Berlińscy Filharmonicy we Wrocławiu

 

Sezon koncertowy 2018/2019 przyniósł melomanom odwiedzającym Narodowe Forum Muzyki bezprecedensowy przegląd najlepszych orkiestr świata. To wszystko działo się przy dobrej i rosnącej formie Wrocławskich Filharmoników, więc nie wywoływało zbytniego kontrastu między naszą orkiestrą, a goszczącymi u nas legendami. Holenderska Royal Concertgebouw ze świetnym Philippe Herreweghe, brytyjska London Symphony Orchestra z sir Simonem Rattlem I wreszcie Berliner Philharmoniker z Yannickiem Nézet-Séguin stanowią raczej latarnię morską, wskazówkę (dla muzyków i wiernej publiczności) dotyczącą tego, dokąd może dążyć nasza rodzima orkiestra, coraz lepsza i zbierająca prestiżowe nagrody.  Jakby nie było, przy przyznawaniu International Classical Music Awards 2019, album Arvo Pärt – The Symphonies, nagrany przez NFM Filharmonię Wrocławską pod dyrekcją Tõnu Kaljuste dla wytwórni ECM, zwyciężył w kategorii „Contemporary” z płytą The John Adams Edition wydaną przez Berliner Philharmoniker z udziałem sir Simona Rattle’a.  Więc jak widać, nie święci garnki lepią, zwłaszcza, że nie uważam, aby najlepsze dzieła Adamsa ustępowały utworom Pärta.

 

Yannick Nézet-Séguin / fot.Hans van der Woerd

 

Tym niemniej Berliner Philharmoniker od ponad wieku są absolutnym wzorem tego, czym powinna być orkiestra symfoniczna, jak powinna brzmieć, jak powinna wspólnie wędrować dziesiątkami smyczków i ustników dętych instrumentów przez krainy dzieł muzycznych, aby ożywiać je w naszych uszach i pozostawiać na zawsze w naszej pamięci. Każdy meloman ma na swej półce wiele płyt z Berlińczykami sprzed 10 lat i sprzed 80 lat, z Karajanem (który stał się zbyt kontrowersyjny dość niesprawiedliwie), z Boulezem, z Rattlem i oczywiście z wielkim Furtwänglerem. Bardziej wytrwali zdobyli też z pewnością choćby realizacje Berlińczyków z Ryszardem Straussem, który dosłownie zadziwia, zwala z nóg swoją dyrygenturą. Co za niezwykły Mozart! Jaki Beethoven, no i sam Strauss w tym legendarnym autoportrecie…

 

No i stało się, dnia 19 lutego 2019 roku, niezwykle wiosennego jak na środek zimy, na scenie Sali Głównej NFM zasiedli przy swych instrumentach Berlińscy Filharmonicy, zaś na ich czele stanął kanadyjski dyrygent Yannick Nézet-Séguin, którego powinno się wymawiać po polsku z grubsza tak – [Janik Nezesegę]. Podałem przybliżoną wymowę, gdyż czasem bywam świadkiem wymawiania francuskich nazwisk i tytułów dzieł muzycznych w jakiś ultrafrancuski sposób, samym Francuzom zupełnie nie znany. Młody jeszcze jak na dyrygenta Nézet-Séguin znany jest już z dziesiątków płyt, często poświęconych pograniczu romantyczno – modernistycznemu. Ostatnio nagrał Rachmaninowa, zaś po drodze sporo było Brucknera i Mahlera, jak i oper Mozarta. Morzem Debussy’ego, które usłyszeliśmy na koncercie, kanadyjski Maestro też zajmował się od dawna, zaś nabyte w ten sposób doświadczenie zaprocentowało na koncercie w doskonały sposób. Nézet-Séguin swoje pierwsze kroki stawiał w rodzinnym Montrealu, co zaowocowało doskonałą współpracą z tamtejszą Orchestre Métropolitain, która trwa zresztą do dziś. Później doszła Rotterdam Philharmonic Orchestra, z którą Nézet-Séguin dokonał szczególnie wiele nagrań. Następnie zaczęła się też współpraca Kanadyjczyka z wielkimi zespołami z USA – z Philadelphia Orchestra i z orkiestrą nowojorskiej MET, uchodzącej zasłużenie za najlepszą operę na świecie.

 

Jak już wspomniałem, koncert wrocławski zaczął się od Morza Debussy’ego. Była to bardzo oryginalna interpretacja. Nézet-Séguin potraktował dzieło rzeczywiście impresjonistycznie, kładąc ogromny nacisk na detale i brzmieniowe odcienie, na ulotne muzyczne chwile. Znam Morze w setkach znakomitych interpretacji, a jednak byłem tym poruszony. Impresjonistyczny poemat przemówił bowiem nowym głosem – zaskoczyły mnie cieniste brzmienia wiolonczel i kontrabasów, cudowne przeplatanie się perkusji z harfami i fletami. Zorientowałem się, że wielu innych dyrygentów próbuje za bardzo uczesać ten francuski fresk, nadając mu wątki przewodnie, skupiając sekcje orkiestry wokół głównego głosu narracji, który być może w tym utworze wcale nie istnieje… W pierwszej i ostatniej części Morza ujrzałem do tego raczej kanadyjskie brzegi, a nie te na północ od Paryża, co nadało wodnym bezkresom nieco więcej niepokoju i tajemnicy, a mniej zrodzonego w paryskiej bohemie enigmatycznego symbolizmu, który jednak okazał się i w tym wykonaniu nieodzowny w części środkowej. Przyznam, że przez pierwsze kilka taktów nie mogłem się skupić, gdyż zanim zaczął się koncert po scenie krążył Emmanuel Pahud, najlepszy flecista naszych czasów i przy okazji pierwszy flecista Berlińczyków, co już samo w sobie świadczy o klasie tej orkiestry. Musicie posłuchać sonat fletowych J.S. Bacha nagranych przez niego i Trevora Pinnocka! Ogólnie w orkiestrze działy się niezwykłe rzeczy. Poszczególne sekcje orkiestry mieniły się barwami, soliści dzięki wymierzonej co do milimetra dynamice unosili się w przestrzeni, manipulowali nią, poszerzali nadmorski horyzont, zbliżali go, oddalali, by czasem wyrzucić nas w kosmos, prosto w gwiazdy.  Nézet-Séguin dyrygował tańcząc, w najbardziej formotwórczych momentach niemal nie pokazywał tempa, lecz kreślił niczym japoński miniaturzysta zarysy fal i morskich stworzeń, również tych mitycznych, jak na Fauna – Debussy’ego przystało. To była wspaniała interpretacja, jedna z najlepszych jakie znam i to do tego wysłuchana na żywo, w idealnej akustyce NFM.

 

Druga część koncertu przyniosła nam V Symfonię B-dur op. 100 Sergiusza Prokofiewa skomponowaną u schyłku II Wojny Światowej. Już od pierwszych wejść smyczków poczułem, że to jest to. Berlińczycy uniknęli betonowego neoklasycyzmu z wielkiej płyty, tak dominującego w wielu wykonaniach radzieckiej symfoniki (zwłaszcza tej z czasów Stalina). Tu raczej przypomniał mi się Mrawiński, jeden z największych dyrygentów tamtych i nie tylko tamtych czasów. Brutualistyczne masy brzmienia smyczków zostały rozjaśnione, napełnione przestrzenią. Stały się ostre, ale lekkie, przez co ożyły cudowne detale i niezwykłe efekty sonorystyczne, w których Prokofiew był mistrzem. Motoryka szybkich części symfonii kojarzyła mi się nie tyle z wojną, co z przemysłową witalnością, przywodząc na myśl znakomity i obecnie nieco zapomniany balet Prokofiewa „Żelazny skok”, który kompozytor stworzył jeszcze we Francji. Do ZSRR wrócił dobrowolnie, zadziwiając wielu współczesnych. Ten akt lojalności nie uwolnił go od grozy totalitarnego państwa, lecz nie słychać tego w jego Piątce. Ta symfonia to drapieżny, ale jednak w miarę pogodny hymn sławiący witalność i życie. Witalność obejmuje zarówno człowieka, jak i podległe mu maszyny. Kończy się zima wojny i przychodzi wiosna życia. Krótko mówiąc – Prokofiew bywał zupełnie odmienny w swych nastrojach od swojego kolegi po fachu Szostakowicza.  Tę swoistość Prokofiewa Nézet-Séguin i Berlińczycy ujęli w trafny i bardzo oryginalny sposób. Witalizm pozwolił im też na prawdziwe brzmieniowe fajerwerki, a my – słuchacze – mogliśmy je tylko podziwiać z zapartym tchem. Stojąca owacja po koncercie trwała bardzo długo. Kanadyjski dyrygent ku twórczości Prokofiewa zwrócił się mocniej w ostatnim roku, przyniosło to płytę Visions Of Prokofiev, zawiarającą między innymi dwa koncerty skrzypcowe Rosjanina z Lisą Batiashvili grającą na skrzypcach i z Chamber Orchestra Of Europe. Z kolei pierwsze nagranie Nézet-Séguina La Mer Debussy’ego pochodzi z roku 2007, gra na nim Orchestre Métropolitain du Grand Montréal.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

One Reply to “Berlińscy Filharmonicy we Wrocławiu”

  1. A tak przy okazji. Czy warto w przyszłości pójść na koncert jakeś słynnej orkiestry (pewnie to nie był ostatni taki koncert), na który bilety są bardzo drogie, jeżeli nie jestem znawcą i słuch mam też średni, a jedynie podoba mi się muzyka symfoniczna (i barokowa też)?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.