• sobota, 21 stycznia 2017 r.

Madryt i polityka hiszpańska w XVIII wieku

Po śmierci Karola II rozgorzała wojna sukcesyjna hiszpańska. Pewnego deszczowego lutowego dnia 1701 roku wjechał do Madrytu Filip V, król Hiszpanii z łaski Francji, w październiku 1701 na kortezach w Barcelonie potwierdził przywileje tego miasta . Madryt zdecydował się jak czas pokazał, związać swe losy z Filipem, Barcelona zaś z jego rywalem Karolem III Habsburgiem. Madryt był dwukrotnie zajmowany przez siły prohabsburskie; w 1706 roku przez zdobyty został armię brytyjsko-portugalską, która ogłosiła królem Karola Habsburga. Wielu arystokratów uciekło wcześniej do swych wiejskich dóbr, by uniknąć konieczności kolaboracji (np. ks. Medinaceli pojechał do Burgos) nie oznaczało to jednak wielkiej gotowości wsparcia Burbona, lecz raczej przyjęcie postawy wyczekującej. W 1706 roku armia hiszpańska liczyła tylko 17.242 ludzi wiec mogła pełnić tylko rolę pomocniczą względem potężnej armii francuskiej, vide: J. Lynch, Bourbon Spain, s. 27.

Madrytczycy w swojej masie, pozostali jednak wierni Filipowi i stosowali bierny opór wobec okupanta. Kronikarz San Felipe pisał, że nawet prostytutki osłabiały okupantów. zajmując ich uciechami, gdy Filip zbierał posiłki w Sopetran. Aż 6 tysięcy żołnierzy miało zostać zarażonych chorobami wenerycznymi .
Ponownie zajęto Madryt w 1710 roku po bitwie pod Saragossą. Przed opuszczeniem miasta w celu wycofania się do Valladolid, Filip V wygłosił płomienne przemówienie do mieszczan . Wywołało ono wielkie wrażenie, Tak jak szlachta bywała w Kastylii pro habsburska, tak lud stał murem za Filipem V.

Wkraczający na czele swej armii, Karol III Habsburg miał stwierdzić, że miasto jest opustoszałe : esta ciudad es un desierto. S. Juliá, D. Ringrose, C. Segura, Madrid, historia de una capital, Fundación Caja Madrid-Alianza Editorial Madrid, 1994, s. 566… Gdy armia habsbursko-brytyjska ponownie zbliżała się do niebronionego Madrytu, Filip V nakazał całej szlachcie pod karą śmierci, udać się do Toledo. Chciał w ten sposób uniemożliwić jej ewentualną kolaborację z wrogiem. W ciągu 24 godzin miasto opuścili wszyscy właściwie Francuzi, nawet ci, którzy w hiszpańskiej stolicy osiedlili się wraz z rodzinami osiedlili się wieki temu. Kościół uznał walkę z armią-prohabsburska za krucjatę (Brytyjczycy i Holendrzy byli w końcu protestantami), co bardzo utrudniło życie okupantom. Armia habsburska łupiła miasto, ale po bitwie pod Villaviciosa odzyskano dużą część skradzionych w Madrycie dóbr. Admirał Kastylii Juan Luis Enriquez de Cabrera spakował cały swój majątek i opuścił Madryt przenosząc sie do Portugalii , par aragoński, hr. Cifuentes został szefem prohabsbusrskch guerillas, hr. Santa-Cruz szef floty galer, oddał je armii habsburskiej w 1706 r, a hr. Corzana , dawny wicekról Katalonii, przeszedł na stronę Karola w 1702 roku, gdyż tonął w długach (w 1707 Karol zrobił go wicekrólem Walencji). Później z 12 grandów 1 klasy , Filip V pozbawił swej łaski aż 4. 1/3 grandów (tj. najpotężniejszych arystokratów Hiszpanii) przybrała pozę wyczekującą wobec dramatycznych wydarzeń wojny .

Madryt został hiszpańską stolicą w XVI wieku, z centrum władzy jakim był zespół pałacowy Eskurial (budowy rozpoczęto w 1563 roku). Za panowania Filipa V pobudowano nowe pałace, włącznie z najważniejszym Palacio Real de Madrid, jednak dopiero Karol III (pan. 1759-1788) uczynił miasto nowoczesnym. Wdzięczni mieszkańcy mawiali, że Karol jest „najlepszym burmistrzem Madrytu” (mejor alcalde de Madrid).

Centrum miasta stanowiło, jakżeby inaczej Plaza Mayor istniejący od 1576 roku, a w obecnej formy od 1790, kiedy to architekt Juan de Villanueva rekonstruował go po serii pożarów. Generalnie Burbonowie uważali miasto za ciemną plątaninę wąskich uliczek i zaułków, bez należytych urządzeń sanitarnych i pragnęli upodobnić je do innych miast europejskich.

Madryt stanowił stolicę państwa, które w ciągu XVIII wieku nadrabiało potworne nieraz zaległości II polowy wieku XVII. Władza królewska była na przełomie wieków XVII i XVIII dość słaba, choć w teorii nieograniczona. Silna szlachta sprawiała problemy. Król musiał negocjować podatki, seniorzy ziemscy mogli powoływać własnych urzędników i zachowywali się często jak miniaturowi królowie. Nadal istniały poważne ograniczenia rynkowe., w tym bezsensowna granica celna na rzece Ebro. Poszczególne prowincje nie uzupełniały się ekonomicznie. Katalonia produkowała tekstylia i importowała zboża a Kastylia odwrotnie, przy czym brak rynku narodowego powodował ciągły deficyt który tylko transporty amerykańskich kruszców mogły regulować . Handel regionalny, jedyny jaki istniał, był ograniczony przez szlacheckie monopole, przy czym ta sama szlachta, która miała monopol na handel wielu regionów, wolała kupować wyroby zagraniczne. Mieszczaństwo było jeszcze względnie słabe, a lud był za biedny by inwestować . Istniały głupie zarządzenia, jak ustanowiony w 1631 zakaz handlu Peru i Meksyku, który jak inne ograniczenia nałożone na handel międzykolonialny szczęśliwie nie był przestrzegany. W ten sposób w Ameryce Południowej powstał rynek wewnętrzny szybciej niż w metropolii .

Kiedy tylko mógł Filip V unikał mieszkania w Alcázar, preferując pałac Buen Retiro i pałace arystokratów. Dwór w lipcu i sierpniu przebywał zwykle w la Granja (H. Thomas, Beaumarchais in Seville, s. 25.). W październiku z kolei przenosił się do Escorialu. 200 mnichów opuszczało wówczas swoje cele przenosząc się do zachodniego i południowego skrzydła , robiąc miejsce dla szlachty i króla. Reszta dworu: służba itd. mieszkała w pobliskich zajazdach. W Escorialu znajdowała się duża biblioteka. Odwiedzajmy ją w 1765 roku Beaumarchais był zdziwiony, gdy natknął się tam na dzieła zakazane przez Kosciół i władze hiszpańskie (m.in. Voltaire’a) .

Pożar mauretanskiego Alcázar Real (wraz z kolekcją obrazów) w roku 1734 dały asumpt do wybudowania nowego Palacio Real. Budowa ciągnęła się w żółwim tempie, projekt był bowiem imponujący, i trwała do 1764 roku, a pierwszym lokatorem był dopiero Karol III, w kilka lat potem. W roku 1748 spłonął Aranjuez, co dało asumpt do modernizacji budynku. Filip V rozpoczął modernizację miasta od peryferii, z pomocą corregidora (w l. 1715-1730). markiza de Vadillo. Prace nad wznoszeniem nowych mostów trwały za Filipa V pod kierownictwem Pedro de Ribery. Burbonowie budowali mosty, szpitale, akademie z pomocą takich urbanistów jak Francesco Sabatini, Ventura Rodríguez i wspomniany już Juan de Villanueva. Do projektów należały: Salón del Prado i kompleks pałacowy Buen Retiro na obrzeżach miasta, promenady paseo del Prado i paseo Recoletos, ogród botaniczny: Real Jardín Botánico, obserwatorium: Real Observatorio Astronómico. Real Gabinete de Historia Natural.

W 1743 roku liczący 101.268 mieszkańców (w 1799 – 184.404, ok. 1800 roku nastąpił kryzys demograficzny) Madryt, nie dorównywał innym stolicom europejskim. Miasto było słabe ekonomicznie; nie było portem i leżało w środku lądu. W połowie XVIII wieku podróżnicy chwalili Madryt, ale nie jego okolice nudne, opuszczone i melancholijne. Madryt nie miał uniwersytetu ani wspaniałych budowli ani nie był siedzibą episkopatu, nie miał ani dynamiki handlowej, ani dużych ekonomicznych instytucji. Domy szlacheckie były nieoddzielone od sklepów i obskurnych ulic, oraz zbudowane w z złym guście. Higiena ulic i domów pozostawiała wiele do życzenia nawet wg standardów epoki. Stolica posiadała bardzo wąski rynek, mówiono, ze działają w niej tylko politycy i krawcy. Madryt miał tylko 8,7 proc aktywnej populacji (kupcy i różni profesjonaliści) podczas gdy eklezjaści i gardzący pracą szlachetkowie stanowili razem aż 21 %. Wyglądu prawdziwej stolicy miał Madryt nabrać dopiero w II połowie wieku świateł (Lynch, Bourbon Spain, s. 241-244).

Polityka zmieniała się z władcami i ich ministrami. Panowanie Filipa V oznaczało rządy Elżbiety Farnese, księżnej Parmy i jej włoskiej kliki skupionej wokół kardynał-ministra Giulio Alberoniego. Klika dążyła do odzyskania hiszpańskich posiadłości we Włoszech, niejednokrotnie przedkładając interesy parmeńskie nad hiszpańskie. Dopiero pod koniec panowania Filipa zaczęto doceniać rodzimych polityków, jak np. reformatora floty i armii José Patiño Rosalesa (1666-1736), pierwszy sekretarz stanu w latach 1734-1736.

W 1746 roku rządy przejął Ferdynand VI, co zostało przyjęte z entuzjazmem. Był on urodzony w Hiszpanii, w przeciwieństwie do Filipa V, który zawsze pozostał, zwłaszcza w oczach ludu Francuzem na tronie hiszpańskim. Ferdynand VI był odbierany jako prawdziwie hiszpański król, a jego rząd za rząd narodowy, tworzyli go bowiem wybitni hiszpańscy politycy: José de Carvajal y Lancaster (1698-1754) i Zenón de Somodevilla y Bengoechea, marqués Ensenada (ur. 1702-1781). Często pisze się o konkurencji obu ministrów i o prawdziwej dwuwładzy i podwójnej dyplomacji okresu od 1746 do 1754 roku (dymisja Ensenady wskutek intryg brytyjskich i śmierć Carvajala), a także o dwu ideologiach: makiaweliczno-racjonalistycznej Ensenady i chrześcijańsko-antymakiawelicznej Carvajala .

Z drugiej strony John Lynch podkreśla wspólne cele jakie stawiali sobie obaj ministrowie. Probrytyjski Carvajal chciał by Hiszpania odzyskała „należną jej” pozycję na arenie międzynarodowej dzięki posunięciom dyplomatycznym, podczas gdy frankofil Ensenada był nastawiony bardziej na konkurencję militarno-morską i handlową z innymi państwami, oraz na szerokie użycie szpiegostwa, zwłaszcza technologicznego. Sam król Ferdynand był władcą typowym dla epoki baroku; pełnym katolickiego ferworu i okrucieństwa (lubił patrzeć na autodafe ), ale i miłosierdzia: w lecie 1750 roku subsydiował dotkniętych suszą Andaluzyjczyków, a po trzęsieniu ziemi w Lizbonie w 1755, przysłał pomoc i żywność, chociaż Portugalczycy przyjęli ten gest lodowato . Tak samo jak Filip V, Ferdynand VI był powolny swej żonie, jednak jego portugalska małżonka Barbara Braganza nie była ani tak ambitna, ani tak zdolna jak Elżbieta Farnese. Ferdynand lubił sztukę i muzykę (na jego dworze tworzył Domnico Scarlatti i występował słynny Farinelli). Twardy katolicyzm króla nie oznaczał, że nie starał się on podporządkować sobie Kościoła. Popierał on konkordat z Watykanem (dzieło Ensenady) z 11 stycznia 1753 roku, znacznie zwiększający królewski patronato universal nad Kościołem .

Po odejściu Ensenady od polityki i śmierci Carvajala, znowu pierwsze skrzypce zaczęli grac cudzoziemcy. Ricardo Wall, pierwszy sekretarz stanu w latach 1754-1763 był Irlandczykiem i frankofobem. Jego przyjaciel i następca (1763-1776) słynący ze znakomitych manier Genueńczyk Jerónimo Grimaldi był z kolei frankofilem (H. Thomas, Beaumarchais in Seville, s. 37. Był także Grimaldi miłośnikiem nowinek technologicznych. Po tym jak służył jako ambasador w Hadze, kazał wybudować w Aranjuez modelowa holenderska wioskę, vide: Ibidem, s. 63.), lecz musiał dzielić się władzą z Leopoldem de Gregorio, markizem Esquilache, antyklerykałem i reformatorem (epoka oświecenia zaczyna się w Hiszpanii tak naprawdę dopiero za panowania Karola III, czyli po 1759 roku), plebejuszem urodzonym w Neapolu, ministrem odpowiedzialnym za politykę wewnętrzną. Esquilache stał się w 1766 roku obiektem nienawiści ludu Madrytu i innych miast. Zresztą opór przeciw racjonalizatorskim pomysłom ministra musiał być widoczny, już wcześniej, skoro Beaumarchais w 1765 pisał: „miasta są jak dzieci, płaczą gdy się je czyści” . Trzecim wielkim ministrem był odpowiadający za flotę amerykańską Julian de Arriaga, baskijski dewot kontrastujący z poprzednio wymienionymi oświeceniowcami, który jak przystało na hiszpańskiego dewota nienawidził Francuzów . W cieniu tych głównych ministrów działali właściwi „oświeceni” – ilustrados: Aranda, Floridablanca, Campomanes, Jovellanos, hr. de Revilllagigedo, markiz de Croix i gen. Alejandro O’Reilly.
Warto też pamiętać o tym, że do 1766 roku żyła wdowa po Filipie V, Elżbieta Farnese, która choć na wpół ślepa, nadal miała sporo do powiedzenia w polityce, na szczęście zajmowała się bardziej swą kolekcja 1600 wachlarzy niż polityką .

Karol III po śmierci swej żony (1760) nie miał miłostek, zadowalając się codzienną rutyną. Wstawał o 7:00, Godzinę potem szedł na mszę, po czym wypijał czekoladę i zażywał tabaki. Od 9:00 do 11:00 pracował z ministrami. Obiad jadł samotnie. W południe udawał się na polowanie, które trwało zwykle do ok. 19:00. Po kolacji często był tak zmęczony, ze zasypiał na łóżku w ubraniu. Był człowiekiem skrytym i nieufnym. Jego rząd uchodził za najsilniejszy w Europie, ponieważ nie było żadnych pośredników między Koroną i ministrami a ludem. W przypadku Karola była to zaleta, jako, ze był to jeden z najzdolniejszych władców ówczesnej Europy .

115

Il. motín de Esquilache (1766),, źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1f/El_mot%C3%ADn_de_Esquilache.png (dostęp: 27.07.2011 r.).

Mieszkańcy właściwie tylko raz zdecydowanie oparli się oświeconej polityce Karola III – rey alcalde, podczas tzw. motín de Esquilache (1766), tj. zamieszek związanych z ministerialnym (minister nazywał się Esquilache) zakazem noszenia tradycyjnych obszernych płaszczy i somberos, które utrudniały identyfikację policyjną i ukrycie broni pod strojem. Leopoldo de Gregorio, markiz Esquilache chciał dostosować stój hiszpański do ogólnoeuropejskiego. Zamieszki miały miejsce także w Cuenca, Saragossie, Palencii oraz w niektórych miejscowościach Nawarry. Sprawę pogarszała susza i niedostatek żywności. By dogadać się z buntującym się ludem i okazać gest dobrej woli, monarcha musiał odwołać ministra (wraz z zadekretowaniem, że na ministrów spraw zagranicznych nie będzie się powoływać cudzoziemców), rozwiązać Junta de Abastos – radę dostaw i odesłać wojsko do koszar. Jednak kiedy arystokracja w swej masie zaczęła nosić strój francuski (trikorn – sombrero de tres picos, i krótki surdut – capa corta), szybko zapomniano o związku miedzy strojem a powstaniem.

Oto jak rozgrywały się owe pamiętne madryckie zamieszki . Dekret z 20 marca 1766 roku zarządził nowe wysokie podatki wojenne. Niezadowolenie wygnało na ulicę grupy aktywistów, jednak dopiero 23 marca rząd wziął sprawy na poważnie, kiedy to 6 tysięcy osób zebrało sie na Plaza Mayor i poszło pod dom ministra Esquilache, który na szczęście ten wracał wtedy ze swych wiejskich posiadłości, i kiedy tłum plądrował jego dom, mógł schronić sie u króla. o 20:00 na ulicach było juz 15 tysięcy ludzi. Następnego ranka tłum 20-30 tys. ludzi roił się wokół Puerta del Sol, by pociągnąć ku pałacowi królewskiemu. Po drodze napotkali gwardię walońską (Walonowie stanowili 2/3 gwardii królewskiej) i padły trupy po obu stronach. Okaleczone ciała 10 zabitych strażników tłum wlekł po ulicach, a dwa z nich nawet spalił. Oficerowie i ministrowie nie wiedzieli co maja doradzić królowi. Zwołano wojska w okolice Madrytu, wysłannicy dworu oferowali zniżkę cen żywności i wolność ubioru, wysłano też księży by uspokoili tłumy, co niewiele dało, gdyż natykali się oni na zdania typu: „nie praw nam kazań ojcze, już jesteśmy chrześcijanami”. Protestujący chcieli wygnania Esquilachego i zwolnienia wszystkich obcych ministrów. w celu zastąpienia ich rodowitymi Hiszpanami, rozwiązania walońskiej gwardii, odwołania nakazów dotyczących stroju i redukcji cen żywności. Cześć ministrów doradzała królowi atak na rozrabiający motłoch, inni ugodę. Karol III wybrał ugodę i pojawił sie na balkonie z krucyfiksem w ręku. Odczytawszy listę żądań tłumu, powiedział że się na nie zgadza, a o potem o północy wyjechał potajemnie do Aranjuez z Esquilache’m i Grimaldim. Jak tam przybył, z miejsca poszedł polować.

Następnego dnia 25 marca tłum sie dowiedział się o ucieczce kola i mobilizacji armii, i zaniepokojony znów chwycił za broń. Bandy liczące po ok 500 osób biegały po mieście wrzeszcząc „boże zachowaj króla, śmierć Squillacemu „, kobiety z niedzielnymi palmami i pochodniami. Wojsko wycofało sie do Buen Retiro nie ryzykując starcia, zaś emisariusze buntowników pojawili sie w Aranjuez żądając by król wrócił do stolicy i ogłosił generalną amnestię. 26 marca na Playa Mayor odczytano list króla, w którym zgadzał się on na wszystkie warunki, ale domagał się w zamian powrotu do domów i odłożenia broni. Tego dnia wieczorem ludzie odkładając bron, radośnie ściskali ręce żołnierzy jakby nigdy nic. W efekcie zamieszek rebelianci stracili 21 zabitych i 49 rannych, a żołnierze 19 zabitych. Europa nie mogła wieżyc że stolica najbardziej absolutnej monarchii w Europie, była przez całe 4 dni pozbawiona rządu. Chociaż pojawiały się różne teorie o politycznej inspiracji rozruchów prze polityków lub jezuitów, wydaje sie ze był to prawdziwie ludowy ruch, u którego podstaw stała wysoka cena chleba, która z kolei byłą dzieckiem liberalizacji handlu zbożem przez ministra Campomanesa. Przewodniczacy Rady Kastylii, hrabia Aranda szybko uznał, że winni byli jezuici. Najwierniejszy papieżowi zakon miał być niezadowolony z konkordatu 1753 roku, no i utrudniał też zmiany terytorialne w Ameryce Południowej. Karol nazywał jezuitów „tą zarazą”, nic więc dziwnego, ze w końcu ich wygnał. Rząd przykładał wiele starań by zatuszować wrażenie, że podczas rozruchów motłoch dyktował warunki królowi i ministrom, tym bardziej, że zima 1765/1766 roku i kiepskie zbiory wywołały też zamieszki w Saragossie, Oviedo, La Coruna, Santander, Bilbao, Barcelonie, Cartagenie i Kadyksie, oraz jeszcze silniejsze rozruchy na wsi trwające do końca kwietnia 1766. Spokój przywrócono, bo zgodzono sie na obniżkę cen żywności. By zatrzeć więc owo wrażenie ochlokracji, wezwano szlachtę, kierownictwo 5 głównych madryckich, i stołeczny kler, by uznali Karola III jedynym swym władcą i wyrzekli się uroczyście wszelkiej opozycji. Wszystkie koncesje poza generalnym pardonem w końcu odwołano i w grudniu 1766 dwór spokojnie wrócił do Madrytu. 5 maja 1766 uznano bunt za nielegalny podobnie jak ustępstwa władz lokalnych. Zarządzono intensywne śledztwa, by pokazać ze absolutna monarchia nie akceptuje buntów i nacisków.

Śledztwo w sprawie zamieszek wywołanych sprzeciwem wobec polityki Esquilache prowadził Pedro de Aranda, który jednak dopiero w 1792 roku został wielkim ministrem. Potężniejszy był José Moniño, hrabia Floridablanca, sekretarz stanu w latach 1777-1792, i szef Secretaria de Despacho (odpowiednik MSZ) reformator i wielka postać hiszpańskiego oświecenia (ilustrado). Aranda i jego „partia aragońska” przez całe lata znajdowali się w opozycji. Popierali ich skromni hidalgos, grandowie z Grimaldim (tzw. golillas) na czele popierali Floridablancę . Była teoria, że rozruchy inspirowali Francuzi by pozbyć się niechętnemu im Squillacego, jak to zrobili przecież Brytyjczycy w 1754 roku z Ensenadą. Niektórzy historycy odpowiedzialnych szukali wśród szlachty zagrożonej liberalnymi reformami gospodarczymi Campomanesa.

Po Karolu III, Floridablancę odziedziczył Karol IV, który cenił ministra, ale też trochę bał się jego rządzy władzy. Toteż, gdy Floridablanca na polowaniu w 1789 roku powiedział królowi o romansie królowej z jej faworytem Godoyem i że jest on ojcem dziecka, którego się spodziewała , sprawa obróciła się przeciw ministrowi. Godoy i królowa odegrali komedie rzekomej niewinności, zaś król wiedział o cichym układziku Floridablanci z królową, że nie mieszała się do rządów, za co miała carte blanche na dogadzanie swym faworytom. Floridablanca został wywieziony z Madrytu przez zamaskowanych zbirów do swych posiadłości w Murcji karocą z zasłoniętymi drzwiami jak złoczyńcę. Jak widać Karol IV był może „najsilniejszy w Hiszpanii” jeśli chodzi o walory fizyczne i mistrzem rękodzieła (podobieństwo do ludwika XVI), ale nie znał się zbytnio na ludziach i polityce. Nie był też tak reformatorsko nastawiony jak Karol III. Dni Karola IV składały się zawsze z 2 mszy i łowów. Jako następca tronu – ks. Asturii bawił sie wodotryskami w La Granja, później zaś przejawiał tendencje do pedantyzmu (ciągłe regulowanie zegarów). Floridablanca jednak upadł nie tylko dlatego, że zerwał układzik z królową lecz dlatego, że dwa lata potem wysłał notę do francuskiego rewolucyjnego Zgromadzenia Narodowego, obciążając je odpowiedzialnością za bezpieczeństwo Ludwika XVI , co dodatkowo pogorszyło sytuację króla Francji . Karol mówił w 1791 roku, że jego kuzyn (Ludwik XVI) zapomniał co to znaczy być królem (bo zaprzysiągł konstytucję). Po zaś schwytaniu pary królewskiej w Varennes płakał w objęciach królowej, vide: C. Rojas, Burbonowie pozbawieni tronu, s. 33.

23 września 1789 roku zebrały się kortezy, które miały być czymś w rodzaju monarchistycznej odpowiedzi na wydarzenia rewolucyjne we Francji. Prezydentem kortezów był wtedy oświecony reformator Campomanes, który zgłosił pod obrady kilka przyjętych z entuzjazmem ustaw rolnych . Na granicy z Francją ustawiono kordon wojskowy dla zapobieżenia przedostania się rewolucyjnej propagandy. Nie brakowało bowiem Hiszpanów zarażonych radykalnymi ideami, takich jak: Bask z pochodzenia, Mariano Luis de Urquijo y Muga, (1768-1817), czy rewolucyjny ksiądz José Marchena Ruiz de Cueto (1768 -1821), który musiał uciec w 1792 roku do Paryża, a sciślej do redakcji : L’Ami du people, wydawanego przez Marata. Cudzoziemców przebywających w Hiszpanii podzielono na: avecindados – tych, którzy przysięgli wierność królowi, prawom Hiszpanii i katolicyzmowi, i transeúntes , którym dano 15 dni na opuszczenie kraju.

Następca hrabiego Floridablanca, Pablo de Aranda miał pozytywne zdanie o francuskiej deklaracji praw człowieka i obywatele i liczył, że uda się jakoś dogadać z rewolucjonistami. Wyszedł na głupca, gdy 10 sierpnia 1792 roku Ludwik XVI został uwieziony. Wtedy 70-letni Aranda glosił chęć osobistego dowodzenia jeśli kraj będzie musiał wałczyć z Republiką Francuską, czym wywołał lawiny śmiechu na dworze i w stolicy. Najważniejszym ministrem został potem prostak Manuel Godoy, któremu myliły się wprawdzie Rusia i Prusia , ale nie ustępował sprytem poprzednikom. Godoy miał tą zaletę, ze nie był mściwy – wyjednał u króla wypuszczenie Arandy i hr. Floridablanca z więzień, gdzie wpakował ich rozczarowany władca. Inni ministrowie tacy jak Jovellanos i Saavedra spiskowali przeciw Godoyowi.
Oświecenie, jak powiedziano zawitało do Hiszpanii na dobre dopiero po 1759 roku. Optymistycznym reformatorskim ideom sprzyjały lata urodzaju (od początku wieku do 1733i znów po 1738) , dekret o wolnym obrocie zbożem. Idee oświecenia objawiły się przede wszystkim w prasie. Tu jednym z pionierów był oświecony benedyktyn Benito Jerónimo Feijoo y Montenegro (1676-1764), profesor na uniwersytecie Oviedo. Wydawał on Teatro crítico universal (8 tomów w latach 1726-1739 i Suplement (1740), zawierające 118 artykułów) i Cartas eruditas y curiosas (5 tomów w latach 1742-1760, 164 listy). W pismach swoich bronił Machiavellego (Połowa Ziemi przeklina jego nauki, lecz prawie wszyscy działają zgodnie z nimi), Galileusza i Newtona, ośmieszając jednocześnie przesądy .

Trzeba pamiętać, że mimo pionierskich działań ilustrados, wydawców Gaceta de Madrid, El Censor czy El Diario de Madrid, Hiszpania nadal kultywowała naukę opartą na spekulacjach, podczas gdy większość Europy z Rosją włącznie wdrażała już pełną parą anglosaski empiryzm. Dlatego Hiszpanie często postrzegani byli jako zacofańcy, dość wspomnieć tu powiastkę filozoficzną Voltaire’a: „Historia Jenniego” z 1775 roku, w której widzimy filozoficzno-teologiczną dysputę między wykształconym i błyskotliwym Mister Freindem, a niedouczonym, scholastycznym hiszpańskim bakałarzu z Salamanki .

Feijoo reprezentował chrześcijańskie oświecenie, ale nie brakowało także sceptyków, zwłaszcza w ostatnich dekadach XVIII wieku. E. Martinez Ruiz, Zarys dziejów Hiszpanii nowożytnej, Poznań 2003, s. 68.

W roku 1775 roku powstała Real Sociedad Económica de Amigos del País z inicjatywy lidera hiszpańskiego oświecenia Campomaness. Organizacja mieściła się w wieży: Torre de los Lujanes, niedaleko ratusza. Budowano za Karola III także kościoły takie jak: Basílica de San Francisco el Grande (1761-1770); i budynki administracji: centralę poczty – Casa de Correos (1766-1768), służby celnej – Casa Real de la Aduana (1769), czy pałac Buenavista (1777), w którym dziś mieści się ministerstwo obrony, oraz najsłynniejsze Museo del Prado (1785). Główną ulicą miasta miała zostać wytyczona w latach 1767-1777 calle Real. W roku 1787 przeprowadzono pierwszy spis mieszkańców, który wykazał, że Madryt zamieszkiwało 156.672 osób. Wielu mieszkańców żyło nadal w ścisku, a w dodatku opłaty mieszkaniowe były drogie, więc często wyprowadzano się do slumso-podobego przedmieścia Injurias y Peñuelas, i do bardziej porządnego Chamberí, położonego na północ od centrum.

W czasie panowania Ferdynanda VI (1746-1759), władcy nieśmiałego, melancholijnego, pedantycznego, ale mało wytrwałego pobudowano przedmieście San Fernando de Henares, wokół nieco wcześniej (1746) postawionej królewskiej manufaktury tkackiej – Real Fábrica de Tapices. Tego rodzaju przedsięwzięcia jednak nie zapobiegły krztuszenia sie gospodarki z braku rezerw kapitałowych, w momencie, kiedy bardzo wzrosły potrzeby finansowe administracji. Intendent Madrytu nie miał często wystarczającej siły przebicia w kontaktach z posiadaczami ziemskimi. Madryt miał być głównym węzłem komunikacyjnym królestwa. Starano sie uczynić rzekę Manzanares spławną.

Madryccy arystokraci naśladowali Karola III, renowując swoje pałace i rezydencje. W XVIII stuleciu powstały pałace: Miraflores, Tepa, Ugena, Perales, Grimaldi, Liria (rezdyencja książęcego domu de Alba) i Buenavista. Karol kazłą zbudowac tez teatr Real Coliseo.

Życie w osiemnastowiecznym Madrycie, zwłaszcza w początkach stulecia było trudne. Madryckie ulice były strome, wyboiste, cuchnące, pełne uzbrojonych nędzarzy i maruderów, leniwy głodny. Rynki były kiepsko zaopatrzone. Śmieci i nieczystości były wyrzucane przez okna , mimo zakazów. Oświetlenie ulic było żadne, ponieważ rozumiano je jako było ustawienie świec przy każdym obrazie lub posążku Chrystusa. Ludziom nie chciało się wydawać pieniędzy na wosk by należycie oświetlić swoje okna. Madryt bardziej przypominał więc wieś niż inne rozświetlone, stolice Europy. Ponieważ nocami często miastem przechodziły dewocyjne procesje z pochodniami, przy wejściach do domów stawiano wiadra ze względu na zagrożenie pożarowe. Mieszkańcy nie czuli się bezpiecznie. Arystokraci nigdy nie wychodzili w miasto sami wieczorem, lecz w asyście uzbrojonych sług. Gdy hrabia Maceda był wojskowym gubernatorem Madrytu, stale odbierał potok listów ze skargami na powszechność rozbojów, zbrodni i gwałtów. Na ulicy zalegały kupy śmieci, przy czym niektórzy lekarze nawet zalecali ich odór, mówiąc, że powietrze w Madrycie jest tak „dobrze” dla zdrowia, że trzeba by je zabierać ze sobą, gdyby oczywiście było to możliwe. Wałęsające się psy były prawdziwą plagą, podobnie jak uciekające świnie czy krowy. Ferdynand VI kazał składać stosy śmieci u bram, a nie rzucać je z okien na ulicę, ale jedyne co osiągnięto, to to, że smród koncentrował się w konkretnych punktach, czekając, aż zabiorą je rolnicy, wizytujący raz na tydzień miasto by sprzedać swe wyroby. Miasto było hałaśliwe. Hałas bawiących się dzieci gry, grania muzyków, zwierząt gospodarskich – kóz, kur czy indyków . (Vide: http://www.nova.es/~jlb/mad_es83.htm (dostęp: 12.08.2011 )

Jak wiadomo, tuż po 1736 roku, czyli po pożarze starego pałacu królewskiego w latach trzydziestych rozpoczął modernizację stolicy, która potem kontynuowali Ferdynad VI, jego portugalska żona, Bárbara de Braganza, i markiz de la Ensenada. Karol III swoje plany modernizacyjne podjął dopiero po zamieszkach 1766 roku. Uspokoiwszy nastroje, był w stanie kontynuować wysiłki na rzecz modernizacji miasta. Pewien obszar w Madrycie, symbolizuje racjonalizm i nowoczesność jego panowania; tzw. Paseo del Prado ze źródłami Neptuna, Cibeles i Puerta de Alcalá .

W wieku XVIII Madryt żył nadal według zasad i norm ubiegłego stulecia. Szlachta i duchowieństwo zachowały swe przywileje, choć stały się nieco mniej liczne. Szlachcic nie mógł np. zostać uwięzionym za długi i nie podlegał torturom, oraz zresztą rzadziej stosowanym w humanitarnym wieku oświecenia .

Najbogatsza szlachta (119 grandos i 535 titulados) żyła z wielkiej własności ziemskiej na prowincji, ale mieszkała w Madrycie. Na drugim końcu byli biedni rycerze (Pol miliona caballeros i hidalgos) . Szlachta straciła na znaczeniu wobec absolutystycznego monarchy. Pisarz José Cadalso y Vázquez de Andrade (1741-1782), wywodzący się z baskijskiej szlachty pisał w swych: Cartas marruecas („Listach marokańskich”), powieści epistolarnej wydanej dopiero w 1789 roku w czasopiśmie „Correo de Madrid”, – wzorowanej na „Listach perskich” Montesqueu i The Citizen of the World Olivera Goldsmitha, w której Marokańczyk Gazel, jego mistrz Ben-Beley i Hiszpan Nuño Núñez rozmawiają o współczesnej Caldalsie Hiszpanii, że przodek jednego z bohaterów Núñez, który nazywać się miał tak samo jak on, i żyć 80 lat przed narodzinami Nuñeza, był człowiekiem wpływowym, podczas gdy ona sam nic nie znaczy, choć pozornie nic się nie zmieniło: … Nobleza hereditaria es la vanidad que yo fundo en que ochocientos años antes de mi nacimiento, muriese uno que se llamó como yo me llamo, y fue hombre de provecho, aunque yo sea inútil para todo. . Warto wspomnieć, że Caldalso unikał kwestii politycznych i religijnych, aby nie narazić się cenzurze. Warto również wspomnieć, że Caldalso był też autorem satyrycznego działka: „Uperfumowani erudyci” (Los eruditos a la violeta) z 1772 roku, dedykowanego „wszystkim, którzy „chcą wiedzieć dużo ucząc się niewiele”. dzieło stanowiło krytykę ludzi powierzchownie wykształconych i składało się z 7 lekcji tworzących tygodniowy kurs wszystkich dziedzin wiedzy, jakie niezbędne są, by próżny i głupawy bywalec salonów mógł robić wrażenie człowieka inteligentnego i światłego.

Zamożna szlachta szybko (wszak nowy król Filip V był Francuzem) zamieniła surowy czarny strój hiszpański poprzedniego wieku, na strój francuski; perukę, szeroki kaftan i ozdobną kamizelę. Zbytnio przywiązanych do mody francuskiej zwano: petimetre, od francuskiego: petit maitre lub señorito. Byli oni znani jako ci, których nie interesuje nic poza własnym wyglądem, wymową i eleganckim stylem poruszania się. Ich przeciwieństwem byli tradycyjni Hiszpanie – majos w długich płaszczach i szerokich kapeluszach. Był to ten strój, przeciw któremu wystąpił Esquilache. Kobiety z towarzystwa nosiły gorset i spódnice do podłogi.

Bardzo liczni byli w Madrycie drobni szlachetkowie (hidalgos). Niektórzy historycy twierdzą, że nawet 25% madryckich gospodarstw należało do nich. Większość członków gardziła pracą fizyczną i wolała cierpieć niedostatki, niż żyć z pracy własnych rąk.
Kler stanowił 2% mieszkańców Madrytu, około 1750 roku, ale już tylko 2 % około roku 1800. Madryt miał małe znaczenie z punktu widzenia organizacji religijnej. Należał bowiem tradycyjnie do diecezji Toledo. Jednak duchowni mieli nadal wielkie wpływy w stolicy. Większość zakonów miało klasztor w Madrycie, i często ten klasztor był najważniejszym z hiszpańskich filii. W rękach mnichów i mniszek znajdowały się szpitale i organizacje charytatywne, jak również większość ośrodków edukacyjnych i kulturalnych II połowie XVIII stulecia w Hiszpanii było ok 150.000 duchownych (w tym 8 arcybiskupów i 52 biskupów nominowanych przez koronę, a wiec od niej zależnych), stanowili więc oni 1.5 % populacji kraju (10,5 mln). W samej Kastylii kler posiadał w 15% gruntów . Niektórzy cudzoziemcy (zwłaszcza protestanci) uważali Hiszpanów za pogan, nadmiernie przywiązanych do zewnętrznych oznak religijności np. kultu poszczególnych świętych, a zbyt mało do istoty religii i jej etycznego przesłania . Francuski ambasador notował, że wchodząc do domu wypadało wyrecytować: ave maria purisima, a potem czekać na odpowiedź: sin pecado concebida. Jeśli się o nich zapomniało, często z miejsca prości ludzie brali cudzoziemca za heretyka. Matka Jezusa była uważana przez masy za osobistą przyjaciółkę.

Czasami tą nachalną religijność zapewne z dużą przesadą przypisywano purytańskiemu katolicyzmowi irlandzkich emigrantów . Kościół miał duże wpływy, np. zapobiegł uznania szmuglu za sprawę gardłową. Zakony mnichów i mniszek co dziennie rozdawały około 30.000 dziennych racji zupy dla biednych i potrzebujących w stolicy.

Karol III nie znosił głównych agentów Kościoła, potężnych jezuitów (było ich w Hiszpanii 2943 osób, i tyleż wyjechało), uważając ich za potencjalnych królobójców . Wielkie wrażenie na mieszkańcach zrobiło wypędzenie jezuitów; edukatorów i bankierów. Prawdopodobnie głównym powodem ich wygnania prócz machlojek finansowych (jak we Francji) był udział zakonu w buncie przeciwko ministrowi Esquilache. W kwietniu 1767 roku, opuścili sześć dużych budynków, które zajmowali w mieście, na oczach niedowierzającego tłumu. Wbrew powszechnemu przekonaniu, mądry i rozsądny Karol II nie cieszył się popularnością, ponieważ kler judził przeciw niemu szerokie warstwy ludności. Kler obawiał się bowiem sekularyzacji towarzyszącej oświeceniowym reformom. Kler wykorzystał także katastrofy naturalne do własnych celów. W Neapolu Karol III musiał paktować z Kościołem w sprawie spisu ich majętności, duchowni wykorzystali wybuch Wezuwiusza, aby „dowodzić”, ze polityka monarchy nie podoba się Bogu. Nic nie zmieniało, że oświecony monarcha, był żarliwie religijny, że nie odbierał własności Kościołowi, pilnował chrześcijańskiej moralności zwalczając odważniejsze zachowania seksualne, spał na twardym łóżku, jadał – jak na monarchę – skromnie (jego śniadanie składało się z: 2 kieliszków czekolady, obiad z zupy, świeżych jaj, kawałka pieczeni, sałatki i kieliszka słodkiego wina).

Większość mieszkańców Madrytu należała oczywiście do tercer estado, czyli stanu III. Najwpływowszymi plebejuszami byli kupcy madryccy zorganizowani wokół pięciu Wielkich Gildii. Większość z nich prowadziła rodzinne sklepy lub sprzedawały towary na ulicach i Plaza Mayor. Krawcy madryccy mieli świetną renomę, ale bogacze woleli i tak sprowadzaną lub kupioną podczas podróży odzież paryską. Bardzo wielu mieszkańców pracowało jako służba domowa. Według spisu ministra de Floridablanca, Madryt zamieszkiwało prawie 9000 pracowników gospodarstw rolnych i setki rolników, co pokazuje nam dobitnie na poły agrarny charakter miasta w epoce. Madryt znany był z mas biednych i bezdomnych, mimo że władze kilkakrotnie wydawały rozkazy o wydaleniu tych, którzy nie byli obywatelami miasta i z miasta i przypomnieć, że jeśli nie znajda pracy, trafią do hospicjum lub przed sąd.

Obelgi i walki na pięści były powszechne na ulicach madryckich, co znajduje odzwierciedlenie w sztukach teatralnych takich autorów jak Ramón de la Cruz Cano y Olmedilla (1731-1794), czy Nicolás Fernández de Moratín, (1737-1780). Obaj urodzili się w Madrycie. W mieście często odbywały się tańce, festiwale, walki byków. Rozwijał się, mimo zakazów, hazard. Obchodzono zarówno święta i uroczystości kościelne jak i królewskie. Wpływowy minister końca wieku, hrabia Aranda promował bale maskowe. W roku 1738 otwarto nowy teatr: Teatro de los Caños del Peral, usytuowany w tym samym miejscu co cieszący sie patronatem władcy Teatro Real. Trupa czasem występowała tez w domach bogaczy i dostojników państwowych. Przepełniona ploteczkami konwersacja była równie popularna wśród elit hiszpańskich jak we Francji .

W swym dzienniku podróży po Hiszpanii z 1777 roku, Philip Thicknesse pisał nieco o zwyczajach hiszpańskiej stolicy. Możemy tam przeczytać, m.in. o tym, że bogaci madrytczycy mieli zwyczaj wysyłania pazia by wypytał kiedy i o jakiej godzinie mogą przyjść z wizytą; zwyczaj ten był stosowany zarówno w przypadków wizyt oficjalnych, jak i prywatnych. Irlandczyk widział kardynała Aragonii zmierzającego z wizytą do admirała Kastylii, w pochodzie swych sług, na ozdobnym krześle niesionym przez 6 ludzi. Za nim jechał powóz ciągnięty przez 8 mułów, pilnowany przez jego klientów, paziów itd. jadących konno. Kawalkada zatkała całą ulicę.

118

Il. Obraz Francisco de Goi z 1788 roku przedstawiający widok na Madryt z okolicznych wzgórz. Widać na obrazie pałace: El Pardo und El Escorial, źródło: http://es.wikipedia.org/wiki/Archivo:Francisco_de_Goya_y_Lucientes_021.jpg (dostęp: 27.07.2011 r.)

Hiszpanie lubili ponoć zadzierać nosa. Nawet szewc nie przyjmował zleceń, jeśli żona odpowiedziała mu, że mają pieniądze w domu. Nawet żebracy mają swoją dumę. Podróżnik widział jak w pewnej księgarni madryckiej wystrojony cudzoziemiec, został zaskoczony przez dumnego żebraka, który bardziej żądał jałmużny niz. o nią prosił. Cudzoziemiec, chcąc by natarczywiec sobie poszedł, udawał bardziej pogrążonego w czytaniu niż był. Na to dumny żebrak powiedział, że będzie miał on mnóstwo czasu na czytanie, jak już zadośćuczyni jego prośbie. Cudzoziemiec nadal stosował swoją taktykę, wtedy żebrak chwycił go za ramię i spojrzał w oczy mówiąc: „co? ani jałmużny, ani grzeczności?”, na co cudzoziemiec straciwszy cierpliwość przybrał pozę do wygłoszenia reprymendy. Wtedy żebrak zmienił taktykę i uprzejmie oświadczył, że tamten musi go znać, bo przyjaźnili się przecież kiedyś, gdy obecny żebrak był na placówce dyplomatycznej. Cudzoziemiec raczej nie miał czego sobie przypominać, bo cała historyjka była zmyślona, ale dał żebrakowi nieco pieniędzy by wynagrodzić jego dar wymowy.

Sporo uwagi poświęcił Thicknesse hiszpańskim radom stanu, których było wówczas 12; rada wojny, Kastylii, Inkwizycji, zakonu Jagona Aragońskiego, Indii, Kamery Kastylijskiej, Krucjat, Stanu, Włoch, Finasów i Skarbu (w praktyce także sprawiedliwości) i niedziałająca Rada Flandrii. Członkowie kryminalno-cywilnej Rady Kastylii zadzierali nosa, uważając się za najważniejszych, bo istotnie takimi byli. Prezydent tej rady było otoczony nieskończonym szacunkiem. On nie musiał nikogo odwiedzać, to jego odwiedzano.
Rada Inkwizycji kierowana była przez Wielkiego Inkwizytora, zawsze z wysokiego rodu tj. granda Hiszpanii i jego 6 doradców; zwanych apostolskimi inkwizytorami. Rada nie miała już tej siły co kiedyś, ale miała nadal bardzo wielu szpiegów i informatorów, zwł. w Sewilli, Toledo, Valladolid i Barcelonie. Tamtejsze trybunały inkwizycyjne podlegały madryckiemu i składały mu comiesięczne raporty. Na aresztowanie księdza lub szlachcica musiał zgodzić się Madryt. Madryccy inkwizytorzy spotykali się 2 razy dziennie; popołudniowe spotkania nadzorowali 2 członkowie rady królewskiej. Generalny komisarz przewodzący Radzie Krucjat miał wielkie przywileje i wpływy – klasztory miały obowiązek subsydiować go jakąś sumą co roku, a każde znalezione na ulicy pieniądze miały zostać odniesione do sekretarza Rady Krucjat. Radzie Stanu przewodniczył król z towarzyszącym mu arcybiskupem Toledo. Rada nie miała stałego składu; należeli do niej wysoko urodzeni i wpływowi dworacy. Rada spotykała się 3 razy w tygodniu. Radę Italii tworzyli prezydent, 3 Hiszpanów, 1 Neapolitańczyk, 1 Mediolańczyk i 1 Sycylijczyk. Rada Flandrii byli to szlachcice z zakonów rycerskich, których „praca” polegała na wzajemnych wizytach i różnych ceremoniach, wszak Flandria już do Hiszpanów nie należała.

Kolejną bardzo wartościową relację o życiu osiemnastowiecznego Madrytu zawdzięczamy słynnemu francuskiemu kupcowi, zegarmistrzowi, dramaturgowi i libreciście. Pierre Caron de Beaumarchais przebywał w Madrycie i okolicach przez dwa niemal lata od maja 1764 roku. Przybył od do stolicy Hiszpanii, gdy dwaj jego główni ministrowie byli Włochami, a Giovanni Tiepolo dekorował pałac władcy. Beaumarchais przybył tam w interesach, ale też w sprawach rodzinnych. W 1748 roku siostry Beaumarchaisa, Marie-Louise i Lisette pojechały do Madrytu, gdzie wówczas mieszkało wielu francuskich kupców, sklepikarzy, bankierów (najbardziej chyba znanym był Jean Durand, z kolei niejakiemu Drouillet, nie ufano czasem z powodu jego żydowskiego pochodzenia , np. Beumarchais zrezygnował z interesów z nim z tego powodu) i kucharzy. Agent firmy ich ojca w Madrycie zmarł jednak po 2 latach, zostawiając cały interes na ich głowach. Na szczęście znały się one na tym i szybko stały się w Madrycie znane jako Las Caronas. Ich sklep mieścił się przy Calle de la Montera w centrum miasta. Przy tej ulicy była też dobra księgarnia „Luna” i bardzo popularny zajazd Mesón de la Herradura. Wtedy była to jedna z najważniejszych ulic stolicy (dziś bardzo biedna) i jedna z tych przy których stały budynki wyższe niż typowe madryckie domy jednopiętrowe, a to z powodu podatku za dodatkowe piętra (stad budynki jednopiętrowe nazywano: casas de malicia – „domy złośliwości” – tj. wybudowane na złość poborcom) .

Jednak w lutym 1764 roku, ojciec Pierre’a Carona, otrzymał dramatyczny list od córki. Okazało się, że Jose Clavijo y Fajardo, kustosz archiwów królewskich wycofał ofertę matrymonialną wobec Marii Luizy. Był to ten sam Clavijo, który wydawał pismo: El Pensador („Mysliciel”) .

Beaumarchais podróżował z markizem d’Aubarede. Do Madrytu wjechali przez starą Puerta de Alcala dnia 18 maja 1764 roku. Miasto miało ok. 10 takich bram utrzymywanych w dość kiepskim stanie, przez co, mimo wysiłków straży celnej kontrabandziści mieli złote żniwa. 18 maja był trzecim dniem fiesty ku czci Św. Izydora, patrona miasta. Pielgrzymi przybywali do „cudownej” wody w eremie madryckim i urządzali tam piknik .

Wiele rzeczy musiało dziwić przybywającego do miasta Francuza. Dopiero od 1750 roku (ok. 20 lat później niż w Paryżu) rozpoczęto numerowanie domów, ale nawet w 1764 roku podając adres podawało się tradycyjnie nazwisko właściciela. Ulice były wąskie i zwykle brakowało chodników. Po ulicach wałęsały się psy, a nawet świnie. Typowym pojazdem była calesa – dwukołowy powóz zaprzężony w muły. Powszechnie siusiano pod drzwiami, więc panował nieprzyjemny zapach. Przez cały czas odbywały się pochody jakichś bractw religijnych. Wszędzie znajdowały się też religijne lampy. Żebracy śpiewali o religii, cytując nawet najbardziej niezrozumiałe fragmenty Biblii. Brak było mleka i porządnego mięsa, wiec powszechnie gotowano byle co (zwykle na oliwie), za to warzywa były lepsze niż we Francji. Normalnym zjawiskiem społecznym były rozmodlone prostytutki i plotkujmy mnisi opowiadający świńskie kawały. Szukający żon udawali się do fontanny Mariblanca (przed kościołem Buen Suceso) po szczęście. Pełno było nosiwodów, zwykle pochodzących z Galicji (gallegos) – jedynego regionu częstych deszczy w Hiszpanii. Przy Puerta del Sol stały dwa klasztory; ganek klasztoru św. Filipa zwano El Mentidero – „kłamca”, bo notorycznie tam plotkowano, obmawiano i kłócono się. Za nim znajdowały się 34 małe sklepy zabawkarskie. Dzieci tłumnie oglądały nowe drogie niemieckie zabawki lub drewniane koniki . Pakty familijne między Francją, a Hiszpanią (1733, 1743, 1761) spowodowały wypieranie tradycyjnych dań i potraw hiszpańskich takich jak: puhero czy olla podrida przez francuskie fricandeau, pisane w Madrycie: fricandó . Bardzo popularni byli
cabezudos – ludzie przebrani za wielkie głowy, których ponoć dzieci się bały i smoki – tarascas. Ciągle trwały jakieś fiesty, np. Corpus Christi świętowano tak hucznie prawie jak Wielkanoc .

Cjavijo, nagabywany przez Beaumarchaisa, dlaczego porzucił zamiar poślubienia jego siostry, odpowiedział z cyniczną szczerością, że gdyby wiedział, że ma ona tak dostojnego i zamożnego brata, zastanowiłby się dwa razy, uważał ją jednak za samotną cudzoziemką. Rodzina Beaumarchaisa planowała interes z korona hiszpańską i zależało im na przywróceniu dobrego imienia Marie-Louise. Grimaldi jako szef Clavija dal zgodę na ślub, sam Clavijo się wykręcał powołując na branie leków w czasie zawierania znajomości z siostrą Baumarchaisa ( branie leków w Hiszpanii rozwiązywało wszelkie umowy prawne zawarte przez tą osobę). Okazało się w końcu, że służąca pana de Portugues miała pisaną przez Clavija w 1755 roku, obietnicę zawarcia z nią małżeństwa . W końcu przyciśnięty do muru Clavijo naopowiadał komu mógł, że Beaumarchais groził mu pistoletem, by poślubił jego siostrę. W efekcie Francuzowi groziło aresztowanie i doprowadzenie do sadu kryminalnego zw. Presidio. Minister Grimaldi mógł jedynie odroczyć wykonanie rozkazu aresztowania Beaumarchaisa, królewski rozkaz z zasady musiał być wykonany, bowiem jak uważał Grimaldi: „ źle by się stało gdyby nie został wykonany, królowie są sprawiedliwi , ale ludzie spiskują wokół nich bez ich wiedzy”. Przebywający na dobrowolnej emeryturze Ricardo Wall, choć zwolennik ugody z Wielką Brytanią i frankofob, wysłuchał Beaumarchaisa. Wall i Grimaldi interweniowali w jego sprawie, a Clavijostracił posadę i uciekł do klasztoru kapucynów. W ten sposób dobre imię siostry Beaumarchaisa zostało przywrócone, a jej francuscy znajomi powrócili do grona jej gości. Zdarzenie to wiele nam mówi o ówczesnej administracji i kulturze politycznej.
Obroniwszy siostrę przed złymi językami (dotąd wszyscy się zastanawiali, co z nią było nie tak, skoro Clavijo się zreflektował), Beaumarchais mógł przystąpić do robienia biznesu z Koroną hiszpańską, jednak nie było to takie proste, także z powodu trudności jakie stwarzała niechęć Hiszpanów do Francuzów. W tych czasach madryccy mieszczenie mogli podejść do każdego dandysa i poprosić go o wymownie słów: ojo albo cebolla (czosnek, cebula), jeśli ten nie wypowiedział ich ja należy, ryzykował pobiciem. Prostych ludzie drażniło przenikanie francuskich obyczajów do Hiszpanii. Francuzów nazywano powszechnie gabachos – ludzie Pirenejów. Ta niechęć (którą tłumaczy sie późniejszy zacięty opór przeciw armiom napoleońskim) jednak nie przeszkodziła wprowadzenia franc. Munduru do armii, ani wyparciu mody na układanie włosów w jedwabną siatkę, przez francuskie peruki (peluquines). Francuskie surduty i peruki były wszędobylskie na ulicach Madrytu już od początku lat 1760tych. Trikorny nazywano francuskimi kapeluszami. Minister Squillace był tak zazdrosny o Grimaldiego – np. ambasadorzy, którzy przyszli najpierw do Grimaldiego, narażali się na afronty ze strony Squillaego -, że skoro ten lubił Francje, to Squillace musiał jej nie lubić. Ks. Asturii, czyli przyszły Karol IV tez nie lubi FR, pewnie dlatego ze wychowali go niemieccy jezuici. Do tego dochodziła, jak mówił Beaumarchais: „hydra zwłoki” – tj. hiszpańska opieszałość biurokratyczna. Upragnionych dostaw dla armii hiszpańskiej Beaumarchais wiec nie uzyskał, przywilej ten dostał się Bawarczykowi Johannowi Gasparowi Thürriegel, który w 1767 dostał zlecenie od rządu by kolonizować Sierra Morena, z pomocą niejakiego Pablo de Olavide. Wyłaczony z biznesu, Beaumarchais, zajmował się więc przejażdżkami z ambasadorem brytyjskim lordem Rochford, tańczeniem fandango i innego tańca – seguidilla (taniec zwykle wykonywany przez 4 pary, z akompanamentem gitary i kastanietów, a do tego śpiewak wyśpiewywał czterowersowe strofy). Tańce te były popularne zarówno wśród elit jak i ludu. Beaumarchais oddawał się też hazardowi – w przeszłości w Hiszpanii hazard był uważany za grzech i herezję, ale wraz z Karolem III przybyło w 1759 roku do Madrytu wielu Neapolitańczyków zdecydowanych kontynuować życie hazardowe, i choć nadal za uprawianie hazardu były srogie kary jak np. wygnanie na wieś na 5 lat, lub 200 dukatów grzywny. Hazard był wiec ukryty, ale dość popularny. Innym sposobem spędzania wolnego czasu była tertulia – spotkanie o charakterze kulturalnym czy artystycznym. Typowa tertulia odbywała się w miejscach publicznych jak knajpy zy prywatne salony. Na tertuliach kulturalnych uczestnicy mogą wymieniać swoje spostrzeżenia i opinie na temat poezji, opowiadań czy utworów muzycznych. Podobny zwyczaj zwany Stammtisch wywodził się z Niemiec.

Historycy określają XVIII wieku jako epokę zdecydowanego wzrostu ekonomicznego w całej Hiszpanii, czego dowodzi wzrost mieszkańców Madrytu z 142.000 osób ok. 1750 roku, do 195.000 w 1799 roku, choć nie było tu mowy o tym by populacja uległa podwojeniu czy potrojeniu jak to miało miejsce w przypadku Paryża czy Londynu. Stare rodziny kupieckie próbowały zwalczać nowych dynamicznych przedsiębiorców. Jako miasto położone w centrum półwyspu iberyjskiego, Madryt nie mógł korzystać z ze wzrostu kwitnącego handlu śródziemnomorskiego lub atlantyckiego. Madryt sam konsumował swoją produkcję, więc kupcy madryccy prawie nie eksportowali. Duża ilość ubogiej, a dumnej szlachty w mieście ograniczała aktywność ekonomiczną miasta. Służący stanowili ok. 30% warstwy pracującej. Pod koniec stulecia w Madrycie mieszkało 6.482 urzędników królewskiej biurokracji. Ekonomicznie Hiszpania pierwszych Burbonów była zapatrzona we wzorce francuskie, adaptując na swoje potrzeby teorie merkantylistyczne, praktykę merkantylizmu (fabryki szkła i porcelany jak madrycka Real Fábrica de Porcelanas del Retiro, powstała z inicjatywy Karola III i niestety zniszczona przez Brytyjczyków pod koniec wojen napoleońskich). Madryt produkował glównie towary luksusowe na potrzeby lokalnej arystokracji i w mniejszym stopniu, bogatego mieszczaństwa.

Mimo wzrostu gospodarczego z XVIII wieku, płace spadły w drugiej połowie wieku, co wywołało w ostatnich dwóch dekadach tego stulecia dość liczne zamieszki. W 1780 roku trzeba było zorganizować produkcję chleba w niższej cenie dla ubogich by uniknąć ekstremalnych sytuacji.

Założona w 1667 roku organizacja ekonomiczna znana jako „Cinco Gremios Mayores” prosperowała znakomicie w wieku oświecenia. Producenci i kupcy zrzeszeni w niej kontrolowali całość importu i sprzedaży. Gremia inwestowały, współpracowały z kompaniami handlowymi i pożyczały pieniądze rządowi. Na początku XVIII wieku (od 1713 roku z siedzibą na Plaza de las Descalzas) powstała inna organizacja: „Monte de Piedad” ojca Francisco Piquer Rodilla, który starał się polepszać warunki bytowe mieszkańców stolicy. Loteria Karola III również miała taki cel; przeznaczając zyski na dofinansowanie szpitali i hospicjów, zarówno prywatnych, kościelnych i państwowych. Dzięki loterii pojawiła się nie istniejąca wcześniej możliwość zrobienia kariery od pucybuta do milionera.

120

Il. Calle de Platerías przystrojona z okazji wjazdu Karola III, źródło: H. Thomas, Beaumarchais in Seville. An Intermezzo, Yale University Press New Haven & London 2006.

„Banco de San Carlos” (późniejszy „Banco de España”) utworzony dekretem Karola III 2 lipca 1782. Bank powstał dzięki subskrypcji akcji gwarantowanych przez Skarb Państwa (Hacienda Pública). Miał on spłacać zagraniczny dług państwa. Inwestorzy prywatni pozostawali sceptyczni, więc bank współpracował głównie z urzędnikami i organizacjami państwowymi. W 1782 roku odbyło się pierwsze spotkanie, któremu przewodził dyrektor Francisco Cabarrus. Bank wydrukował akcje i próbował zainteresować nimi ciułaczy. Bank dokonał szybko kilku udanych inwestycji i w 1783 roku otworzył filię w Paryżu. Fundusze Banku były wykorzystywane do różnych zadań, takich jak poprawa rolnictwa – podstawowy element gospodarki według hiszpańskich oświeceniowców wyznających fizjokratyzm, w kanalizacji rzek, takich jak Guadarrama i Manzanares (próby ukierunkowania rzek w okolicy Madrytu nie powiodły się), poprawę handlu wewnętrznego i atlantyckiego, oraz budowy różnych gmachów. W 1790 roku, w wyniku różnych nieprawidłowości, Cabarrus został uwięziony, by doczekać się rehabilitacji w 1796 roku. Podczas wojny o niepodległość, Cabarrus pozostał wierny Józefowi Bonaparte, podczas gdy inni menedżerowie przeprowadzili się do Kadyksu. Struktura gospodarki madryckiej, pod koniec wieku XVIII pozostała dość niezrównoważona, jako zbyt silnie związana z polityką państwową i zmiennymi gustami elit. Susza panująca od 1760 roku wywołała wysokie ceny oliwy, mydła i chleba, powodując też braki podstawowych produktów spożywczych.

121

Il. Seguidilla – taniec hiszpański, źródło: H. Thomas, Beaumarchais in Seville. An Intermezzo, Yale University Press New Haven & London 2006.

W XVIII wieku Madryt gonił bogatsze stolice europejskie także na polu liberalnej myśli społecznej i prasy zaangażowanej. Pierwszymi gazetami madryckimi z prawdziwego zdarzenia były Gaceta de Madrid (wydawana od roku 1661) i naukowo-krytyczny Mercurio histórico y político (od roku 1738) oraz gazeta Juana Martíneza de Salafranca (1697-1772): Las Memorias eruditas para la crítica de Artes y Ciencias, którego pierwszy numer ukazał się w kwietniu 1737 roku i pojawiał sie bardzo nieregularnie. Warto też wspomnieć o Efemérides barométrico médico-matritenses (1737-1747), Mercurio literario (1739-1740) i wychodzący potajemnie od 8 grudnia 1735 do 17 maja 1736 roku satyryczno-polityczny: Duende crítico de Madrid .

W połowie wieku nastąpił znaczny rozwój prasy antologicznej, dzięki m.in. Francisco Mariano Nipho, który w 1755 roku opublikował swoje polityczne dyskursy , a później tytuły o tak wymownych tytułach jak: El cajón de sastre (1760-1761) lub El Murmurador imparcial y observador desapasionado de las locuras y despropósitos de los hombres (1761), w których zawarł bezstronną i obiektywną obserwatora szaleństw i absurdalnych ludzkich pomysłów . Nie brakowało pism promujących zainteresowanie literaturą: Belianís literario (1765), El poeta (1764) Nicolása Fernándeza de Moratín, El Hurón político (1763), La Aduana crítica (1763), El anticuario noticioso de España y sus Indias (1763), Teatro crítico-moral (1764) wydany przez Benito Jerónimo Feijóo y Montenegro (1676-1764), autora wcześniejszych esejów: Teatro crítico universal (1726–1739).

Innymi oświeconymi czasopismami były: El expurgatorio crítico – „Krytyczny czyscic” (1767) i Miscelánea literaria (1770). Diario noticioso-erudito y comercial público y economico wydawany był przez Manuela Ruiza de Uribe od lutego 1758, a potem jako Diario de Madrid, od roku 1788 aż do 1918. Rozwijała sie też prasa ściśle naukowa. Można tu wymienić takie tytuły jak: Discursos mercuriales económico-políticos (1752; 1755-1756) Juana Enrique Graefa, Semanario Económico (1765-1767) Pedro Saury i Diario filosófico, médico, quirúrgico (1757) Juana Galisteo Xiorro.

122

123

124

125

Wzorem dla oświeceniowych pism krytycznych były w całej Europie brytyjskie The Tatler Richarda Steele’a (1709-1711) i The Spectator Josepha Addisona i Steele’a (1711-1714). Pierwszym pismem hiszpańskim nawiązującym do tego brytyjskiego wzoru był El Duende especulativo sobre la vida civil (1761), wydawany przez Holendra Juan Enrique Graefa.. Zaraz potem pojawił się El Pensador (od września 1762-1767) Clavijo y Fajardo, którego wpływ wykraczał poza Madryt i interesował elity także w Kadyksie. Oba pisma miały charakter pedagogiczny, umoralniający i liberalizujący. Pismo Clavijo, królewskiego zresztą archiwisty, podobało się królowi, jako popierające humanitaryzm (Karol III i Clavojo jednako nie cierpieli walk byków) , unikające zaś potencjalnie drażliwych kwestii politycznych . Obaj zwalczali liczne zastane a dziwne obyczaje. Clavijo bardzo krytykował tzw. actos sacramentales – alegoryczne krótkie dramaty religijne, będące pozostałośią po średniowiecznych misteriach Często grano je w teatrach, w czasie przerwach miedzy zwykłymi sztukami, lub miedzy aktami. Przed czasami Clavijo grywano je zwykle na placu przed kościołem św. Marii .

El Pensador był wydawany w formie poszczególnych artykułów – „myśli” pensamientos autora. W pierwszym pensamiento Clavijo wyjawił jaki był cel jego publikacji. Otóż w Pensamiento I czytamy, ze było nim ni mniej ni więcej lecz „ulepszenie rodzaju ludzkiego”, poprzez wyeliminowanie lub ograniczenie wad takich jak złośliwość, ignorancja, skłonność do bezmyślnego naśladownictwa . Ponieważ u różnych ludzi te wady są innego rodzaju, redaktor pisma wymyślił kilka postaci, które miały „odwiedzać” na łamach pisma sklepy i teatry, demaskując skąpców, kłamców i plotkarzy . Na stronie 16 Clavijo daje wyraz swej wierności królowi i rządowi. W Pensamiento II, Clavijo napomina kobiety by nie plotkowały i nie gadały zbyt wiele, gdyż w ten sposób „tracą to, co zjednują sobie siłą swej urody” .

Dekret królewski z 22 marca 1763 roku usztywnił reguły życia prasowego: …Deseando fomentar y adelantar el comercio de libros en estos reinos, de cuya libertad resulta tanto beneficio y utilidad a las Ciencias y a las Artes… – „…pragnąc wspierać i promować handel książką w Królestwie, którego wolność jest tak korzystna i użyteczna dla Nauki i Sztuki…”). Prawo druku zostało wyraźnie przyznane jedynie autorowi, które ów uzyskiwał – prawo druku tylko autor posiada , po konsultacji z cenzura i uzyskaniu licencji. 20 października 1764 roku z kolei dwór postanowił, że przywileje druku nadane autorom są dziedziczne.

Na tym tle wyraźnie widoczne jest lekkie zahamowanie rozwoju prasy od połowy lat sześćdziesiątych aż do 1779 roku. Przyczyny tego można szukać w polityce rządu zaniepokojonego zamieszkami madryckimi przeciw markizowi (1766) i aferą związaną z jezuitami i ich ulotkami. Stąd wydano wyraźny zakaz drukowania prognoz, ponieważ uznano je za szkodliwe dla społeczeństwa i „nieprzydatne dla edukacji publicznej”. Zakaz ten wprowadził król Karol III dekretem ogłoszonym 7 lipca 1767 roku . Zastosowanie tych środków represyjnych pozwoli w latach osiemdziesiątych ukazać się tylko kilku czasopismom naukowym i handlowym: Correo general de Europa (1769-1771), Las Memorias instructivas y curiosas sobre la agricultura (1778-1791), czy Semanario económico (1777-1778). Lata osiemdziesiąte przyniosły wyraźną odwilż, gdyż u władzy znalazło się wówczas nowe pokolenie oświeceniowych polityków. Rząd uwierzył, że edukowanie obywateli mu się przyda, co nie znaczy, że nie planowano sprawowania choćby minimalnego nadzoru nad prasą; czego dowodził dekret z 19 maja 1785 i rezolucja królewska z 2 października 1788 r. Odtąd druk gazet miał się odbywać pod kontrolą sądownictwa (Juez de Imprentas). Sześciopunktowa rezolucja głosiła że teksty muszą być podpisane przez autora lub tłumacza, że autorzy muszą zadbać, by to co chcą publikować nie zawiera określeń „”głupich albo sprośnych, ani też chwytów satyrycznych jakiegokolwiek rodzaju” – torpes ni lúbricas, ni tampoco satíricas de ninguna especie , a zwłaszcza by nie poruszać jakichkolwiek kwestii politycznych bez konsultacji z właściwym organem administracji.

Wzorem pisma był od 1786 roku Diario de Madrid. Naśladowali je redaktorzy takich pism jak: La Espigadera (1790-1791), Correo de Madrid (1786-1791), Diario de las Musas (1790-1791) oraz wielu tytułów prowincjonalnych.

Trzeba pamiętać, że opór przeciw nowym ideom w tak ultrakatolickim kraju był olbrzymi. Pierwsze pisma wydane przez Benito Jerónimo Feijóo y Montenegro, wywołały taką burzę, że Ferdynand VI w 1750 roku zakazał atakowania tego autora . Hiszpania przechodziła żmudną drogę nadrabiania braków w stosunku do Francji i Wielkiej Brytanii, zarówno kulturalnych jak i gospodarczych . Piętnowanie przywar społecznych szło równie opornie. La Petimetra Fernándeza de Moratín z 1762 roku opowiada historię doñy Jeronimy, osoby modnej i próźnej, bawiącej się w udawanie uczuć na dworską modłę francuską. Inne postacie owej komedii to don Damian – jej męski odpowiednik, kawaler interesowny i tchórzliwy. Jako kontrast służył tu don Felix, szlachcic o szczerych i szlachetnych odruchach . Hiszpańskiemu oświeceniu zaszkodziło negatywne przedstawianie Hiszpanii w innych krajach, zwł. we francuskiej „Encyklopedii” Diderota i d’Alemberta, oraz powtarzanie legenda negra – tj. postrzeganiu Hiszpanów jako fanatycznych katolików, morderców Indian sprzed 300 lat. Vide: N. Fernández de Moratín, La Petimetra, Universidad de Extremadura 1989, s. 25-26, 73-74.

Kiedy mówimy o usprawnieniach wprowadzonych przez Burbonów do hiszpańskiej biurokracji, powinniśmy wystrzegać się rozumienia tego słowa jako czegoś w rodzaju wszechpotężnej administracji dzisiejszych państw demokratycznych. Pamiętać należy, że „najsilniejszy rząd w Europie” – rząd „absolutnej” monarchii hiszpańskiej był w porównaniu z dzisiejszym niemal prowizoryczny. Centrala polityki zagranicznej, burbońska Primera Secretaria de Estado, odpowiednik dzisiejszych MSZ, było urzędem zatrudniającym zaledwie kilkunastu ludzi. Ich liczba zwiększała się, gdyż każdy nowy minister przybywał z własną zaufaną ekipą urzędniczą; w 1714 personel Sekretariatu Stanu stanowiło 6 urzędników (ofiiales), od 1721 – 7, a od 1726 – 8. W połowie XVIII wieku było to już 15 osób w tym personel techniczny. Oficiales dzielili się kompetencjami co do obszaru geograficznego Europy i natury kontaktów z innymi krajami. Jeden urzędnik mógł więc zajmować się kontaktami z 2-3 krajami, a do tego być np. ekspertem od negocjacji pokojowych. Biura Sekretariatu przeniesiono po pożarze Alakzaru, do pałacu Buen Retiro, a potem do nowego pałacu królewskiego (już za Karola III). Jednak w zasadzie był to urząd wędrujący, przemieszczający się wraz z dworem do rezydencji królewskich wokół Madrytu (Aranjuez, San Ildefonso de la Granja, El Pardo). Ambasador Francji przy dworze madryckim w latach 1721-1722 ks. Saint-Simon pisał, że biura Sekretariatu były położone na parterze, ciemne i pozbawione okien ciemno bez okien. Panowała w nich zupełna cisza, mimo iż znajdowało się tam wielu urzędników (zapewne przebywali tam także urzędnicy spoza tego ministerstwa). Każdy z oficiales Sekretariatu miał własne biurko, oświetlone tylko na sam blat. Korzystali też z kilku stolików, krzeseł i szaf . (C. Taracha, Spiedzy i dyplomaci, s. 80-86.)

Wiek XVIII w dużym stopniu trwa w Hiszpanii nadal. Hymn Hiszpanii pochodzi z lat sześćdziesiątych tego stulecia. W XVIII wieku zaczęto (wprawdzie nie w Madrycie lecz na południu) kultywować zwyczaj budowania żywych wież z ludzi. Z tego wieku pochodzi tradycyjny strój matadora, a hiszpański zwrot grzecznościowy: usted pochodzi od osiemnastowiecznej arystokratycznej formułki: vuestra merced (Vm.) – „wasza łaskawość”.

O madryckiej prasie osiemnastowiecznej, zob: F. Aguilar Piñal, Periodismo e Ilustración en España, Estudios de Historia Social, 1991, E. Larriba , Le Public de la presse en Espagne à la fin du XVIIIe siècle (1781-1808), Honoré Champion, París 1998, oraz: http://argonauta.imageson.org/document91.html. Tu z kolei mozna zobaczyc okładki XVIII-wiecznych gazet madryckich: http://www.quadraquinta.org/materiales-didacticos/cuaderno-de-ejercicios/periodicos-antiguos/galeria/galeriadeperiodicos.html

O oświeconych rządach Karola III, polecam: G. Chastagnaret, G. Dufour (ed.), Le règne de Charles III. Le despotisme éclairé en Espagne, CNRS Éditions Paris 1994, zaś o wdrażaniu najnowszych rozwiązań naukowych do hiszpańskiego przemysłu wojennego: P. De la Fuente, El Triunfante: technologa y ciencia en la España de la Ilustración. Historia di un navio hundido en el golfo de rosas, Museu Marítim de Barcelona 2006.

Fernández de Moratín , ponieważ odbudował on w oparciu o wzorce francuskie, dramat hiszpański po zapaści z początku wieku XVIII, kiedy to zapomniano języka Calderóna i Lope de Vegi, a elita czytała sztuki pisane po francusku, co jakiś czas udając się na przedstawienie włoskiej opery. Wskrzesić dawne tradycje próbował z powodzeniem Jovellanos (sztuka: El delincuente honrado wystawiona w Sewilli w 1774 r.) , jednak pochłaniała go zbytnio polityka by mógł dokonać prawdziwej reformy. Dokonał jej tak naprawdę dopiero syn Fernández de Moratín, Leandro, wprost zwany „hiszpańskim Molierem”, vide: M. Fletcher Bellinger, A Short History of the Drama, New York: Henry Holt & Company, 1927, s. 278-9.

Zob. też: T.Egido López, Prensa clandestina española del siglo XVIII: «El Duende Crítico», Universidad de Valladolid, Secretariado de Publicaciones e Intercambio Editorial, Valladolid, 2002.

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne wpisy

2 komentarze

  1. Janusz
    Janusz
    19 września 2015 at 02:11 - odpowiedz

    Interesujacy fragment historii Hiszpani gdyby byl opublikowany w zurnalu historii a nie w Racjonaliscie .

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      19 września 2015 at 07:55 - odpowiedz

      Ale dałem go tutaj i co, źle? Zresztą mowa o epoce oświecenia a to jak najbardziej na temat

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here