Zukerman i jego melodie

  Melodia, temat muzyczny, motyw gdzieś między głównymi tematami i oczywiście główne tematy konstruujące formę sonatową i nie tylko oczywiście. Takie myśli chodziły mi po głowie, gdy na scenie Sali Głównej NFM zobaczyłem człowieka – instytucję, Pinchasa Zukermana. Gdy tylko Polska otwarła się na Zachód, a raczej na cały świat, zaczęły do nas spływać płyty, które we Francji, Niemczech czy USA od dekad były oczywistym elementem rynku. Wśród najbardziej znanych, powszechnie dostępnych wykonawców powtarzało się nazwisko Pinchasa Zukermana, skrzypka, altowiolisty i dyrygenta. Dla mnie również Zukerman stał się chlebem powszednim i szybko zacząłem polować na nagrania mniej znanych czy dostępnych artystów, jednakże jego nagrania towarzyszyły mi wiernie.

   Wróćmy jednak do melodii. Nie jest tak łatwo znaleźć ciekawy i oryginalny temat melodyczny, który porwie słuchacza i wciągnie go w muzyczną opowieść. Niektórzy z tego zrezygnowali, jak choćby Schönberg czy Webern, inni z kolei uważali, że dzięki melodiom swoich niemal zapomnianych przez historię ludów odzyskają narodową duszę. I odzyskiwali, tak jak między innymi Grieg, Sibelius czy  Dworzak.

   Do NFM Pinchas Zimerman przyjechał (20.02.2026) z Sinfonią Varsovią, która to powstała w 1984 roku w Warszawie w wyniku powiększenia składu Polskiej Orkiestry Kameralnej. To akurat ważny fakt w historii tego zespołu, bo kameralność ma on wpisaną niejako w swój muzyczny genom. Dlatego słuchając brzmienia warszawiaków myślałem od razu o naszej wrocławskiej Orkiestrze Leopoldinum, która ostatnio przeżywa istny rozkwit wspaniałych interpretacji. Z Sinfonią Varsovią przez wiele lat związany był Yehudi Menuhin, jeden z największych skrzypków w dziejach fonografii, ciekawy świata humanista, który nagrywał też płyty z wielkim Panditem Ravim Shankarem (jak wiecie uwielbiam muzykę Północnych Indii) jak i z jazzmanami. To w sumie Menuhin przyczynił się do przeobrażenia Polskiej Orkiestry Kameralnej w Sinfonię Varsovią mogącą udźwignąć również repertuar symfoniczny. To dla mnie ważne wydarzenie, bowiem w młodości nieraz kłóciłem się z moimi przyjaciółmi melomanami o Menuhina. Zafascynowani Dawidem Ojstrachem i Jashą Heifetzem prychali gniewnie na myśl o Menuhinie. No ale posłuchajcie z nim Bartoka czy Enescu…

   Oprócz Pinchasa Zukermana i Sinfonii Varsovii na wrocławski koncert przybył też młody solista, skrzypek Fumiaki Miura, którego kariera się rozwija po zwycięstwie w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Josepha Joachima w Hanowerze w 2009 roku.

   Artyści przedstawili następujący program:

J.S. Bach Koncert d-moll na dwoje skrzypiec BWV 1043
W. Kilar Orawa (dyrygował nią Jakub Haufa, koncertmistrz Sinfonii Varsovii)
W.A. Mozart Symfonia koncertująca Es-dur na skrzypce i altówkę KV 364
***
A. Dvořák VIII Symfonia G-dur op. 88

   Jeśli chodzi o Bacha, był on jednym z najbardziej matematycznych i abstrakcyjnych kompozytorów w dziejach muzyki. Fuga stała się niemal jego synonimem. A jednak w jego muzyce nie brakuje wspaniałych melodii. Część z nich pochodzi od samego ojca protestantyzmu, Marcina Lutra, który z kolei cenił powrót do chorału gregoriańskiego. Jednak inny aspekt Bacha to zanurzanie się we włoskim żywiole koncertowym, z Antonio Vivaldim na czele. Do tego piękne arie z kantat, których nie odnajdziemy w większości barokowych oper. Ma rację Gardiner uważając Bacha za znacznie bardziej fortunnego twórcę muzycznego dramatu niż współcześni mu twórcy oper. Pinchas Zukerman i Fumiaki Miura stworzyli fantastyczny duet w Koncercie d-moll, zaś Sinfonia Varsovia towarzyszyła im jak grupa smyczkowych solistów. Klawesyn był raczej w tle i nie było to wykonanie do końca „historycznie poinformowane”. Ale było urzekające, zdecydowanie można tak grać ten koncert, nie należy on tylko do muzycznych kustoszów i archeologów. Pinchas Zukerman mocno odróżniał się brzmieniem od swojego młodego partnera muzycznego. Wydawało się momentami, że jego skrzypce brzmią całkowicie altówkowo. Było to ciekawe zestawienie kolorystyczne. Utwór tracił nieco na swojej dzikiej motoryce, zyskiwał na malowniczości.

   Wojciech Kilar odnalazł w muzyce prostotę i komunikatywność. Jego Orawa to w zasadzie minimal music. Natomiast góralszczyzna w polskiej muzyce klasycznej stała się prominentna od czasów Harnasi i mazurków Szymanowskiego. W sumie trochę szkoda, bo nie jest to centralny, najbardziej reprezentatywny dla naszego kraju folklor. Ale też trudno się dziwić – muzyka z Podhala czy z Orawy ma w sobie coś niezwykle pierwotnego, a jednocześnie niebywale atrakcyjnego. Jakub Haufa poprowadził swoich kolegów i koleżanki w barwny i wyrazisty sposób. Napięcie Orawy narastało, wszystko było dopięte na ostatni muzyczny guzik.

   Mozart był nie tylko geniuszem inspirującym kolejne pokolenia muzyków i melomanów, ale też jednym z największych melodystów w dziejach muzyki. Gdy Beethoven, którego uwielbiam, przetwarzał w nieskończoność kilkudźwiękowe moduły, wcześniejszy od niego Mozart snuł wspaniałe i porywające melodie na zawołanie i bez końca. Wymyślał je w biegu, nie potrzebując nawet chwili czasu. A Symfonia koncertująca to jeden z tych utworów Mozarta, gdzie tematy melodyczne są szczególnie piękne, zaś konstrukcja całości jest absolutna, jak architektura Palladia. W tym utworze tempo nadane Sinfonii Varsovii przez Zukermana było moim zdaniem zbyt wolne, co sprawiało, że ekspresyjne tematy nie wybrzmiewały w tak ekspresyjny sposób, jak powinny. Poza tym jednak urzekała altówka Pinchasa Zukermana, zaś Fumiaki Miura grał ładnym, jasnym dźwiękiem, może momentami trochę zbyt jasnym, zbyt ostrym.

   Po przerwie usłyszeliśmy kolejnego mistrza melodii. Antonín Dvořák jest obecnie chyba jednym z najczęściej wykonywanych kompozytorów, choć co rusz spotykam ludzi, którzy bagatelizują jego muzyczny wkład w naszą cywilizację. Może malkontenci nie mogą się pogodzić z pogodnym charakterem czeskiego kompozytora? Dworzak to też romantyk pełną gębą, muzyczny wieszcz narodu czeskiego. W jego czasach język czeski odchodził w niebyt, podobnie jak irlandzki, fiński czy norweski. Dlatego też ludowe tematy w VIII Symfonii nie były tylko pogodną rozrywką. Były pobudką, z której Czesi skorzystali znacznie lepiej niż mówiący obecnie głównie po angielsku Irlandczycy. Może tym ostatnim zabrakło O’Dworzaka z Dublinu? Folklor szkocki i irlandzki, który tak lubimy, powstał w dużej mierze wśród emigrantów w USA… Była to w dużej mierze muzyka z Nowego Świata, podobnie zresztą jak kolejna symfonia Dworzaka… Tylko, że Dworzak dokonał czegoś odwrotnego – pobudził Amerykanów do ich własnej muzyki klasycznej, nie zaś rekonstruował czeskie melodie wśród taplających się w mokradłach aligatorów Luizjany.

   VIII Symfonia Dworzaka była moim zdaniem najmocniejszym punktem koncertu. Zachwycające melodie czeskiego kompozytora zostały przedstawione pięknie i błyskotliwie. Blacha była świetna, w ostatniej części zanurzyła nas wszystkich w przepysznej zabawie. Smyczki wycinały barwne tematy ze złotego kruszcu. Były cudownie precyzyjne, choć brakowało im niestety zróżnicowania dynamicznego. Lecz mimo tej wady otrzymaliśmy doskonałą interpretację. Było w tym też niezwykłe połączenie kameralności z pełną dźwiękowego przepychu symfoniką. Uświadomiłem sobie, że Dworzak stworzył tu swego rodzaju „monumentalny folk”, rzecz, która u większości innych kompozytorów musiałaby się okazać nieznośną u Czecha w interpretacji Pinchasa Zukermana stała się piękną podróżą przez rozległe czeskie krainy, nie sentymentalną, ale żywą, jak najlepsze, pełne ruchu sceny z wesela Wyspiańskiego. Tyle, że nie było nic o utraconych rogach. Nie, nie… Waltornie brzmiały przepysznie i nie miały zamiaru się nigdzie zgubić…

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

7 − 7 =