• środa, 20 września 2017 r.

Rasizm jako obiekt muzealny

Rasizm to tabu dlatego racjonalna dyskusja jest wyzwaniem. Użycie tego słowa to dziś brzydkie ad-personam, które kończy dyskusję, która być może powinna się dopiero zacząć, ale na innym poziomie.

Jak każde tabu rasizm się zmitologizował i uprościł i jest dziś nieskończenie zły. Zeskansenizował się jako Oświęcim i zmontypajtonizował się jako śmieszny mały człowiek z wąsem, pokrzykujący coś (zapewne coś bardzo głupiego) w języku, którego nie rozumiemy.

Czy takie pomniki i ślady w kulturze rzeczywiście pełnią swoją rolę? Czy rzeczywiście przypominają nam o naszym destrukcyjnym potencjale i klątwie dobrych zamiarów, czy mówią tylko że gdzieś tam, kiedyś tam, jakiś inny naród gromadnie zgłupiał. Taki zmitologizowany, leżący na muzealnej półce rasizm jest wygodny, bo można się od niego łatwo odciąć. Wystarczy wyjść poza jego formalne pole znaczeniowe.

Zapominamy jednak że w tej faszystowskiej wersji antysemityzmu, rasa nie była pierwotną przyczyną niechęci, tylko hipotezą wyjaśniającą (wręcz naukowo) dlaczego Żydzi ‚są jacy są’. Ten rasizm był dość wyrafinowaną intelektualnie konstrukcją, która angażowała przecież wielkich filozofów. Jeżeli jednak wczytamy się w kierowane do szerszej publiki teksty z Der Sturmera, okaże się, że Streicher pisał przede wszystkim o złej religii, złej kulturze i złej naturze ‚Żyda’ – sporowadzonego zgrabnie do pierwszej osoby, by zasugerować zjednoczoną i kolaborującą masę. Więcej tam odniesień do Tory, jako nakłaniającej do opanowania świata księgi, niż rozważań o kształcie nosa i czaszki.

Jeżeli ktoś pisze, że mamy problem z łatwo identyfikowalną wizualnie grupą społeczną, że mamy problem z tym co oni mają w głowie i wydaje się nam że oni chcą nas zniszczyć, to przecież mógłby się bronić, że w ścisłym tego słowa znaczeniu nie jest to rasizm i nie wynika z uprzedzenia, czy nienawiści, ale obawy. Brzmi to niestety bardzo znajomo. Podbudowana naukowo i filozoficznie narracja, która stygmatyzuje dużą grupę społeczną mimo że wydaje się bardziej miła i pluszowa, była źródłem większego zła niż zwykły poczciwy rasizm naszej babci, której żydówka rzuciła urok na kury nioski i przestały nieść. Rasizm Trumpa, który po prostu nie lubi czarnych jest demonizowany, a tymczasem Robert Spencer jest oficjalnym doradcą FBI i jego książki poleca się agentom.

wszy

Następna inkarnacja rasizmu nie będzie więc pewnie rasizmem per se bo ten termin jest już spalony i jego ‚naukowe’ podstawy zostały ośmieszone. Będzie bardziej wyrafinowana, zbudowana na innej narracji i podobnie jak w przypadku tamtej inkarnacji znajdzie popracie wśród wielu intelektualistów.

Podobne materiały

5 komentarzy

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    1 września 2016 at 14:20 - odpowiedz

    jesli ktoś jest rasistą to po prostu nim jest, czasem bycie antyrasistą faktycznie jest antybiałasizmem, a czasem nie. Rasizm nie jest ideologią, jest zjawiskiem.

    • PePeSza
      1 września 2016 at 14:58 - odpowiedz

      Racja,choć z drugiej strony są ludzie którzy świece w niego wierzą próbując przy pomocy pseudonauki jak np. Mengele który dostał dyplom za badanie czaszek ludzi różnych ras oraz wspomniana w filmie Django teoria która tłumaczyła pewne aspekty zachowań poszczególnych ras dołeczkami w czaszce.
      Swoją droga są tacy którzy stosując podobne metody sami siebie teraz określają mianem „racial realist”(rasowy realista?) odżegnując się od rasizmu.

  2. PePeSza
    1 września 2016 at 15:02 - odpowiedz

    „Zapominamy jednak że w tej faszystowskiej wersji antysemityzmu, rasa nie była pierwotną przyczyną niechęci, tylko hipotezą wyjaśniającą (wręcz naukowo) dlaczego Żydzi ‚są jacy są’”
    Jednak wierzyli w istnienie tyże raz skoro badali je, sugerowali różnice antropologiczne oraz dążyli do ich eksterminacji.

    „Der Sturmera, okaże się, że Streicher pisał przede wszystkim o złej religii, złej kulturze i złej naturze ‚Żyda’ – sporowadzonego zgrabnie do pierwszej osoby, by zasugerować zjednoczoną i kolaborującą masę”
    czyż to nie przypomina obecne tłumaczenie nacjonalistów swoich przed i między wojennych przeciwników „którzy wcale nie byli antysemitami rasowymi jak Niemcy tylko kulturowymi” jak to lubią pisać? : )

  3. Benbenek
    2 września 2016 at 11:11 - odpowiedz

    W sumie pisałem o tym od dawna w komentarzach. Rasizm nigdy nie dotyczy kebaba, stopnia skręcenia włosów czy koloru oczu. Zawsze ma aspekt kulturowy. Cechy fizyczne są jedynie pomocne w identyfikowaniu „złego”. Stąd konsekwencją jest to że zawężenie definicji rasizmu tylko do jego okrojonej 19 wiecznej wersji nie ma sensu.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      2 września 2016 at 11:17 - odpowiedz

      czyli NIE MA aspektu kulturowego, bo identyfikacja jest biologiczna, a kebab i sposób kręcenia włosu to właśnie kultura. Uważaj co piszesz : )

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *