• środa, 26 lipca 2017 r.

Metternich – geniusz dyplomacji według Franza Herrego

Polecam książkę Franza Herre, „Metternich. Orędownik pokoju” (polskie wydanie PIW1996). Polecam ją zwłaszcza tym, których interesuje problem pt.: „ile może być racjonalizmu w polityce”. Metternich musiał wypracowywać racjonalną politykę wbrew epoce romantycznego świrowania i nacjonalizmu. Urodził się w przednaconalistycznej Nadrenii w 1773 roku. W rodzie było kilku arcybiskupów Koblencji, Trewiru, tj. władcami elekcyjnych księstewek duchownych. Jego ojciec był hedonistą. Mały Metternich z kolej czarującym dzieckiem, ulubieńcem wszystkich. Mama mowie mu, by nie mówił przy Niemcach, ze woli muzykę włoską (s. 12). Jego ojciec był jak Mozart, katolikiem i masonem jednocześnie. Po ojcu mały Klemes uważał Kościół raczej za podporę władzy niż centrum religijne. Jego nauczyciel Johann Friedrich Simon był zwolennikiem Rousseau (potem jakobinem), w Sztrasburgu – szkole dyplomatów – uczył go Christoph Wilhelm von Koch, wiedzę miał ten Alzatczyk jak prawdziwy niemiecki profesor, i był elokwentny jak francuski adwokat (s. 16). Koch był zwolennikiem międzynarodowej równowagi sił. 21 lipca 1789 rewolucja zagroziła strasburskiej twierdzy. Pułk Royal Alsace rozgonił w końcu rewolucjonistów. Rewolucjonizm Simona i Kocha wstrząsnął młodym Metternichem (s. 21). Jesienią 1790 roku opuścił Strasburg.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podziwiał elekcję Józefa II na władcę Rzeszy. W Moguncji bywał M u Forstera. Metternich za Niklasem Vogtem uznał, że partia arystokratyczna stanowić musi język u wagi między królami a ludem (s. 25). W Moguncji książe-arcybiskup von Erthal starał się przepychem pokazać odporność na rewolucję. Rokokowy panicz Metternich zadawał tu szyku. Rewolucjonistów miał M za fałszywy lud, ludzi niepracujących, których pokonać muszą ludzie pracujący (s. 32). W 1794 roku przebywał 6 miesięcy w Anglii, poznał tam Burke’a i uznał Albion za siłę być może jedyną, zdolną pokonać jakobinów. Angielki szokowały go abstrakcyjnym nieszablonowym myśleniem.

W Wiedniu na początku nasz Nadreńczyk nie czuł się dobrze, jego rokoko nie pasowało do tego barokowego miasta: „Wiedeń jest miastem muzyki bo jest bezmyślny” (s. 35). Poślubił wnuczkę wielkiego dyplomaty Kaunitza. W 1795 roku Prusy zdradziły Austriaków dogadując się z Francuzami, Nadrenia była stracona. Nieokrzesani rewolucyjni dyplomaci na zjeździe w Rastatt w Badenii (1797) przerażali go (s. 43). Francuzom udało się skłócić niemiecką szlachtę sprzed i zza Renu. Dyrygował małą orkiestra i wiedział, że lewy brzeg jest stracony.

W 1801 roku wysłano go do Drezna na pierwszą placówkę dyplomatyczną. Czuł się tu równie dobrze jak główny ideolog Gentz, od lorda Ellita nauczył się zapełniać sezon ogórkowy wymyślonymi doniesieniami, które potem dementował (s. 51). Zgadzał się z Gentzem, ze Austria i Prusy powinny działać razem, w sojuszu. W 1803 roku Franz II, cesarz przyznał Metternichom Ochsenhausen jako odszkodowanie za ziemie za Renem.

W Berlinie się nudził. Klasycystyczna nuda pani de Stael – nie lubił kobiet dyskutujących jak faceci – drażniła go. Madame de Stael uważała M za przykład arystokraty bez wymaganych intelektualnych predyspozycji, typowego dworaka-leniwca (s. 56). Po 1801 Austria nastawiona była na neutralność. Wahania Prus ściągnęły w 1806 roku gniew Napoleona.

M bał się nacjonalistów takich jak Johann Stadion, szef ówczesnego MSZ Austrii, cenił natomiast Talleyranda. Napoleon i Stadion byli dlań szaleńcami którzy umieją tylko wojować. Napoleona nie polubił, ale był pod wrażeniem jego władzy, większej niż mieli Burbonowie, władza taka mogła chronić przed chaosem (s. 72). M martwił się upadkiem Prus w 1806 roku, oraz próbami posła Rosji Tołstoja o sojusz z Napoleonem, niestety Stadion wywołał nacjonalistyczną wojnę w Francją (plemię Hermanna), Metternich dogadywał się z szefem opozycji Talleyrandem, ale Napoleona i Stadiona nie dał rady powstrzymać (s. 90). W czerwcu 1809 Francuzi zajęli Wiedeń, mimo porażki pod Aspern, pierwszej porażki Napoleona. Jesienią 1809 roku Metternich przejął austriackie MSZ, zawdzięczał to Franciszkowi I, wspierającemu go gdy inni wytykali M młody wiek i brak „idealizmu” (czytaj romantycznego idiotyzmu). Metternich ubiegł Rosjan w wysłaniu dziewczyny dla Napolona, Schwarzenberg zatroszczył się o wszystko w Paryżu. Rosyjskie domy w Paryżu wiały smutkiem. Metternich dostał od Napoleona Legię Honorową. Opory biskupa Wiednia Hohenwarta przełamano. Podobnie jak Stein w Prusach starał się zlikwidować rząd gabinetowy, nie udało się.

M uważał ekspansję Rosji i Francji za równie groźne dla Austrii i Europy (obie były nieco dlań tożsam). Przez cenzurę listów neutralizował tabuny austriackich rusofilów (s. 125). W 1812 obaj wrogowie Austrii – Francja i Rosja wzięły się za łby, Romantycy austriaccy w Lederhosen chcieli dołączyć do Rosji, armia Austrii była wtedy mała jednak. W 1813 roku Metternich mediował między wrogami, niepokoił go orientalny despotyzm Aleksandra I. Wilhelm von Humboldt nie wierzył, że M okiełzna takich romantyków jak baron vom Stein. Widząc wojnę w Saksonii Metternich wypowiadał zdania godne największego pacyfisty: „miałem ochotę rozpłakać się nad ciągłymi przewrotami, które zwie się historią państw” (s. 146). Napoleon był dla M nieprzewidywalny, podobnie jak Rosja. W 1813 dzięki staraniom Metternicha armia Austrii miała już 300 tys ludzi. Gentz był pod wrażeniem, jak Metternich dobrze grał na czas. Metternich liczył na odzyskanie równowagi sił w Europie (s. 151), bez przebudowywania Austrii na demokratyczny wzór. Gothe i M uważali, ze wybitni ludzie nie powinni ginąć na froncie „humanista” Humboldt był za (s. 155). Bawarii i Saksonii, M wybaczył profrancuskość by ratować jak najwięcej Europejskości przed Rosją. Wkroczył do Szwajcarii opóźniając marsz na Paryż, ku wściekłości Aleksandra I (s. 163). Z Castlereaghem, torysem oświeconym, wyizolował nieco Rosjan. Coulaicourt nie zdołał w imieniu Napoleona dogadać się z aliantami, Metternich i Castlereagh musieli pilnować cara i nie było ich w Chatillon-sur-Seine. Hardenberg (Prusy) również poparł przywoływanie cara do porządku. M ograł cara i w alkowie (rywalizowali o kochanki), i w kuluarach dyplomatycznych. M cenił monarchię, ale ówczesnych monarchów niezbyt jednak ośmielił się to wyznać tylko listownie jednej z przyjaciółek (s. 196).

W polityce M uznawał racjonalizm, legalizm, pewność, wzajemność i ład – uważał, że w USA trzymałby stronę Washingtona (s. 204), ład sam w sobie i przewidywalność były ważniejsze niż ustrój. Talleyrand bał się jakobinizmu niemieckiej szlachty (miał na myśli nacjonalizm), M uważał podobnie. Związek Niemiecki dostał konstytucję, na wzór aktów jakie dawał księstwom niemieckim Napoleon (s. 227). M akceptował więc duch dziejów.

To Aleksander I wspaniałomyślnie zgodził się na Elbę zamiast Azorów, gdy Napoleon uciekł, zwalił winę na M. Anty-napoleońska odezwa do Francuzów nie dała skutków (s. 235). M jako jednak z niewielu nie stracił głowy. Po Waterloo, radca Hoppe myślał że teraz Napoleon zrobi rewolucję w USA (s. 237). Prusacy łupili Francję i ostrzyli sobie – jak Gneisenau – żeby na Alzację. Św. Przymierze – pomysł Aleksandra I – było zbyt teokratyczne dla dworów europejskich, Metternich zgodził się jednak – choć zastąpił słowa naród, słowem rodzina (Europa jako chrześcijańska rodzina). Dla Brytyjczyków traktat ideologiczny był bez sensu, USA uznało Przymierze za zagrożenie i odpowie wkrótce doktryną Monroe (s. 249). Mettrenich próbował raczej uczyć z tego coś na kształt ONZ, z biurem europejskim w Wiedniu.

720

W 1819 roku po sprawie Kotzebuego i Sanda, w Niemczech wybuchła fala rusofobii (s. 271). Metternich bał się radykalnych nacjonalistycznych profesorów i w 1819 w Karlsbad ograniczył wolności prasy, chcąc ukrócić hasła Goerresa i innych.
Wiosną 1819 roku M był w Italii, zauważył tam rewolucyjność chrześcijaństwa, sprzeczności chrześcijańskiego konserwatyzmu i pociąg do starożytnego materializmu i konkretu (s. 287). Dziwiło go to, że Włosi są tak mało spiżowo-rzymscy. Karbonariuszy prześladował, ale dla angielskich (jak Byron) robił dyplomatyczny wyjątek. Grecki bunt przeciw Turcji wprawił go w dyskomfort, w sumie sympatyzował z obiema stronami; konserwatywną Turcją i klasyczną Grecją (s. 295). Rewolucja to mętna metafizyka pisał M, zauważył, ze Napoleon trzymał radykalizm demokratyczny w garści, a po jego odejściu rozlał się on na Bałkany i Amerykę Płd. Canninga nie cenił z kolonialny izolacjonizm, Chateaubrianda za francuskie imperialne plany w Hiszpanii. Wsparł policyjna machinę Seldnitzky’ego, choć czasem z niej dworował (s. 303). Grillparzer znienawidził M za cenzurę policyjną. W 1830 roku bał się liberalnego sojuszu USA-Francji i UK.

Liberalizm miał Metternich za naiwną próbę zahamowania radykalnego demokratyzmu – nie wierzył w liberalną monarchię. Wielu myśli jak on do dziś w tej materii (s. 317). Nie lubił Palmersona i innych typowych liberałów. Między monarchia i demokracją nie może istnieć kompromis uważał Metternich, usztywniając na starość swoje poglądy. Cieszył się z powstania listopadowego, jako nauczki dla Rosjan, którzy mieszali ustawicznie konserwatyzm i radykalizm z dzikimi pomysłami (s. 324). Zjazd w Hambach w 1832 roku uznał za sygnał, że liberalizm zostaje wyparty przez radykalny demokratyzm (s. 329). W tych latach kłócił się z umiarkowanym romantykiem Kolowratem (ku uciesze cesarza). W 1839 poparł Egipt, w 1840 – Turcję (s. 336). Cieszył się, ze nowinki polityczne dochodzą do Austrii z opornieniem, dzięki czemu może się ona przygotować mentalnie (s. 339). Jak Andrian-Werburg miał Austrię za Chiny Europy. W 1847 w Szwajcarii wygrali progresiści, w 1848 Wiosna Ludów wygnała M z Wiednia, schronił się w Innsbrucku, potem w Londynie, gdzie dogadał się ideowo z Disraelim. W 1851 odzyskał państwową pensję i emeryturę. Zmarł gdy jednoczyły się Włochy (kolejne naruszenie równowagi europejskiej) w 1859 roku.

Metternich nie popierał konserwatyzmu bo był konserwatystą, popierał królów i dwory, bo nie sądził by na rewolucji dało się zbudować coś pozytywnego i trwałego. Dla niego rewolucja była jedynie niszczeniem. Tak ten nowoczesny człowiek oświecenia został wizualnie konserwatystą. Jego elastyczność ideologiczną i pryncypialność w celach podziwiał Kissinger. Czyż nie jest to pasjonująca postać?

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *