Wielka fuga

   Kwartet smyczkowy to jeden z najdoskonalszych przejawów muzyki jako takiej. Doskonałe wyważenie brzmienia instrumentów smyczkowych, jak ich nieskończone możliwości ekspresyjne i melodyczne potrafią stworzyć prawdziwy wszechświat sztuki za pomocą czterech koncertujących osób. Dawniej kolejnym atutem kwartetu smyczkowego było także domowe muzykowanie. Łatwiej zgromadzić się w gronie przyjaciół i zagrać kwartet niż symfonię kameralną. A jednocześnie bogactwo struktury wielu kwartetowych kompozycji nie ustępuje wcale symfoniom. Ba! Kwartety w swoich najbardziej klasycznym okresie zbudowane były na czteroczęściowej formie sonatowej, kręcącej się wokół dwóch głównych tematów, zupełnie tak samo jak symfonie.

   Ojcem dojrzałego kwartetu smyczkowego był Józef Haydn, który chyba w każdym momencie swojego życia (nie wiem jak to było w łonie matki…) komponował jakiś kwartet. Natomiast Ludwig van Beethoven był demiurgiem kwartetu. Jego późne kwartety są niepojętym szczytem muzyki klasycznej jako takiej. Są nieludzkie, ale poruszające. Beethoven uznał, że będzie nie tylko ich twórcą, ale też i ich pierwszym słuchaczem… Poprzeczka została postawiona znacznie wyżej, niż jest to osiągalne nie tylko dla zwykłych zjadaczy chleba, ale też i dla innych kompozytorów. Mimo to wyławiamy z tych muzycznych wszechświatów jakieś okruchy lśnień, jakieś tęcze, odblaski… Wiemy, że nie rozumiemy całości i nigdy to nie nastąpi, lecz te drobne fragmenty, które jesteśmy w stanie dotknąć naszą wyobraźnią, to już dostatecznie wiele, aby się bezgranicznie zachwycić.

   W świat utworów obudowany wokół „Wielkiej fugi” Beethovena przeniósł nas Kwartet Lutosławskiego, jeden z najlepszych polskich (i nie tylko) kwartetów smyczkowych. Albumy i koncerty Kwartetu Lutosławskiego zawsze przenoszą nas w doskonale dobrane i skomponowane muzyczne ogrody.

Tym razem mieliśmy taki program. Koncert odbył się 16 kwietnia 2026 roku w Sali Kameralnej NFM:

O. di Lasso Stabat Mater (fragmenty)
A. Schnittke III Kwartet smyczkowy
J.S. Bach Fuga h-moll BWV 869 z Das Wohltemperierte Klavier I

A. Pärt Da pacem Domine     
L. van Beethoven Große Fuge op. 133

   Muzycy zasiadli w kręgu, na podwyższeniu. Publiczność siedziała wokół nich. Utrudniało to trochę usłyszenie drugiego skrzypka i współzałożyciela Kwartetu Lutosławskiego Marcina Markowicza, który jest także ciekawym kompozytorem. A wstępy słowne Markowicza zawsze są interesujące, prowadzą nas przez starannie dobrane programy zespołu. Tym niemniej kwartet umieszczony w epicentrum sali nadawał dodatkowej wagi przedstawianej muzyce.

   Ucieszyłem się widząc wśród prezentowanych kompozytorów Orlanda di Lasso. To jeden z największych twórców doby renesansu, którą uwielbiam, a która muzycznie nie jest obecna na koncertach filharmonicznych. Nawet, gdy występuje we Wrocławiu wielki Paul McCreesh, decyduje się zazwyczaj na późniejszą muzykę chóralną.

   Spodziewałem się więc, że fragmenty Stabat Mater Lassusa (łacińska wersja jego nazwiska, czy też przydomku) zamkną się w jakichś dwóch minutach i ledwo zdążę je usłyszeć. Tymczasem nie, mieliśmy kilka świetnych fragmentów i chyba z kilkanaście minut najwspanialszych struktur muzycznych doby odrodzenia. Kwartet Lutosławskiego nie jest pierwszym kwartetem smyczkowym, który sięgnął po muzykę chóralną renesansu, w transkrypcji oczywiście. To zjawisko istnieje już od lat, choć łatwiej je odnaleźć na płytach niż na koncertach. Moim zdaniem jest to świetny pomysł. Renesansowe harmonie aż proszą się o taką ich ponadczasową instrumentalną wersję. Homogeniczne brzmienie smyczków doskonale koresponduje z homogenicznym brzmieniem głosów oryginału. Zresztą już w renesansie zespoły wiol także grywały transkrypcje renesansowych struktur wokalnych. Dzięki wersji na współczesne smyczki mogliśmy jeszcze lepiej usłyszeć i zrozumieć śmiałość oraz rozmach wielogłosowych struktur di Lasso. Kwartet Lutosławskiego grał te fragmenty z powagą, plastycznym i ciemnym dźwiękiem. Zrozumiałem, że ma to być mocne otwarcie koncertu.

   III Kwartet Schnittkego łączył w sobie Grosse Fuge Beethovena i polifonię Lassusa. Dlatego okazał się być świetnym zwornikiem całego koncertu. Znów ucieszyłem się słysząc tego znakomitego, a jednak nie bardzo często grywanego w filharmoniach kompozytora. Muzycy poprosili o nieklaskanie w trakcie koncertu, co bardzo mnie ucieszyło. Pozwoliło to na płynne i bardzo efektowne przejście od Lassusa do Schnittkego, co podkreślało zamiłowanie tego ostatniego do muzycznego kolażu. Co jednak ciekawe, w kolażach Schnittkego nie dominuje humor, nie są to pastisze. To jest raczej wprowadzanie istniejących elementów muzyki do własnego, starannie skonstruowanego świata muzyki. Lutosławski Kwartet zagrał rosyjskiego kompozytora z ogromną wrażliwością, dokładnością i wyobraźnią. Potwierdziło się to, co wiem od dawna. „Lutosławski” to nie tylko nazwa. Muzycy uwielbiają nadawać nowe, intrygujące życie muzyce bliskiej lub bliższej naszym czasom. Słuchanie ich w muzyce drugiej połowy XX wieku lub pierwszych dekad XXI wieku to czysta przyjemność. Mamy tu zrozumienie dla zamiarów kompozytora, klarowność środków wyrazu, silny plastycyzm służący kreowaniu ekspresji utworu.

   Fuga h-moll BWV 869 z Das Wohltemperierte Klavier I Jana Sebastiana Bacha zgodnie z zapowiedzią Marcina Markowicza okazała się śmiała i w zasadzie atonalna. To zastanawiające u kompozytora, który wraz z Jeanem Philipem Rameau stworzył zasady tonalności w muzyce, czemu zresztą służyły także jego po części dydaktyczne cykle muzyki „klawiszowej”. Muszę przyznać, że zwykle słucham długich fragmentów Bachowskich cykli i nie zwróciłem do tej pory uwagi, że Fuga h-moll jest aż tak zwariowana i specyficzna. Ten muzyczny klejnot z pewnością pasował do programu koncertu. Nie można nadać koncertowi tytułu „Grosse Fuge” i pominąć J.S. Bacha. To tak jak zbudować metro, ale nie ułożyć w kutych przez lata tunelach torów…

     Pärt w swoim utworze okazał się być bardziej postrenesansowy niż po swojemu „minimalistycznie uduchowiony”. To również pasowało do całości koncertu, zagłębiając nas w muzycznych matematykach głębiej i głębiej.

   I wreszcie finał, czyli Wielka fuga Beethovena. Zgodnie z nastrojem całości nie otrzymaliśmy ekspresjonistycznej, silnie dynamicznej interpretacji, lecz raczej kontemplacyjną, cienistą, może nawet mroczną. Bohaterką tego koncertu była matematyka muzyki, nie zaś romantyzm, którego Beethoven był faktycznym twórcą. I zostałem z tą matematyką, zamyślony i zaintrygowany. Cały układ koncertu był próbą uchwycenia nieuchwytnej abstrakcji, próbą ambitną, otwierającą  nam oczy, dla wielu wymagającą, ale dającą w zamian bardzo wiele. Oczekuję oczywiście na płytę z tym programem, o ile już nie została wydana… Dodam, że warto wydawać płyty, wracają nie tylko winyle, ale też CD, świat streamingi nie sprawdza się zwłaszcza w odniesieniu do muzyki klasycznej.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 × cztery =