Kreacjonista opowiada się za ”argumentem z niedowierzania”

Dostałem e-mail z San Diego od człowieka, który jest żarliwym obrońcą ”argumentu na rzecz Boga z osobistego niedowierzania”.  Pominąłem jego nazwisko, żeby go nie zawstydzać. Zdaje się, że jestem jedynym adresatem tego e-maila, choć nagłówek wskazuje na to, że wysłano go także do innych naukowców, uznanych za równie zagubionych jak ja.  


Tematem tego elaboratu jest twierdzenie, że pewne zachowania zwierząt są tak złożone, że nie mogły wyewoluować przez darwinowski proces „krok za krokiem”. Ergo, Bóg to zrobił. (Znacie ten argument jako podstawę Inteligentnego Projektu.)  Do tego dołożył myśl, że zwierzę, kiedy dokonuje adaptacyjnego czynu, musi „wiedzieć”, co robi, a zwierzęta po prostu nie mają do tego odpowiednich mózgów.

 

 

To jest długi e-mail, więc tylko pokrótce omówię dwa przykłady, pasożytniczej larwy, która utrzymuje swojego gospodarza przy życiu przez zjadanie tylko tych narządów, które nie są absolutnie niezbędne, oraz ryby Toxotes, która pluje wodą na zwierzynę unoszącą się nad wodą (głównie owady) i wykazuje zadziwiająca celność. W obu wypadkach proponuję adaptacyjny szlak, który eliminuje konieczność powoływanie się na bóstwo.


E-mail (podkreślenia moje):

Do tych o ewolucyjnym zacięciu:


To jest historia osy (Pompilidae) i pająka (Ctenizidae). Jest między nimi osobliwy związek: osa używa pająka jako spiżarni dla swoich młodych, składając jaja (lub jedno jajo) na lub wewnątrz żywego pająka i umieszczając sparaliżowanego pająka z powrotem w norce, aż larwa osy wykluje się i skonsumuje nadal żywego gospodarza.  


Nie jest to jednak łatwe zadanie. Po pierwsze, osa musi znaleźć dobrze zakamuflowaną rezydencję pająka. Z pewnością niezbędne są bardzo dobry węch i obserwacje możliwych norek pająka z powietrza lub ziemi, zależnie od zwyczajów danego gatunku pająków. Niemniej, biorąc pod uwagę obszar, na którym osa musi dokonać rozpoznania, żeby znaleźć pająka w zakamuflowanej dziurce w ziemi, jest to zadanie, które przekroczyłoby siły wielu funkcjonariuszy wojskowego wywiadu.   


Potem osa atakuje: czasami tylko porusza ostrzegawczą siecią, która otacza norkę. To wyciąga z norki pająka, który ma nadzieję, że czeka na niego posiłek. Jeśli osa jest wystarczająco szybka, może użądlić pająka, zanim ten będzie mógł zareagować. Pająki, ze swej strony, posiadają długie śmiertelne (dla owadów) zęby, ociekające paraliżującą trucizną. Pająk może rozpoznać niebezpieczeństwo i uciec z powrotem do swojej fortecy. Jeśli uda mu się zamknąć drzwi, osa zostaje na zewnątrz; pająk może trzymać drzwi zamknięte dwoma lub czterema odnóżami i trzymać się ściany swojego domu pozostałymi czterema. Żaden problem: osa po prostu przegryza zawiasy i staje twarzą w twarz z zagniewanym pająkiem! Wtedy mamy problem: jak osa poradzi sobie z pająkiem w takiej konfrontacji. Niektóre osy mają talent hipnotyczny; wydaje się, że głaszczą pająka czułkami, uspokajając go. W innych wypadkach osa po prostu odwraca się tyłem do potwornego pająka i żądli go w głowę potężnym żądłem: koniec walki. Ale początek sparaliżowanego końca pająka. 


Wtedy osa może złożyć jajo; czasami na pająku, a w innych gatunkach wewnątrz pająka. Wtedy mamy inne pytanie: skąd larwa osy, kiedy już się wykluje, wie, że ma jeść tylko te narządy, które nie są absolutnie niezbędne dla sparaliżowanego pająka, żeby utrzymywać go przy życiu, aż larwa się przepoczwarzy i stanie żywą, latającą osą? Z pewnością bowiem zjada wszystko poza niezbędnymi do życia narządami, zostawiając najlepsze na koniec, kiedy przegryza się do wolności i rozpościera skrzydła, by znaleźć partnera, a potem pójść na polowanie na pająka. 


To wszystko więc: osa, pająk i ich pojedynek zostało stworzone przez Biologiczną Ewolucję a la Charles Darwin lub jakiś inny głupawy inkwizytor. Doprawdy? Proszę wybaczyć mi moje wątpliwości. Musimy dodać ten paradygmat do wielu innych: do budowy oka ssaków i funkcji pręcików i czopków; do potrzeby, by mózg odwrócił postawiony do góry nogami obraz transmitowany do niego, właściwą stroną do góry. A jeszcze jest ryba (Toxotes), która potrafi „strzelać” przez wypluwanie strumienia wody na owada ze swego miejsca pod wodą, z łatwością kompensując  refrakcję wody nawet pod dziwacznymi kątami. I ryba wargatek sanitarnik (Lambroides dimidiatus), która wskakuje w paszcze dużych i niebezpiecznych ryb drapieżnych, żeby oczyścić je z pasożytów i martwej tkanki, także z nadmiaru śluzu; i potrafi obsłużyć 2000 „klientów” podczas czterogodzinnego okresu żerowania. Niemniej pozostaje niezjedzona przez czasami głodnych klientów podczas ich wizyt w „stacji czyszczenia” w rafie koralowej.  


Właściwie są setki, jeśli nie tysiące, takich opowieści, każda bardziej tajemnicza od poprzedniej: wszystkie wskazujące na Stwórcę, oczywiście nie Takiego, Który użyłby tak brutalnego procesu jak ewolucja. Z pewnością jednak Takiego, Który pozostawił Swoje odciski palców na całym Swoim dziele stworzenia, jak je poznaliśmy.  


A co z różnicami, jakie zdarzają się w znanych gatunkach, jak sam Darwin wskazał w ptakach na wyspach Galapagos? Czy to także jest ”ewolucja”? Różne kolory, różne dzioby, różne diety, różne rozmiary i obyczaje rozrodcze – wszystko to są adaptacje przyznane im dla dalszego przetrwania w świecie, gdzie „zmiany klimatu”, trzęsienia ziemi, wulkany i działalność człowieka mogą spowodować zmianę warunków. Nikt jak dotąd nie zauważył, by ptaki Darwina zmieniły się w inne gatunki lub nie-ptasie stworzenia. Mało prawdopodobne, jak sądzę.


Faktem jest, że Biologiczna Ewolucja dowolnego opisu jest Naukowym unikiem, by uchylić się przed przywołaniem stworzenia – i Stwórcy – w ich teoriach i hipotezach. Jest to gigantyczna akademicka mistyfikacja, która w rzeczywistości odegrała główną rolę w politycznych aksjomatach nazizmu, komunizmu i faszyzmu, których wynikiem była śmierć setek milionów ludzi. I stawiam wyzwanie tym naukowcom, którzy uparcie twierdzą, że to „musi być prawdą”, by odpowiedzieli na fakty przedstawione tutaj lub przez licznych innych krytyków i dali dowody na poparcie swojego stanowiska. Szukamy prawdy, nie jedynie teorii, hipotez lub przypuszczeń. Jak dotąd Świat Naukowy był niezdolny lub niechętny dostarczeniu ich.


Nazwisko

Weźmy najpierw larwę osy. Odpowiedzią na „argument z niedowierzania” jest przedstawienie prawdopodobnego procesu „krok za krokiem”, w którym każdy krok jest adaptacyjny. A potem połączenie tego ze zmiennością rozważanej cechy – zmiennością spowodowaną mutacją. Jeśli nie-adaptacyjne odmiany nie pozostawiają potomstwa, a adaptacyjne robią to, mamy ewolucję drogą doboru naturalnego. Nie ma żadnej konieczności „wiedzy” ze strony zwierzęcia, przynajmniej w sensie poznawczym – po prostu różne zachowania, które mogą być wykonywane automatycznie. Mikrob nie „wie”, że ma poruszać się w kierunku źródła pożywienia: aby sparafrazować Jessicę Rabbit, po prostu wyewoluował w ten sposób.


W wypadku osy wszystko, czego potrzeba, to żeby różne larwy miały różne skłonności do jedzenia narządów pająka. Jak mogło to się zdarzyć? No cóż, przypuszczalnie larwy osy mogą inaczej postrzegać różne narządy pająka, albo z powodu ich umieszczenia, albo – co bardziej prawdopodobne – z powodu faktu, że „smakują” inaczej. Jeśli różne larwy wolą różne ”smaki” (lub wewnętrzne umieszczenie), a niektóre z tych różnic oparte są na różnicach w genach, to problem jest rozwiązany. Jest tak, ponieważ  osy z upodobaniem do niezbędnych do życia narządów lub takie, które jedzą jak popadnie, wcześnie zabiją swojego gospodarza i mają mniejsze szanse przeżycia (jeśli zabijasz swojego pajęczego gospodarza zbyt wcześnie, rozkłada się i nie będzie już dobrym źródłem świeżej żywności, możesz umrzeć lub być niedożywiony). Z drugiej strony, te larwy, które nie mają apetytu na niezbędne do życia narządy pajęczego gospodarza, będą tymi, które prawdopodobnie przeżyją i będą miały potomstwo. Z czasem daje to ewolucję zachowania i wszystkie osy najpierw zjadają mniej niezbędne do życia narządy, kończąc na niezbędnych dopiero kiedy są gotowe do przepoczwarzenia. Proszę zauważyć, że nie ma tu świadomej „wiedzy”: wszystko, czego potrzeba, to różnice w kolejności zjadania narządów gospodarza, a do tego nie potrzeba żadnego zrozumienia – wystarczy pociąg do jedzenia jednych narządów bardziej niż innych. A to nie jest niemożliwe.


Tyle w sprawie os. A co z rybą Toxotes? No cóż, wszystko, czego potrzeba, to początkowe zachowanie, które można ulepszyć i udoskonalić, tak że ryba potrafi nie tylko pluć wodą na zwierzynę powyżej powierzchni wody, ale robić to celnie. Oczywiście, to wydaje się nieprawdopodobne, bo wymaga to wyobrażenia sobie ryby, która już ma tendencję do plucia wodą, a jaki z tego pożytek?


Najpierw spójrzmy jak funkcjonują te zadziwiające zwierzęta:

 

 

Jak to mogło wyewoluować? Nie jest trudno zobaczyć, że jak już zdobywasz pokarm przez oblewanie owadów strumieniem wody i strącaniem ich do wody, dobór naturalny udoskonali twoją celność, umożliwiając ci ocenę odległości, kompensowanie refrakcji i tak dalej. W rzeczywistości nie tylko ewolucja (która nie obejmuje żadnej „wiedzy”), jest tu także proces uczenia się. Jeśli poszukasz trochę w Google, dowiesz się, że młode Toxotes są dość niezdarne w strącaniu owadów i poprawiają swoje umiejętności wraz z praktyką. To może być prawdziwa wiedza.


Jak jednak w ogóle to się rozpoczęło? Trochę szukania w Internecie pokazuje, że przynajmniej niektóre Toxotes używają podobnej techniki do poruszania mułu na dnie, odsłaniając ukrytą zdobycz. To jest dość łatwo wyjaśnić, bo nie jest to rzeczywiste celowanie w coś, ale żerowanie i ryby już mają do tego wyposażenie: produkowanie strumienia wody pyskiem, co jest dość powszechne u ryb. Artykuł w „New Scientist”, który znalazłem po mniej więcej minucie szukania w Google, mówi, co następuje (podkreśliłem możliwe „rozwiązanie”):

Naukowcy odkryli, ku swojemu zdziwieniu, że Toxotes były w stanie zmienić długość i rodzaj strumienia wody, by pasował do osadów. Ich strzały strumieniem wody były najkrótsze, kiedy osad był gruboziarnisty i wydłużały się, w miarę jak piach stawał się drobniejszy.


“Wielkie pytanie brzmi: skąd wiedziały z góry, jaki jest typ osadu i jak długi musi być ich strumień?” – pyta [Stefan] Schuster. Odpowiedzią może być, że są mistrzami w strzelaniu pod wodą także w stanie dzikim.


Pozostaje ustalenie, co było pierwsze – strzelanie nad powierzchnią czy podwodne.


“Być może tendencja do tworzenia podwodnych strumieni mogła być pierwsza, ponieważ jest to dość powszechne wśród ryb” – mówi Schuster. Na przykład, rogatnicowate używają strumieni wody do odwracania jeżowców, by dostać się do ich miękkich części, a skrzydlice używają strumieni wody do obracania małych, zdobytych ryb dla łatwiejszego połknięcia.


“Wiele innych ryb i bezkręgowców żeruje przez naruszanie podłoża i jest to prawdopodobnie cecha po przodkach – mówi Alex Kacelnik z University of Oxford. – Toxotes prawdopodobnie zaczęły od tej zwykłej umiejętności lub robiły to blisko powierzchni wody i to stworzyło nowy nacisk selekcyjny, by kierować strumienie wody na coraz wyższe cele”.


“To jest świetny przykład stopniowego i interaktywnego procesu ewolucji skomplikowanych cech drogą doboru naturalnego” – mówi.


Schuster mówi, że te dwie techniki mogły ewoluować równolegle, z rybami tworzącymi i doskonalącymi tę adaptację według swojego habitatu.  

Tutaj mamy więc początkowe warunki, których ewolucję nie jest trudno zrozumieć. Kiedy już plujesz wodą na osad poniżej ciebie, żeby odsłonić zwierzynę, dobór ulepszy tę umiejętność, jak również uczenie się i może zaczniesz celować w rzeczy, jakie widzisz w osadzie. Wtedy masz zdolność bycia żywym karabinem wodnym. Jeśli zmutowana ryba wysyła następnie strumień wody na obiekt, który widzi, ale taki, który jest nad powierzchnią wody lub ponad nią, udany strzał dostarczy żywności i, co ważne, reprodukcji. W istocie może ona dostawać więcej żywności niż inne osobniki w populacji, które nie celują bezpośrednio w owady, ale po prostu żerują tu i tam, i większość ich strzałów nie przynosi zdobyczy. A jeśli tak jest, zarówno dobór, jak uczenie się (ryby potrafią się uczyć!) zadziałają razem, by ulepszyć zdolność Toxotes do wypuszczania strumienia wody na zwierzynę powyżej powierzchni wody. Kompensowanie refrakcji, intensywność strumienia i tak dalej zostaną udoskonalone przez zarówno dobór, jak uczenie się.


Nie wiem, czy właśnie to się zdarzyło, czy też oba rodzaje strzelania strumieniami wody wyewoluowały razem (co także jest możliwe, biorąc pod uwagę korzyści, jakie to daje), ale możemy wyobrazić sobie pierwsze kroki w ewolucji zachowania Toxotes  – adaptacyjne kroki. A reszta, jak się mówi, jest tylko komentarzem (tj. udoskonaleniem przez dobór). Żadnej potrzeby odwoływania się do Boga.


Reszta tego e-maila, włącznie z twierdzeniami, że widzimy mikroewolucję, ale nie makroewolucję, że darwinizm zrodził nazizm, komunizm i tak dalej, nie zasługuje tutaj na odpowiedź; zrobiłem już to wcześniej wiele razy. Nie zamierzam odpowiadać na e-mail tego człowieka, bo wciągnęłoby mnie to w wymianę, która byłaby całkowicie bezowocna. Chciałem tylko dać przykłady tego, jak można odpowiadać na „argument z niedowierzania”, który jest podstawą kreacjonizmu Inteligentnego Projektu, przez myślenie o tym, jakie są prawdopodobne i adaptacyjne kroki pośrednie w ewolucji danej cechy. Jeśli można to zrobić, to nie ma żadnej potrzeby postulowania Boga, bowiem dla Inteligentnego Projektu i dla kreacjonizmu, za jakim opowiada się autor tego e-maila, niezbędne jest to, by nie można było przedstawić adaptacyjnego szlaku ewolucyjnego dla jakiejś cechy. Jeśli można to zrobić, całe przedsięwzięcie Inteligentnego Projektu/kreacjonizmu, które, oczywiście, postuluje istnienie Projektanta, na co nie ma żadnych dowodów, staje się nieoszczędne i zbyteczne.


A creationist writes in espousing the Argument from-Incredulity

Why Evolution Is True, 20 grudnia 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Artykuł pochodzi z portalu Listy z naszego sadu

Avatar
O autorze wpisu:

Jerry Allen Coyne (ur. 1949) – amerykański biolog, znany z krytyki koncepcji "inteligentnego projektu". Profesor biologii na Wydziale Ekologii i Ewolucji University of Chicago. Wybitny i aktywny nowy ateista, laureat wyróżnienia Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów "Racjonalista Roku" za rok 2013, stały współpracownik Andrzeja i Małgorzaty Koraszewskich na portalu Listy z naszego sadu.

4 Odpowiedzi na “Kreacjonista opowiada się za ”argumentem z niedowierzania””

  1. Jednakże przypadku także nie ma Szanowny panie Jerry Coyne ani ślepego losu czy trafu także o ile Bóg osobowy jest fikcją tak nie można zjawisk fizycznych zganiać na ślepy los bo tak można bez końca wtedy. Musi mieć to podstawy u źródła ta losowość. Inteligentny projekt ma o tyle rację bytu jeśli wykluczymy inteligentnego albo chociaż Osobowego Sprawcę ale nie jest tym za czym opowiadają się kreacjoniści z całą masą innych bzdur, które głoszą. Natura jest tą siłą sprawczą, nie wiemy czy raczej nie rozumiemy tylko jakie są jej podstawy, czynniki, dla których się kieruje w stały i niezmienny sposób. 

    1. >>Natura jest tą siłą sprawczą, nie wiemy czy raczej nie rozumiemy tylko jakie są jej podstawy, czynniki, dla których się kieruje w stały i niezmienny sposób. <<

      -Dużo jeszcze nie wiemy, jednak akurat podstawa jest widoczna. Jakkolwiek zachodzą mutacje, ile tam losowości ile planu, to w każdym razie widzimy, że dane środowisko pozwala przeżyć i rozmnożyć się osobnikom o pewnych cechach, a więc i genach na te cechy, a inne sobie tam nie radzą za długo i wymierają. Dobór naturalny, dobór płciowy, podobnie jak dobór sztuczny jest widoczny w akcji.

  2. Ci od inteligentego projektu cały czas maja z tył głowy ze "projektant" zadziałał 6 tys. lat temu. Chyba nie chcą przyjac do wiadomości ze ewolucja toczy się miliardy czy setki milionów lat czyli przetoczyła sie przez dziesiatki miliardów czy milionów dostosowująco-eleminujacych mutujacych generacji(w zależności od cyklu życia osobników).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *