Organy XXI wieku

   Bardzo się ucieszyłem, że na 57 edycji Wratislavii Cantans mieliśmy cały koncert poświęcony muzyce na organy solo (15.09.22). Z uwagi na covidową przerwę można spokojnie uznać, że organy z NFM wciąż są nowym instrumentem i pokazywanie go światu w czasie renomowanego festiwalu to doskonała promocja, nie tylko samych organów i NFM, ale całego Wrocławia. Tak jak NFM podniósł znacząco rangę naszego miasta w oczach świata, tak teraz czynią podobnie same organy, które powstawały przez kilka lat istnienia i funkcjonowania Narodowego Forum Muzyki. Ludzie, którzy nie doceniają kultury, ciskali gromy, że „drogo”, że bez sensu, że „nie będzie to służyć mieszkańcom”. Tymczasem okazuje się, że mało która miejska inwestycja równie dobrze służy mieszkańcom Wrocławia jak NFM i jego organy. To warto połączyć z obalaniem drugiego mitu, a dotyczącego coraz większej obojętności melomanów wobec muzyki klasycznej. Takie zjawisko jest niemożliwe, odpowiednio wrażliwy miłośnik muzyki niemal zawsze dochodzi do słuchania muzyki wszystkich epok, najbardziej złożonej i wartościowej. Zaś wrażliwość artystyczna pomaga wielu rozwijać się w życiu, dlatego niejeden biznesmen, naukowiec czy polityk jest także melomanem.

   No tak. Organy są, są wspaniałe, znajdują się do tego w doskonałej akustycznie sali. Do całości równania potrzeba jednak doskonałych organistów. Czwartkowy koncert przywiódł do konsoli wrocławskich organów wykonawcę wyjątkowego, łączącego bowiem świeże i nowoczesne spojrzenie z dużą wrażliwością artystyczną i wybitną wirtuozerią. Na pierwszym od dawna organowym koncercie Wratislavii Cantans usłyszeliśmy Camerona Carpentera. Już przy wejściu zorientowałem się, że fonogramy artysty wydaje nie Alpha, nie jego własna wytwórnia (jak w przypadku Gardinera), ale potężna korporacja Sony, współtwórczyni formatów CD i SACD. Był też przy wykuwaniu dysków optycznych Phillips, który robi teraz głównie suszarki i odkurzacze. Na jednej z płyt „All you need is Bach” Cameron niejako wpisuje się w inżynieryjną pronowoczesność Sony, gdyż gra Bacha na elektronicznym instrumencie związanym z orkiestrą głośników, który zwie się International Touring Organ. Gra rewelacyjnie, choć w dużej mierze odmiennie, niż większość innych wybitnych organistów. I nie chodzi wcale o to, że elektroniczny instrument na płycie brzmi odmiennie od zwykłych organów, bo brzmi w dużej mierze podobnie. Chodzi o często zupełnie inne myślenie o bachowskich strukturach dzieł organowych. Nie jest to jednak rewolucja wypływająca z chęci zwrócenia na siebie uwagi, lecz pełnoprawne, nowe spojrzenie na Bacha, nieco podobne w swojej sile wyrazu do tego co na fortepianie czynił niegdyś Glenn Gould.

   Amerykański artysta został powszechnie dostrzeżony po nominacji do nagrody Grammy za album „Revolutionary”. Był pierwszym w historii organistą, który dostąpił takiej nominacji. Tytuł albumu wziął się z jego transkrypcji na organy Etiudy rewolucyjnej Fryderyka Chopina. Wśród konserwatystów Carpenter wzbudza często dość negatywne emocje, ponieważ, jak zauważają, potrafi on zmieniać nie tylko przyjęty kanon interpretacyjny, ale nawet sam tekst muzyczny.

Cameron Carpenter / fot. Dovile Sermokas/ ze strony NFM

   Recital Bachowski, jaki miał miejsce we Wrocławiu, złożony był z dwóch części. Pierwszą zajmowały rozmaite utwory Bacha, połączone w jedną całość trzymaniem nuty pedałowej organów, tak aby nie przerywać każdego utworu oklaskami. Bardzo mi się to spodobało, bowiem stale powracający huk oklasków po prostu przeszkadza się skupić na muzyce i interpretacji. Uszy przestawione w tryb wsłuchiwania się zostają ogłuszone hukiem braw i na kolejny utwór znów trzeba odzyskać wewnętrzną, akustyczną równowagę. Druga część koncertu była zaskakująca, bowiem składała się z całych Wariacji Goldbergowskich.

   Na wrocławskich, akustycznych (a nie elektronicznych) organach Carpenter eksperymentował równie mocno, co na swoich elektronicznych organach Touringa. Nominacja do Grammy zobowiązywała i już na starcie koncertu poczuliśmy w powietrzu delikatną warstwę sztucznej mgły, która po zaciemnieniu Sali Głównej sprawiła, że smugi światła z reflektorów ustawiły się za organistą w błękitne świetlne kolumny. Ale to nie istotne, w sumie co złego w tym, że solista na koncercie muzyki klasycznej chce wyglądać w bardziej niecodzienny sposób. Najważniejsze jest to, że dzięki swojej doskonałej wirtuozerii i niecodziennym doborze głosów Carpenter wydobył z kompozycji Bacha nowe, nie dostrzegane do tej pory, elementy konstrukcyjne. Jego dobór głosów pozwalał uważnie śledzić Bachowską polifonię, zaś wielka biegłość rąk i nóg sprawiały, że każdy głos w wielowarstwowych dziełach cieszył i przyciągał uwagę. Zauważyłem, że Carpenter lubi używać głosów czystych, nie zaś mikstur (choć te też oczywiście były). Wielokrotnie sięgał też po romantyczne efekty podnoszenia i opuszczania wolumenu brzmienia, przez co budował jakby odrębne plany przestrzenne.

   Czy tym wykonaniem można było się oburzyć? Nie był to przecież typowy, majestatyczny Bach, dobywający swoje mistyczne przesłanie z głębi czasu. Był to raczej Bach modernista i eksperymentator.

Pragnąłbym zdementować pogłoski, jakobym kupił tę płytę i ustawił się z nią po autograf. Lecz gdyby tak było, być może odkryłbym (hipotetycznie), że Cameron wcale nie ma natury showmena i sprawia raczej wrażenie skromnego i introwertycznego człowieka.

   Cóż. Bachowi przypisuje się zachowawczość. Nie poszedł w stronę budowania muzyki klasycystycznej i rokokowej, tak jak jego synowie. Może za wyjątkiem granej dla króla Prus Ofiary muzycznej, na którego dworze, w dużej mierze, wykuwała się muzyka XIX wieku. Dzieła organowe nie były jednak przykładem Bacha zapatrzonego w przeszłość. Były, w swoich czasach, muzyką awangardową, zachwycającą ale też szokującą. Dlatego wydaje mi się, że to, co z Bachem robi Carpenter jak najbardziej ma sens. Odkrywamy, że nie tylko Chopin w swojej nie nazwanej tak przez niego etiudzie, ale również Bach był rewolucjonistą. Nie jest to jednak rewolucjonizm populistyczny, polegający na graniu szybko, głośno i bardzo ekscentrycznie. Cameron gra w wysmakowany sposób, odkrywając, podobnie jak Glenn Gould, muzyczne tajemnice a nie „armaty ukryte w różach”.

   Bardzo piękny koncert i cieszę się, że w tak wspaniały sposób Wratislavia ukazała mocniej światu wspaniałe NFM-owe organy.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.