Muzyka dworu Wazów

   Wybierając się w niedzielę (22.02.2026) Andrzeja Kosendiaka i Wrocław Baroque Ensemble spodziewałem się, że usłyszę znane mi już dzieła. W końcu mam cudowne płyty tych wykonawców z muzyką Pękiela czy Mielczewskiego. Seria muzyki staropolskiej cierpliwie budowana przez Kosendiaka, NFM i CDAccord liczy sobie już wiele albumów, do których chętnie wracam ciesząc się, że piękny polski barok i renesans lśni coraz jaśniej w zasobach fonograficznych, moich i całego świata, że tak szumnie napiszę. Jak wielką niespodzianką było to, że choć już przechadzałem się z Wrocław Baroque Ensemble po dworze Wazów niejednokrotnie, to jednak na niedzielnym koncercie usłyszałem w większości rzeczy nowe i fascynujące.

   Oto złożony program niedzielnego koncertu:

B. Pękiel Canon a 6Tres canones simul cantantur  
A. Pacelli Veni sponsa Christi ze zbioru Sacrae cantiones (1608)
G. Osculati Non potest arbor bona ze zbioru Promptuarii musici Abrahama Schadaeusa (1611–1617) 
B. Pękiel Canon a 6: Aliud. Sex vocibus  
F. Lilius Exultabit cor meum
G.F. Anerio Ut audivit
B. PękielCanon a 6: Aliud. Sex vocibus
G. ValentiniCanzona quarta ze zbioru Canzoni, libro I (1609)
V. Scapitta Regina Caeli ze zbioru Vaghi fiori di Maria Vergine(1628)
B. Pękiel Fuga
G. OsculatiNolite judicare ut non judicemini ze zbioru Promptuarii musici Abrahama Schadaeusa (1611–1617)

***

A. Jarzębski Tamburetta ze zbioru Canzoni e concerti (1627)
M. Scacchi O come sei gentileDonna voi vi credete ze zbioru Madrigali a cinque, concertati da cantarsi sù gli stromenti (1634)
M. Mielczewski Canzona terza a 3
O. Valera Sfogava con le stelle ze zbioru Selva de varii passaggi Francesca Rognoniego (1620)
V. BertolusiRicercata primi toni a 4 (1607) 
T. Merula Ardeste un tempo. Prima ParteMa non poss’io. Seconda Parte ze zbioru Il primo libro de madrigali concertati op. 5 (1624) 

Panowanie królów ze szwedzkiej rodziny Wazów jest różnie oceniane. Można powiedzieć, że wtedy zaczęły pojawiać się nad Rzeczpospolitą ciemne chmury, wdaliśmy się niepotrzebnie w wojny ze Szwedami, które ostatecznie osłabiły nasz kraj w znaczącym stopniu. Jednak rządy Zygmunta III i Władysława IV oznaczały też bezprecedensowy rozwój kultury. W dziedzinie baroku staliśmy się liderami na skalę europejską, największe nowinki z Italii niemal natychmiast były twórczo rozwijane w Polsce. Można powiedzieć, że byliśmy jednymi z głównych świadków narodzin opery. Na początku prym wiedli artyści sprowadzeni z Włoch, później dołączyli do nich genialni rodzimi kompozytorzy. A i Włosi się zmieniali wśród rozległych równin Rzeczpospolitej. W końcu okres świetności Rzeczpospolitej przyniósł też migrację wielu utalentowanych osób z całej Europy, z których część w Polsce pozostała, nadając początek do dziś istniejącym w naszym kraju rodzinom.

Początek kapeli Wazów w Polsce to jeszcze renesans. W 1595 roku na królewskim dworze powstała spora jak na owe czasy orkiestra. Nie, żeby to były czasy oszczędne muzycznie. Wręcz przeciwnie. Przełom XVI i XVII wieku wręcz kipiał muzyką. Ilość zdolnych kompozytorów i wybitnych dzieł muzycznych jest wręcz niezmierzona. Co ciekawe, włoskich artystów pozyskiwał na życzenie monarchy bratanek Jana Kochanowskiego, Krzysztof. Czasy Wazów to także silna kontrreformacja w Polsce, choć nie tak fanatyczna jak na przykład w Austrii.  Jednak rosnące znaczenie katolicyzmu kazało szukać kompozytorów i muzyków w Rzymie. Z Rzymu pochodził pracujący na tym stanowisku kapelmistrza od 1633 roku Marco Scacchi. Jego utwory okazały się na koncercie wyjątkowo piękne.  Z Lombardii przybył  Tarquinio Merula, znany już od dawna barokowcom nie tylko z polski czy Giulio Osculati. Przybysze nie tylko wykonywali i komponowali dzieła muzyczne, ale i uczyli zdolnych autochtonów.

Co najmniej od 1632 muzykiem królewskim był Marcin Mielczewski. Kilkanaście lat później został on kapelmistrzem Karola Ferdynanda Wazy, biskupa wrocławskiego i płockiego, brata Władysława IV. Ten akcent wrocławski, o którym nie raz już pisałem, sprzyja pracom nad muzyką dworu Wazów prowadzoną we Wrocławiu przez Andrzeja Kosendiaka i jego zespoły.

Zacytuję teraz kilka słów z książeczki programowej koncertu, bo i tak mam wrażenie, że tylko powtarzam po swojemu co tam napisano, całkiem dobrze i trafnie:

Do grona ulubionych artystów Zygmunta III z kolei należał urodzony w Warce wybitny skrzypek Adam Jarzębski, znany dziś przede wszystkim jako autor zbioru Canzoni e concerti – najważniejszego polskiego zabytku muzyki instrumentalnej. W swoich pismach Jarzębski jako wicekapelmistrza wymienia Bartłomieja Pękiela – organistę i kolejnego świetnego, wszechstronnego kompozytora, związanego nie tylko z Warszawą, ale też Krakowem, służącego ostatniemu z Wazów – Janowi Kazimierzowi i jego żonie Ludwice Marii Gonzadze. Kres działalności w Rzeczypospolitej artystów tej rangi przyniósł potop szwedzki. Kultura muzyczna podupadła, czekając na ponowne ożywienie aż do kolejnego stulecia – wieku panowania Sasów i króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Adam Jarzębski był odpowiedzialny za moje pierwsze spotkanie z polską muzyką dawną. To chyba była płyta Maksymiuka, winylowa oczywiście (nie wiedziałem wtedy jeszcze, że będą istnieć CD), gdzie wybitny maestro prezentował jego dzieła z zupełnie nowoczesną orkiestrą kameralną. Ale i tak cudowna motoryka i wyobraźnia Jarzębskiego oczarowały mnie bez reszty. To znakomity kompozytor na skalę europejską.

Tamburetta w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble zabrzmiała zupełnie inaczej niż w tym historycznym wykonaniu. Była subtelna, pełna niuansów, nie tak motoryczna, za to niebywale poetycka. Była to prawdziwa perełka. Instrumentalne utwory Pękiela okazały się bardziej abstrakcyjne i na swój sposób metafizyczne. Bez trudu odnajdywałem w nich zapatrzenie się kompozytora w świat renesansowej polifonii połączony z barokowym niepokojem i zanurzeniem w kontrastach. Usłyszenie Pękiela w odsłonie instrumentalnej było bardzo ciekawe. Scacchi, Merula, wielu innych, nie zapomnieli o przemijającej epoce manieryzmu, o bogatym świecie madrygałowych afektów. Uwielbiam wczesny barok i to przechodzenie do niego przez renesans i manieryzm. A kompozytorzy z dworu Wazów byli w samym sercu tej muzycznej rewolucji. To co tak zachwyca mnie u związanego z Wenecją Monteverdiego oni pokazywali w ujęciu rzymskim czym lombardzkim i były to trochę jeszcze nadal zapomniane światy, a przecież warte ciągłego odkrywania. Pamiętam, jak kiedyś zapytałem Herve Niqueta o to, skąd odnajduje on tak ciekawe nieznane arcydzieła, czasem na pół zapomnianych lub też całkiem zapomnianych twórców. W swojej odpowiedzi francuski dyrygent jasno zasugerował, iż to, czy ktoś z XVII wieku jest dzisiaj nam znany czy nie jest kwestią kaprysu historii. Działało wtedy wielu kompozytorów dysponujących całkowicie dojrzałą i rozwiniętą techniką. Wiedzieli co robią i ich muzyka musi zachwycać – zasugerował koniec końców Niquet. I oczywiście miał rację, choć potrzebny był na to ośrodek muzyczny dysponujący odpowiednią skalą znaczenia i finansów. Bez wątpienia dwór Wazów w Polsce wykształcił jeden z głównych takich ośrodków w Europie.

Program Wrocław Baroque Ensemble ukazywał w pierwszej części dzieła religijne, w drugiej zaś świeckie, gdzie dominowała tematyka miłości i śmierci z miłości pełna barokowych kontrastów. Co ciekawe, doskonale widzieliśmy, że poezja, jeśli chodzi o zmiany gustów i epok wyprzedzała jak zwykle muzykę. Było kilka utworów jeszcze renesansowych, albo i manierystycznych, których strona literacka była już w pełni barokowa. Te wszystkie niuanse, odcienie znaczeń, odcienie afektów wyrażały się w wysublimowanych interpretacjach artystów z Wrocław Baroque Ensemble. Maestro Kosendiak nie dyrygował nimi. Usiadł w pierwszym rzędzie i także z nami słuchał tego, co przygotował wraz ze swoimi muzykami na licznych próbach. Słychać było, że już od dawna znakomite interpretacje Kosendiaka i Wrocław Baroque Ensemble dalej ewoluują w stronę subtelności, doskonałego porozumienia się między muzykami i coraz mocniejszego zrozumienia dla dawnych wieków, które do nas z nimi wracają. Ucieszyłem się widząc obok arcylutni, klawesynu i pozytywu także harfę. Na wielu koncertach związanych z polskim barokiem harfy jeszcze nie było, a bez wątpienia wzbogaca ona sonorystyczną subtelność basso continuo. Stale związani z zespołem śpiewacy byli znakomici, słychać było, że po prostu żyją tą muzyką, że połączyła się ona w pełni z ekspresją ich wokalnych talentów.

To był wspaniały koncert. Nad muzykami nie rozwieszono mikrofonów, ale jestem niemal pewien, że powstanie płyta, o ile już nie powstała. Ja na razie jeszcze jej nie widzę w sieci, ale mam nadzieję, że to kwestia najbliższego czasu…

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

szesnaście + 16 =