Latynoska symfonika

 

 

W ostatni piątek marca (29.03.19) odbył się we wrocławskim NFM koncert na którym wrocławscy filharmonicy przedstawili znane dzieła znanych twórców które obecnie są dość rzadko wykonywane w Polsce. Tego typu koncerty mają dużą wartość poznawczą, pozwalają melomanom otwierać oczy na nowe muzyczne światy, a w muzyce klasycznej tych światów jest sporo. Są to światy konkretnych epok estetycznych – romantyzmu, baroku, średniowiecza etc. Są to krainy poszczególnych twórców, zwłaszcza tych bardzo płodnych – J.S. Bacha, Poulenca, Telemanna, Strawińskiego itp. Wreszcie są to obszary geograficzne – inaczej brzmiał francuski barok a inaczej niemiecki, polski czy angielski, odmienny był romantyzm skandynawski wobec tego rodem z Kraju Galów. W związku z tym nawet zaangażowany muzyk czy meloman po trwających dekady związkach z muzyką trafić może na ocean dzieł dla niego nieznanych a gdzie indziej, czy kiedy indziej (bo są też okresowe mody) popularnych i wszechobecnych.

 

Taką wyłaniającą się z bezmiaru muzyki wyspą jest choćby muzyka Emmanuela Chabriera (1841–1894), który zaczynał jako nie najbardziej znanych twórca operetek by stać się jednym z najbardziej wpływowych mistrzów od symfonicznych fajerwerków, takich jak sławna rapsodia España. Tą rapsodią Chabrier wyzwolił modę na iberyjskość u francuskich kompozytorów. Co ciekawe, moda ta była tak silna, że najpewniej mocno wpłynęła na główny cel francuskiej turystyki romantycznej jakim była spalona słońcem, tajemnicza Iberia. Na Racjonalista.tv znajdziecie bardzo ciekawe rozważania dr Emilii Dowgiało o flamenco, który obstaje przy hipotezie, że flamenco powstało w dużej mierze w dobie romantyzmu w Operze Paryskiej. Jakkolwiek by nie było, w Espanii Chabriera odnajdziemy ikoniczne motywy muzycznej hiszpańskości, umiejętnie obramione żywiołową i przepyszną wręcz instrumentacją. Obok kalejdoskopu barw muzyka Chabriera zadziwia wręcz lekkością i jakby celowo powierzchowną malowniczością. Ogromnemu kunsztowi instrumentacji towarzyszy kreowany z premedytacją brak symfonicznego ciężaru, brak swego rodzaju formalnej grawitacji. Zapewne dlatego o Chabrierze napisał książkę sam Francis Poulenc, zaangażowany ideolog codzienności w muzyce klasycznej, żyjący w innej już muzycznej epoce.  

 

Wrocławscy Filharmonicy pod wodzą swojego szefa artystycznego Giancarlo Guerrero zagrali Chabriera barwnie, z ogromną dynamiką, oddając ducha tego baśniowego festynu, jakim jawiła się francuskim romantykom Hiszpania i co przekazali oni być może samym Hiszpanom.  W tej interpretacji taneczna motoryka została przesunięta na plan dalszy wobec chęci ukazania barwności wyobraźni muzycznej Chabriera. Swoją drogą patrząc na obecność utworów Chabriera na Spotify nie żyjemy obecnie w czasie mody na jego muzykę – nie ma zbyt wiele współczesnych nagrań jego dzieł symfonicznych, dużo jest monofonicznych reedycji z epoki wielkich dyrygentów, obecnie jak widzę odrywa się za to dzieła pianistyczne i kameralne francuskiego kompozytora.

 

Yolanda Kondonassis / fot. Laura Watilo Blake

 

Bardziej popularny jest obecnie Alberto Ginastera  (1916–1983), uznawany za jednego z największych kompozytorów argentyńskich.  Na koncercie usłyszeliśmy jedno z jego najbardziej znanych dzieł, czyli  Koncert na harfę i orkiestrę op. 25. Partię solową grała w NFM znana harfistka Yolanda Kondonassis. Co ciekawe swoim mocnych i bardzo addycyjnym brzmieniem nawiązała wyraźnie do pierwszego wykonawcy tego utworu, słynnego baskijskiego harfisty Nicanora Zabalety. Takie wykonanie pasowało do muzyki Ginastery, u którego słychać wyraźnie wpływ Aarona Coplanda, u którego między innymi się kształcił. Coplanda cenię za jeden z najciekawszych typów muzycznego neoklasycyzmu, gdzie związek rytmu z melodią jest bardzo ścisły i wysoce estetycznie zaplanowany. Poszczególne motywy i ich transformacje są w tym stylu zarysowane w sposób barwny i wyrazisty, brzmienie całości jest jędrne, nierozmyte, bardzo sugestywne. Wrocławscy Filharmonicy świetnie uchwycili ten atrakcyjny rodzaj neoklasycyzmu, jak i dopasowali się do stylistyki harfistki, z którą Giancarlo Guerrero nieraz współpracował choćby w Cleveland.

 

Drugą część koncertu otworzyły Hebrydy Mendelssohna. Piękny, epicki motyw przewodni tego utworu musiał być inspiracją dla samego Wagnera, zaś ogólna kolorystyka bynajmniej nie kojarzy mi się z chłodnymi pejzażami Szkocji i Grotą Fingala gdzie natura ukształtowała lśniące w deszczowych smugach jesiennego słońca bazaltowe organy. Jednakże pogodna i malarska wyobraźnia Mendelssohna umiała przekuć niezbyt serdecznie celtyckie opowieści na swoją własną, baśniową modłę. Dla mnie Hebrydy mogłyby się nazywać raczej „Zmierzch w Karaibach”, albo „U brzegów Bali”, widzę w nich raczej tropikalne morze i dalekie gąszcze lasu deszczowego (z bliska nie byłoby słychać żadnej innej muzyki niż ta żyjących tam stworzeń). Tym niemniej utwór jest piękny, zaś Wrocławscy Filharmonicy z Guerrero zagrali go wyjątkowo subtelnie i poetycko, składając prawdziwy hołd ten muzyce.

 

Koncert zwieńczyło dłuższe dzieło, a mianowicie Sinfonia Buenos Aires op. 15 Astora Piazzolli (1921–1992). Astor Piazzolla nie fascynował się jedynie tangiem i jego bardziej jazzową postacią. Uwielbiał też muzykę klasyczną, szukał też rad u krajana Ginastery.  Jego Sinfonia jest zaskakująco śmiała w swym języku muzycznym, idzie całkiem daleko w stronę drugiej szkoły wiedeńskiej, nie unika współbrzmień cierpkich i dysonansowych. To także utwór trudny wykonawczo i Wrocławscy Filharmonicy podjęli to wyzwanie tworząc bardzo ciekawą, sugestywną kreację, nie nastawioną na powierzchowny efekt, ale raczej na muzyczną refleksję, choć oczywiście finałowe ogniwo zagrane było z wyjątkową energią i pasją, w bardzo porywający sposób.

Jacek Tabisz
O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *