Się nie integrują

To dobrze, że padła taka teza: "Badania pokazują, że muzułmanie w Europie się nie integrują". Dobrze bo jest dobrym przykładem do zastanowienia się, jak wiele można zdziałać samym językiem i jak wiele dodatkowych ukrytych założeń może zawierać niewinne i obiektywne z pozoru zdanie.

Pierwsza pułapka to oczywiście "się", czyli milczące założenie o jednostronnej odpowiedzialności za integrację lub jej brak. Jaki wniosek można by wysunąć ze znanych badań, w których dwoje francuzek o podobnych kwalifikacjach ale odpowiednio francuskim i algierskim imieniu, otrzymywało drastycznie różną ilość odpowiedzi od pracodawców po wysłaniu CV? Może coś w stylu: "Muzułmanie nie odnajdują SIĘ na rynku pracy"?

Drugie milczące założenie, to że problemy z integracją nie tylko wszędzie w Europie SĄ ale i wszędzie w Europie, gdzie mieszkają muzułmanie są dokładnie takie same. Co tam słychać w sprawie integracji muzułman w Serbii albo Albanii? Albo inaczej: jakim cudem nie ma tam jeszcze kalifatów?

Trzecie milczące założenie, to binarność integracji. Mówiąc 'nie integrują' sugerujemy kategoryczność, jednoznaczność i absolutną mierzalność procesu integracji. Jednym słowem integracja albo jest albo jej nie ma. To wg mnie najbardziej niebezpieczne z tych milczącym założeń. Bo kategoryczne wnioski pociągają za sobą kategoryczne rozwiązania. Skoro ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość i kategorycznie, że "się nie integrują", to musimy przecież coś z "nimi" zrobić.

Oczywiście jest wiele badań, które wskazują na problemy z integracją muzułmanów w wielu krajach europejskich. Kluczowe jest jednak do jakich wniosków prowadzi nas fakt "występowania problemów". Czy problemy z bankami sprawiają, że chcemy je zlikwidować, albo upaństwowić? Czy problemy z Unią Europejską sprawiają, że chcemy ją jak najszybciej rozwiązać?

Dobrze, że wspomniany został Gilles Kepel, przy okazji jego badań przedmieść Paryża, bo to prowadzi nas do sporu pomiędzy Kepelem a Oliverem Royem, dwoma prominentnymi francuskimi badaczami islamu i kultur arabskich, niegdyś kolegami, dziś zaciekłymi wrogami wyzywającymi się od ignorantów i takich tam. Ich spór jest osią podziału i dyskusji we francuskich mediach i z grubsza toczy się wokół tego, czy mamy do czynienia z radykalizacją islamu (Kepel), czy może z islamizacją radykalizmu (Roy). Co dla mnie jest uderzające, gdy wgłębić się bardziej w argumentacje obu panów, więcej tam elementów dopełniających się niż sprzecznych, ale kwestie sprzeczne zostały spolitycyzowane w debacie publicznej i wymknęły się spod kontroli, stawiając dwóch kolegów po dwóch stronach barykady. Każdy z nich skupia się bowiem na nieco innym aspekcie tego co nazywamy dziś problemem z islamem w Europie. Kepel wskazuje na bardzo konkretne źródła obecnej radykalizacji islamu – na salafizm i nieco szerzej, panislamizm, na dekulturyzacje islamu, dzięki czemu mógł stać się samoistną upolitycznioną ideologią jednoczącą arabów i francuskich muzułmanów. Często pada argument, że muzułmanie nie mieli swojej reformacji, oświecenia itp. Sprawa jest nieco bardziej złożona i pachnie trochę ironią losu, bo można się doszukać wielu podobieństw między tym czym pierwotnie chciał być salafizm, a reformacją. Oprócz powrotu do Koranu i odrzuceniu tradycyjnych interpretacji, Salafizm chciał "pogodzić się" z nowoczesnością, nauką i cywilizacją. Ci jednak, którzy zaczęli promować Salafizm jako czysty powrót do źródeł i zerwanie z nowoczesnością zdobyli rząd dusz. Prostsze idee często zwyciężają. Dziś Salafizm, wspierany petrodolarami, jest jak wielki magnes, który ciągnie cały islam w dół.

Roy z kolei skupia się bardziej na psychologicznym obrazie francuskiego, muzułmańskiego terrorysty, pokazując że trudno jest pokazać związek między tym co "gotuje" się na paryskich przedmieściach, a aktami terroru, bo francuscy jihadyści to często ludzie z dobrą pracą i wykształceniem, nie mający nic wspólnego z kulturą tych przedmieść. Roy burzy też często padający argument "że to przez biedę i brak pracy". Bo co w takim razie zradykalizowało młodą francuską lekarkę, która rzuciła wszystko i pojechała do Syrii? Według Roya, ekstremistyczna ideologia, która wykorzystuje islam i rozprzestrzenia się za pomocą internetu. Kepel powie tu z kolei, że to panislamism i Salafizm. Co ciekawe, obydwaj z grubsza mówią o tym samym, jednak ich obecne zacietrzewienie nie pozwala połączyć obu cennych perspektyw w jedność. Roy nigdy nie przyzna, że Salafizm to problem, a Kepel będzie upierał się, że tylko bieda i wykluczenie społeczne na przedmieściach wiodą do ekstremizmu. Wystarczy jednak dostrzec, że radykalizacja islamu i internetowy jihad to odrębne ale jednak powiązane zjawiska, żeby wersje Roya i Kepela przestały w naszej głowie kolidować.

O ile we Francji dyskusja toczy się na linii Kepel-Roy, w Polsce dyskutujemy raczej na linii Kepel-Spencer. Dla Kepela Roy jest apologetą islamu, dla Roberta Spencera, to Kepel jest apologetą muzułmanów, a Roy to już ta lewica, którą Spencer tak skutecznie obrzydził Breivikowi. Kepel, który nie tłumaczy procesów socjologicznych cytatami z Koranu i zdaje sobie sprawę po latach spędzonych na badaniu przedmieść, że trudno jednozacznie pokazać palcem winnego, to w oczach Spencera również przyjaciel islamu, mimo że think-tanki antyislamskie z lubością powołują się na badania Kepela.

Spór Kepela i Roya pokazuje, jak polityzacja tematu torpeduje pole do racjonalnej dyskusji. Obydwaj panowie patrzą się z politowaniem na Hollande, który ogłasza wojnę, ale sami między sobą też wojują na personalne obelgi.

Avatar
O autorze wpisu:

    1. A wiesz, że epizody islamabadzkie w Homeland były filmowane w Kapsztadzie? Prawdziwy Islamabad jako nowoczesne, niemal europejskie miasto z kafejkami, dyskotekami i kobietami bez hijabu zupełnie nie pasowało do rezyserskiej wizji typowej muzułmańskiej wylęgarni terroryzmu.

      1. Według badań przeprowadzonych przez PEW Research Center w 2013 roku, 84% Pakistańczyków popiera szariat a 63% Pakistańczyków popiera karę śmierci za apostazję.  http://www.pewforum.org/2013/04/30/the-worlds-muslims-religion-politics-society-beliefs-about-sharia/
        9% Pakistańczyków sympatyzuje z ISIS, 28% nie lubi tej organizacji (talibowie też nie lubią ISIS) a 62% nie ma zdania na ten temat (badanie z 2015 roku)
        Oczywiście,nie wszyscy Pakistańczycy są radykałami religijnymi ale tych radykalnych jest zbyt wielu żeby mniejszości mogły żyć spkojnie w tym kraju.

        1. Bo też nie twierdze, że ludzie bardziej liberalni mogą się tam czuć spokojnie. Dziś waga przechyla się niestety w stronę fundamentalną. Ale duże miasta to jednak enklawy względnego liberalizmu w Pakistanie i być może to ma coś wspólnego z kolonialną przeszłością. Uwaga do cytowania tych badań: 63% tych 85% muzułmanów a nie pakistańczyków (95%?) którzy popierają szariat jako prawo obowiązujące popiera śmierć za apostazję – trzeba uważać z takimi nibyszczegółami.

  1. Się nie integrują bo takie memy wszczepia ich religijno-polityczna wierchuszka.
    Się nie integruja jeszcze bardziej niż się nie integrowali żydzi, którym odpowiednie memy wszczepiała ich religijno-polityczna wierchuszka.
    Szczególnie dotyczy to tzw. dołów społecznych.
    W obu przypadkach głównie chodzi o władzę owych wierchuszek i profity z nią związane.

      1. Widocznie ciązy im wolność (motłochowi który przeważnie jest w wiekszości). O ileż prosciej nie mysleć i zdać sie na wierchuszke i tradycję. Ojczulki zatroszczą sie o wszystko.

      2. Nieco inne, mniej brutalne wyjaśnienie.
        Człowiek jest przystosowany do życia w stadzie kilkudziesięciu-kilkuset osobników(tyle interakcji ogarnia). Nowoczesność, europejskosc rozbija te stada dlatego wielu czuje sie z tym zle.

      3. A tu Kalwas:

        Bo świat islamu to jest tradycjonalizm. To jest świat oparty na tradycjonalistycznym myśleniu, które stoi w sprzeczności z nowoczesnym światem, który coraz bardziej pędzi, galopuje i tworzy takie rzeczy, które są czymś zadziwiającym dla większości muzułmanów. Co najmniej od kilku dekad dzieją takie rzeczy w nauce, technice, humanistyce zachodniej, że świat islamski, oparty na religii, tradycjonalizmie, nie daje sobie z tym rady. Wielu muzułmanów jest przerażonych dziejącą się na świecie ideową, przede wszystkim naukową i techniczną osobliwością.
        Ortodoksi wzywają do powrotu na średniowieczną pustynię, wzywają do noszenia sandałów, szarawarów do pół łydki, apelują o wchodzenie do toalet tylko lewą noga, a wychodzenia prawą, wieszczą gniew Boga i Dzień Sądu, dżihadyści niszczą nowoczesność, mordują „niewiernych” naukowców i intelektualistów, palą biblioteki, wysadzają antyczne zabytki i wieże w Nowym Jorku. Wobec nanotechnologii, iphonów Apple’a, sztucznych chmur, okularów Google’a, wirtualnych interfejsów, sztucznej wątroby i podróży na Marsa, świat islamu jawi się jako potworny, wręcz groteskowy archaizm. Ten świat ma ogromne kompleksy wobec Zachodu, kipi zazdrością, zawiścią. Pragnie tego Zachodu, ale jednocześnie go odrzuca. Chcemy, żeby Bóg przemówił do nas ze wszystkich stworzonych przez „niewiernych” wynalazków – marzą setki milionów muzułmanów i muzułmanek – z ekranów iphonów, smartfonów, kindli i komputerów, chcemy, by każda nanocząsteczka i kropka kwantowa, każdy interfejs, każdy implant siatkówki krzyczał: „Allahu Akbar, Bóg jest największy!”. Boimy się śmierci Allaha, zamordowanego przez nowoczesność „niewiernych”. To fascynacja wymieszana ze strachem.
        To, co robią dżihadyści, terroryści, fundamentaliści, ich agresja – to jest strach. Strach przed nieznanym, obcym, przed nowym i czymś, co może zniszczyć świat ojców. Dlatego takim znienawidzonym przez dżihadystów krajem, i z którego najwięcej dżihadystów pochodzi, jest Tunezja. Bo Tunezja jest krajem najbardziej otwartym w stronę nowoczesności, w stronę Zachodu. Japończycy i Koreańczycy też należą do świata zachodniego, przyjmują nowoczesność, mimo że zachowują swoje tradycje, umiejętnie to łączą.
        Dlaczego kraje arabskie, muzułmańskie, tego nie potrafią?
        Jak to powiedzieć, żeby nie było niepoprawne… Dlatego, że są zainfekowane, zarażone dogmatami religijnymi, które są tak silne i tak przez pokolenia utrwalane. Tam nie było żadnej Reformacji, więc utrwalił się tak straszny tradycjonalizm i skostnienie myśli religijnej, że ludzie nie potrafią z tego wyjść. Z tego myślenia dogmatycznego, tradycjonalistycznego, fundamentalistycznego nie potrafią wyjść, w związku z tym nie myślą krytycznie, nie tworzą. Religia i system religijny, jakiejkolwiek religii, wyklucza demokrację i nie przyjmuje społeczeństwa otwartego.
        Społeczeństwa arabskie, muzułmańskie, są społeczeństwami zamkniętymi, bo tak jest wpisane w religię. Żeby mieć demokrację, wolność, to trzeba przewrócić religię, przeinterpretować ją na drugą stronę, zupełnie inaczej ją odczytać. A do tego potrzeba edukacji, potrzeba otwartości. Tam tego wszystkiego nie ma, więc ten sklerotyzm religijny cały czas jest. Nie zaistnieje tam demokracja, nie wprowadzimy tam demokracji odgórnie.
        Ale przecież tam jest edukacja, większość ludzi jest wykształcona.
        Większość jest niewykształcona. Większość ludzi, jeśli jest wykształcona, jest wykształcona na tak żenująco niskim poziomie, że to jest niewyobrażalne. Jak w Polsce, nie wiem, na początku XVIII wieku na wsi. Oprócz tego jest nic i są elity, które się kształcą na American University of Cairo, na paru uczelniach w innych krajach muzułmańskich o wysokim poziomie. Nie ma klasy średniej.

        https://euroislam.pl/boimy-sie-smierci-allaha-zamordowanego-przez-nowoczesnosc-pelny-wywiad/

  2. Dzięki Jarku za arttykuł, jak zwykle ciekawy i skłaniający do refleksji. Piszesz:

    Oczywiście jest wiele badań, które wskazują na problemy z integracją muzułmanów w wielu krajach europejskich. Kluczowe jest jednak do jakich wniosków prowadzi nas fakt "występowania problemów". Czy problemy z bankami sprawiają, że chcemy je zlikwidować, albo upaństwowić? Czy problemy z Unią Europejską sprawiają, że chcemy ją jak najszybciej rozwiązać?

    Oczywiście to, że nie będziemy chcieli przyjmować imigrantów ekonomicznych z dajmy na to Pakistanu, bo stwierdzimy, że statystycznie za dużo z nimi u nas problemów, nijak się ma do tego, że jakieś banki w Europie muszą działać. Nie jest też naszym obowiązkiem kosztowne i czasochłonne badanie, kogo humanistycznie wpuściliśmy od swoich krajów. To nie ja powinienem się zająć problemami z salafizmem czy z innymi typami radykalizacji islamu, ale ten, kto chce do nas przyjechać. Niech Indonezyjczyk usunie karę śmierci za apostazję u siebie w kraju, niech zadba o prawa kobiet, niech zmieni szkolną edukację, aby uczyła, iż nie trzeba być wcale muzułmaninem, aby zasługiwać na szczęście i życie. To nie jest nasz problem, Pakistańczycy to nie są dzieci, to dotośli ludzie. Nie odpowiadamy za ich fanatyzm, nie mamy obowiązku płacić ani złotówki na rozpoznawanie, czy ktoś jest fanem Bractwa Muzułmańskiego, czy jeszcze się waha. Mamy obowiązek udzielać azylu ludziom prześladowanym, na przykład ateistom z wielu państw muzułmańskich. Nie mamy obowiązku przyjmować imigrantów ekonomicznych ze statystycznie problematycznej grupy społecznej i płacić za rozpoznanie ich problemów, które w ten sposób stają się naszymi.

    1. Tego co zrobimy albo nie zrobimy w tym przypadku nie można sprowadzić do obowiązku czy jego braku. Wydajemy na badania i analizy bo mamy problem już teraz i na przykład francuzi chcą jakiś odpowiedzi na to dlaczego są zamachy, a nie dlatego że chcemy stworzyć Europejski System Przyjmowania Imigrantów Ekonomicznych. Gdyby chodziło o przyjmowanie imigrantów to o co cała kłótnia? Żaden kraj europejski co do zasady nie chce przyjmować ekonomicznych imigrantów, a nawet jeżeli to robi jak Niemcy i potem uzasadnia post-factum, to wiemy że nigdy nie było takiego politycznego celu – była reakcja na sytuację. Nie mamy więc polityki przyjmowania imigrantów, mamy conajwyżej nieszczelną politykę azylową, która sama w sobie już wynika z intencji humanitarnych. W 2016 liczba przekraczających granice spadła trzykrotnie – cieszmy się, udało się coś zrobić i częściowo zapanować nad sytuacją. Paradoks tej sytuacji to to że w większości mamy wspólny cel, a i duża część imigrantów nie skacze z radości zostawiając bliskich i zaczynając wszystko do zera. Nikt nie chce tego bałaganu. Nie rozumiem więc po co mielibyśmy wydawać jeszcze więcej pieniędzy na przedziwne i problematyczne moralnie badania o statystycznym agresjopotencjale kraju pochodzenia? We Francji fundowanie takich 'recenzji krajów' jedną ręką, a sprzedawanie broni saudom drugą mogłoby uchodzić za hipokryzję.

      1. „Żaden kraj europejski co do zasady nie chce przyjmować ekonomicznych imigrantów”
        To skąd tak liczne mniejszości muzułmańskie w UK, w Belgii etc? Prócz tego ważne jest to, aby nie zamykać się na pokojowych i pożytecznych imigrantów.

        1. Mówie o czasie teraźniejszym – dziś nie chcemy bo nie potrzebujemy taniej siły roboczej – wyeksportowaliśmy fabryki do miejsca przebywania tej siły. Kiedyś chcieliśmy i potrzebowaliśmy. No i trudno jest jednocześnie walczyć z sytuacją gdzie setki ludzi topi się w morzu i myśleć o świadomym przyjmowaniu pokojowych imigrantów ekonomicznych. Czasami po prostu przynajmniej przez jakiś czas trzeba mieć jakieś priorytety.

          1. Jeśli Chiny doznają kryzysu, lub gdy się rozwiną zwiększając płace robotników, produkcja przemysłowa wróci na Zachód. Ważne, aby wtedy była dobra polityka migracyjna. Dzieląca przyjezdnych na grupy bezpieczne i dobrze się integrujące i grupy niebezpieczne, trudne w integracji. Ludzi z barek być może lepiej było bezpiecznie przewozić z powrotem. Wtedy nie pływałoby wiele barek i nikt by nie tonął. Rzeczywistych azylantów powinno się przyjmować w placówkach w Afryce i przewozić samolotem. Wielu ludzi utonęło dlatego, że nie wysyłano z powrotem pasażerów barek i nie stworzono placówek rozpatrywania wniosków o azyl na miejscu. Przecież w Afryce są nawet miasta należące do UE…

          2. Ewentualny kryzys w Chinach sprawiłby, że padłby jen i produkcja opłacała się jeszcze bardziej. A wzrost kosztów sprawi że pojawią się nowe kraje z długiej listy krajów rozwijających się które dadzą się pochlastać za przejęcie roli Chin. A i same Chiny zaczną szukać tańszych podwykowawców, zresztą już to robią sobie miejsce i kładą łapę na zasobach w Afryce. Jedyny scenariusz, w którym za kilkadziesiąt lat produkcja zacznie masowo zwijać się do Europy to wtedy gdy nie będą w niej uczestniczyć ludzie tylko już normalnie roboty. Obraz globalnej gospodarki zmieni się w 30 lat tak diametralnie, że trudno cokolwiek planować, a nasze problemy za 30 lat będą zupełnie inne i jak zwykle sytuacyjne a nie wynikające z oczywistych przewidywalnych trendów. Co do łódek to trudno mieć gotowe rozwiązania bez znajomości sytuacji tam na morzu i na lądzie. Trudno je też wdrożyć. Nawet trudno powiedzieć czy to że migracja spadła to nasza zasługa czy po prostu fala opadła. Słyszałem też że Włosi nieformalnie segregują przybyszy więc jak zwykle realna europa jest bardziej asertywna niż wynikałoby to z różnych politycznie poprawnych debat.

        2. To skąd tak liczne mniejszości muzułmańskie w UK, w Belgii etc?

          Z powodów historycznych i ekonomicznych. Europejskie bogactwo przyciąga ludzi z daleka. Kraje europejskie nie prowadzą polityki migracyjnej skierowanej szczególnie na jakąś grupę etniczną 

  3. Bardzo dziękuję, Panie Jarku, za ten tekst. Jak już wspomniałem w komentarzach, przy innych tekstach, czuję olbrzymi niepokój związany z brakiem 'szerszego' spojrzenia na islam, w publikacjach na tym portalu. Fajnie, że ktoś jeszcze dostrzega niejednoznaczność i złożoność tego tematu – i CHCE żeby czytelnik to wiedział. Super, dziękuję!

      1. A jednak jak odnieść to do refleksji na temat polityki migracyjnej, sens trochę skrzeczy, Na przykład to porównanie z bankami. To, że Francja nie przyjmie imigrantów z Pakistanu nie jest równoznaczne z usunięciem systemu bankowego, który też przysparza problemy.

        1. Jacku, odpowiedziałem dzisiaj na Twój post pod artykułem Pani Szaniawskiej o zdradzie lewicy.
          P.S. Zastanawiam się, czy istniałaby możliwość informowania na maila o nowych wpisach pod artykułami, podobnie jak to istnieje tu na forum R.TV (które jest jednak nie używane).
          Pozdrawiam

          1. Są wysyłane informacje o wpisach. Może zwiększę Ci status, o ile się zalogowałeś na portal.

        2. Panie Jacku.
          Nikt nie obiecywał że temat polityki migracyjnej to prosta i jednoznaczna sprawa. To niewygodny temat, niewygodny dla naszej – jak i 'ich' kultury/cywilizacji. Niewygodny dla 'nas' jest też: podbój kosmosu, temat sztucznej inteligencji, fizyka kwantowa, teoria multiversum. Niewygodne są też często dylematy społeczne: resocjalizacja, integracja, 'mądry' socjal etc.
          Czy w związku z tą 'niewygodą' należy na te zagadnienia odpowiadać w duchu 'Brzytwy Ockhama'?  Czy przypadkiem nie są to, często, problemy nowoczesnego świata, które wymagają 'nowoczesnego' / innowacyjnego podejścia? Lub przynajmniej, wymagają poszukawania nowych/lepszych rozwiązań? Tak samo ja nie mogę stwierdzić że takie rozwiązania na pewno istnieją, jak i Pan nie może stwierdzić że ich niema. Tylko, czy nie warto szukać, szukać i jeszcze raz szukać?

          1. Pisałem o jednym z takich rozwiązań – urządzenie do odczytywania myśli. Powoli pojawia się taka raczkująca technologia. Wtedy można by każdego człowieka ubiegającego się o zezwolenie na pracę, czy dłuższy pobyt, usadowić w fotelu i zadając pytania sprawdzać jego reakcje, wspomnienia etc. Pada słowo: „niewierny” – patrzymy na reakcje. Pojawia się kobieta w bikini, albo dziecko żydowskie bawiące się z muzułmańskim – patrzymy na reakcje. W ten sposób można by sprawdzać czy ktoś nie jest niebiezpieczny na tle religii muzułmańskiej indywidualnie. Nie byłoby to naruszenie prywatności, bo już teraz paszportowi towarzyszy odcisk palca. Dawniej odciski palca pobierano tylko u przestępców.

             

            Dopóki jednak nie mamy środków na to, aby sprawdzić każdego imigranta indywidualnie, pozostaje statustyczna ocena zagrożeń i wyciąganie z niej wniosków. Inne rozwiązania to wpuszczać wszystkich, wpuszczać przypadkowo, lub nie wpuszczać nikogo, w tym osób pochodzących z zupełnie niegroźnych statystycznie grup. Czyli za działania muzułmanów w Europie musieliby odpowiadać hinduiści, Wietnamczycy, czy chrześcijanie z Timoru Wschodniego.

  4. To ja może obok badań… tylko moje refleksje.
    Z problemem integracji muzułańskiej na gruncie niemieckim, nierozumianej jako przypadki z życia w dzielnicy zdominowanej przez muzułman, ale rozumianej, jako przyczyna skąd wynikły problemy zetknęłam się pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, albo na tuż na początku XXI.
    Wtedy usłyszałam mniej więcej to:
    "gdy przyjechali do nas Turcy, w wiekszości ze wschodniej Anatolii, uważaliśmy ich za "Gastarbeiterów", do których zwyczajów nic nie mamy, bo sa tylko "gośćmi".
    To był główny błąd niemiecki na drodze integracji. Pozostawiono ich (migrantów ekonomicznych) całymi laty samym sobie.
    Jest początek XXI wieku. M. in. w Berlinie na Kreuzbergu dochodzi do tzw. "Sittenmord" [zabójstwo na gruncie obyczajowym]. Inny przypadek miał miejsce w podobnym czasie zdaje się w zagłebiu Ruhry. Media zaczynają szaleć, choć już wcześniej dało się z codziennego życia wyczuć, że problem narasta. Dało się to odczuć po prostu na ulicy. Turcy bezczelnie rozbierali wzrokiem każdą przechodzącą kobietę. Nie było to przyjemne. Zresztą posuwali się do nie tylko zaczepek "wzrokowych", ale i słownych, czy obsecenicznych gestów,a przynajmniej do zachowania np. w sklepach "ja pan stoję na środku – ty mnie omijasz z należytą pokorą".
    W analogicznym czasie doszło do jeszcze jednego wypadku. Znowu było to chyba w zagłebiu Ruhry. Sędzina orzekła w procesie wytoczonym przez Niemkę jej muzułmańskiemu partnerowi o znęcanie się, że kobieta sama jest sobie winna, gdyż związała się z mężczyzną o takim, a nie innym światopoglądzie, w tym poglądzie na rolę kobiety.
    Sytuacja nabrzmiała, media codziennie relacjonowały bezczelność tureckich "gości". Kropką nad "i" były naturalnie te dwa "Sittenmord".
    W mediach i nie tylko przetoczyła się cała batalia.
    Skutek był taki, że zaczęto nie tylko o problemie mówić, ale i go rozwiązywać.
    Na pierwszy rzut m.in. poszła pani sędzina.
    Ponieważ w tamtym czasie uczestniczyłam w tych wydarzeniach (medialnych i nie tylko), jako osoba prawie non stop przebywająca w Niemczech, a potem ze względów osobistych odseparowana od tematu przez około rok, miałam okazję zaobserwować zderzenie "przed-po".
    A było to tak… po roku, idę sobie w galerii handlowej i nagle słyszę za plecami nawoływanie w języku nazwę to bliskowschodnim, wściekła za zaczepkę obracam się i widzę dwóch facetów, przy czym ten drugi macha do mnie uspokajająco ręką, a pierwszego ruga.
    Kilka dni po tym w innym dużym sklepie zasuwam z wózkiem na zakupy i o dziwo nie muszę manewrować, jak Nicki Lauda, bo nagle Turcy (mężczyźni) robią miejsce dla mnie.
    Przez rok, w którym mnie nie było Niemcy zrobili taką nagonkę i czystkę (w tym medialną) na zachowania "gości" z Anatolii, że nagle dało radę przejść ponad podziałami mentalnymi i dostosować "gości" do panujących w Europie obyczajów.
    Od tamtej pory zmieniło się w RFN jeszcze jedno. Miasta, Hamburg tu celuje, wydają mnóstwo pięniędzy na rozbicie czegoś, co nazywamy gettami. Odbywa się to w ten sposób, że wchodzą buldożery i rozwalają domy, ich mieszkańców przesiedlają do różnych skrawków (zwracjąc uwagę na rozproszenie), a na miejscu usuwanych obiektów powstają nowe o bardzo wysokim standardzie. Mieszkania w takich domach kupowane są przez klasę średnią. I tak np. zrewitalizowano dzielnicę Wilhelmsburg (i choć dalej jest to jedna z dzielnic zdominowana przez ludnośc pochodzneia tureckiego, to nie jest to już getto sensu strickte… a było). (w Google np. wrzucić sobie proszę: neue Terrase Wilhelmsburg ).
    Nie przypominam sobie jednak, aby w tamtej nagonce nacisk kładziono na islam, jako taki.
    Po prostu piętnowano konkretne zachowania, np. poniżanie kobiet.
    Po drugie zajęto się kontrolą integracji. Np. wprowadzono obowiązek nauki języka niemieckiego dla przybywających z Anatolii "narzeczonych", choć naturalnie zrobiono to ogólnikiem.
    Dlatego moja przyjaciółka (Polka) gdy wyszła za mąż za Niemca musiała być też poddana tej procedurze i musiała pójść do szkoły językowej, choć niemieckim władała biegle.
    Tak się rozwiązuje problemy. Dlatego, gdy czytam, że nasze MSWiA pod auspicjami Błaszczaka nie wydało ani grosza z pieniędzy od EU przeznaczonych na integrację to włos mi się jeży na głowie.
    W ten sposób szybciutko sobie wychodujemy ekstremistów.
    No to tyle moich uwag "z życia wziętych".
     
     
     

    1. To był główny błąd niemiecki na drodze integracji. Pozostawiono ich (migrantów ekonomicznych) całymi laty samym sobie.

      Hinduistów, Wietnamczyków, Chińczyków też pozostawiono samym sobie, a jednak nie uprawiają w Europie terroryzmu.

      1. Turcy tez go nie uprawiają.
        Natomiast przenosili swoje prawo zwyczajowe niezbyt kompatybilne z konwencjami europejskimi.
        Hindusi i Chińczycy tez nie są kryształowi.
        Np. Azjaci nagminnie łamią prawa pracowników i jeszcze się dziwią, że im się zarzuca coś, gdy konfucjanizm prawi inaczej.
        Poza tym doprawdy Jacku nie pojmuję Twej obrony Hindusów i też Chińczyków, dla kórych urodzenie dziewczynki jest równe dramatowi rodzinnemu i w ich krajach albo się je często poddusza, albo zwyczajnie wyrzuca na ulicę.
        To, że w danym kraju, np. w Inadiach zaczyna się z tym procederem walczyć jest chwalebne, ale przecież i kraje muzułmańskie tez są róznorodne i np. w Turcji do niedawna (ubolewam nad tym, co się stało po dojściu do włądzy Erdoana) kobiety cieszyły się mimo dominującego islamu pełnią praw w rozumieniu praw obywatelskich, a i do ograniczania nierówności przyczyniano się znacząco.
        Gdy byłam w Turcji w 2012 roku mój przewodnik zwrócił nam uwagę na taki wtedy istniejący w mediach fakt. Leciał sobie program,a pod spodem na pasku był cały czas nadawany tekst.
        Przewodnik go przetłumaczył, a znajomy władający nieco tureckim potwierdził, że o to chodzi.
        A chodziło o:
        "dziewczynko, kobieto jesli rodzina, bądź krewni zmusili lub zmuszają ciebie do zawarcia aranżowanego małżeństwa zgłos to pod numerem telefonu:…."
         
         

        1. Szczere wyznanie szacunku Pani Tamaro, powinno być więcej publicystów jednoczesnie nie dający się ponieść spaczonej wersji poprawności politycznej a z drugiej nie trywializować tego problemu do samego problemu islamu jako takiego czy uprawiajacy jego krytykę w infantylny sposób.
          Co do Turcji liczę na jakiś obywatelski sprzeciw, tak jak wtedy gdy Erdogan chciał przechnąc ustawę wg. której sprawca gwałtu na nieletniej uniknie odpowiedzialności jeśli weźmie ślub ze swoją ofiarą. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak mocna jest siła obywatelskiego sprzeciwu.

      2. Wietnamczyków to zadaje sie trzymała w ryzach(żeby siedzieli cicho i nie wyrózniali się, zeby mozna było kręcić biznesy) wietnamska ubecja.
        Nie wienm jak z innymi, ale przypuszczam że podobnie, jakieś narodowe mafijki trzymają za pysk.
        Z mahometanami jest chyba troche inaczej, ich imperatyw religijny jest silniejszy, oni muszą kroczyć ścieżką dzihadu, rozpowszechniania islamu na cały świat(w tym siłowego).

  5. zarówno Teheran i islamabad itd mają nowoczesne dyskoteki itd ale miejsca średniowiecznego muru z wapnia też. A filmowano w biednych dzielnicach Kapsztadu by się nagle gospodarzom nie jorglo że to obraza islam i kopf ab…

  6. Jacek Tabisz: Są wysyłane informacje o wpisach. Może zwiększę Ci status, o ile się zalogowałeś na portal.

    Jestem zalogowany (już chyba trwale), ale loguję się zawsze na zakładce forum. Nie wiem czy tak ma być. Poza tym może tylko nie wiem, gdzie mam ustawić, żeby otrzymywać powiadomienia o nowych komentarzach pod artykułami? 
    Dzięki

    1. Zwiększyłem Twój statut, teraz powinieneś dostawać powiadomienia. Możesz też pisać artykuły (po zatwierdzeniu będą się ukazywać na stronie głównej).

      1. Zwiększyłem Twój statut, teraz powinieneś dostawać powiadomienia. Możesz też pisać artykuły (po zatwierdzeniu będą się ukazywać na stronie głównej).

        Dziękuję! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *