Dzień Beethovena

Niedzielne koncerty Wratislavii Cantans 56 (5.09.21) w całości zostały poświęcone twórczości Beethovena. Innym aspektem je łączącym były wykonania historycznie poinformowane, oraz bez wątpienia sławne zespoły podpisujące się pod tą wyprawą w muzycznym i po prostu historycznym czasie.

Wpierw usłyszeliśmy Quatuor Mosaïques, który niedawno obchodził swoje trzydziestolecie. Zespół, wbrew nazwie, został założony w Austrii, choć przyciągnął do swojego składu wielkiego mistrza historycznej wiolonczeli z Francji, Christophe’a Coina. Zespół znany jest melomanom z licznych płyt i wielu koncertów. Innym aspektem Mozaikowego Kwartetu jest jego odwaga, bowiem kwartet smyczkowy, podobnie jak fortepian, odnalazł swego rodzaju doskonałość we współczesności, gdy konstruktorzy instrumentów zadbali o to, by były one odpowiednio nośne dla dużych sal koncertowych i miały pewny strój. O ile fortepian zmienił się radykalnie od czasów Beethovena, o tyle skrzypce swoją doskonałość uzyskały jeszcze przed Wielkim Wiedeńczykiem (z Bonn). Tym niemniej żelazne struny i odmienna od barokowej i klasycystycznej budowa smyczka pozwoliły smyczkowcom na większą intonacyjną pewność podczas pracy w dużych zespołach. Kwartety smyczkowe, których koncertowe słuchanie stało się zasadą stosunkowo niedawno, stały się, dzięki nowoczesnym strunom i smyczkom, małymi orkiestrami symfonicznymi. Quatuor Mosaïques taką „małą orkiestrą” nie jest. To grupa indywidualistów, urzekająca słuchaczy wielką precyzją detali i wielobarwnością interpretacji. Są też wady. Smyczki i struny częściej niż w „nowych zespołach” mają swoje chwile intonacyjnej słabości, nie ma też symfonicznej ekspresji, która wielkim rozbudowanym kwartetom niekiedy całkiem dobrze służy. A kwartety Beethovena, już te ze środkowego okresu, są wielkie i rozbudowane, nie wspominając już o Grosse Fuge 0p.133, która też była wykonywana podczas tego koncertu. Oprócz tego usłyszeliśmy Kwartet smyczkowy f-moll op. 95 „Serioso” i Kwartet smyczkowy Es-dur op. 74 „Harfowy”.

Taki Beethoven był bardziej kameralny niż zwykle. Można było pławić się w cudownych detalach i niezauważalnych w innych wykonaniach odcieniach myśli kompozytora. Erich Höbarth, dzierżący pierwsze skrzypce, wręcz zaskakiwał subtelnością i plastycznością dźwięku. Jednak czasem jelitowe struny miały dość pomysłów wiedeńskiego rewolucjonisty i krztusiły się ze złością. Zastanawiałem się oczywiście, jak wolałby sam Beethoven. Czy chciałby współczesnego fortepianu, metalowych strun i prostego smyczka, czy jednak za nic nie oddałby brzmienia instrumentów, które go otaczały gdy żył nie tylko w swojej genialnej muzyce? Kwartet smyczkowy grany na dawnych instrumentach pokazuje nam inne rzeczy, niż jego współczesna odmiana. Rzeczy ważne, możne nawet najważniejsze dla samego twórcy. My mamy ten luksus, że możemy słuchać zarówno dawnych, jak i nie dawnych wykonań kameralistyki Beethovena. W historycznie poinformowanym kwartecie Quatuor Mosaïques wyznacza standardy nieosiągalne dla innych zespołów i wielkim przywilejem jest móc spojrzeć w ten sposób na tę genialną muzykę.

Co ciekawe, te same pytania nasunęły mi się podczas drugiego koncertu, na którym szef artystyczny Wratislavii Cantans Giovanni Antonini zaprezentował nam Uwerturę do baletu Twory Promoteusza op. 43 i Mszę C-dur op. 86. Prowadził oczywiście swój zespół Il Giardino Armonico, do którego we mszy dołączył Chór NFM. Śpiewacy, często występujący z Antoninim, byli znakomici. Sopranistka Giulia Semenzato była po prostu zachwycająca. Jej sopran był piękny, nośny, wyrafinowany w ozdobnikach i pełen ekspresji. Również Francesca Ascioti urzekała słuchaczy pięknym kontraltem, zaś tenor Krystian Adam Krzeszowiak jest oczywiście klasą samą dla siebie. Baryton Fulvia Bettiniego stylowo i z ogromną elegancją dopełniał kwartet wokalny.

Giovanni Antonini, fot. archiwum artysty (źródło: NFM)

Wizja artystyczna Giovanniego Antoniniego, który tego dnia otrzymał swoją tablicę pamiątkową przed NFM, była niezwykła. Wypływała z wieloletnich doświadczeń związanych z przygotowywaniem przez dyrygenta kompletu wszystkich symfonii Józefa Haydna. A nie będzie to zwykły komplet, bowiem Antonini stara się pokazać twórcę neoklasycyzmu na szerokim tle epoki. Dlatego też i wspaniałe dzieło sakralne Beethovena zostało jakby odarte z typowego przy jego wykonywaniu romantyzmu i przeniesione na łono powrotu do neodoryckich kolumnad czasów Haydna. W zamian uzyskaliśmy wielobarwny kalejdoskop obrazów, oraz prawdziwy retoryczno – muzyczny traktat. Sądzę, że przygotowanie takiego wykonania musiało wypływać z wielu miesięcy przygotowań i przemyśleń i każdy miłośnik Beethovena powinien usłyszeć Mszę C-dur w wizji Antoniniego, bo jest to zdecydowanie nowy głos w dyskusji na temat dzieł Mistrza z Bonn. Już Dziewiąta Symfonia zapowiadała taką rewolucję wykonawczą, ale w przypadku Mszy C-dur to wszystko co nowe i niezwykłe doszło bardzo wyraźnie do głosu. Nowe, a może właśnie stare, takie, jak to słyszał Beethoven. Wtedy, w 1807 roku, rzeczywiście słyszał i podziwiał msze Haydna. Komponując Mszę C-dur wszedł na drogę Haydna, po sześciu jego mszach skomponowanych dla księżnej Marii Józefy Esterházy i wykonanych w kościele w Eisenstadt. Msza Beethovena została uznana przez księcia Mikołaja II za „śmieszną i okropną”, może dlatego, że Beethoven uczynił z niej traktat teologiczno – filozoficzny z pewnymi rewolucyjnymi już błyskami. Ostatecznie kompozytor zadedykował utwór innemu księciu, Ferdynandowi Kinsky’emu. Msza C-dur w obecnej praktyce wykonawczej żyje w cieniu Missae Solemnis, ale jest to wstrząsające arcydzieło, które niewiele już zawdzięcza Haydnowi, znakomitemu skądinąd w tworzeniu mszy. O tym, że msze Haydna są innym wszechświatem, Antonini przekonał nas zresztą w trakcie bisu.

Msza C-dur w interpretacji Antoniniego była niezwykła, ale też niełatwa dla mnie. Zniknęły z niej późniejsze, budowane przez dekady działań wielkich dyrygentów, konstruktywistyczne pasaże, które brzmią wspaniale i niemal narkotycznie. Zniknęła dzikość i bunt, niezwykłe jak na utwór sakralny kontrasty. W zamian otrzymaliśmy wielobarwny ogród zadumy, całkiem możliwe, że bardzo bliskiej historycznemu Beethovenowi. Z wykonań i nagrań Mszy C-dur w sposób historycznie poinformowany ogromnie cenię Johna Eliota Gardinera, ale trzeba przyznać, że Antonini okazuje się być bardziej konsekwentny w swojej podróży w przeszłość, dysponując jednocześnie wspaniałą orkiestrą i chórem na dobrym poziomie, choć jeszcze nie tak doskonałym, jak Monteverdi Choir. Do solistów obaj panowie mają zdecydowanie dobrą rękę.

Jacek Tabisz
O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *