Martwi mnie socjopatyczna nienawiść do Trumpa…

Możliwe, że Trump jest socjopatą, możliwe że nim nie jest. Być może bogactwo ludzi psuje, a może nadaje im najlepszych cech administratora. Już przy Berlusconim pojawiały się takie pytania, teraz powracają przy Trumpie. Pisałem już o tym na tym forum, że Berlusconi być może stanowi przykład na to, że tylko rząd kogoś bardzo bogatego, może być stabilny, bo nie będzie wydanym na pastwę kaprysów mediów. Z drugiej strony Tony Blair martwił się, że agresja mediów i dziennikarzy jest tak daleko posunięta w naszych czasach, że sama w sobie spowoduje wyrzucenie wszystkich normalnych ludzi z polityki i zostaną tylko socjopaci.

 

Trump jest narcyzem, Mussolini też był, ale już Stalin na przykład nie. Tyle jeśli chodzi o "zagrożenie" śmieszni są ci krytycy Trumpa. Rozumiem rozczarowanie mediów, których Trump dodatkowo rozdrażnił komunikując się z wyborcami bez ich udziału przez Twitter i Facebook. Po prostu myśleli, że wygra Hilary i podzielili już skóry na niedźwiedziu. Dla nich o Trump był tym dumnym, który ośmiela się ich ignorować, dla wyborców Trumpa to media były chore z dumy. To już nie wolno wyrzucić kilku nielegalnych? Nie wolno nie lubić NAFTA'y? Widać nie wolno. Czy jest czymś dziwnym, że konserwatywny kandydat robi te rzeczy? Nie. O co więc tak naprawdę chodzi? Berlusconi podobnie jak Trump budował własne alternatywne media. Myślę, że tak naprawdę chodzi o to.

 

Nie wiem czy Berlusconi czy Trump są socjopatami, wiadomo, że wśród polityków jest ich więcej bo socjopatia daje odporność na krytykę. Mimo to na razie socjopatią raczej popisały się media wrzeszczące histerycznie o hitleryzmie Trumpa ZANIM Trump zdążył coś naprawdę zrobić, a nawet coś naprawdę kontrowersyjnego powiedzieć, bo wszystkie te słynne wypowiedzi o Meksykanach i kobietach zostały przekręcone. Trump powiedział, ze Meksyk przysyła USA swoich najgorszych ludzi, a Hilary nazwał wstrętną babą, to NIE znaczy, że gardzi kobietami czy Meksykanami. Więcej nienawiści było w deplorables Hilary. Zdaniem eksbiografa Trumpa, Schwartza Trump nie wykazuje oznak życia wewnętrznego i uderza jako osoba, w której ciężko doszukać się duszy, sumienia i w miarę typowego dla statystycznego homo sapiens wachlarza emocji. Mnie jakoś martwi bardziej taka uwaga niż sam Trump. Może Trump nie przy każdym się tak otworzy jak np. tutaj:

 

Wbrew panującej modzie na oprahomanię i zwierzenia, niektórzy wolą pozostawić coś dla siebie. Przyszło to komuś do głowy?

O autorze wpisu:

Piotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

55 Odpowiedź na “Martwi mnie socjopatyczna nienawiść do Trumpa…”

  1. Już w latach 70. Edward Wilson w "O naturze ludzkiej" pisał, że należałoby maksymalnie przemieszać ludzi, uzależnić ich od siebie, powiązać sieciami wzajemnie zależnymi  wtedy nastanie pokój. Tak myslą lewacy i stąd wielki wrzask na Trumpa i innych polityków, którzy nie chcą tego. I jak tu nie wierzyć w spiski. Ta ksiązka była swego czasu bestsellerem.

    1. W III Rzeszy ludzie nie byli przemieszani. Był tylko jeden, biały, aryjski naród niemiecki. Widocznie to ideał polskiej prawicy. 

  2. Na razie na zdobytej fusze sybciutko kręci lody. Jednak ma smykałkę:
    natemat.pl/200425,tak-donald-trump-dba-o-wlasne-interesy-muslimban-nie-obial-panstw-gdzie-prezydent-ma-interesy

  3. Przykład histerii wokół Trumpa w Polsce. Wyborcza opublikowała artykuł z tytułem "Trump skazuje kobiety na cierpienie". Chodziło o to, że podpisał (jak każdy republikański prezydent) zakaz finansowania organizacji pomagających dokonać aborcji. Nazwanie tego przesadą to mało powiedziane.

    1. Czemu przesada? Dziś jesteśmy mądrzejsi mamy badania skutków poprzednich banów i możemy jasno powiedzieć do czego prowadzą. Nie widzę nic co powinno cieszyć grono racjonalistów i ateistów w fakcie że kasa, która szła do NGOsów pomagającym kobietom i promującym antykoncepcję pójdzie teraz do misji chrześcijańskich i będzie finansować ich "pomaganie". Wiemy też że skutki są przeciwne do zamiarów czyli ilość aborcji będzie przez to rosnąć.

      1. Oczywiście, że przesada to mało powiedziane. Z jakiej racji podatnicy amerykańscy mają być traktowani jak bydło, które musi dopłacać do czyichs skrobanek, czy im się to podoba czy nie? Nie ma to jak przenoszenie odpowiedzialności za swoje czyny na innych. Lewactwo uwielbia to.

        1. Niezależnie od decyzji o wspieraniu lub nie wspieraniu aborcji amerykanie finansują pomoc krajom trzeciego świata czy im się to podoba czy nie, więc w myśl tej pokrętnej logiki bydłem i tak pozostają. Dodatkowo ogromna większość amerykanów (69% wg PEW) popiera prawo kobiet do aborcji. Wszyscy wiemy, że rozporządzenie Trumpa jest tylko jest ukłonem w strone republikańskich świętoszków i nie ma nic wspólnego z wolą większości podatników.

      2. Wiemy też że skutki są przeciwne do zamiarów czyli ilość aborcji będzie przez to rosnąć.

        Nie ma takiego związku przyczynowo-skutkowego. Pisanie takich rzeczy jest wręcz niedorzeczne.

        1. W sumie to tak jakby napisać, że dofinansowanie do sprzedaży komputerów spowoduje spadek sprzedaży komputerów. Kompletny nonsens.

          1. Tak, to niewątpliwie nonsens dla każdego kto nie postanowi się wysilić i choć minimalnie wgłębić się w temat i woli pozostać w trumpowskiej domenie faktów alternatywnych. Te NGOsy w krajach trzeciego świata, które robią coś znaczącego przeważnie wspierają aborcję i te duże raczej nie zmienią swojej ideologi by dopasować się do amerykańskich grantów. Te które nie wspierają aborcji nie wspierają też antykoncepcji. Cięcia w grantach spowodują ograniczenie dostępu do antykoncepcji i wzrost liczby dzikich aborcji. Nie wymyślam tego tylko piszę o wynikach badań poprzednich okresów obowiązywania tej zasady:
            .
            http://www.ifpri.org/publication/evaluating-mexico-city-policy
            http://www.who.int/bulletin/volumes/89/12/11-091660/en/
             
             

        2. Wiemy też że skutki są przeciwne do zamiarów czyli ilość aborcji będzie przez to rosnąć. (Jarek Dobrzański)

          Nie ma takiego związku przyczynowo-skutkowego. Pisanie takich rzeczy jest wręcz niedorzeczne. (Rafał Gardian)
          Owszem. Jest związek przyczynowo-skutkowy. Organizacje nie zajmują się najczęściej tylko pomaganiem w dostępie do aborcji. Promują antykoncepcję. Im mniej antykoncepcji tym więcej niechcianych ciąż, a co za tym idzie zabiegów.

          1. "Nikt nie zakazuje prowadzenia działalności".(Rafał Gardian)
            wie pan… uważam Pana za osobę dosyć wyważona. Dlatego teraz jestem zdumiona tym komentarzem.
            Kwestia finansowania i wielkość tego finansowania maja ogromny wpływ na funkcjonowanie placówek.
            Mniej pieniędzy mniej edukacji seksualnej. To proste zależności. Dlatego dziwi mnie pańska postawa i jakaś chyba nawet lekka upartosc w tym temacie. Nie rozumiem jej przyczyn.

          2. Przyczyna jest taka, że denerwuje mnie, jako liberała, samonadanie przez lewicę sobie prawa do czyichś pieniędzy. Dla mnie pobieranie pod przymusem pieniędzy na aborcję od osób aborcjom przeciwnym jest równie niemoralne co zakazywanie aborcji.

          3. Panie Rafale.
            Po pierwsze. Pisze Pan tak, jakby na te wspólne fundusze łożyła tylko prawica, czyli republikanie. Przeciez to absurd.
            Po drugie. Dla mnie liberalizm oznacza nie tylko wolny rynek, ale też liberalne podejście do światopoglądu. Tej drugiej liberalności w podejściu republikanów nie widzę, a już Trumpa na pewno. W takim razie dalej pozostanę zdumiona Pańską postawą, jako liberała.

          4. Pani Tamaro, pisze Pani:

            Po pierwsze. Pisze Pan tak, jakby na te wspólne fundusze łożyła tylko prawica, czyli republikanie.

            Nic takiego nie napisałem. Faktem jednak jest jednak, że i oni byli ZMUSZENI do współfinansowania aborcji.

            Po drugie. Dla mnie liberalizm oznacza nie tylko wolny rynek, ale też liberalne podejście do światopoglądu. Tej drugiej liberalności w podejściu republikanów nie widzę, a już Trumpa na pewno.

            Ja nie popieram Trumpa ani Republikanów. Jestem liberałem w obu znaczeniach tego słowa, dlatego w jednych sprawach bliżej mi  do rep a w innych do demokratów. W sprawie aborcji mam takie stanowisko, że powinna być ona dozwolona do 3 miesiąca ciaży, ale nikogo nie powinno się zmuszać do jej finansowania. Uważam, że jest to stanowisko jak najbardziej zgodne z duchem liberalizmu. Zmuszanie do finansowania aborcji to takie same totalniactwo jak jej zakaz.

          5. Innymi słowy po prostu, w odróżnieniu od lewicowców, uważam, że ludzie mają mieć prawo inne poglądy niż ja i w zwiazku z tym nie wydatkować pieniędzy na to, co uważają za niemoralne (poza skrajnymi przykładami, jak np ratowanie życia i sprzeciw świadków Jehowy wobec transfuzji). Sparafrazowane słowa Woltera:

            Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił byś mógł zgodnie z nimi żyć.

            stanowią clue do zrozumienia tego o co mi chodzi.

          6. Panie Rafale.
            Przyczyna jest taka, że denerwuje mnie, jako liberała, samonadanie przez lewicę sobie prawa do czyichś pieniędzy. Dla mnie pobieranie pod przymusem pieniędzy na aborcję od osób aborcjom przeciwnym jest równie niemoralne co zakazywanie aborcji.
            Napisał Pan o dysponowaniu przez lewicę "czyimiś pieniędzmi" i dodał Pan o "pobieraniu pieniędzy na aborcję od osób aborcjom przeciwnym".
            Czy te pieniądze bierze ta okropna lewica ze zbiórek w szkółkach niedzielnych? Chyba nie.
            Do budżetu każdego kraju wpływy pochodzą od osób o różnych poglądach. Nie wydaje mi się, aby budżet USA był tutaj ewenementem i składali się na niego tylko przeciwnicy aborcji. Stąd te moje słowa:
            Po pierwsze. Pisze Pan tak, jakby na te wspólne fundusze łożyła tylko prawica, czyli republikanie. Przeciez to absurd.
            Czy teraz jest bardziej zrozumiałym moje zdanie?
            Innymi słowy po prostu, w odróżnieniu od lewicowców, uważam, że ludzie mają mieć prawo inne poglądy niż ja i w zwiazku z tym nie wydatkować pieniędzy na to, co uważają za niemoralne
            Niektórzy świętoszkowaci za niemoralne uważają uzywanie prezerwatyw. Czy w związku z tym nie finansować rozdawania kondomów, nawet w krajach, gdzie szaleje AIDS?
            Inni moraliści twierdzą, że rolą kobiety jest podporządkować się męzowi, nawet, gdy ten ją maltretuje. Czy w związku z tym nie finansować całej struktury organizacyjnej mającej na celu zwalczanie przemocy domowej?
            Kolejni są zdania, że gender jest be. A to przecież nauka o płci. Idąc takim tokiem naprawdę należałoby zakazać finansowania wielu rzeczy, bo jakaś grupa uważa je za niemoralne.
            Jednak jak wyżej wspomniałam na środki publiczne łożą różne osoby, stąd ich wydatkowanie nie powinno być ograniczone TYLKO TYM, bo koś to uważa za niemoralne.
            Jak wygląda w praktyce i czym skutkuje obcięcie funduszy dla organizacji zajmujących się pomocą przy dokonaniu zabiegu przerywania ciąży napisałam Panu i ja i Jarek Dobrzański, który w dodatku poparł to danymi.
            Przyznam, że tak myślę i myślę i nie bardzo mogę sobie skojarzyć, czy są jakieś organizacje, które zajmują się tylko dostępem do aborcji, bez promowania antykoncepcji i wspomagania tego typu akcji. Od edukacji seksualnej po po prostu rozdawanie środków antykoncepcyjnych. Być może są, ale to marginalne. Jakie ma to przełożenie już było pisane i nie ma sensu powtarzać.
            Natomiast parafraza Woltera…
            Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił byś mógł zgodnie z nimi żyć.
            Trudno dostrzec stosowanie się do tych słów Trumpa obcinającego fundusze. Prawda?
            Chyba, że uważa Pan, iż ta maksyma ma tylko w jedną stronę działać.
             
             
             
             

          7. Pani nie rozumie jednej podstawowej rzeczy- różnicy między wydatkowaniem pieniędzy uzbieranych np. poprzez zbiórki a amoralnym wykorzystywaniem w tym celu pieniędzy uzbieranych pod przymusem w podatkach.

          8. Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił byś mógł zgodnie z nimi żyć.
            Trudno dostrzec stosowanie się do tych słów Trumpa obcinającego fundusze

            Oczywiście, że jest to zgodne z tymi słowami. Obcięcie funduszy na aborcję, broni prawa ludzi, którzy się na nią nie zgadzają, do wydatkowania swoich pieniędzy zgodnie ze swoimi przekonaniami. Pani chciałaby bronić prawa do życia zgodnie ze swoimi poglądami jedynie tych osób, których poglądy zgadzają się z Pani poglądami.

          9. Zbyteczny trud tłumaczć lewicowcom, którzy myślą, że "wszystkie dzieci są nasze", że nie są to samo z pieniędzmi, też uzurpują sobie prawa do cudzych pieniędzy i wtedy w tym lewicowym świecie alternatywym  to obywatele są "bezczelni", że nie chcą płacić 80% podatków, tylko na przykład 20%

          10. A Pan zdaje się nie rozumiec dalej jednej rzeczy. Te pieniądze zebrane nawet pod przymusem w formie podatku to nie są TYLKO pieniądze przeciwników prawa do aborcji, ale i zwolenników tego prawa.
            Obcięcie funduszy na aborcję, broni prawa ludzi, którzy się na nią nie zgadzają, do wydatkowania swoich pieniędzy zgodnie ze swoimi przekonaniami
            I ponownie. To nie są fundusze tylko przeciwników aborcji.
            Gdzie wydatkowanie zgodnie z przekonaniami 60% zwolenników prawa do aborcji? (Jarek Dobrzański podał Panu, jaki jest w USA stosunek tych "za" do tych ""przeciw).
            Czy dysponuje Pan jakimiś danymi, które mówią, że budżet USA to pieniądze pochodzące tylko od przeciwników aborcji? Nie?
            W takim razie nie mamy o czym dyskutować.
            I jeszcze jedno. Sprawa aborcji w warstwie etycznej nie jest jednoznaczna, choć prolive usiłuja ją tak przedstawiać. Dlatego pisanie o amoralnym wydatkowaniu jest nieuprawnionym imperatywem.

          11. Kompletnie nic Pani nie zrozumiała. Jeśli większość społeczeństwa popiera program "darmowy telewizor w każdym domu" (czytaj finansowany z podatków) to też będzie Pani uważać, że mają oni prawo narzucić mniejszości, która sobie tego nie życzy, finansowanie tego przedsięwzięcia?
             
            Na podstawie Pani wcześniejszych komentarzy i Pani wpisów wyrobiłem sobie o Pani zdanie jako osobie inteligentnej, dlatego aż dziw mnie bierze, że jest Pani tak oporna na zrozumienie mojego toku rozumowania, czy też dobre zrozumienie tego co napisałem. Kończę dyskuje w temacie, licząc, że jeszcze raz przemyśli Pani moje stanowisko (niekoniecznie że je zaakceptuje) i pozdrawiam.

          12. Proszę Pana. Finansowanie fanaberii większości, jak i mniejszości nie powinno mieć racji bytu. Tylko, że tu nie idzie o fanaberie, jak darmowy telewizor, tylko o kwestię niejednoznaczną etycznie. W dodatku często w istotny sposób rzutującą i to całkiem realnie na konkretną kobietę, albo setki kobiet.  Najistotniejszym jednak jest, że akurat w tym wypadku znamy dokładnie skutki. Rzadki komfort. A one są odwrotne, niż te zamierzone przez świętoszki. Dla osoby racjonalnie myślącej winien ten „detal” być najistotniejszym w ocenie. Zresztą nie tylko skutkiem będzie większa ilość aborcji, ale o tym w innym komentarzu i w innym wątku.
            Dalsza dyskusja faktycznie nie ma sensu.  Pozdrawiam.
            ____________________________________________________________
            Pan Napierała przytoczył argument, który bardzo łatwo odwrócić. Tak samo można zniechęcić do płacenia podatków zwolenników aborcji niezadowolonych z poczynań Trumpa.
            Zapomniałam panu pogratulować kolejnego błyskotliwego gniota. Nie dość, że zwyczajowo usiłuje pan wybielić Trumpa, matacząc (wbrew faktom), jakoby tylko nazwał H. Clinton głupią babą, co przecież nie znaczy, że nie szanuje kobiet, to jeszcze nie pokusił się pan w żaden sposób o uargumentowanie swej tezy zawartej w tytule. Ale przecież nie o to szło. Nie mógł pan pozwolić, aby artykuł krytyczny Jarka Dobrzańskiego pozostał bez odpowiedzi. No i naturalnie byłoby nie do wytrzymania odnieść się tylko komentarzem. Nieodzownie zastosować musiał pan tę samą rangę, czyli osobną publikację, nic to, że mizerną.  Napisać, że to infantylne to nic nie napisać.
            Mam propozycję zabawy dla czytelników. Wyłuskanie z tekstu Jarka Dobrzańskiego opisów wskazujących na możliwą socjopatię Trumpa i to samo w odniesieniu do pisaniny Napierały, czyli poszukanie dowodów na socjopatyczną nienawiść do Trumpa.
            Zacznę, a potem udanej samodzielnej rozrywki.
            „Trump już wtedy nie był w stanie skupić swojej uwagi na jednej rzeczy przez dłuższy czas.” –  szybkie nudzenie się wszystkim i potrzeba ciągłej stymulacji – jedna z cech charakterystycznych dla osobowości nieprawidłowej.
            Obserwując poczynania Trumpa można zauważyć inna jeszcze cechę psychopaty. Brak biernego unikania kary, czyli rezygnacja z działań skutkujących karą. Za to czynne unikanie kary rozbuchane. Czynne to wszelkie działania mające zapewnić bezkarność.
            Ale to przecież nic nie znaczący detal, że prezydentem światowego mocarstwa atomowego mógł zostać socjopata. Notabene. Narcyzm jest również bardzo często cechą towarzysząca socjopatii/psychopatii.
            Grunt, że inny narcyz (Mussolini) używał tylko iperytu, a nie cyklonu B. Jakie to pocieszające. Potem przy okazji kolejnej publikacji pan Napierała napisze pogadankę o zdrowym kręgosłupie moralnym i będzie git. No i zapłonie słusznym gniewem na lewactwo wybielające Castro.
            Na koniec refleksja natury ogólnej. Słowo lewactwo odmieniane przez wszystkie przypadki, używane na tym portalu przy byle okazji i niemal do każdego zaczyna się mocno dewaluować. Może też nastąpić sytuacja, gdy w podzięce zacznie się stosować nagminnie inne pociągające sformułowanie „prawicowe oszołomy”. Co nie wypada?
            P.S.
            Gdyby komuś nie podobało się zamienne używanie socjopata/psychopata oznajmiam, że nie jest to jakiś specjalny błąd, albowiem socjopata to typ, który nabył cechy psychopatyczne. Inaczej: psychopatia jest wrodzona, socjopatia nabyta.
             
             

          13. Właśnie niejednoznaczność etyczna to argument PRZECIW finansowaniu z budżetu.

  4. Trump nie lubi wolnego rynku stąd ten jazgot. Pan Piotr lubi wolny rynek dlatego broni Trumpa. 
    Amerykanie wiedzą że iPoda wymyślił Steve Jobs syn imigranta z Syrii. Ale po co USA kolejny Jobs? 

    1. Lenin i Breżniew nie lubili wolnego rynku woleli niewolnictwo. Trump nie lubi tylko outsourcingu i ma rację Chiny zaniżają sztucznie wartość swej waluty i oszukują Zachód. Niech Zachód też wykaże nieco szelmostwa

  5. Mnie jako obywatela USA  matwi inny problem ktory daje sie latwo zauwazyc w politycznym zyciu Ameryki.Cenne uczucie patriotyzmu zostalo zastapione lojalnoscia wobec partii. Wielu politykow glosuje  za i popiera propozycje lub decyzje nie dlatego ze sa dobre dla kraju lecz z powodu partyjnej lojalnosci . Ten sposob rozumowania dotknal tez pewnej czesci obywateli ktorzy popieraja Xa z partii A bo nie lubia Ygreka z partii B.Inaczej mowiac ich glos jest glosem protestu a nie aprobaty. W ciagu 40 lat zycia w USA nigdy nie widzialem  tak tragicznie podzielonego politycznie narodu. 
     
     

    1. tak następuje europeizacja polityki amerykańskiej. Zaczynacie być takimi samymi barbarzyńcami jak my. Byle dyskusja o szkolnictwie czy podatkach konczy się na wyzwiskach od komuchow i nazioli. Sztandar i konstytucja jutro nie godzi ponad podziałami. To chyba jednak wina prezydenta Johnsona który układ cały progresywizm dla DP

    2. Tak jest w Polsce, pomału robi się tak w Niemczech, Francji i innych krajach. Moim zdaniem, podziały były zawsze, tylko, że w ostatnich kilkudziesięciu latach władzę sprawowało tak naprawdę kilka wielkich koncernów medialnych, które zręcznie manipulowały społeczeństwami. Internet pozwolił ludziom dostrzec, ze sa inne poglądy na świat w przestrzeni społecznej. Ludzie zrozumieli, że nie są sami ze swoimi poglądami.

  6. A mnie martwi, że krytyka Trumpa skupiła się na głupotach, czy jego domniemanym rasizmie, czy chamskich odzywkach w stosunku do kobiet, a nie na rzeczach naprawdę istotnych, czyli np. na jego negacji globalnego ocieplenia, tudzież udziału człowieka w tym procesie. 

    1. on tylko neguje sens handlu emisjami co2 a w tej sprawie nie ma wcale naukowego konsensusu. Ten konsensus jest tylko w kwestii czy w ogóle temperatura rośnie (97%) czy człowiek dużo tu zmienia i czy warto ograniczać przemysł to już kwestie sporne. Lewica i UN specjalnie mieszają te kwestie bo chcą zarządzać deindustrializacją i wreszcie mieć władzę

      1. Trump po całości nie akceptuje dowodów na globalne ocieplenie – to jest jasne jak słońce i nie ma sensu tego wygładzać:
        .
        https://twitter.com/search?q=climate%2C+OR+warming+from%3Arealdonaldtrump&ref_src=twsrc^tfw
        .
        I naprawdę nie wiem czy to w ogóle przystoi na racjonalistycznym forum opowiadać tak ewidentne bzdury że antropogeniczność ocieplenia nie jest częścią konsensusu. Ja też moge powiedzieć że 2+2=5 i że mam własne zdanie na temat właściwych procedur trepanacji czaszki tylko lekarze nie chcą mnie wysłuchać. Ponadto nikt poza odjechanymi ekologami nie chce ograniczać przemysłu więc znowu bitwa z chochołami.
         
         
         
         

      2. Pan raczy sobie żartować. 97% naukowców twierdzi, że to człowiek wpływa istotnie na temperaturę na Ziemi. Jeśli jest inaczej, to proszę pokazać te 3%instytucji, które twierdzi, że temperatura na Ziemi nie rośnie. Jestem bardzo ciekawa. 

        1. Podważanie globalnego ocieplenia to wyjątkowo niebezpieczna sprawa. Tu nie ma Piotrze pola do sceptycyzmu, ludzkości grozi ogromny kataklizm. Nie tylko podniesienie się poziomu morza. Oziębienie się klimatu w Europie jest możliwe na skutek ustania prądów oceanicznych, więc mocne zimy w Europie potwierdzają model przewidywanych efektów. W najczarniejszym scenariuszu (ale jak najbardziej możliwym) może to oznaczać zagładę ludzkości, gdyż wydostaną się gazy, siarkowodory, zamrożone i sprasowane ciśnieniem w głębinach oceanów. Jeśli tak się stanie, będzie to gorsze od wojny nuklearnej dla przetrwania człowieka na Ziemi. Więc w tym temacie Piotrze nie ma co relatywizować. To żaden „spisek ekologów”. Natomiast Obama też niewiele zrobił w tym zakresie. Coś tam zrobił, ale to raczej gesty.

    2. kwestią sporną jest też temperaturowy Feedback czyli domniemanie że proces ocieplenia zacznie przyspieszać jeśli nie będzie znacznej dezindustrializacji. Dodam tylko że dez-cja to od dekad marzenie lewicy której horyzont myślowy nie wykracza poza Rousseau i ścieżki rowerowe

      1. Kiedy nie trzeba żadnej dezindustrializacji. Wystarczy czerpać energie wprost z tego co przylatuje ze Słońca. A to nawet jest industrializacja w branzy fotoenergetyki.

      2. W nauce o klimacie jest wiele kwesti spornych, szczególnie w kwestii prognozowania. Kwestie te zwykle są od lat przeinaczane przez sceptyków jako dowody tego że nic w zasadzie nie jest pewne – banalne i nudne. Nie wiadomo na przykład kiedy dokładnie pewne feedbacki się uruchomią, co sceptyk interpretuje: oo paczta nie umiom prognozować wjenc nic nie wiedzą tak naprawdę

      3. Tu nie chodzi o industrializację tylko o źródła energii.
        Prawica popiera ropę, gaz i węgiel ( nic dziwnego Tillerson to były szef Exxonu). Lewacy z kolei popierają wiatraki.
        U nas też prawica popiera węgiel bo górnicy. 
        Z punktu widzenia Polski po drodze nam z lewicą, bo nie mamy własnych złóż ropy i gazu, Dlatego moim zdaniem popieranie Trumpa przez Polaków jest absurdem, bo efektem będzie wzrost cen ropy. 

      4. Zawsze powtarzam że tradycyjna energetyka to najbardziej subsydiowana branża na świecie pełna naturalnych monopoli, oligopoli i publiczno-prywatnych pokrak, gdzie utworzenie jakichś pozorów wolnego rynku wymaga regulacji i jakichś sztucznych reguł. Nowe źródła energii poza oczywistymi korzyściami ekologicznymi są zagrożeniem dla branży przesyłu energii, mają potencjał by decetralizować podaż i wreszcie stworzyć rynek. Więc do przemyślenia co jest prorynkowe a co antyrynkowe w tej układance.

    3. Analiza pana Napierały jest na poziomie licealnym,  już po reformie Zalewskiej. Ale niech pan się jeszcze nie obraża, panie Napierała. To pozytywna ocena. Trump to zwykły arogant, seksista, gbur i narcyz, a i tak są ludzie, którzy będą go popierać, nie potrafiąc nawet wyjaśnić, dlaczego. Wielu z nich robi to ze zwykłego nihilizmu, albo – tak, jak jest prawdopodobnie w przypadku p. Napierały – z powodu podobieństw charakterologicznych. Pal to licho. W komentarzach jednak znalazłem coś znacznie ciekawszego. Poniżej wpis p. Katarzyny. Smutne, ale odbija on słabość polskiej kobiety, żyjącej w słowiańskim patriarchacie. Miodzio! Klasyk! Dla pani Katarzyny nie jest ważne, że Trump obrażał kobiety, mówiąc o nich "suki" i że wystarczy, że "się którąś  za "cipę" chwyci itd. Nie jest dla pani ważna godność kobiety, pani Katarzyno? Są ważniejsze sprawy? Ściana z Meksykiem jest ważniejsza od szacunku dla pani? Zmiany klimatyczne? Mój Boże!  Niestety. I tutaj widać ogromną jeszcze różnicę pomiędzy "statystyczną" Polką, a Amerykanką. "Rzeczy naprawdę istotne" nie obejmują godności człowieka, bo to są takie "głupoty".    
      [Katarzyna] "A mnie martwi, że krytyka Trumpa skupiła się na głupotach, czy jego domniemanym rasizmie, czy chamskich odzywkach w stosunku do kobiet, a nie na rzeczach naprawdę istotnych, czyli np. na jego negacji globalnego ocieplenia, tudzież udziału człowieka w tym procesie" 

      1. Pana opinia pod moimi tekstami jako mojego osobistego wroga który chciał przekupić Jacka by mnie wywalić z tego portalu nie ma znaczenia. Przynajmniej dopóki nie przeprosisz za te knowania

  7. Panie Piotrze, czy jest Pan w stanie obiektywnie spojrzeć na postać Trumpa i jego dokonania i w końcu zauważyć jego błędy, pomyłki i kłamstwa czy będzie Pan dalej bronił go do upadłego, mimo faktów?
    Kłamie Pan w sprawie konsensu odnośnie czynniku ludzkiego na klimat, otóż niemal wszyscy naukowcy są zgodni w tym temacie, i przyczyniamy się do wzrostu temperatury.
     
    https://www.skepticalscience.com/global-warming-scientific-consensus.htm
     
    Trump twierdzi, że Chiny wymyśliły globalne ocieplenie – ciekawy jest fakt, że Państwo Środka redukuje emisję CO2 i w dodatku inwestuje krocie na OZE.
    Pal licho globalne ocieplenie – już sam fakt, że możemy zredukować uzależnienie od paliw kopalnianych oraz zredukować zanieczyszczenie powietrza przemawia za tym aby inwestować w energię atomową, nowe technologie i OZE, niż dalej brnąć głupa tak jak robi to nasz polski rząd (vide Beata Szydło "węgiel to priorytet").
     
    Jeżeli będziemy dalej opierać się na pseudonauce w końcu przez takie osoby jak Trump i Pence (kreacjonista i antyszczepionkowiec) dojdzie do redukcji wydatków na oświatę i projekty naukowe. W końcu po co marnować setki milionów dolarów w tokamaki i stellatory, które będą działać za 30 lat skoro koledzy Trumpa od paliw kopalnianych mają technologię już teraz, a dzięki prezydentowi mogą uwalić konkurencję? Po co krajowe firmy mają redukować emisję CO2 lub inwestować w nowsze technologie, skoro to strata pieniędzy? Krótkowzroczność to typowa cecha populistów takich jak Trump, już pominę kierowanie się własnym interesem i swoich kolegów.
     
    Aczkolwiek jest jakaś nadzieja, i co zaskakujące, w osobie Rexa Tillersona, byłego prezesa ExxonMobil. Pomimo związków z przemysłem naftowym i z Putinem, Tillerson mówi, że "globalne ocieplenie jest problemem i należy działać". Wg Elona Muska Trump zamierza wspierać paliwa kopalniane ale również przemysł energii odnawialnej. Z drugiej strony jeżeli przez Trumpa USA wycofa się z porozumienia paryskiego, wówczas prezydentura ta nie będzie w ogóle do obronienia. Swoją drogą jest to drugi Korwin – robi za eksperta w każdej dziedzinie i uważa się za mądrzejszego niż cały świat naukowy.

    1. Ja bym nadzei z Tillersonem sobie nie robił – przeciwnie, tacy jak on – inteligentni i strategicznie myślący kryptosceptycy są dziś najgroźniejszym rywalem nauki. Exxon już parę lat temu przyznał że wzrost CO2 jest niepezpieczny i trzeba coś z tym zrobić. Nie wskazali jednak kto i co ma zrobić, nie zaakceptowali jednoznacznie roli człowieka i kwestionują możliwość prognozowania. Stanowisko Tillersona jest mniej więcej zgodne z linią Exxona i wielu firm ocieplających swój wizerunek i grających w zielone. Tak wygląda nowoczesny wręcz mainstreamowy denializm (o czym już pisałem tutaj: http://racjonalista.tv/jak-racjonalnie-dyskutowac-o-globalnym-ociepleniu).
      .
      Jednocześnie mimo takiego stanowiska Exxon dalej łożył i łoży na think tanki klimatosceptyczne, które dziś okopały się na przyczółku "nie będzie aż tak źle", a jutro wycofają się na "nie możemy nic zaradzić" i wreszcie triumfalnie na "już za późno".
       

      1. Oczywiście racja. Brałem pod uwagę zwykłą PR zagrywkę nowego Sekretarza Stanu, a wywód oparłem o relację Elona Muska. Jest to zwyczajna naiwność.
         

        From 2006-2015, during Tillerson's time as CEO of ExxonMobil, the company and its assoicated foundation spent $14,276,312 on organizations that deny the science of climate change and/or fight policy or regulatory solutions in line with what climate scientists urge is necessary to cut global emissions. (Data on file with Greenpeace U.S., can be reviewed at ExxonSecrets.org.)
        Though Mr. Tillerson has publicly affirmed the reality of global warming and the necessity to enact regulations on greenhouse gasses, even advocating for a carbon tax, there is no evidence that ExxonMobil lobbyists have been paid to advance such policies, nor evidence of the company investing to support any such policy.

        Swoją drogą odkąd Musk jest w bliższym gronie Trumpa, widać pewny kierunek zmian w myśleniu (nazwijmy to zmianą stanowiska z niechęci do obrony Trumpa). Ciekaw jestem jak to potoczy się dalej, ta sprzeczność między wspieraniem przez Trumpa organizacji naftowych, a drugą stroną czyli OZE, reprezentowane m.in. przez Muska. Zapewne zmiana frontu wynika z obietnic Trumpa wobec SpaceX (Trump woli prywatny udział niż państwowy).
        Swoją drogą zauważyłem w Twoim artykule komentarz Piotra o globalnym ociepleniu:

        "Jarku, po prostu większość ludzi ma to w dupie."

        Oczywiście, przeciętną osobę martwi raczej stan zdrowia i stan konta i słusznie, bo to podstawowe potrzeby – przykładowo nikomu do życia stan Trybunału Konstytucyjnego nie jest potrzebny. Pan Piotr kilkukrotnie wspominał o drugorzędności tych spraw. I to jest właśnie ta krótkowzroczność, co nas obchodzą losy przyszłych pokoleń? Niech same sobie radzą z problemami tak samo jak my radziliśmy sobie z problemami stworzonymi przez naszych przodków? Szkoda, że nie możemy byc po prostu lepsi i odrzucić trochę aktualnego komfortu na rzecz lepszej przyszłości dla następnych pokoleń.  

        1. Temat Muska jako doradcy jest bardzo ciekawy. Z jednej strony trochę irytujące jest jego absurdalne wsparcie Tillersona, z drugiej trzeba pamiętać, że biznesy Muska są wciąż zależne od grantów rządowych i są we wczesnych fazach. Otwartą krytyką Trumpa Musk zdziałałby o wiele mniej niż dając Trumpowi co chce czyli amerykańskie miejsca pracy w gigafactories, a siłą czynu i inowacji promując czystą energię i elektryczne samochody. Lepiej być blisko Trumpa niż być jego wrogiem. Musk jako wizjoner i celebryta ma szansę na szacun i posłuch u Trumpa.

  8. Ojej to znaczy e krytyka Trumpa to socjopatia? Bo w świetle tytułu tam zapewne odczytywać konkluzję autora. Autora martwi bardziej nie faktyczny stan umysłu Trumpa i być może jego dość niesympatycznego obrazu jaki się z niego wyławia ale bardziej konsekwencja wskzywania na to że może rzeczywiście Trump to wariat. Widać tutaj koniuknturalizm politycvznej poprawności i używania tylko ładnych epitetów wobec polityków bo jeśli nie to będziemy mieli więcej wariatów. A więc cicho sza na tym Trumpem.

  9. Martwienie sie jest bezproduktywne. Jak pisal Pauchet niszczy nas nie praca lecz zmartwienia. Lepiej analizowac co robi Trump.Jak dotychczaz zniszczyl stosunki z Meksykiem domagajac sie budowy granicznej sciany na koszt meksyku ktorego nie stac na tak potezny wydatek. Ekonomia Meksyku jest na pograniczu recesji.Kto na tym wygra jeszcze nie wiemy ale prawdopodobnie zyskaja Chiny ktore wypelnia proznie powstala skutkiem zniszczenia partnerstwa pomniedzy USA i Meksykiem. W dodatku do problemu z parkanem Trum chce zniszczyc uklad zwany NAFTA (North American Fair Trade Agreement ).Pretekstem jest ze NAFTA redukuje zatrudnienie amerykanskich robotnikow. Eksperci w spawach Labor nie zgadzaja sie z tym pogladem Trumpa.Zasadnicze pytanie kogo prezydent bedzie sluchal bo sam  nie ma ekspertyzy w kwestii miedzynarodowej gospodarki i ekonomii. Dlatego musimy uwaznie sledzic Trunpa odkladajac na bok zmartwienia i uczucia pozytywne i negatywne.
    Putina i Kim Una tez nie lubia.Nie ma to zadnego znaczenia bo polityka to nie klub wzajemnej adoracji. 
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

7 − 6 =