• sobota, 16 stycznia 2021 r.

Trumpizacja nauki

Przed prezydentem Donaldem Trumpem stoi dziś trudne, surrealistyczne niemal, zadanie uprawdopodobnienia nie tylko alternatywnych faktów medialnych, ale również alternatywy do nauki i ekspercji. Wydawać by się mogło, że z nauką nie będzie tak łatwo, ale wraz z postępem wydarzeń uświadaniamy sobie, że nauka jest przecież w o wiele mniejszym stopniu wolna i niezależna od wpływu i funduszy rządowych niż media. Do tego naukowcy mają więcej do stracenia i mniej możliwości manewru niż dziennikarze. Zwykle mają ścisłą specjalizację i im są lepsi tym mniej miejsc, w których mogliby konstruktywnie pracować. Muszą też aktywnie walczyć o finansowanie swoich projektów. Naukę oczywiście trudno zmienić, ale w praktyce wystarczy jej zamknąć dziób, którego ona, niepytana i z własnej woli, i tak niezbyt intensywnie używa bo propagowanie nauki nie jest pracą naukowców, w odróżnieniu od dobrze finansowanych propagatorów pseudonauki.

Trump jest człowiekiem czynu, dlatego niezwłocznie po przejęciu urzędu usunął z opublikowanej na stonie białego domu listy spraw ważnych dla rządu zmianę klimatu, prawa obywatelskie, prawa mniejszości seksualnych i służbę zdrowia. Miejsce strony o zmianie klimatu zajął tekst dotyczący strategii energetycznej "America First", zapewniający że prezydent zrobi wszystko by wyeliminować szkodliwe i niepotrzebne działania związane z globalnym ociepleniem i innymi inicjatywami środowiskowymi.

Rozumiejąc realną szansę "wycieku nauki" prezydent zakazał pracownikom Agencji Ochrony Środowiska i Ministerstwa Rolnictwa rozmawiać z kimkolwiek na temat prowadzonych badań. Wszelka komunikacja dotycząca pracy naukowców opłacanej z państwowej kiesy (notki prasowe, wpisy na blogach) została zakazana "do odwołania". Wszelkie zapytania ze strony mediów mają być dokładnie monitorowane, a odpowiedź będzie wymagała zgody. Wydział Badawczy przy Ministerstwie Rolnictwa dla uproszczenia nie może publikować żadnych dokumentów, w tym newsów, fotografii, statystyk i postów na mediach społecznościowych. Prezydent Trump bardzo czujnie zidentyfikował elementy naukowe, jako głównych destabilizatorów nowej alternatywnej rzeczywistości. Na razie nie udało się usunąć, mimo dyrektywy, stron serwisu agencji ochrony środowiska poświęconych zmianie klimatu, z uwagi na niezdrowe zainteresowanie mediów. Trzeba poczekać aż burza medialna przejdzie. Prezydent wstrzymał też wszelkie finansowanie federalne projektów Agencji Ochrony Środowiska. Myślę, że z pozycji konserwatywnych i protekcjonistycznych dałoby się wykręcić narrację swoistego izolacjonizmu naukowego propagującą relegacje nauki do sfery "ściśle tajne", z uwagi na bezpieczeństwo (irany, atomy itp.), na to że USA finansuje a cały świat korzysta i inne tym podobne banialuki. W ten sposób nauka mogłaby pełnić swą funkcję utylitarną i wynieść się ze swoimi badaniami, analizami i danymi z salonu, w którym prawdziwi mężczyźni podejmują prawdziwie męskie i odważne decyzje. Trudno powiedzieć jakie ministerstwa są następne na liście Trumpa, ale może fakt że Trump wierzy w związek szczepionek z autyzmem jest jakimś tropem w tej zgadywance.

Oczywiście nie będzie łatwo. Naukowcy uruchomili inicjatywy mające na celu "partyzancką archiwizację" danych i wyników badań, które w najbliższym czasie mogą ulec dematerializacji w ramach procesu "restrukturyzacji wiedzy". Na Twitterze zaczęły się pojawiać partyzanckie, alternatywne profile agencji rządowych, takie jak @AltNASA czy @RogueNASA, zakładane przez anonimowych pracowników tych organizacji, którzy chcą kontynuować informowanie w takich sprawach jak zmiana klimatu i ochrona środowiska, a niekoniecznie stracić przez to pracę.

Przede wszystkim jednak nie będzie łatwo, bo próby formalnej cenzury w świecie mediów społecznościowych mogą skończyć się katastrofą wizerunkową nowej administracji walczącej ponoć o wolność wypowiedzi, prawo do krytyki i uwolnienie świata od brzemienia politycznej poprawności. Nie będzie łatwo bo metoda pięści siłą ludzkiej przekory doprowadzi do tego, że społecznościówka zostanie zalana postami o klimacie, a temat wróci na świecznik. Efekt Barbary Streisand, czyli odwrotny skutek prób cenzorskich, doczekał się nawet swojej nazwy. A surrealizm być może nowego znaczenia.

Podobne materiały

24 komentarze

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    27 stycznia 2017 at 16:27 - odpowiedz

    "…Miejsce strony o zmianie klimatu zajął tekst dotyczący strategii energetycznej "America First", zapewniający że prezydent zrobi wszystko by wyeliminować szkodliwe i niepotrzebne działania związane z globalnym ociepleniem i innymi inicjatywami środowiskowymi…" słusznie, bo to całe globalne ocieplenie wcale nie jest takie pewne, ja przynajmniej jestem skłonny uwierzyć, że naukowcy kręcą dla grantów, czy dla świętego spokoju – znam naukowców to nie są tylko idaliści: http://www.prawica.net/6235 

     

    Trump może być niezbyt mocny naukowo, ale trochę nacjonalizmu w epoce kiedy internacjonaliści oszaleli z imigracją itd nie jest złym pomysłem

    • ala wilk
      27 stycznia 2017 at 17:04 - odpowiedz

      Pytanie na ilu milionach ofiar skończy się to "trochę nacjonalizmu". 

    • ala wilk
      27 stycznia 2017 at 17:05 - odpowiedz

      A w szczepienia Pan wierzy? 

    • Jarek Dobrzański
      27 stycznia 2017 at 17:15 - odpowiedz

      Jest diametralna różnica między przekonaniem że naukowcy nie są święci i mogą niagiąć swoje wyniki pod cel grantu (były przecież afery z tym związane), a wiarą w to, że tysiące klimatologów, oceanografów, geologów, chemików atmosfery, paleoklimatologów od 30 z okładem lat masowo fałszuje wyniki odczytów sensorów naziemnych, satelitarnych i nagina analizy, bo tylko w taki sposób dostaną granty. Różnica jak między zdrowym realizmem a odlotem w surreal.

      • Robert
        27 stycznia 2017 at 19:05 - odpowiedz

        Jakis rok temu, razem ze znajomą, oglądaliśmy program na Palnete o globciepu. Zrealizowałą to francuska telewizja. Taki wąsacz to prowadzi – lewak do entej potęgi. Pokazał wykres, jak temperatura rosła na świecie w ciągu bodajze kilku tysięcy lat. Byłem zdumiony tym, co widziałem. Na wykresie było widać, jak mocno temperatura rośnie od jkaichś 50 lat. Ale moją uwagę zwróciło również, że takie wyskoki w górę, i to znacznie wyższe niż teraz, były w również w minionych wiekach. Nikt tego nie zauważył, nikomu nie dało to do myslenia. Przecież jeśli globalne ocieplenie było np. w latach 300-370 i 1090-1160, to jaki wpływ na to ma człowiek? Coś tu nie gra. Tylko to trzeba widzieć i smaodzielnie mysleć, a nie słuchac mainstreamowych mediów.

        • Katarzyna
          27 stycznia 2017 at 19:50 - odpowiedz

          Nie było takich wyskoków w górę w minionych wiekach. 

        • Rafał Gardian
          Rafał Gardian
          27 stycznia 2017 at 21:20 - odpowiedz

          Zmiany globalnej temperatury były, ale nie następowały w takim tempie jak obecnie.

      • Tamara
        Tamara
        27 stycznia 2017 at 19:25 - odpowiedz

        Panie Jarku, do tego "spisku" to i Polacy się walnie przyczyniają, bo od jakiegoś czasu rokrocznie oznajmiają, że miniony rok był rekordowy pod względem temperatury. I tak 2015 pobił wskazania 2014, a 2016 roku 2015. Ciekawe, czy Trump i tu popróbuje cenzury. Co nie jest wykluczone, zwarzywszy na postawę naszego obecnego min. środowiska.

        Swoją drogą to ciekawe, jak będzie wyglądać ot choćby wysłanie satelity na orbitę skoro naukę i wyliczenia można odwiesić na haczyk. Wystrzelą sondę na Marsa, a uderzy w Księżyc.

         

         

    • Katarzyna
      27 stycznia 2017 at 19:51 - odpowiedz

      To, że Pan jest skłonny w coś tam uwierzyć, nie sprawia, że globalne ocieplenie "nie jest takie pewne". 

    • darekpiotrek
      28 stycznia 2017 at 12:04 - odpowiedz

      Piotr: trochę nacjonalizmu w epoce kiedy internacjonaliści oszaleli z imigracją itd nie jest złym pomysłem." – Dokładnie, kiedy progresywizm przeistacza się w ślepy pęd na złamanie karku, rozsądnie jest co najmniej zwolnić..

    • Wojciech Kral
      Wojciech Kral
      30 stycznia 2017 at 13:46 - odpowiedz

      Obawiam sie, że antynaukowa decyzja Trumpa będzie miała fatalne skutki. Również antynaukowy jest negacjonizm w odniesieniu do oczywistego faktu, jakim jest globalne ocieplenie i bagatelizowanie jego konsekwencji. Żaden poważny naukowiec nie neguje faktów. Chyba że przyjmie zasadę: "Jeśli fakty mówią coś, co zaprzecza moim poglądom – tym gorzej dla faktów". 

  2. Tamara
    Tamara
    27 stycznia 2017 at 19:14 - odpowiedz

    jaki wpływ na to ma człowiek? (Robercik)

    Ano np. taki: podwyższona emisja CO2 wynikająca z czynników antropogennych przyspiesza zmiany klimatyczne. I zamiast spokojnie poleżeć w hamaku jeszcze przez stulecia na działce pod Wąchockiem trzeba będzie znacznie szybciej przenieść się do igloo na tej samej parceli. Załapałeś misiu?

  3. Ala Wilk
    27 stycznia 2017 at 21:12 - odpowiedz

    No ale chyba każdy słyszał opowieści dziadków i babć o 2-metrowych zaspach a za naszego życia przeciez czegoś takiego nie było. 

    • EDGAR HARPUN
      27 stycznia 2017 at 21:35 - odpowiedz

      To już pisanie na nowo hitorii jak u Kaczyńskiego. Nie potrzeba mi dziadka by takie rzeczy pamiętać, paraliż komunikacji, zaspy nawet w marcu i kwietniu. Łapy od łopaty wiedły, żeby z chałupy wyjechać. Akumulator wyciągałem z samochodu bo dobijało do -32. Trzy zimy łagodniejsze i wszyscy stracili pamięć jak o komunie. Lata też były nieraz paskudne i mokre, Teraz będziemy mieli nazimniejszy styczeń od dekady co najmniej. Przynajmnie w tej wschodniej czesci Polski. Tylko ze dwa dni teperatura wylazła ponad O st C. A było regularnie poniżej 10, do – 24.  

      • Ala Wilk
        28 stycznia 2017 at 05:17 - odpowiedz

        No właśnie. Wiadomo że wschodnia Polska to cały świat. Jak we wschodniej Polsce jest zimno to na calym świecie ma globalnego ocieplenia.

        Ech ta prawicowa logika. 

        • EDGAR HARPUN
          28 stycznia 2017 at 21:23 - odpowiedz

          Ależ nie tylko Polska. Raz po raz wiadomości o praliżu lotniska w Londynie z powodu śniegu, kierowcy brytyjscy nie słyszeli o opmnach zimowych, a tu niepodzianka. W Barcelonie mróz i nie dowieźli chleba. Śnieg na riwierze francuskiej, nawet w Izraelu, w Mekyku dzieci lepią baławana. A …nawet w Arabii Aaudyjskiej, w tym roku. Imamowie przestrzegają, by nie uprawiać zachodniego bałwochawlastwa i nie lepić… Najzabawiejszy był epizod kilka lat temu jak politycy nie mogli wrócić z Kopenhagi, ze szczytu klimatycznego, bo lotnisko zasypało.

    • Jarek Dobrzanski
      29 stycznia 2017 at 15:22 - odpowiedz

      Nie warto posługiwać się takimi argumentami, bo sprowadza się w ten sposób dyskusję z domeny naukowej do domeny anegdotycznej i utwierdza sceptyków w przekonaniu że taka dyskusja w ogóle ma sens. Opowieści babć, ani nawet statystyki temperaturowe w jednym małym kraju nie dowodzą niczego ani w jedną ani w drugą stronę. Na przykład w ramach jednego ze scenariuszy, mało prawdopodobnego ale nie do wykluczenia zmiana klimatu spowodowałaby ochłodzenie w Europie w wyniku zastoju transferu ciepła prądem zatokowym. Klimatolodzy właśnie dlatego sugerują żeby zamiast globalne ocieplenie używać dokładniejszego terminu zmiana klimatu, bo ten pierwszy skłania laików do naiwnych dosłownych interpretacji i uproszczeń.  

  4. Tamara
    Tamara
    27 stycznia 2017 at 21:21 - odpowiedz

    Ocho. Robercik przytaszczył mapkę z WiŻ. Misiu-pysiu robi z informacji o glacjałach i interglacjałach wydarzenie stulecia.

    Do Robercika nie dociera jednak prosty fakt, iż istnieniu okresów zlodowaceń i ociepleń nikt nie zaprzecza. To na co naukowcy zwracają uwagę to przyspieszenie zmian klimatycznych spowodowanych działalnością człowieka.

    http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-nie-ma-empirycznych-dowodow-na-antropogenicznosc-globalnego-ocieplenia-41

     

     

     

     

  5. Hal
    28 stycznia 2017 at 09:30 - odpowiedz

    "Trump może być niezbyt mocny naukowo…" Dlatego co poniektórzy kaleczący gramatykę języka niemieckiego i podpisujący się jako doktury chumanistyki mają go za geniusza. Niespecjalnie oryginalne.

  6. Elasp
    28 stycznia 2017 at 10:53 - odpowiedz

    Materiał o wcześniejszym prezydencie – może zaciekawi forumowiczów:

    .

    https://youtu.be/l-HqHSkYG-Y

  7. darekpiotrek
    28 stycznia 2017 at 11:55 - odpowiedz

    "Do tego naukowcy mają więcej do stracenia i mniej możliwości manewru niż dziennikarze" –Prawda, oprócz kasy dziennikarze zwykle nie maja niczego do stracenia – żeby coś stracić to po pierwsze trzeba cokolwiek mieć. "Zwykle mają ścisłą specjalizację i im są lepsi tym mniej miejsc, w których mogliby konstruktywnie pracować".- Fałsz, nauki nie uprawia się od szczegółu do ogółu. Żeby móc się w czymś specjalizować trzeba dysponować  wiedzą ogólną.  Specjalizacja to mały ułamek przy wiedzy ogólnej.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *