Zoom In // Zoom Out

Piątkowy koncert „Zoom In // Zoom Out”, który odbył się 15 maja 2026 roku w ramach festiwalu Musica Polonica Nova, zaskoczył mnie jednorodnie wysokim poziomem. Wszystkie zaprezentowane utwory okazały się dobrze skonstruowane i niepozbawione artystycznej głębi. Nie było tu pustych gestów ani stylistycznego zmanierowania. Miałem raczej poczucie obcowania ze starannie złożonymi muzycznymi światami — różnymi od siebie, ale równie świadomie zaprojektowanymi.

Był to wieczór, w którym polska muzyka najnowsza nie jawiła się jako zamknięty eksperyment dla specjalistów, lecz jako żywa przestrzeń wyobraźni. Czasem gwałtowna, czasem ironiczna, czasem mroczna, czasem zaskakująco pogodna. Łączyła dźwięk, ruch, światło, elektronikę, obraz i przestrzeń, ale najważniejsze było to, że środki pozamuzyczne nie służyły tu jedynie efektownemu „opakowaniu”. W najlepszych momentach stawały się częścią samego myślenia kompozytorskiego.

Pierwszy utwór wieczoru, „Wrzenie” Jerzego Kornowicza, od razu wprowadził słuchaczy w świat gęsty, ruchliwy, pełen drobnych zdarzeń i dźwiękowych organizmów. Miałem wrażenie, że ta muzyka rozwija się jak żywy ekosystem: coś bulgocze, coś skrzypi, coś migocze, coś nagle wynurza się z ogólnej materii, by zaraz znowu w nią wpaść. Można było doszukiwać się w tym pewnej postserialnej organizacji materiału, ale bardziej niż intelektualna konstrukcja działała tu wyobraźnia sonorystyczna. Szczególnie pięknie zabrzmiało połączenie akordeonu i harfy — instrumentów pozornie odległych, a tutaj tworzących wspólną, połyskującą i oddychającą tkankę.

Ważną rolę odegrał także ruch sceniczny oraz światła. Część wykonawców przywodziła mi na myśl żaby nad rzeką — nie w sensie komicznej dosłowności, lecz organicznej obecności, jakby muzycy byli uczestnikami dziwnego rytuału przy dźwiękowym rozlewisku. Do tego dochodziła wyświetlana archaiczna grafika komputerowa, w tym motywy przypominające świat dawnych gier. Szczególnie ciekawie działał tu Pac-Man — jedna z ikon kultury cyfrowej, stworzona przez Tōru Iwataniego dla firmy Namco i wydana w 1980 roku. W kontekście „Wrzenia” ten pikselowy świat nie był tylko nostalgicznym cytatem. Raczej tworzył zaskakujący kontrapunkt: biologiczne bulgotanie spotkało się z cyfrową archeologią.

Następnie zabrzmiało „SoundLAB Music” Marty Śniady — utwór szalony, mocny brzmieniowo, a zarazem zaskakująco piękny. To była muzyka o dużej energii, ale nieprzypadkowej. Perkusja, zespół, elektronika i wideo tworzyły przestrzeń intensywną, chwilami niemal laboratoryjną, lecz nie zimną. W tej kompozycji było dużo teatru, ale teatr nie pożerał muzyki. Przeciwnie: gest, obraz i brzmienie zdawały się wynikać z jednej wyobraźni. Śniady potrafi budować formę z tego, co może wydawać się chaosem — z impulsu, uderzenia, światła, ruchu, szorstkiej materii. A jednak za tym wszystkim czuło się nie tylko efektowność, lecz także wrażliwość.

Inaczej zadziałała „Muzyka (nie)doskonała” Adama Porębskiego, quasi koncert fortepianowy na instrumenty klawiszowe, orkiestrę kameralną, elektronikę i wideo. Tutaj najmocniej ujawnił się postmodernistyczny żywioł przerwań, komentarzy i metanarracji. Kompozytor jakby nie chciał pozwolić muzyce po prostu trwać; raz po raz odsłaniał jej mechanizmy, rozbijał iluzję, pokazywał szwy. Było w tym sporo humoru, ale też pewna ekshibicjonistyczna potrzeba komentowania własnej konstrukcji.

Przyznam, że miałem wobec tego utworu mieszane uczucia. Z jednej strony pomysł był konsekwentny i inteligentny, a postmodernistyczna gra z formą niewątpliwie należała do jego sensu. Z drugiej strony, pod warstwą przerwań i autoironii słychać było naprawdę dobrą muzykę — na tyle dobrą, że chwilami żałowałem, iż nie może rozwijać się bardziej modernistycznie, bez ciągłego podważania samej siebie. Być może jednak właśnie ta „niedoskonałość” była tu zamierzonym tematem: nie usterką, lecz sposobem mówienia o kondycji współczesnego słuchania.

W przerwie, w foyer, pojawił się utwór „b)))))))” Macieja Michaluka na instrumenty dęte i media elektroniczne. Było to doświadczenie bardziej rozproszone, przestrzenne, oparte na wyspach dźwięku. Skojarzenie z Luigim Nono przyszło mi do głowy dość naturalnie — nie dlatego, że Michaluk naśladuje włoskiego mistrza, ale dlatego, że podobnie ważne wydaje się tu nasłuchiwanie: odległość, fragment, sygnał, echo, obecność i znikanie. Muzyka nie prowadziła słuchacza linearnie, lecz rozstawiała przed nim dźwiękowe punkty, między którymi trzeba było samemu odnajdywać napięcia.

Po przerwie szczególnie mocne wrażenie zrobiło na mnie „De Profundis” Marcina Bortnowskiego na akordeon i orkiestrę kameralną. Już sam tytuł — „z głębokości” — sugeruje zejście w ciemniejszą przestrzeń, i rzeczywiście ten utwór miał w sobie głębię nie tylko symboliczną, ale wręcz brzmieniową. Partia akordeonu była znakomita: nośna, wyrazista, organicznie wpleciona w orkiestrę. Najbardziej zapamiętałem jednak mroczny temat w niskich tonach, który w środkowej części utworu jakby roztapiał się w materii dźwiękowej. Przyszedł mi do głowy obraz ciemnego sera — ciężkiego, gęstego, powoli tracącego kontur pod wpływem ciepła. Był to efekt mocny, wyrafinowany i bardzo sugestywny.

Na koniec zabrzmiało „Inner Battles” Grzegorza Wierzby, napisane dla Orkiestry Muzyki Nowej. Ten utwór zaskoczył mnie innym rodzajem ekspresji: bardziej przejrzystej, estetycznej, dobrze wyważonej. Nie nazwałbym go neoklasycyzmem, ale było w nim coś z neoklasycznego gestu: dbałość o proporcję, klarowność konstrukcji, elegancję prowadzenia zespołu. Szczególnie imponowała mi orkiestracja — wysmakowana, pogodna, a zarazem niebanalna. Wewnętrzne „bitwy” z tytułu nie zostały tu przedstawione jako brutalny konflikt, lecz raczej jako precyzyjna gra napięć, barw i energii.

Cały koncert bardzo dobrze pokazał możliwości Orkiestry Muzyki Nowej. To zespół, który nie tylko „radzi sobie” z muzyką współczesną, ale naprawdę rozumie jej różne języki: od sonorystycznych gąszczy, przez elektronikę i performans, po bardziej klasycznie ukształtowaną kameralną precyzję. Wykonawcy nie sprawiali wrażenia, jakby realizowali trudny obowiązek festiwalowy. Przeciwnie — widać było skupienie, elastyczność i umiejętność odnalezienia się w bardzo różnych światach.

„Zoom In // Zoom Out” okazał się więc tytułem trafnym. Ten koncert rzeczywiście pozwalał raz przybliżać się do pojedynczego gestu, brzmienia, obiektu czy instrumentu, a raz oddalać, by zobaczyć większą kompozytorską architekturę. Był to wieczór różnorodny, ale zaskakująco spójny poziomem. Wyszedłem z NFM z poczuciem, że polska muzyka najnowsza nie jest jedynie obszarem eksperymentu, lecz także miejscem piękna, humoru, mroku, precyzji i wyobraźni. A przede wszystkim — miejscem żywych, bardzo osobnych światów, które warto uważnie odwiedzać.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pięć × 3 =