczepny styl”, połączony z personalnymi atakami ”
      .
      Pani Tamara raczyła zasugerować że jestem idiotą lub go udaję. Nazywając ten styl chamowatym użyłem najdelikatniejszego eufemizmu, jaki jeszcze pasuje na określenie takiej piaskownicowej odzywki.

  7. @ Tamara: Pan Świątkowski naprawdę nie pojmuje, czy tylko udaje idiotę?
    @ Tomek Świątkowski: Pani Tamara raczyła zasugerować że jestem idiotą lub go udaję. Nazywając ten styl chamowatym użyłem najdelikatniejszego eufemizmu, jaki jeszcze pasuje na określenie takiej piaskownicowej odzywki.
    ————-
    A czymże merytorycznie się różni od – „jest to czcza gadanina bez wartości – niewarta czytania”? Jak Kali się po chamsku zachowuje to dobrze, ale jak ktoś się Kalemu odcina to już źle.
    Panie Tomku dla mnie kultura dyskusji jest ważną, ale nie należy przesadzać i nie być „mimozą”.
    Ani jednej, ani drugiej wypowiedzi ja jeszcze do chamstwa nie zaliczam ale bez większych kłopotów można znaleźć przykłady na co Pana stać. Nic budującego.
    ***

    1. to jest różnica między oceną wypowiedzi danej osoby i oceną samej osoby
      to drugie to jest ad personam, a pierwsze nie
      .
      No i dochodzi tryb warunkowy: „bez uzasadnienia jest to….” – uzasadnienie mogłoby wszytko zmienić.
      Tylko że pan moją rzekomą nieznajomość Biblii dowodził za pomocą linku do hasła: „egzegeza” w Wikipedii. To tak, jakby ktoś chciał błąd rachunkowy wykazać linkiem do hasła „kalkulator”.

  8. @ Tomek Świątkowski: pan ma prawo do swojej oceny i opinii, ale bez uzasadnienia jest to czcza gadanina bez wartości – niewarta czytania
    —————–
    Zgadzam się z Panem w 100% i dlatego proponuję przejrzeć Pańskie wypowiedzi na temat Biblii, a już szczególnie polemiki na ten temat pomiędzy nami.
    ***

  9. @ Tamara: Pan Świątkowski naprawdę nie pojmuje, czy tylko udaje idiotę?
    @ Tomek Świątkowski: to jest różnica między oceną wypowiedzi danej osoby i oceną samej osoby to drugie to jest ad personam, a pierwsze nie
    ———–
    Pani Tamara nie nazwała Pana idiotą, wprost odwrotnie uznała, iż Pan tylko jego udaje.
    ***

    @ Tomek Świątkowski: pan ma prawo do swojej oceny i opinii, ale bez uzasadnienia jest to czcza gadanina bez wartości – niewarta czytania
    @ Tomek Świątkowski: No i dochodzi tryb warunkowy: „bez uzasadnienia jest to….” – uzasadnienie mogłoby wszytko zmienić.
    @ Andrzej Boguslawski: Zgadzam się z Panem w 100% i dlatego proponuję przejrzeć Pańskie wypowiedzi na temat Biblii, a już szczególnie polemiki na ten temat pomiędzy nami.
    @ Tomek Świątkowski: Tylko że pan moją rzekomą nieznajomość Biblii dowodził za pomocą linku do hasła: „egzegeza” w Wikipedii. To tak, jakby ktoś chciał błąd rachunkowy wykazać linkiem do hasła „kalkulator”.
    —————–
    Znowu Pan ordynarnie kłamie. Pańską nieznajomość Biblii wykazywałem przy pomocy przeróżnych racjonalnych atgumentów i dlatego proponowałem sprawdzenie moich krytycznych wypowiedzi odnoszących się od Pańskiej osobistej i mocno swoistej egzezegezy biblijnych zapisów. Po prostu Pan baje to co się Panu zdaje, a nie odnosi się do faktycznych zapisów.

    Zastanawiam się po co i komu Pan tu takie bajeczki opowiada. Przecież większość to inteligentni lub bardzo inteligetni czytelnicy i potrafią samodzielnie czytać ze zrozumieniem, a także dokonują samodzielnych ocen.
    ***

  10. „Jakiego luksusu?
    Co Jezusowi przyszło z tego że przez chwile miał stopy umazane olejkiem? (niechby i drogim).
    .
    „Luksusem” który Jezus otrzymał była miłość i wdzięczność.
    Proszę sobie doczytać dialogi towarzyszące tej historii to pani zrozumie – zakładając, że na ma pani ochotę cokolwiek zrozumieć… pani chamowaty i zaczepny styl nie za bardzo na to wskazuje niestety.” (Pan Świątkowski)

    1. Odnośnie chamowatego stylu.
    Informuję, że użycie w zdaniu pejoratywności, np. słowa „idiota”, albo „matoł” jeszcze nie jest inwektywą i chamstwem.
    Zdanie byłoby inwektywą, gdybym napisała:
    „Skoro Pan Świątkowski naprawdę nie pojmuje to znaczy, że jest idiotą”
    Ja wyraziłam swoje niedowierzanie, że:
    a) pan T. Ś. nie pojmuje – podkreśliłam to słowem „naprawdę”
    b) w drugim członie wyraźnie wskazałam, że udaje Pan Świątkowski głupszego, niż jest.

    Choć ad „b” przyznam, że mogę się mylić w kwestii umysłowej kondycji Pana Świątkowskiego i mogę tę kondycję przeceniać.

    2. Konfabulacyjna twórczość Pana Świątkowskiego jest powalająca. Odnoszę się do tej frazy wynurzenia Pana Świątkowskiego:
    „Proszę sobie doczytać dialogi towarzyszące tej historii to pani zrozumie – zakładając, że na ma pani ochotę cokolwiek zrozumieć ”

    Nie tylko doczytałam, ale i Panu Świątkowskiemu owe DIALOGI przytoczyłam:
    a) Oburzenie uczniów.
    b) wykręty Jezuska, cyt.
    „Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie.Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie”

    Co my tu mamy? Szantaż emocjonalny to raz. Dwa – rozbuchane ego. Trzy- próba wzbudzenia w uczniach poczucia winy.
    Piękny humanizm…

    Pan Świątkowski aby na pewno nie pomylił portali? Myślę, że na Frondzie czułby się bardziej swojsko.
    Nie pierwszy raz zastanawiam się nad tym. Niestety nie mogę znaleźć publikacji, pod którą komentowałam, chyba był to tekst Piotra Browarskiego. Opiszę tylko krótko, czego dotyczył problem. Gdy pod moim wpisem, w którym odnosiłam się do stanowiska Tomasza Świątkowskiego w sprawie tzw. „kompromisu aborcyjnego” powtórzył Pan Tomek, jak mantrę, dokładnie to samo, co poddałam w wątpliwość, uznałam, że nie będę toczyć jałowego sporu, gdyż mam do czynienia nie z osobą, która pragnie poszerzyć swoje horyzonty, tylko z głosicielem.
    To wrażenie po kolejnych jego aktywnościach, jakie mogę obserwować, tylko się jeszcze we mnie potęguje…

    1. „Odnośnie chamowatego stylu.”
      Droga pani.
      Ja też bardzo dobrze potrafiłbym zastosować takie wybiegi logiczno-gramatyczne, aby w razie czego w sądzie móc się łatwo wykpić i twierdzić, że wcale nie napisałem tego, co i tak wszyscy zrozumieli czytając, i co chciałem, aby zrozumieli.
      Nie musi mi więc pani tego tłumaczyć, bo sama pani wie, że nie było to grzeczne tylko niegrzeczne (a bardziej kolokwialnie pisząc: chamowate).
      Doskonale pani wie (bo przecież nie jest pani głupia), na czym polegają pani prowokacje. Rozumiem że trochę panią rozczarował fakt, że nie ma z mojej strony spodziewanego zgorszenia i świętego oburzenia, a zapewne kocha pani oglądać takie oburzenie u religiantów, więc jest pani ciut poirytowana. Proszę jednak to opanować, popróbować na innych forach – na pewno się uda.

      Co do egzegezy tekstów ewangelii, to nie zamierzam się wdawać z panią w przekomarzanki szczegółowe, które nie mają sensu bez ogólniejszego przygotowania.
      Rzucę pani tylko do przemyślenie ogólniejszą refleksję:
      Czym różni się osoba racjonalna od nieracjonalnej?
      Osoba nieracjonalna czyta tekst i szuka, czego by się mnożna przyczepić, jak go wykorzystać do czarnego PR-u, czym by dokarmić swoje uprzedzenia i fobie.
      Osoba racjonalna czyta tekst i stara się go po prostu zrozumieć.
      .
      Jakakolwiek dyskusja ma sens tylko i wyłącznie przy tym drugim nastawieniu dyskutantów. U pani go nie ma.

      1. Chce Pan, Panie Świątkowski w moim zdaniu:
        „Pan Świątkowski naprawdę nie pojmuje, czy tylko udaje idiotę?”
        widzieć nie moje zdumienie, tylko ocenę, że jest pan idiotą to proszę bardzo.
        Nie mam nic przeciwko temu.

        Zwłaszcza, gdy nie wykazał się Pan choćby cieniem rzeczowości.
        Nieustannie zamiast dyskutując z moim stanowiskiem (hipokryzja, rozdęte ego Jezusa, szantaż emocjonalny trenowany na uczniach przez tegoż) chowa się Pan za atakami na mnie.

        1.”Co do egzegezy tekstów ewangelii, to nie zamierzam się wdawać z panią w przekomarzanki szczegółowe, które nie mają sensu bez ogólniejszego przygotowania.”(Świątkowski)
        Wypadałoby dociec, co dokładnie Pan Tomaszek miał na myśli: czy mnie, czy jemu brak ogólniejszego przygotowania?
        2. „Osoba nieracjonalna czyta tekst i szuka, czego by się mnożna przyczepić, jak go wykorzystać do czarnego PR-u, czym by dokarmić swoje uprzedzenia i fobie.
        Osoba racjonalna czyta tekst i stara się go po prostu zrozumieć.
        .
        Jakakolwiek dyskusja ma sens tylko i wyłącznie przy tym drugim nastawieniu dyskutantów. U pani go nie ma.” (Świątkowski)

        No tu już jasno wyłożył pan Świątkowski, że ja tekstu nie staram się rozumieć, czyli de facto nie rozumiem.
        Czemu? A tego już nie wyłożył merytorycznie.
        Bardzo to „racjonalne”. Tak samo „racjonalne”, jak bezkrytyczne łykanie interpretacji apologetów chrześcijańskich.
        Można jeszcze przytoczyć złote myśli P. Świątkowskiego:
        ” to jest różnica między oceną wypowiedzi danej osoby i oceną samej osoby to drugie to jest ad personam, a pierwsze nie”
        Ubaw po pachy. To, co Pan Tomaszek prezentuje to ocena wypowiedzi, czy ocena samej osoby?
        W tym wypadku mojej.

        Pan Świątkowski być może się denerwuje, bo w rzeczy samej: zestawiając z ew. Mateusza akapit 19:21 z wersetami 26: 7-11 z tej samej ewangelii, trudno nie zauważyć rażącego rozdźwięku między tym, co nauczyciel Jezus głosi, a tym, co robi, gdy chodzi o jego cztery litery.
        Pozostały mu wybiegi.

        A najzabawniejsze jest to, że takie stwierdzenia Pana Tomaszka:
        „Wedle ewangelii Jezus utrzymywał się ze wsparcia osób bogatych, a nie ubogich, więc łączenie tej sceny z chciwością kleru jest absurdalne” (Świątkowski do Darkapiotra)

        wspierają moją interpretację postawy Jezusa (cwany hipokryta i guru-megaloman), a nie Pana Świątkowskiego (Jezus – szlachetny humanista).
        Jakie to ładne… Jezus – utrzymanek bogaczy.
        A jak ładnie tłumaczy Jezuskową niekonsekwencję, że raz bogaczy ganił, to znów dopieszczał.
        Może ganił tych, co nie byli hojni dla niego…
        Niezbadana tajemnica wiary.

        „P.S. Proszę nie liczyć na to, że coś zrozumie. Do niego zawsze należy ostatnie słowo.” (Pan Marczak o Panu Tomaszku)
        Święte słowa Panie Krzysztofie, święte słowa…

        1. „Wypadałoby dociec, co dokładnie Pan Tomaszek miał na myśli: czy mnie, czy jemu brak ogólniejszego przygotowania?”
          .
          Nie. Nie pani. Nie jest pani tematem tej rozmowy.
          Ogólniejszego przygotowania brak całej tej dyskusji.
          Tematy, które pani szkicowo zasygnalizowała, nadają się (każdy z osobna) do przeanalizowania podczas porządnego seminarium a nie na dyskusję na forum. Tu nie ma na to przestrzeni.
          —————
          „No tu już jasno wyłożył pan Świątkowski, że ja tekstu nie staram się rozumieć, czyli de facto nie rozumiem.”
          .
          Tak. Moim zdaniem pani nie zrozumiała, gdyż nie było to pani celem.
          Trudno osiągnąć cel, do którego się nie zmierza. Nawet mając duże możliwości, by to zrobić.
          Oczywiście wiele zależy też od wstępnych założeń – pani założyła sobie, że teksty ewangelii są zbiorem przypadkowych (a więc sprzecznych) anegdot i powiedzonek i dlatego nie szuka pani dla niej wspólnego mianownika. Moim zdaniem to jest nieracjonalne założenie, bo redakcja tych tekstów była pewnym przemyślanym procesem. Można mieć różne zdanie (także negatywne) o intencjach i celu owych redaktorów, ale na pewno nie jest to zbiór przypadkowy, którego redaktorzy nie potrafiliby wychwycić rażących sprzeczności, gdyby takowe były.
          .
          Reszta pani uwag (np. odnośnie stosunku Jezusa do bogaczy) znów wymaga przekrojowej analizy ewangelii z głębsza egzegezą tekstów. Nie ma tu na to przestrzeni.
          .
          P.S. Radziłbym pani darować sobie tą paternalistyczną formę „Tomaszek”. Po mnie osobiście takie nieudolne prowokacyjki spływają jak po kaczce, natomiast o pani świadczą fatalnie. Szkoda marnować swoją reputację na prowokowanie kogoś, kto i tak nie da się sprowokować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × 3 =