Dlaczego kobiety nie lubią feminizmu? Przyłuska, Płatek, Borguńska, Dominiczak

 

Wedle pochodzącego sprzed paru lat badania opinii publicznej, tylko 7% polskich kobiet utożsamia się z feminizmem. Dlaczego tak mało kobiet lubi feminizm? To trudne pytanie Andrzej Dominiczak stawia inicjatorkom Strajku Kobiet, oraz znanej feministce i prawniczce – prof. Monice Płatek.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

18 Odpowiedź na “Dlaczego kobiety nie lubią feminizmu? Przyłuska, Płatek, Borguńska, Dominiczak”

  1. prawdopodobnie dlatego, że skuteczniejsze są tzw. tradycyjne kobiece sposoby; kokietowanie itd. Nancy Reagan miała u boku męża dużo większe wpływy polityczne niż "męska" Hilary Clinton.

    1. Martwi mnie od dawna, jako feministę, że "zawodowe" feministki jakoś nie bardzo się przejmują tym niskim poparciem kobiet dla idei, a niektóre rzeczywiscie popadają w nieporzyjazny kobietom fundamentalizm. Jest o czym rozmawiać.

      1. to pewnie dlatego, że walka klas/ras i płci i inne marksizmy są proste jak każdy socjalizm, żeby postrzegać wszystkie kolory trzeba być bystrezjszym. Niestety studia feministyczne czesto mylą aktywizm z nauką, i stają się przytulińskiem dla formalnie naukowych ale niezbyt lotnych, bo aktywizm jest brany za rozumienie spraw

  2. Jakie to są te argumenty za tym, że "feminizm jest zgodny z ewolucją"? I co to w ogóle znaczy, że jakiś ruch ideologiczny może być zgodny, albo niezgodny z ewolucją? I po co miałby się feminizm (czy jakikolwiek inny ruch) wspierać ewentualną "zgodnością z ewolucją"? "Zgodnością z ewolucją" mógł się swego czasu poszczycić radykalny tzw. darwinizm społeczny, zakładający konieczność selekcji jednostek fizycznie i psychicznie sprawniejszych w celu stworzenia społeczeństwa idealnego rasowo, czego zbrodnicze skutki są powszechnie znane. Różne nasze pomysły na rzeczywistość tym bardziej wydają się ludzkie im mniej mają wspólnego z tą "ewolucyjną zgodnością". Nasza tendencja do przedłużania sobie życia z użyciem środków, będących rezultatem rozwoju medycyny jest "niezgodna z ewolucją", ponieważ wieku rozrodczeg dożywają nie tylko osobniki, posiadające najlepsze zestawy genów, ale również te, które by sobie bez medycyny nie poradziły. Promowanie aborcji i antykoncepcji działa "na niekożyść" ewolucji, ponieważ pary, które rezygnują z rodzicielstwa nie biorą w niej w ogóle udziału (nijak jej tym samym nie wspierając). Nie uprawianie seksu przez mężczyzn zwiększa ryzyko raka prostaty, a nie zachodzenie w ciążę zwiększa ryzyko rozwoju innych nowotworów u kobiet (przedwczesna śmierć jednostki dyskwalifikuje ją z tego ewolucyjnego konkursu). Gwałt jaki ludzkość zadaje biologii zdaje się być nieraz o wiele bardziej humanitarny niż jej (ludzkości) absurdalna chęć dopasowania się, w ramach zachowania "zgodności". Jeśli się kobiety emancypowały, to nie po to, aby dogodzić naturze, ale by poprawić swoje warunki bytowe w naszych sztucznych, bo ludzkich, społeczeństwach. Dla samicy modliszki, samiec który zostaje pożarty zaraz po kopulacji np. w warunkach braku innego pożywienia, stanowi cenne jego źródło. Ciężarna modliszka, pożerając samca, zwiększa swoje szanse na złożenie jaj i przekazanie mieszanki własnych i jego genów. Samce nie dają się – rzecz jasna – tak łatwo zabić (i nie zawsze bywają zjadane), ale gdyby się jednak za bardzo wyemancypowały, zmniejszyłoby to cokolwiek liczbę złożonych przez niektóre samice jaj…

      1. Hmmm… tekst jest raczej czymś w rodzaju rady, aby feministki nie ignorowały teorii ewolucji darwinowskiej, realizując swoje cele i szukając źródeł dominacji mężczyzn. Zdanie, że "teoria ewolucji nie stoi w sprzeczności z feminizmem" znaczyło by tutaj, jak rozumiem, iż jej prawdziwość nie musi wcale przeszkadzać feministkom w realizacji ich ideologicznych zamierzeń, ponieważ pozwala lepiej zgłębić źródła patriarchatu, jako zjawiska biologicznie (ewolucyjnie) uwarunkowanego…

        1. Mniej więcej tak, ale jest też pare akapitów na temat wyjaśnień ewolucyjnych, wcale nie wykluczających wpływu środowiska. Ale to feministom i feministkom, o których wspominam, nie wystarczyło, gdyż ich idelogia odrzuca jakąkowiek rolę czynników biologicznych – cechy, zachowania, postawy są ich zdaniem wyłącznie konstruktem społecznym – nie zgadzają się nawet na opublikowanie tekstów w jakiejś mierze niezgodnych z ich ideologią.    

    1. No choćby dlatego że 90% polskich kobiet ma wyższe IQ niż polscy kibole wyklęci – logiczne jest że zakazywanie kobietom edukacji czy pracy jest absurdem. 

      1. Pani Alu, kobiety w Polsce rzeczywiscie są lepiej wykształcone niż mężczyźni, ale to akurat nie ma wielkiego znaczenia dla tematu tej rozmowy. Zastawniamy się, dlaczego zdecydowana większość kobiet nie identyfikuje się lub wręcz odrzuca feminizm. 

        1. Bo nie wiedzą czym jest feminizm. Kojarzą feminizm tylko z paleniem biustonoszy i aborcją, a nie wiedzą że gdyby nie feministki to nie mogłyby studiować, głosować w wyborach, wybierać sobie męża itp. itd.
           

  3. 56:50 a dlaczego Pani Profesor, a nie Pani Profesorka? 
    Jesli chodzi o zenskie formy pilot/pilotka  to wszystko/duzo  zalezy od tego z jaka forma spotkamy sie w szkole (podstawowej). Jak ktos sie oslucha, za sa artystki to nie bedzie uwazal w tym nic dziwnego. Wiecej, to "pani artysta" jest dzisiaj zupełnie niepoprawne. Po reformie szkolnictwa w nowym elementarzu bedzie "Jarek ma kota", specjalista od mleka, zamiast Ali. Idzie postep?
    Mnie ciekawi stosunek tych pan do rozwodow w Polsce. Polska jako jeden z niewielu krajow nie ma rozwodow na zyczenie, mozna rozwod przeciagac na piec albo i  wiecej lat, mozna zadac orzeczen o winie, trzeba miec, jak to Pan A. mowi "przeslanki" (chłop moze babe bic, ale to za słaba  przesłanka).  Czy to tych pan (ani Pana A nie razi?). Polskie kobiety pewnie beda walczyc du upadłego o takie ubezwlasnowolnienie, bo inaczej "pan i wladca" moze je porzucic i to bez wpisania w akta ze "on ja zdradzil".  Dopoki nie ma rozwodow na zyczenie (jednej strony) bez podawania przyczyn, to do konca zycie bedziecie kochane panie ubezwłasnowolnione. Ale do tego Polki jeszcze nie dorosły, i sie ciesza, ze za "kare nie dam chłopu rozwodu".

      1. Ale ciekawe to na ten temat sądzą nasze panie.
        Oczywiscie kazdy rozwod powoduje tez rozwod finansowy. Ale to jest osobna sprawa. Jesli komus sie nie podoba co na temat rozwodu finansowego mowi prawo mazenskie (w danym kraju) to sie niech nie zeni, albo spisze intercyze. Ostatecznie moze sie procesowac. Ale to nie moza opozniac rozwodu "miedzy" dwojgiem ludzi,  to jedynie proces  jak podzielic majątek (jesli jakas strona sie nie zgadza). 
        A juz tzw. stwierdzenie kto jest "winny" rozwodu to juz zupełne kuriozum. Amerykanie sie w tym lubują, zaglądac do łożka i wynajmowac detektowow, bo wiadomo, meżus zdradził to żonka liczy na  $$$$$ odszkodowanie. Co za farsa. 
         

        1. Nie całkiem  się z tym zgadzam. Malżeństwa bywają (i to często) krzywdzące dla jednej ze stron. Takie orzeczenie o winie może być być słuszne i sprawiedliwe; moze miec także korzystne dla osoby skrzywdzonej skutki prawne. Powinno na przykład być ważną przesłanką do ewentualnego orzeczenia alimentów dla osoby poszkodowanej.     

  4. Wydaje mi się, że można powiedzież, że mamy, przynajmniej w Polsce, do czynienia z dążeniem do równości, równouprawnienia, do szeroko pojętego wyzwolenia i upodmiotowienia kobiet, drogą de facto mocno nieemancypacyjną. To znaczy, poprzez w gruncie rzeczy nadaniem kobietom, a nawet całemu społeczeństwu, konkretnego zadania, celu w postaci określonej rzeczy rozumianej pod pojęciem "dobrego życia". Tzn. co rozumiemy przez sukces i powodzenie. I powiedzenie kobietom, że też mają do tego prawo. W efekcie, z formą programowania społecznego. Nie twierdzę, że ktoś konkretny tę wizję/te wizje narzuca, ale odnoszę wrażenie, że jest coś na rzeczy. I to mi się z emancypacją nie kojarzy, jako z 'uprawnieniem', czy umożliwieniem wyboru swojej drogi. Nie mam pomysłu co z tym zrobić, ani nawet nie twierdzę, że to jest w pewnym sensie problem, choć być może. Być może za mało rozwinąłem swoją myśl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwadzieścia + dziewięć =