Fagot, oboje i muzyczne perły z Czech

 

 

Gdy zmierzam rowerem w kierunku Narodowego Forum Muzyki czasem obieram drogę między dwoma rzekami – Odrą i Oławą. Szczególnie na wiosnę jest tam pięknie, gdyż obok znanych nawet w sercu miasta dźwięków odzywają się wszelkie ptaki i płazy żyjące na mokradłach i budzące się do życia wraz z nadejściem ciepłej aury. Lecz w sumie rzeki i ich nurt są już same w sobie alegorią muzyki. Różne stylistyki i epoki to nurty i koryta, zaś sama woda jest sztuką muzyczną, kapryśną, meandrującą, a czasem rwącą bystro do przodu.

 

Taki właśnie wielonurtowy koncert mieliśmy w NFM 19 kwietnia 2018 roku. Pierwsza jego połowa przeniosła nas do epoki baroku, zaś druga tkwiła w XX wieku, zarówno tragicznie jak i komicznie. Grali muzycy zgromadzeniu wokół znakomitej wrocławskiej fagocistki, Katarzyny Zdybel-Nam. Artystka jest solistką NFM Filharmonii Wrocławskiej, kształciła się w Krakowie i we Wrocławiu, grała jako solistka z wieloma europejskimi orkiestrami, wydała ciekawe płyty. Jej najlepszą wizytówką był oczywiście fagot, na którym grała z niezwykłą wirtuozerią i elegancją.  Jedynie dzieło Pavla Haasa pozostawiła w całości innym muzykom, gdyż fagot, z natury swej bardzo pogodny, nie przywykł do tego typu tragizmu. Ale o tym za chwilę.

 

Fagot, oboje i muzyczne perły z Czech

 

W pierwszej części koncertu usłyszeliśmy dwa utwory Jana Dismasa Zelenki, wybitnego późnobarokowego twórcy czeskiego, który coraz bardziej staje się jedną z głównych ikon muzycznych XVIII wieku, obok takich gigantów jak Jan Sebastian Bach, Handel, Telemann czy Vivaldi. Za odkrywanie na powrót Zelenki wziął się z początku  Bedřich Smetana, wielki czeski romantyk, szukający oczywiście również narodowych korzeni czeskiego geniuszu muzycznego. W ostatnich czasach Zelenka pojawiał się dość często na płytach, aż wreszcie muzycy z praskiego Collegium 1704 uczynili go głównym patronem swojego zespołu muzyki dawnej i wraz z doskonałymi interpretacjami zaczęli go popularyzować wśród melomanów z całego świata. Swoją drogą artyści z Collegium 1704 i Collegium Vocale 1704 często współpracują z wrocławskimi „dawniakami” od muzyki na dawnych instrumentach. Nic w tym dziwnego, wszakże w czasach, gdy Zelenka pojawił się po raz pierwszy na kartach historii (rok 1704) Wrocław należał do Królestwa Czech, a wraz z nim do monarchii Habsburgów.

 

I tym razem wrocławskim artystom pomógł Czech – oboista Jan Souček. Jest on praskim muzykiem całą gębą – jest oboistą solistą w Filharmonii Praskiej (jednej z najlepszych orkiestr na świecie), gra też w zespole czeskiej Opery Narodowej. Studiował w Pradze i w Lyonie, jest też kameralistą. Spotkamy go na płytach czeskiego Supraphonu. Souček grał z delikatnym liryzmem i ogromną wirtuozeria. Ciepłe brzmienie jego oboju było niemal namacalne i bardzo bliskie ideału gry na tym ukochanym przez barokowych twórców instrumencie. Z Součkiem dialogowała Justyna Stanek reprezentująca drużynę gospodarzy, czyli będąca solistką – oboistką u Filharmoników Wrocławskich. Nie odstawała znakomitym poziomem od swojego praskiego kolegi.

 

Najpierw usłyszeliśmy V Sonatę F-dur ZWV 18 na fagot, dwa oboje i basso continuo. Sonata okazała się bardzo piękna i z pewnością nie była wcześniej znana publiczności, gdyż renesans Zelenki nadal dotyczy przede wszystkim jego dzieł oratoryjnych a nie kameralnych. Sądząc zatem po zaprezentowanych we Wrocławiu sonatach czeskiego twórcy, czeka nas, melomanów, wiele wspaniałych odkryć.  W swej V Sonacie Zelenka inspirował się stylem włoskim, być może nawet weneckim. Niektóre zwroty i zaskakujące brzmienia przypominały muzykę kameralną Vivaldiego. Zorientowałem się też, że cechą muzyki instrumentalnej Zelenki jest rozpięcie estetyki pomiędzy archaizacją a modernizmem. Niektóre frazy nawiązywały jakby wprost do arcydzieł muzyki instrumentalnej z początku baroku, inne zaś były na wskroś jak na swoje czasy modernistyczne, przywodząc na myśl śmiałe i niepozbawione błyskotliwego humoru dzieła Telemanna. Jednak, dzięki archaizacji, Zelenka wydał mi się całkiem głęboki i momentami poważny (a z pewnością po wenecku melancholijny) na tle bardziej znanych arcydzieł Telemanna. V Sonata Zelenki okazała się dla mnie pięknym muzycznym odkryciem w doskonałym, silnym wyrazowo wykonaniu.

 

Również VI Sonata c-moll ZWV 181 zachwycała. Była ona znacznie bardziej matematyczna i niemiecka w stylu w porównaniu z jej poprzedniczką. Natomiast ciekawe wymieszanie estetycznej przeszłości i przyszłości i tu było bardzo wyraźnie widoczne. Przeplatające się głosy obojów i tworzący kolejny plan fagot robiły wrażenie bardzo bogatej przestrzeni dźwiękowej, całej bogatej krainy wyobraźni. Ich podporą było oczywiście basso continuo, pięknie realizowane przez grającą na klawesynie Martę Niedźwiecką i wiolonczelistę Wojciecha Fudalę.

 

Druga część koncertu należała do XX wieku. Najpierw była tragedia później rubaszna komedia. Pavel Haas był jednym z wielu zdolnych ludzi, których zamordowali naziści z uwagi na jego żydowskie korzenie. Swoją Suitę na obój i fortepian op. 17 Hass skończył w tym samym roku 1941, w którym naziści pozbawili go wolności I przewieźli do obozu w Terezinie. Tam, już w 1944 roku, aby zamydlić oczy Czerwonego Krzyża, naziści wykreowali na krótki czas swoisty „ogród sztuk”, aby zaraz potem, gdy komisja Czerwonego Krzyża dokonała już inspekcji, wywieźć żydowskich więźniów – artystów do obozu zagłady w Auschwitz – Birkenau, gdzie szybko zostali zagazowani i spaleni. Z filmu – pokazówki zachowało się do dziś 20 minut, a w tym fragmencie możemy zobaczyć także kompozycję Haasa – Studium na instrumenty smyczkowe.

 

Słuchając Suity Haasa ciężko mieć wątpliwości co do tego, że artysta już przeczuwał swój tragiczny los. Los podwójnie tragiczny, gdyż kładła na nim cień nie tylko całkowita anihilacja samego człowieka, ale również jego dzieł i pamięci o wszystkim, cokolwiek był w stanie dokonać przez bestialsko skrócone życie (żył niespełna 45 lat). Dlatego to, że słuchaliśmy jego dzieła było nie tylko zwykłym punktem w koncercie, ale również triumfem życia nad śmiercią i sztuki nad bestialstwem najmroczniejszych stron ludzkiej psyche, jakiej dali się ponieść niemieccy naziści. Jednakże Suita nie była interesująca z uwagi na martyrologię jej twórcy. Okazało się, że to znakomity utwór sam w sobie i to do tego bardzo prekursorski. Dramatyczne napięcie, nawet patos zostały w tym dziele zbudowane przez odchudzone z chromatyki frazy, po części niedomknięte, po części repetytywne. Śmiało można nazwać Haasa prekursorem prądów muzycznych, które zainstniały dopiero w latach 90ych XX wieku. Ta nowoczesność i umiar kompozycji suity dodatkowo zwiększały jej tragizm. Utwór ten grali Jan Souček i pianistka Katarzyna Kluczewska. To było bardzo dobre wykonanie, ekspresyjne I zdyscyplinowane jeśli chodzi o budowanie nastroju. Drobne uwagi krytyczne dotyczyć mogą z mojej strony zbyt silnego forte pianistki, które parę razy zbyt mocno zakryło dźwięk oboju, oraz paru nie do końca fortunnych przerwa na zaczerpnięcie oddechu ze strony Součka. Możliwe jednak, że Haas nie miał doświadczenia w pisaniu na obój i utrudnił zadanie wykonawcy.

 

Na koniec do oboisty i pianistki dołączyła Katarzyna Zdybel-Nam i z wyraźną satysfakcją rzuciła się w wir komicznego, niemal cyrkowego Tria na obój, fagot i fortepian francuskiego neoklasycysty Jeana Françaix. Jak przystało na nienawidzącego „teutońskiego patosu” galijskiego kompozytora otrzymaliśmy dowód potwierdzający tezę, że nazwa „muzyka poważna” jest niezbyt fortunna, gdyż słowo „poważne” nie pasowało ani trochę do tria Françaix. Choć jak zwykle u francuskich neoklasycystów bywa coś tam czaiło się na dnie tych beztroskich dźwięków i patrzyło na nas tajemniczo.

 

 

 

 

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.