Królewska orkiestra we Wrocławiu

Imperium Brytyjskie, które w XIX wieku odstawało od Austrii i krajów niemieckich jeśli chodzi o wspieranie własnych kompozytorów i zespołów muzycznych, po Drugiej Wojnie Światowej przeżyło niezwykły orkiestrowy boom. Royal Philharmonic Orchestra, która dała koncert w NFM 9 października, była jedną z głównych bohaterek owego imponującego wzrostu, który sprawił, że trzeba być naprawdę wytrawnym melomanem, aby podać z głowy liczbę orkiestr symfonicznych działających w Londynie. Aby oddać nastrój tych powojennych lat przygotowałem króciutki wstęp, posiłkując się angielską wikipedią. Na moje usprawiedliwienie niech przemówi polska wiki, gdzie o RPO są tylko dwa zdania.

Zaczęło się od dyrygenckiej wszechwładzy, która, zdaniem wielu melomanów, zaowocowała jednymi z najlepszych nagrań w historii. W roku 1932 wielki brytyjski dyrygent, sir Thomas Beecham założył Londyńską Orkiestrę Filharmoniczną (LPO), którą przy wsparciu bogatych sympatyków prowadził do 1940 roku. Prosperity zespołu przerwała wojna, która pozbawiła orkiestrę finansowania, a także znacząco utrudniła koncertowanie w Londynie. Beecham wyjechał, by dyrygować w Australii, a potem w USA. Jednak orkiestra LPO, mimo poważnych trudności, działała bez niego po przekształceniu się w samorząd. Po powrocie Beechama do Anglii we wrześniu 1944 r. LPO powitało go z powrotem, w październiku dali wspólny koncert, który został doskonale przyjęty przez krytyków. W następnych miesiącach było podobnie. Beecham i jego orkiestra czarowali publiczność i krytyków. Jednakże samorządny zespół nie chciał już dyrygenckiej dyktatury. Gdyby sir Thomas Beecham ponownie został głównym dyrygentem, byłby to jedynie płatny pracownik orkiestry, zależny od oceny tworzących ją muzyków. Beecham odpowiedział: „Zdecydowanie odmawiam, by jakakolwiek orkiestra narzucała mi cokolwiek… Założę jeszcze jedną wielką orkiestrę, która dopełni moją karierę”. W 1945 roku dyrygował pierwszym koncertem Philharmonia Orchestra Waltera Legge’a, ale nie był skłonny przyjąć płatnego stanowiska od Legge’a, swojego byłego asystenta, ani od swoich byłych muzyków z LPO. Jego nowa orkiestra, która ma rywalizować z Filharmonią, jak zapowiedział Legge’owi, zostanie uruchomiona niebawem. Tu warto dodać, że Legge był producentem działającym w sławnej wytwórni EMI, obecnie, od kilku lat, niestety nieistniejącej. Walter Legge wykorzystał powojenny czas błąkania się włoskich, austriackich, rumuńskich i niemieckich artystów, przygarnął ich pod swoje skrzydła produkując setki genialnych nagrań, będących do dziś podstawą niemal każdej kolekcji muzyki klasycznej na świecie. Aby jednak nagrywać bez przeszkód, musiał mieć własną orkiestrę, mimo tego, że w Londynie orkiestry rosły jak grzyby po deszczu. Aby założyć Philharmonia Orchestra potrzebował wsparcia swojej żony, wybitnej śpiewaczki Elisabeth Schwarzkopf. Diva opisała to następującymi słowami: „nie mam już biżuterii, ale mamy orkiestrę”.

Tymczasem w 1946 Maestro Beecham osiągnął porozumienie z Royal Philharmonic Society: jego orkiestra miała zastąpić LPO na wszystkich koncertach Towarzystwa. Uzyskał w ten sposób prawo do nazwania nowego zespołu „Royal Philharmonic Orchestra”, co zostało zatwierdzone przez króla Jerzego VI. Beecham podpisał umowę ze sławnym Glyndebourne Festival, w ramach której RPO powinna być orkiestrą rezydującą w Glyndebourne. Dyrygent zapewnił sobie wsparcie finansowe, w tym firm fonograficznych z USA i Wielkiej Brytanii, z którymi negocjowano lukratywne kontrakty nagraniowe. I tak się zaczęło, choć oczywiście po śmierci dyrygenta – tyrana Royal Philharmonic Orchestra niemal przestała istnieć. Coraz bardziej samorządna orkiestra królewska dała jednak radę wszelkim przeciwnościom losu i tak oto dotrwała do naszych czasów, aby dać koncert we Wrocławiu.

Dzisiejsi dyrygenci nie są i nie mogą być tyraniami, dlatego żadnej współczesnej orkiestrze nie uda się doścignąć poziomu wykonawstwa Królewskich pod Beechamem. Ale pomijając ten oczywisty fakt, trzeba przyznać, że RPO jest jedną z najwspanialszych orkiestr naszych czasów, obecną na wielu nagraniach i sławną również dzięki Promsom, a także komercyjnym przedsięwzięciom, takim jak muzyka do nowym Bondów.

Zresztą, słuchając koncertu Królewskich, zacząłem się zastanawiać, czy nie da się zaproponować nowej orkiestrowej wartości po obaleniu władzy absolutnej dyrygenta. Przez cały koncert RPO grała jak zespół wyśmienitych solistów, zachwycając popisami koncertmistrza wiolonczel i pierwszego fletu. Choć dawniej w orkiestrze grywali tacy giganci jak flecista James Galway, czy waltornista Dennis Brain, to jednak na nagraniach z lat 60-70  nie słychać aż tak dużego udziału solistów w kreowaniu całościowego przekazu.

No dobrze, ale co grali Królewscy we Wrocławiu zapyta ktoś zdziwiony tym, że oto już tyle recenzji przeczytał, a dopiero teraz zacząłem się odnosić do koncertu z wczoraj. Usłyszeliśmy Fausta – uwerturę koncertową Ryszarda Wagnera, Koncert fortepianowy a-moll op. 16 Edwarda Griega i II Symfonię D-dur op. 43 Jeana Sibeliusa. Orkiestrą dyrygował Vasily Petrenko, na fortepianie zagrał Simon Trpčeski.

Uwertura Faust to nie jest jeszcze Wagner z Tetralogii. Utwór przypomina analogiczne dzieła Mendelssohna czy Berlioza, ale jest bardzo piękny i dobrze było usłyszeć to mniej znane dzieło w tak znakomitym wykonaniu. Brzmienie orkiestry było ciepłe i jednocześnie świetliste. Smyczki absolutnie doskonałe, blacha imponująca. Vasily Petrenko ma bardzo pogodny stosunek do romantyzmu, woli zawartą w nim zadumę i tajemnicę od mrocznego niepokoju. Tu warto dodać, że rosyjski artysta zdecydowanie potępił zbrodniczą działalność Putina i zerwał swoje kontrakty z macierzystym krajem. Obecnie Petrenko jest szefem artystycznym RPO i mieszka w Londynie.

W koncercie Griega ciepły romantyzm dyrygenta zbratał się z podobnym temperamentem pianisty. Otrzymaliśmy zatem interpretację nietypową. Bez mroźnego nordyckiego zacięcia, bez dzikości lodowych pustkowi. To był barwny i wielowymiarowy Grieg, baśniowy i pełen witalności. Nie byłoby to możliwe bez znakomitej i bezbłędnie swobodnej gry pianisty. Na bis Simon Trpčeski zagrał trzecią część Largo z sonaty Fryderyk Chopina na fortepian i wiolonczelę g-moll op. 65. W ten sposób wyróżnił koncertmistrza wiolonczel, który w Griegu urzekał rewelacyjnymi solówkami. Macedoński pianista zasłynął otrzymaniem drugiego miejsca na Millennium World Piano Competition London 2000 i płytami z muzyką Rachmaninowa zdobywającymi liczne nagrody. Słuchając go pomyślałem, że i tak jest jeszcze nie dość sławny, bo gra z fantastyczną swobodą i ujmującą skromnością, która doskonale służy odkrywaniu zawartych w prezentowanych dziełach barw i tajemnic.

Przystępując do słuchania II Symfonii Sibeliusa wiedziałem już, że będzie dobrze i zupełnie inaczej niż na wielu nagraniach. Trochę oszukiwałem, bo przed pójściem na koncert posłuchałem sobie jednego z najnowszych nagrań RPO z symfoniami Sibeliusa właśnie. Lecz teraz było inaczej, bo pod innym dyrygentem. Był to bardzo pogodny Sibelius, podobnie jak Grieg. Ale jednocześnie nie stracił nic ze swojej głębi. Okazuje się, że można ukazać symfonikę Sibeliusa bez megalitycznego monumentalizmu lodowców i szukać w niej innych barw. Royal Philharmonic Orchestra czarowała cudownymi smyczkami, choć liczne w tym dziele pizzicata nie niosły w sobie typowego dla wielu innych wykonań napięcia, lecz sądzę, że było to zamierzone. Świetna była blacha, której trudno było całkowicie uciec od Sibeliusowego monumentalizmu. Ale kontrapunktowała go złotym ciepłem i wielką śpiewnością.

To był piękny wieczór.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.