Moniuszko spotyka Mickiewicza (recenzja CD)

 

Dziady Mickiewicza to jedna z najbardziej ikonicznych lektur. Przypuszczam, że wielu uczniów ceni sobie w niej zwłaszcza niesamowitą scenę ludowych guseł, wywoływania Dziadów. Podobnie było ze Stanisławem Moniuszką, który wybrał tą część Dziadów na kanwę swojej „kantaty, scen lirycznych” i nazwał ją Widmami.

 

 

Realizację Widm mieliśmy okazję podziwiać na ostatniej Wratislavii Cantans. Największą atrakcją tego spektaklu było oddanie brzmienia muzyki polskiego romantyzmu za sprawą Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod niezawodną batutą Andrzeja Kosendiaka. Muzyka Moniuszki jest jedyna w swoim rodzaju. Najsilniejszy wpływ na nią miał wczesny francuski romantyzm, jednocześnie zaś ma ona rys indywidualny i narodowy. Moniuszko, żyjący w samym sercu muzycznego romantyzmu, w latach 1819 – 1872 nie był tak zaangażowanym strukturalistą, przełamującym zastane zasady języka muzycznego, jak współcześni mu kompozytorzy niemieccy. Możemy u niego, podobnie jak w romantyzmie francuskim, usłyszeć liczne jeszcze echa klasycyzmu, dzielenie przebiegów dźwiękowych na falujące faktury, swoisty umiar i równowagę. Jednocześnie te nieco konserwatywne podejście do języka muzycznego służy barwności, ilustracyjności, oddawaniu scen i nastrojów jak u Berlioza i mniej znanych, współczesnych mu twórców. Aby te wszystkie cechy Moniuszkowskie zagrały na płycie i na koncercie bardzo pożyteczne jest sięgnięcie po historyczne instrumenty, gdyż konkretna, związana z konkretnymi instrumentami kolorystyka jest tu ważniejsza od muzycznych struktur i przetworzeń jak ma to miejsce w dziełach Wagnera czy – wcześniej – Schumanna.

 

Moniuszko wybrał formę kantaty z uwagi na szerokie możliwości dla wyobraźni. W kantacie, jego zdaniem, można się natychmiast przenieść w miejscu i w czasie, nie trzeba śledzić krok po kroku fabuły. Opery były dla Moniuszki bardziej krępujące jeśli chodzi o swobodę powiązania muzyki z literackością. Do tego ówczesna Polska, a zwłaszcza Wilno, gdzie przez długi czas Moniuszko działał, były sprowadzone przez zaborcę do rangi prowincji, gdzie ciężko było wystawiać i tworzyć nowe opery. Owa „łatwość kantaty”, o jakiej pisywał Moniuszko, to efekt romantyzmu. W baroku było chyba odwrotnie – wiele oper to de facto oniryczny szał wyobraźni (choćby dzieła Rameau), zaś to kantaty są mocniej związane z logiką czasu i miejsca.

 

Widma wykonane przez Wrocławian przenoszą nas zatem w podróż do krainy Mickiewicza i polskiego romantyzmu. To świat niemal egzotyczny, kreujący w słuchaczu świeże emocje i odczucia. Bardzo bym chciał, aby na lekcjach języka polskiego dzięki tej świetnej płycie NFM Mickiewicz stał się mocniej związany z jego muzyczną, Moniuszkowską interpretacją…

 

Mało która kantata może się obyć bez chóru, na płycie mamy świetny Chór NFM, choć ciężar tworzenia nastroju i narracji u Moniuszki bardziej spoczywa na orkiestrze i solistach. Mamy zatem Jarosława Bręka, który swym bas-barytonem kreuje charyzmatyczną postać Guślarza. Jego aktorskim alter ego jest Paweł Janyst, wypowiadający Mickiewiczowski kwestie w bardzo współczesnym stylu. Przypomniały mi się próby odtworzenia dawnej sztuki retoryki na płytach Alphy, bo przecież ludzie inaczej mówili w sposób oficjalny czy aktorski sto czy dwieście lat temu, inaczej czynią to teraz. Guślarz – aktor jest dobry, ale na wskroś współczesny. To styl narracji znany ze współczesnych filmów, co oczywiście przybliża Widma wielu słuchaczom.

 

Oprócz tego rolę Dziewczyny śpiewa znakomicie Aleksandra Kubas – Kruk i nie tak już filmowo – współcześnie mówi ją aktorka Beata Passini. Jerzy Butryn wciela się w Widmo, zaś Dominik Kujawa w Kruka. Wielkie brawa należą się chłopcom śpiewającym Aniołki – Antoniemu i Mikołajowi Szuszkiewiczowiczom.

 

Płyta jest pięknie wydana, oraz  obdarzona licznymi i obszernymi analizami Widm.  Jest oczywiście libretto. Mam nadzieję, że znajdzie się ona w domu każdego polskiego (i nie tylko) melomana, bo dzięki pracy muzyków i aktorów przenosimy się w samo serce polskiego romantyzmu, który był jedną z najszczęśliwszych artystycznie epok dla naszej kultury.

 

 

Jacek Tabisz
O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

2 Odpowiedzi na “Moniuszko spotyka Mickiewicza (recenzja CD)”

  1. «Dziady» Mickiewicza dotykają dużo ciekawszej tematyki niż to się w szkole opowiada. «Dziady» pytają o sens, powód istnienia zła. W II części mamy ludowe wyjaśnienie istnienia zła w obrzędzie Dziadów. Guślarz tłumaczy, że doświadczamy zła na ziemi, by móc docenić szczęście raju po śmierci. W IV część Konrad pyta księdza o zło. Dostaje odpowiedź taką, jak to księża udzielają. Że taka wola boża, że należy słuchać kościoła, że nie można się buntować, bo tak było na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków amen. Czyli nic nie znaczące dyrdymały, które nie są w stanie nikogo przekonać, ewentualnie bojaźliwych wystraszyć. W III części Konrad mówi wprost, że wobec ogromu zła na ziemi bóg nie jest żadną miłością, a co najwyżej mądrością. Konrad mówi bogu, że skoro nie jest w stanie (a może nie chce?) lepiej tego świata urządzić, to niech da tę władzę Konradowi, ten lepiej ten świat urządzi. Przez kościół (w osobie ks. Piotra) Konrad zostaje uznany za opętańca – jak zwykle każdy, kto ma trochę rozumu, jest w konszachtach z diabłem.

    .

    A muzykę Moniuszki lubię : – )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *