• czwartek, 21 listopada 2019 r.

Agnostyk czy ateista?

Kim pan jest — zapytała mnie młoda dama — agnostykiem czy ateistą?

Odpowiedziałem bez wahania , że ateistą, a potem, pisząc uzasadnienie tego wyroku musiałem się jednak zastanowić. Dlaczego jestem bardziej ateistą niż agnostykiem? Pierwszy argument jest natury społecznej. Osławione „nie wiem" agnostyka wydaje się być ucieczką przed dyskusją. „Nie wiem, dajcie mi spokój." Agnostycyzm bywa azylem człowieka zmęczonego, ale również schronieniem oportunisty.

W polskim Sejmie mamy kilka, czy też może kilkanaście osób, które zdecydowały się na śluby kościelne po wielu latach małżeństwa. Agnostycyzm ułatwia hipokryzję. Ateizm jest niewiarą z podniesionym czołem. Jest również czymś innym niż antyklerykalizm. Antyklerykalizm jest formą niechęci wobec Kościoła politycznego, wobec skorumpowanej warstwy kapłańskiej, czasem wobec totalitaryzmu zorganizowanej religii, próbującej podporządkować sobie całe życie jednostki. Jest wielu głęboko wierzących antyklerykałów, ale zdarzają się agnostycy, którzy nie są antyklerykałami (bywają nawet prokościelnymi politykami.) Ateista odmawia wiary w istnienie jakiekolwiek istoty „wyższej".

Czy to oznacza, że ateista wie, że ma jakieś dowody na nieistnienie boga? Oczywisty absurd. A jednak ateista nie wypowiada swojego „nie wiem" w sposób nabożny. Ateista powiada: nie wiem i nie mogę wiedzieć czy bóg jest, czy go nie ma, ale samo pytanie jest bzdurne, bo nie ma najmniejszych powodów do zastanawiania się nad tym pytaniem. Nie interesują mnie dowody na nieistnienie boga, jeśli nie ma powodów (o dowodach nie wspominając) do rozważania czy jest.

Czy jest to zatem dogmatyczne założenie, że boga nie ma? Tak chcą widzieć ateistów zniecierpliwieni wierzący. Ateiści to tacy sami dogmatycy jak my, albo jeszcze gorsi, to fanatycy broniący dogmatu o nieistnieniu.

Agnostyk ma z tymi klientami święty spokój. Wzrusza ramionami, powiada „nie wiem". Ilu jest tych niedowiarków, niewierzących, sceptyków, bezbożników, agnostyków? Zapewne wielokrotnie więcej niż zdeklarowanych ateistów. Ateizm odmawia ucieczki w milczenie, uważa, że konfliktu między religią i wiarą nie wolno chować pod dywan, że prawo do swobody wyznania jest gwałcone, jeśli dominujący Kościół ma prawo do indoktrynowania dzieci w państwowych przedszkolach i szkołach, że rozdział Kościoła i państwa jest fundamentem demokracji, że religia i instytucje religijne nie mogą być poza prawem i poza krytyką.

Słowo „ateista" ma złą sławę, jest niemal wyzwiskiem (również w ustach niektórych agnostyków). Ponieważ w wyobrażeniach wierzących wszelkie dobro pochodzi od (mojego) boga, ateista jest z definicji amoralny, zły, niezdolny do odróżniania dobra i zła. Krótko mówiąc ateista to amoralny dogmatyk, wcielenie szatana. Tymczasem agnostyk to cichy sąsiad, który może grzeszy, ale nikomu nie przeszkadza, czasem nawet pomaga, jest zdecydowanie lepszy od wierzącego antyklerykała, o ateiście nie wspominając.

Czy bóg przekazał ludziom święte księgi, czy był potop, czy był płonący krzak, czy morze się rozstąpiło, czy z nieba leciała kasza, czy Jezus robił cuda? Agnostyk konsekwentnie powtarza swoje „nie wiem". Ateista odpowiada: to nie są pytania, to są ukryte twierdzenia o rzekomych faktach. Żaden z tych faktów nigdy nie znalazł potwierdzenia.

Czy bóg był konieczny do stworzenia świata i do stworzenia życia? Uzbrojony w nowoczesną naukę ateista odpowiada: nie mamy żadnego powodu, by sądzić, że w procesy te ingerowała jakakolwiek istota wyższa. Nie ma tu żadnego dogmatu o nieistnieniu, ale osławione „nie wiem" wypowiedziane jest zupełnie inaczej: kiedy oglądam świat, ta hipoteza (o istnieniu jakiegoś boga) nie jest mi do niczego potrzebna.

W tej sytuacji obrońcy wiary nie rezygnując z zarzutu dogmatyzmu, dorzucają zarzut arogancji. Ileż pychy i arogancji musi mieć człowiek, który powiada, że mu hipoteza o istnieniu jakiegoś boga nie jest do niczego potrzebna.

Faktycznie „nie wiem" agnostyka jest pełne pokory. Może byłaby to pokora urzekająca, gdyby nie była tak wszechstronnie i bezwzględnie wykorzystywana.

Jak pisze John Shook "…człowiek religijny ogłaszał swoją absolutnie pewną wiedzę w sprawach wiary, ateista mógł co najwyżej przyznawać się do sceptycznej ignorancji" Współcześnie jednak to ateistę oskarża się o dogmatyzm". Shook przypomina, że w 1860 roku Thomas Huxley popularyzował pojęcie „agnostycyzmu" jako przeciwieństwo greckiego pojęcia „gnozy" (wiedzy). Agnostyk przyznaje się do braku wiedzy, w kwestii realności jakiejś „istoty wyższej". Ateista mówi to samo: nic mi nie wiadomo o żadnym bogu, a w krasnoludki też nie wierzę. W związku z liczebną przewagą wierzących w realność „istoty wyższej" nad wierzącymi w krasnoludki, zarzut arogancji jest potężnie wzmocniony przez samą wielkość populacji oburzonych.

Genezy zarzutu dogmatyzmu John Shook doszukał się w 11 wydaniu Encyclopaedia Britannica, gdzie w 1911 roku wprowadzono rozróżnienie między „dogmatycznym ateizmem" i „sceptycznym ateizmem", przy założeniu, że ten pierwszy „zdecydowanie zaprzecza istnieniu boga" a ten drugi „nie wierzy w zdolność ludzkiego umysłu aby mógł odkryć istnienie boga". W ten sposób wielu agnostyków może dziś twierdzić, że odrzucają dogmat ateizmu i dogmaty wiary.

Definiując się jako ateista a nie zaledwie agnostyk, gwiżdżę na zarzut dogmatyzmu, który wyłącznie ukazuje trudności niektórych ludzi z posługiwaniem się logiką. Muszę natomiast z pewną dozą powagi potraktować zarzut arogancji. Czy mam rację, że zarzut arogancji ukrywa żądanie powstrzymanie się od krytyki religii?

Publikacje, prezentujące dowody ukrywania przez Kościół katolicki przestępców gwałcących dzieci, to arogancki, bezprzykładny atak na Kościół; żądanie wycofania religii z państwowych szkół to arogancki atak na Kościół; prezentowanie argumentów ilustrujących konflikt między nauką i religią, to aroganckie ataki na religię.

Zachodnie instytucje religijne wydają się być gotowe na pewną tolerancję wobec enigmatycznego „nie wiem". Powiedzenie „nie wiem, ale religia wydaje mi się sprzeczna z wszystkim co wiem i nie zamierzam zamykać oczu na zbrodnie popełniane z imieniem takiego lub innego boga na ustach" to już jest bezprzykładna arogancja.

W Wielkiej Brytanii ateiści odważyli się wyjść na miasto z reklamą ateizmu. Ta akcja wywołała zdumienie i oburzenie, zarzuty pychy i arogancji. Arogancją była niesłychanie skromna odpowiedź na wszędobylskie reklamy religii. Jeszcze większą irytację wywołał fakt, że ludzie przyjęli to z uśmiechem i bez oburzenia, i że inicjatywa została podchwycona w innych krajach europejskich i za oceanem.

Jeśli dogmatyzmem jest odrzucenie dogmatów, a arogancją gotowość publicznego przedstawienia powodów, dla których te dogmaty odrzuciłem, to jestem dogmatycznym, aroganckim ateistą.

Na Haiti tłum zamordował kilka osób oskarżonych o czary. Znaczna część tamtejszego społeczeństwa jest głęboko przekonana, że epidemia cholery spowodowana jest czarami; w krajach arabskich ludzie dziękują Allahowi za to, że pokarał Żydów pożarem; w Polsce egzorcyści wypędzają diabły z opętanych — mam bardzo wiele powodów do zignorowania hipotezy o realności jakiejś „istoty wyższej", do krytykowania wierzeń religijnych, do wyrażania wątpliwości w sprawie traktowania z powagą warstwy kapłańskiej jako strażników moralności, do wyrażania zastrzeżeń wobec ideologów poszukiwania sztucznych pomostów między wiarą a nauką.

Innymi słowy mam wiele powodów, aby definiować się jako ateista, a nie tylko jako agnostyk.

Tak ozdobione autobusy wyjadą niebawem na ulice Toronto.

P.S. Jak donosi Ophelia Benson, w Fort Worth w Teksasie na ulice wyjechały cztery autobusy informujące przy okazji przewożenia pasażerów, że można być dobrym bez Boga. Chrześcijanie oburzeni ateistyczną arogancją zrzucili się i teraz za każdym z tych autobusów jeździ ciężarówka z napisem „I tak cię kocham — Bóg". Oczekujemy na informacje o reakcjach przewożonej autobusami oraz spieszonej publiczności.

Andrzej KoraszewskiO Andrzeju Koraszewski, jednym z najwybitniejszych polskich racjonalistów, można by napisać całą książkę. Polecamy zatem wpis o nim i jego przyjaciołach z portalu Andrzeja - "Listy z naszego sadu". Oto on: http://www.listyznaszegosadu.pl/autorzy

Podobne materiały

31 komentarzy

  1. Mira
    9 kwietnia 2014 at 16:29 - odpowiedz

    Dzień Dobry.
    Bardzo ciekawie napisane…Całe moje życie określałam się jako agnostyk…. Pochodzę z rodziny bezwyznaniowej – moi dziadkowie, rodzice, ja oraz moje dziecko kontynuujemy życie bez religii. Nigdy nie byłam w Kościele na mszy, nie spowiadałam się i nie jestem oczywiście ochrzczona. Jestem z rocznika któremu dane było dorastać w poprzednim systemie – i wtedy nie miałam oczywiście w ogóle problemu z moja „innością” poza może docinkami wierzących rówieśników i uduchowionych sąsiadek. Teraz, w obecnej rzeczywistości jest ciężej – do szkół wkroczyła religia, KK coraz szersze zatacza kręgi uzurpując sobie prawo do wtykania nosa w każdą dziedzinę życia..
    Ten mój wybór nazewnictwa mojego stosunku do wiary wynikał jednak nie z hipokryzji, ale z
    pewnej akceptacji potrzeby niektórych ludzi wierzenia w „coś”. W końcu ta ludzka potrzeba, jest na tyle silna, że istnieje od tysięcy lat i niestety sprawia że KK jest ciągle mocną instytucją …Nie mam w sobie potrzeby udowadniania komuś że się myli, że jest idiotą wierząc w Boga. Myślę, że wynika to z tolerancji i zrozumienia – ja nie umiałabym krytykować kogoś za to, że większość swego życia deklarował np.ateizm, a po jakimś traumatycznym przeżyciu zwrócił się w stronę Boga. I odwrotnie – kogoś kto wierzył i nagle zaczął wątpić i stał się człowiekiem niewierzącym…Nie umiałabym żadnej z tych osób atakować za tę zmianę w swoim życiu, bo byłoby to moim zdaniem okrutne. Po prostu każdy ma prawo do własnych przekonań jak i do ich zmiany. Jedyne czego nie znoszę to własnie hipokryzji – i to zarówno po jednej stronie jak i po drugiej. Mój szacunek mogą wzbudzić jedynie ludzie którzy starają się być szczerzy sami przed sobą i innymi. Nie znoszę tego pokątnego udawania niektórych ludzi że nie ma ich w domu podczas kolędy. Nie znoszę ludzi, którzy deklarując bycie np.katolikami sami nie stosują się do przykazań wiary, ale nie przeszkadza im pouczać innych. Mimo niewątpliwych obaw o dobro mojego dziecka jawnie przeciwstawiłam się chodzeniu na religie w szkole ( a problem w tym, że jako jedyna w klasie, a nawet szkole była takim „odszczepieńcem”), podczas wizyt kolędy zawsze otwieram drzwi i uprzejmie ale stanowczo powiadamiam o swojej niewierze..I zawsze ciekawi mnie, jako osobę zupełnie z „zewnątrz”, brak tak chętnie głoszonego miłosierdzia i miłości przez wyznawców tej „panującej u nas religii”…. Czasami wychodzą z tego zabawne sytuacje..naprawdę bardzo zabawne, bo najczęściej ludzie uważają, że to niemożliwe aby ktoś myślał inaczej i żył inaczej….ale czasami tez bardzo przykre…niestety.
    I wiem że te moje przykłady to żadne tam „bohaterstwo”…. ale jednak w czasach gdzie, szczególnie w małych miasteczkach, ksiądz jest często nietykalną ” świętą krową” a boje o krzyże stanowią główne zajęcie obrońców wartości, to niech mi Pan wierzy – mogą stać się dla niektórych ludzi czynami nie do pokonania. I tak często rodzi się hipokryzja. Ja jestem jednak z któregoś tam pokolenia niewierzących, ale człowiek który wychowany jest w rodzinie bardzo tradycyjnej będzie miał trudniej się „wyzwolić ” od przymusu dostosowania się do reszty – nawet jeśli będzie widział całą tę obłudę. Bo jak tu stanąć oko w oko z księdzem i odmówić mu wizyty… i jak przeciwstawić się rodzinie ? Może własnie nie obrzucanie się nawzajem błotem, ale sprawienie by zarówno ateiści jak i osoby głęboko wierzące mogły w tym kraju swobodnie żyć – co według mnie spowodował by totalny rozdział kościoła od państwa, gdzie jakikolwiek światopogląd byłby prywatną sprawą człowieka, a wszystko co państwowe, publiczne powinno być świeckie.
    Pozdrawiam. Agnostyczka – wielbicielka Huxley’a.

    • BÓG
      21 stycznia 2017 at 09:55 - odpowiedz

      I tak Cię kocham.

  2. Robert
    16 kwietnia 2014 at 02:17 - odpowiedz

    Postanowiłem zmącić ten pański arogancki dogmatyzm. Otóz w imię ideologii opartej na wiarze w nieistninie Boga / wiary w próżnie, popełniono równie wiele zbrodni co z Bogiem na ustach. Przykładem może być polityka ZSRR, która pochłonęła 70mln ofiar. Polityka takich państw jak : Korea płn, Kuba, Kambodża, świadczy że ateizm wcale nie jest taki święty jak się Panu wydaje. Także radzę Panu pozostać przy „zaledwie” agnostycyźmie

    PS :
    indoktrynacja dzieci w państwowych przedszkolach i szkołach odbywa się na wyraźne życzenie rodziców i ma do niej prawo każdy związek religijny, nie tylko dominujący.

    PS : wyrażania zastrzeżeń wobec ideologów poszukiwania sztucznych pomostów między wiarą a nauką.
    Niechże Pan wyraża zastrzeżenia. Jednak nie zmienia to faktu że istnieją i to w znacznym procencie, religijni naukowcy i nie wiadomo w jaki sposób bez tych „pomostów między nauką a wiarą”, nie pękają im mózgi.

    • Andrzej Koraszewski
      Andrzej Koraszewski
      16 kwietnia 2014 at 09:40 - odpowiedz

      Wielce szanowny Panie Robercie, z ogromnym podziwem czytam Pana interesujące uwagi. Ciesze się, że w tak dużym stopniu się zgadzamy. Tak, wzorowany na jezuickiej ideologii komunizm, czy czerpiący z tradycji chrześcijańskiej nienawiści bliźniego nazizm, w krótkim czasie popełniły prawie tyle zbrodni co religie przez tysiąclecia.Oczywiście pomocą było tu hasło: idźcie i rozmnażajcie się, więc obydwie ideologie dysponowały znacznie większą możliwością mordowania bez umiaru, bo też potencjalnych ofiar było odpowiednio więcej. Stalin i Hitler obaj zaanektowali pierwsze przykazanie – nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
      W pewnym sensie muszę odrobinę sprostować Pana brak precyzji, otóż nie ma niczego takiego jak „wiara w nieistnienie”, ale rozumiem, że długa tradycja szkół dostarczających indoktrynację zamiast wiedzy oraz sztuki pieprzenia od rzeczy zamiast logiki, i to wielogeneracyjne wykształcenie mogło spowodować zdumiewającą wręcz labilność neuronów korowych. Dziękuję za intelektualny wysiłek skomentowania mojego artykuły, za te heroiczną próbę zrozumienia niezrozumiałego i życzę dalszych osiągnięć intelektualnych. A.K.

  3. Bogdan Mazur
    1 października 2014 at 23:14 - odpowiedz

    Witam serdecznie

    Zacznę trochę od końca a mianowicie od Pańskiej odpowiedzi na wpis Roberta.
    Jestem trochę zawiedziony, szczególnie końcówką odpowiedzi, która ociera się o inwektywę.
    Argumenty Roberta są na tyle sztampowe, że dałoby się je rozmontować w prosty merytoryczny lub dowcipny sposób. Z drugiej strony próba dyskusji raczej nie warta jest zachodu.

    Wracając do artykułu.
    Bardzo dobry i dotykający ważnego problemu.

    Sam pochodzę z religijnej rodziny i w moim otoczeniu trudno znaleźć osoby mogące łatwo zaakceptować moje poglądy. (chyba mam trochę gorzej niż Mira)
    Jestem ateistą – na pewno nie agnostykiem.
    Otrzymawszy „pełną ” katolicką” edukację do mojego „ateizmu” dochodziłem powoli.
    Będąc chyba jeszcze w podstawówce zacząłem podejrzewać.że te wszystkie opowieści z super książek (Biblia i Nowy Testament) to raczej jakieś bajki. Bardzo pomocny w umocnieniu moich wątpliwości był nasz wioskowy proboszcz, który na kazaniach niedzielnych pieprzył takie pierdoły. że kompletnie nie kumałem o co mu chodzi.
    W tym samym czasie bardzo intereswałem się wszelkimi mitam: Skandynawia , Grecja, Ameryka Południowa. Koniec końców doszedłem do przekonania, że one wszystkie łącznie z tym co opowiada ksiądz to bajki.
    I teraz zaczyna się problem! Wiem, że to kit i co z tym teraz zrobić!
    Kilkakrotnie próbowałem „wyartykułować” to co mnie gryzie – reakcje zawsze były podobne: co ty pieprzysz, o co ci chodzi, nie wolno ci tak mówić itp. W końcu sobie odpuściłem. Teraz szczególnie w gronie „wierzących”, czyli prawie wszystkich, zachowuję się jak ” agnostyk – ignorant”: nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem :-).
    Mam z tym problem. Z jednej strony agnostycyzm jest według mnie hipokryzją, ją sam jednak uważając się za ateistę unikam deklaracji, jednoznacznych wypowiedzi, konfrontacji – czyli też jestem hipokrytą (raczej nie zasłużę na uznanie Miry – sorry:-)).
    Mam jednak przemożne przekonanie, że większość agnostyków z tym swoim „nie wiem” to po prostu ateiści, którzy nie chcą, nie mogą, boją się ( niepotrzebne skreślić) epatować swoimi przekonaniami. Sami natomiast świetnie zdają sobie sprawę, że jakąkolwiek teoria o nadprzyrodzonym jestestwie przestawiającym wedle swojego życzenia galaktyki, planety, gatunki, geny etc. po prostu nie trzyma się kupy.

    Sam wolę być ateistą hipokrytą niż agnostykiem w rozkroku między „bogiem a prawdą”

    Pozdrawiam

  4. Andrzej Koraszewski
    Andrzej Koraszewski
    2 października 2014 at 08:53 - odpowiedz

    Wszyscy jesteśmy agnostykami, bo nie ma i nie może być dowodu na nieistnienie. Ateista poważniej traktuje teorię prawdopodobieństwa. Prawdopodobieństwo istnienia sił nadprzyrodzonych jest znacznie mniejsze niż wygrana w totka, z tego punktu widzenia rozważana pt. „a może jest” są stratą czasu. To „a może jest” musi z konieczności prowadzić do pytania, a jeśli jest, to jak wygląda i zaczyna się Kołomyja. Założenie: „nie ma podstaw by sądzić, że jest” stanowi dobrą podstawę do refleksji nad sensem życia, moralnością, ładem społecznym bez religijnych podpórek. W relacjach z innymi odpowiedź ateisty prosta: jeśli jest, ocenia czyny, a nie deklaracje. Patrzą zdumieni, a co rozsądniejsi odpowiadają bezradnie, no może.

    • Seba
      19 lutego 2015 at 20:16 - odpowiedz

      Jest taki termin jak „fine tuning of the universe”, stałe fizyczne są idealnie dobrane do tego byśmy istnieli. Nawet małe odstępstwa powodowały by wszechświat np bez atomów.
      Czyli prawdopodobieństwo istnienia świata bez Boga jest równie astronomicznie małe.
      Jest to problem powodujący bezsenność fizyków i kosmologów, wymyślają wieloświaty, światy równoległe aby omijać oczywiste wnioski z danych obserwacyjnych.

      Mamy więc wybór: wszystko jest z niczego (matematyczna prawie niemożliwość) albo siła nadprzyrodzona.

      Jednak i w drugim przypadku ktoś może zapytać „ale jak powstał siła nadprzyrodzona? w czym ona się znajduje”, sprowadza się to czasem do kaskady Bóstw jak niektórych mitologiach (na końcu i tak jest coś z niczego) albo od razu zakładamy że Bóg po prostu jest i był.
      Jest i był w przełożeniu na wymiar czasu w którym żyjemy oznacza coś z niczego.

      Czyli w dwóch przypadkach jest to matematyczne nieprawdopodobieństwo, ten sam początek, z tym że przypadek pierwszy jest terminujący, podczas gdy przypadek drugi może być zapętloną dywagacją co było wcześniej jajko czy kura.
      Intelekt i logika podpowiadają że sensowniejsze jest prostsze wytłumaczenie tego samego procesu. Jednak nasz instynkt samozachowawczy czyni wiarę w Boga atrakcyjniejszą chociażby przez obietnice wiecznego istnienia której matematyka nam nie daje. Wiara jest też dużo prostsza do zrozumienia niż intuicja płynąca z prób przejrzenia na wylot fizyki kwantowej. Przychodzi mi na myśl słynny wykres poziomu IQ danej grupy ludzi do procenta osób wierzących.

    • Ktoś Beznazwiskiewicz
      10 stycznia 2018 at 01:44 - odpowiedz

      Bardzo słaby tekst. Niski poziom spowodował zapewne także to, że autorowi nie udało się skutecznie obrazić logicznie myślących agnostyków, choć można odnieść wrażenie, że zamierzał. Moja opinia przedstawiona jest bez właściwej argumentacji, bo autor mnie skutecznie zniechęcił. Po porządnym artykule może skłoniłbym się do sporu pomiędzy ateistą a mną – agnostykiem. Niestety, to nie możliwe bo nie dość, że z tekst nie ukazuje autora jako ateisty, to dodatkowo musiałbym najpierw skrytykować sam tekst. Wykazałem dużo cierpliwości, nie przerywając fascynującej lektury w połowie. Na zakończenie dodam, że rzuciłem okiem na cytowany artykuł angielski, który w odróżnieniu od tego "wojującego z kim popadnie" manifestu, wydaje się(po fragmencie) być rzeczowym i stonowanym czyli takim jakie powinny być artykuły tak naukowe jak i popularnonaukowe. Już samo nasycenie emocjonalne dyskredytuje ten tekst.

  5. Oskar
    25 stycznia 2015 at 10:24 - odpowiedz

    „Nie wiem” nie znaczy ucieczka. Nikt nie ma monopolu na PRAWDĘ. na to co jest bardziej dobre a co złe. Wszystko zależy od tak wielu czynników…Wielu próbuje dojść do prawdy latami, czesto wracając do tych samych wniosków co na początku…zwlaszcza w sferach nie zwiazanych z badaniami labolatoryjnymi. czyli np kwestie wiary, moralnosci i tp. Dlaczego ktoś może mi zarzucać to, że przyznaję się iz pomimo szukania odpowiedzi – nie znalazlem jej. Nie wiem – Ty też nie wiesz na pewno! – takie jest moje zdanie. wiele rzeczy nam sie wydaje, a pozniej probojemy dopasowac to tak by nam pasowalo , albo by wyjsc z twarzą, albo po to bo tak PATOLOGICZNIE sie niewierzy ze cos sie nie da , iż proboje sie znalezc na sile dowody niszcząc zdrowie na zbadanie sprawy – tak zwany zadarty nos ateisty. Jak chcesz poszukiwac prawdy – warto poszerzyć o maximum mozliwosci poznania. Wystarczy samemu kreowac swiat, a nie tylko opisywac jego mechanizmy. jezeli przyjmiemy ze Wiara w Boga to wiara w siebie a modlitwa to tak naprawde rozmowa z samym sobą i zadawanie pytania – co jeszcze moge w tej sprawie zrobić , zmienia to znacznie punkt widzenia… Nie ma boga …. a jednak jest… JA NIM JESTEM . wiara w siebie to tez wiara. skoro tak wielu bogów wspoltworzy ten swiat, a nad nimi „może” są inni a nad tymi inni to moze nie ma nic w tym zlego. ateizm jest tak samo beznadziejny jak religijne wierzenia… skrajnosci… a moze jakas równowaga? jak w przyrodzie…troche tego i tamtego? balans myslowy nie bezmyslne a czesto zwyczajnie ignoranckie odrzucanie drugiej strony tylko dlatego bo sie nie „rozumie” Agnostycyzm to przyszlosc. wazne by stosowac sie do wyciagnietych wnioskow i zadawac nastepne pytania z uwzglednieniem drugiej strony 🙂

  6. Seba
    19 lutego 2015 at 19:28 - odpowiedz

    Uważam się za agnostyka i według mojego punktu widzenia „nie wiem” agnostyka to nie jest odpowiedzią w stylu „dajcie mi spokój – nie wiem” ani „nie interesuje mnie to – nie wiem” ani „nie bijcie – nie wiem”, ani „nie wiem jak ludzie będą żyli za 1000lat” lub „nie wiem jakie prawa fizyki panują w czarnej dziurze”.
    Dla mnie jest to jak buddyjski koan „Jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni?” – nie wiem, albo ile to 100/0.
    Można odpowiedzieć na pytania o wiarę, „tak”, „nie”, „nie wiem”. Sądzę że agnostyk dopowiada skrótem myślowym, choć chciałby odpowiedzieć „co to w ogóle za pytanie?” „te pytanie jest nie właściwe”, czy jak dialog w stylu „-chcesz kawę czy herbatę? -tak”

    „Faktycznie „nie wiem” agnostyka jest pełne pokory.” – taka była moja droga, ale wcześniej musiałem lepiej wgryźć się w naukę i lepiej poznać świat żeby przestać być fanatycznie religijnym w moim ateizmie.

  7. Koraszewski
    Koraszewski
    19 lutego 2015 at 23:26 - odpowiedz

    Seba. W pewnym sensie na Pana problem odpowiada dowcip o rozmowie dwóch kałuż o wspaniałości dostosowania wszystkiego do ich istnienia. Inną pośrednia i żartobliwą odpowiedzią jest felieton Marcina Kruka http://www.listyznaszegosadu.pl/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/ab-ovo, a na poważnie o tym „dostosowaniu” jest całkiem sporo fachowej literatury, polecam szczególnie artykuły zmarłego niedawno Victora Stengera.

  8. Łukasz
    4 listopada 2015 at 13:55 - odpowiedz

    Uważanie się za ateistę, wierzącego czy agnostyka to semantyka. Trzeba podważać wszystko co da się podważyć ponieważ to czego się nie da podważyć jest prawdą. – Piszę krótko, bo w pracy.

  9. agrest truskawkowski
    9 czerwca 2016 at 23:06 - odpowiedz

    Agnostycyzm wydaje mi się bardziej logiczny i racjonalny, niż ateizm, który w zasadzie pod względem formy niczym nie różni się od teizmu. Po za tym jako agnostyk, bez wyrzutów sumienia mogę sobie czasem pomyśleć, „Boże, jeśli istniejesz, to…”. Taka cicha agnostyczna modlitwa, na którą nie może pozwolić sobie ateista 😀 Oczywiście to już w ramach żartu.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      10 czerwca 2016 at 01:29 - odpowiedz

      Typowy 50-50 Agnostyk to człowiek bez światopoglądu trochę żałość a nie mądrość

      • Rafał
        20 sierpnia 2016 at 14:26 - odpowiedz

        Nie ma takich agnostyków. Większość jest mocnymi sceptykami w kwestiach JAKICHKOLWIEK dogmatów.

  10. AGATA
    21 czerwca 2016 at 01:12 - odpowiedz

    I się posypało. Ķto jest lepszy? Gnostyk? agnostyk? teista? ateista? Pudel czy jamnik? Bóg isnieje czy nie? Jestem ateistką czy agnostyczką. Wiecie co? Po przeczytaniu tej wymiany zdań i stroszeniu piórek mogę powiedzieć tyle. MAM TO W NOSIE! Zeby się dosadniej nie wyrazić.

  11. Adam
    24 czerwca 2016 at 08:12 - odpowiedz

    Chciałem na coś zwrócić uwagę bez rozwijania jakie będą z niej korzyści ( myślę ,że spore)
    Otóż agnostycyzm to pojęcie epistemologiczne ( o tym jak docieramy do wiedzy) zaś ateizm, teizm (monoteizm) to twierdzenia ontologiczne.(twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu) Stałe rozumienie tych dwóch faktów ułatwia uporządkowanie spraw ,o których Państwo piszecie.

    • Rafał
      20 sierpnia 2016 at 14:33 - odpowiedz

      Dotknął Pan sedna. Myślę, że jako agnostycy mamy awersję do jakichkolwiek dogmatów. Nie znoszący sprzeciwu, agresywny ateizm jawi nam się jako jeden z nich.

  12. Andrzej Koraszewski
    Andrzej Koraszewski
    24 czerwca 2016 at 11:57 - odpowiedz

    Obawiam się, że troszkę na wyrost używa Pan takich mądrych słów, bo nawet nieuważna lektura komentowanego artykułu powinna pozwolić na dostrzeżenie następującej konstatacji:
    „Ateista powiada: nie wiem i nie mogę wiedzieć czy bóg jest, czy go nie ma, ale samo pytanie jest bzdurne, bo nie ma najmniejszych powodów do zastanawiania się nad tym pytaniem.” Mogło by to skłaniać do wniosku (wyrażonego explicite w tekście), że ateista to też agnostyk, tylko bardziej zdecydowany. Powiada ateista -nie wiem, ale pytanie jest niedowodliwe i w związku z tym nieciekawe.
    Nie umniejsza to wartości słownika wyrazów obcych.
    Inny czytelnik pisze coś o ateizmie jako światopoglądzie. Jest to kompletny brak orientacji w komentowanym temacie, jako, że ateista może być (jak wiadomo) faszystą, komunistą, anarchistą, kimkolwiek z wyjątkiem wierzącego (ale i to nie jest do końca prawdą, ponieważ zwątpienie może prowadzić do przemiennych okresów wiary i agnostycyzmu a nawet ateizmu). Ateizm może być zaledwie częścią światopoglądu i jest on zazwyczaj bardzo różnie interpretowany w zależności od owej większej całości. Ateizm jako taki nie jest sprzężony z żadnym systemem etycznym, czy filozoficznym. Ateizm jest zatem zaledwie stwierdzeniem – nie sądzę aby był jakiś bóg, czy inna siła nadprzyrodzona, ponieważ nie mam żadnych podstaw aby tak sądzić. A dalej zaczynają się schody z konsekwencją tego stwierdzenia dla naszego światopoglądu.

    • Rafał
      4 września 2016 at 17:28 - odpowiedz

      Często dyskusja ateizm czy agnostycyzm to tylko semantyka. Kiedyś obie postawy określało słowo „niewierzący”. Mnie – jako buntowniczemu młodzieńcowi bliżej było do agresywnego ateizmu. Dzisiaj – jako osoba dojrzała, wolę być cichym agnostykiem pozwalającym innym wierzyć w co chcą i pozbawionym patentu na nieomylność.

    • Janek
      28 października 2016 at 02:06 - odpowiedz

      Więc jak w końcu? „Ateista powiada: nie wiem i nie mogę wiedzieć czy bóg jest, czy go nie ma” czy „Ateizm jest zatem zaledwie stwierdzeniem – nie sądzę aby był jakiś bóg”, bo chyba Pan mataczy.
      Trudno z niejasności argumentacji w artykule i komentarzach wywnioskować, jaki jest stopień Pana ateizmu. Czy skrajny (silny), gdzie boga nie ma na pewno, czy może taki w którym się wątpi, ale nie jest się tego pewnym lub się tego nie wie. Analogicznie do teizmu, gdzie się wie na pewno lub nie jest się pewnym, ale się wierzy.
      Spłyca i upraszcza Pan pojęcie agnostycyzmu, czym chce Pan je ośmieszyć i wykazać pozorną wyższość ateizmu. Tego typu retoryka nie najlepiej świadczy o mówiącym (piszącym). Po pierwsze agnostycyzm to pojęcie znacznie szersze, niż przedstawione w artykule, i dotyczy możliwości poznania rzeczywistości. Agnostycyzm skupia się wyłącznie na możliwości poznania. Nie ma sprzeczności w byciu agnostykiem i jednocześnie ateistą lub teistą. Pan wyraźnie to sobie przeciwstawia pisząc „jako ateista a nie zaledwie agnostyk”. Jest to ewidentne niezrozumienie pojęć. Po drugie agnostyk nie mówi „Nie wiem, dajcie mi spokój”, a raczej: nie wiem, bo nie mam wiedzy o rzeczywistości, nie potrafię tego zweryfikować. To najuczciwsza postawa. Pan ją zapożycza przypisując czasami ateizmowi, gdy jest to wygodne.
      W komentarzu z 31 lipca zaczął Pan pisać rozsądniej. Nie zmienia to faktu, że całość jest mocno arogancka.
      A artykuł jest histeryczny.

  13. Alex
    31 lipca 2016 at 10:22 - odpowiedz

    A może taka próba zdefiniowania agnostycyzmu: nie wierzę w boga (jakiegokolwiek – czyli w ludzkie, ograniczone wyobrażenie „osoby” o nadprzyrodzonych cechach) jednak zakładam, że wszechświatem kieruje jakaś siła lub siły, których nie nazwę bogiem. Nie mam tez możliwości (poprzez ograniczenia związane z taką a nie inną budową człowieka) dokładnego poznania, zbadania tej siły lub sił.

    • Andrzej Koraszewski
      Andrzej Koraszewski
      31 lipca 2016 at 10:44 - odpowiedz

      Agnostycyzm jest terminem bardzo szerokim, oznacza niepewność, ale ta niepewność rozciąga się od wahań osoby głęboko wierzącej, ale świadomej, że z dowodami krucho, po zdecydowanych ateistów, świadomych, że nie ma i nie może być dowodów na „nieistnienie”, ale hipoteza boga nie jest im potrzebna, ponieważ ani niczego nie wyjaśnia, ani nie czyni świata lepszym, ani nie ma podstaw by traktować ją poważnie.

  14. Rafał
    20 sierpnia 2016 at 11:50 - odpowiedz

    Agnostycyzm wyraża się poprzez stwierdzenie: „Nie ma żadnych dowodów na to, aby Bóg istniał.” Nie muszę udowadniać jego nieistnienia, ale też nie zamykam sobie furtki na to, że we Wszechświecie może istnieć jakąś celowość. Nie ma dogmatu – jest otwarty umysł.

  15. Odpust parafialny – Kosztowy – Adrian Bożek
    18 września 2016 at 22:11 - odpowiedz

    […] Antyklerykalizm jest formą niechęci wobec Kościoła politycznego, wobec skorumpowanej warstwy kapłańskiej, czasem wobec totalitaryzmu zorganizowanej religii, próbującej podporządkować sobie całe życie jednostki. – racjonalista.tv/agnostyk-czy-ateista/ […]

  16. Magdalena
    24 października 2016 at 08:59 - odpowiedz

    Ja jestem agnostykiem i to nie jest ucieczka, nie wierzę w żadne bzdurne książeczki nazywane świętymi które są bajeczkami żeby manipulować masami dla mnie przede wszystkim uwłaczające kobietom od początku wszystkiemu winna jest kobieta od początku mężczyzna wywyższony nie ma co rozwijać się nad bzdurnością „świętych” ksiąg dobre częściowo były jakieś ileś tysięcy lat temu dając prowizoryczne prawa dla społeczności idąc dalej przypuszczam że był ktoś taki jak jezus który był rewolucjonistą i schizofrenikiem jest typowym książkowym przykładem tej choroby..
    Agnostyk w założeniu nie wierzy w żadną religię ale nie wyklucza istnienia boga bądź czegoś
    racja ateista ma gorzej niż agnostyk bo jeśli w rodzinie dyskutowałam nad okrucienstwem tego „boga” jak potop jak stworzenie tego świata że wszyscy wzajemnie się zabijają i nie w szybki sposób ale jaki perfidny tak jak modliszka odgryza głowę dla swego „kochanka” tak jak pająk w żywej ofierze składa jajeczka potomstwa żeby te później mogły się żywić na żywca swą ofiarą jakie te zabijanie jest sadystyczne nie szybkie ale wyrafinowane złościli się i wrećz krzyczeli jesteś bezbożna?/ jesteś ateistą jak możesz bla bla a kiedy wytłumaczyłam że jestem agnostykiem odczepili się bo nie jestem ateistką ale widziałam tą ogromną złość w oczach żywy płomień nienawiści ale prostując nie ważne czy jesteś ateistą albo wierzącym ale w inną religię tego pierwszego będą nienawidzić tego drugiego przekonać na swoją wiarę a jak się nie uda to to samo co w przypadku pierwszym.

    reasumując jestem agnostykiem oświadczam to wszem i wobec w moim środowisku nigdy nie mówię „nie wiem” zawsze mówię nie wierzę w głupie religie co to za bóg który stworzył tak pochrzaniony świat wykłócam się gorąco nad bzdurnością ich wierzeń wyśmiewam to w co wierzą ale nigdy przenigdy nie stwierdzam że boga nie ma. jak się mnie pytają to co w takim razie ze śmiercią ateista odpowie END ja wierzę że moja świadomość gdzieś zawędruje jestem człowiek z bardzo dobrym kręgosłupem moralnym jestem dobra co płynie z środka i nie potrzebny mi do tego bóg a ci agnostycy co odpowiadają „nie wiem” nazwałabym ich sceptykami a nie agnostykami. Żeby było śmieszniej rozkładam tarota hobbystycznie tu ateista sceptyk agnostyk mnie wyśmieje ale „wierzę ” że to nie magia ale raczej wpływ umysłu tak jak w stanach szuka się odcisków palców za pomocą maszyny która odczytuje elektroniczne linie papilarne zbrodniarza bo każdy ma niepowtarzalny ładunek elektryczny i jest to nauka tak człowiek który prosi o jakąś rzecz zaginionego i potem mówi gdzie ta osoba jest nie jest to magią ale jest po prostu taką maszyna która jest wrażliwsza i dodatkowo jest anteną która namierza tą drugą osobą jeżeli ktoś czegoś nie rozumie albo nazywa to magią albo mówi że to dzieło boga dla mnie to nauka która nie została jeszcze odkryta.

    więc jak mnie nazwać który nie uznaje żadnej religi ani nie wierzy że bóg miłosierny stworzył tak okrutny świat ale wierzy w „magię” zwaną prze ze mnie nauką i wierzy że moja świadomość gdzieś tam powędruje po śmierci ciała?

  17. oli42
    13 listopada 2016 at 12:59 - odpowiedz

    STALIN BYŁ ATEISTĄ A HILER BYŁ WIERZĄCY. ABA MIELI TYLU ZWOLENNIKOW CO PRZECIWNIKOW. UMYSŁ LUDZKI JEST NIEPRZEWIDYWALNY I OMYLNY. CO DOPIERO MOWIĆ O WIERZE W BOGA KTÓREGO NIKT NIE SŁYSZAL ANI NIE WIDZIAŁ. !!!!.MOIM ZDANIEM JAKO OBSERWATORA NIESZCZĘŚĆ NA TYM ŁEZ PADOLE DOSZŁEM DO WNIOSKU ŻE JAK ISTNIEJE BOG TO TYLKO ZLA – A NIE TEN MIŁOSIERNY .////ALBO OBA BOGOWIE – PRZYBYSZE Z INNYCH PLANET.///UFO.///POZNAMY PRAWDE JUŻ NIEBAWEM.////

  18. Jan
    24 marca 2017 at 16:36 - odpowiedz

    Agnostyk to moim zdaniem człowiek nierozstrzygnięty, możliwe, że na własne życzenie. Ateista – ktoś, który nie wierzy w boga i tyle. Ten drugi może być albo krzewicielem (propagatorem) swoich treści– namawiającym do niewiary innego, albo kimś, u kogo religia zwyczajnie się zdewaluowała nie stanowiąc wymiernych wartości  – czyli człowiek stojący obok niej. Obojętność wobec religie może się brać również z postaw nabytych, gdy człowiek urodzi się i rozwija z dala od tradycji religijnych Ja się uważam za tego drugiego. To intuicyjny podział, choć dla mnie prostszym eksponowaniem  postaw jest wyodrębnianie trzech kategorii, a mianowicie:  wiara, neutralność  i niewiara. Przy czym wiara i niewiara to postawy będące formą swoistego  „kultu”, neutralność natomiast jest stanem specyficznym, w którym dominuje sceptycyzm.

     

  19. bodybags
    21 września 2017 at 21:52 - odpowiedz

    A ja nie wiem. Nie dlatego, że uciekam przed dyskusją, tylko że kim ja jestem żeby wiedzieć

  20. Gość
    10 marca 2018 at 23:59 - odpowiedz

    Nie wiem, czy autor tego artykułu w ogóle odpisze, no ale muszę zadać pytania, ponieważ pewne rzeczy mi tutaj nie pasują. To, kim pan jest z wyznania, mnie nie obchodzi. Bardziej mnie dobija ta arogancja w sprawie wyjaśnienia ""Jak to ludzie agnostycystyczni to tak naprawde ludzie, którzy są ateistami, lecz o tym nie wiedzą":
    1. Na jakiej zasadzie pan tak uważa? Spotkał pan takich ludzi? Czy każda osoba wygłaszająca taki pogląd jest dla pana hipokrytą? Że taki człowiek próbuje jak cwaniak uciekać od odpowiedzi? Taka generalizacja jest ohydna. Ja sam byłem w okresie, gdy określałem siebie jako ateistę. Jednakże po pewnym czasie zastanowiłem się, czy aby na pewno nim jestem. Będąc ateistą zmuszam się do myślenia, że Boga nie ma i nie ma na to dowodów. Okej, mogę stwierdzić, że o dowody trudno, ale czy w 100% nie ma Boga? Nie jestem pewny, czy Bóg istnieje, ale też nie twierdzę, że Bóg nie istnieje. Nie mogę więc być ateistą sądząc, że może jednak On jest.

    2. Pozwolę sobie wkleić tutaj jeden z pańskich komentarzy, bo tutaj też jest trochę nie halo.

    Agnostycyzm jest terminem bardzo szerokim, oznacza niepewność, ale ta niepewność rozciąga się od wahań osoby głęboko wierzącej, ale świadomej, że z dowodami krucho, po zdecydowanych ateistów, świadomych, że nie ma i nie może być dowodów na „nieistnienie”, ale hipoteza boga nie jest im potrzebna, ponieważ ani niczego nie wyjaśnia, ani nie czyni świata lepszym, ani nie ma podstaw by traktować ją poważnie.

    Czyli według pana tylko ateiści żyją tak, iż nie należy zajmować się Bogiem, bo to jest niepotrzebne, a agnostyk nie? Sam uważam, że nie warto tracić na to energii, jeżeli się nie czuje tego, no ale żeby od razu był tchórzem? Na jakiej zasadzie?

    3.  Tu fragment pańskiego artykułu "Faktycznie „nie wiem" agnostyka jest pełne pokory. Może byłaby to pokora urzekająca, gdyby nie była tak wszechstronnie i bezwzględnie wykorzystywana.". Emmm, osobiście częściej słyszałem o przypadkach, że ludzie niewierzący, ale niezdecydowani prędzej przeskakują na ateizm bo to wszechstronnie niż na agnostycyzm. Gdzie pan usłyszał o swojej sytuacji?

    Nie muszę chyba wspominać, że ten artykuł w ogóle mnie nie przekonał do rozmyślań nad tym, czy może jednak jestem ateistą. I zapewnie pan pewnie mi powie inaczej, że jestem tylko głupim zagubionym człowiekiem, ale muszę pana uświadomić, że gorące dyskusje pomiędzy osobami  teistycznymi, a ateistycznych (tak, obu stron) oraz wszelkich innych wyznań religijnych skłoniły mnie do przemyśleń, a w ostateczności do wniosków, że jestem agnostykiem i będę się dalej tego trzymał.

    Przy okazji pozdrawiam też tą osobę, która próbowała wmówić w jednym artykule, iż agnostyk to człowiek nieszczęśliwy oraz że może on odczuć szczęście tylko w Bogu. Dla mnie większą katorgą były dyskusje i wyzwiskiwanie na temat religii.

  21. Koraszewski
    Koraszewski
    11 marca 2018 at 11:19 - odpowiedz

    Wie Pani, sprawdzam i sprawdzam i zastanawiam się gdzie ja coś takiego napisałem. Hm "Jak to ludzie agnostycystyczni to tak naprawde ludzie, którzy są ateistami, lecz o tym nie wiedzą". Nie wiem co to sa ludzie agnostyczn? Może chodziło Pani o agnostyków, Ale dlaczego agnostycy mieli by nie wiedzieć, że sa ateistami. Ateista pamiętający o tym, że dowodów na nieistnienie nie ma, jest agnostykiem bardziej zdecydowanym, Populacja agnostyków ma swoje skrajności, od ludzi wierzących, ale niepewnych do ludzi przekonanych,m że prawdoipodobnieństwo jest tak małe, że wiara graniczy z absuyrdem.  Panijednak boksuje się z cieniem,a nie z tym co napisałem. 

    Reszta Pani wywodu podobna, i przepraszam za brak szacunku, ale na taką "wymianę" myśłi doprawdy szkoda czasu.    

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *