Pięć wiolonczel, orkiestra i Górecki.

   Całkiem możliwe, że najbardziej udanym koncertem jest taki, po którym nie oczekujemy nadzwyczajnych przeżyć, a który nagle okazuje się zachwycający. Tak było w piątek, 13 maja, we wrocławskim NFM.

   Repertuar koncertu wyglądał następująco:

W.A. Mozart Symfonia G-dur nr 32, KV 318

M. Górecki Sinfonia concertante na pięć wiolonczel i orkiestrę (prawykonanie, zamówienie Narodowego Forum Muzyki i Polskiej Filharmonii Bałtyckiej)

***

K. Meyer Caro Luigi na 4 wiolonczele i orkiestrę kameralną op. 73

R. Strauss Suita z opery Kawaler srebrnej róży op. 59, TrV 227

   Koncert odbywał się z okazji 10-lecia Polish Cello Quartet i akurat po tym zespole oczekiwałem całkiem sporo. Ale krótka symfonia Mozarta powstała w dość trudnym dla kompozytora czasie i suita stworzona na bazie Straussowskiego Kawalera srebrnej róży przez Artura Rodzińskiego w międzywojniu mogły wypaść różnie. W końcu lekką symfonię Mozarta miała zagrać potężna orkiestra symfoniczna, co dziś jest coraz bardziej faux pas, zaś Kawaler srebrnej róży opiera się na zamierzonym kontraście cudownych partii wokalnych z celowo obsesyjną, zafiksowaną na walcu stylizowanym rokokowo szatą instrumentalną. Prezentowanie świata Ryszarda Straussa na bazie utworu, który nie miał być czysto instrumentalny i który jest swego rodzaju ideowym pastiszem, może być bardzo niesprawiedliwe dla tego arcymistrza posługiwania się orkiestrą.

George Tchitchinadze, fot. Łukasz Rajchert, żródło: NFM

   Na szczęście jednak zarówno Strauss, jak i Mozart zostali wykonani zachwycająco, a to dzięki drugiej, obok wiolonczelistów, gwieździe koncertu jaką okazał się dyrygent George Tchitchinadze, gruziński artysta mający na swoim koncie między innymi tourne z naszą Sinfonią Varsovią, ale też szefowanie japońskiemu festiwalowi muzycznemu w Saga, gdzie prowadził Orkiestrę Państwowego Muzeum Ermitaż w Sankt Petersburgu. Maestro współpracuje też oczywiście z najlepszymi orkiestrami gruzińskimi. Wśród popularnych obecnie w sieci realizacji fonograficznych znajdujemy wyraźnie polski akcent, czyli płytę z koncertami wiolonczelowymi Grażyny Bacewicz w wykonaniu Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus. Tchitchinadze dyryguje na niej I Koncertem wiolonczelowym z Adamem Krzeszowcem w roli solisty.

   Na wrocławskim koncercie Mozart zabrzmiał znakomicie. Już od dłuższego czasu czekałem na Mozarta zagranego symfonicznie, bez przesadnie kameralnego skrępowania chęcią zmieszczenia się ze współczesną orkiestrą jakoś obok wykonań historycznie poinformowanych. Symfonia G-dur nr 32, KV 318 w ujęciu Tchitchinadze brzmiała lekko i przestrzennie, nie bała się jednak środków wyrazu zawdzięczających wiele kompozytorom żyjącym dekady po Mozarcie. I bardzo dobrze. O ile od zawsze cenię wykonawstwo muzyki dawnej, o tyle nie podoba mi się, gdy staje się ono dogmatem przy ukazywaniu nam muzyki klasycyzmu i baroku. Gruziński Maestro pokazał, że Mozart bez lekcji historii również ma sens, że nawet w swoich mniej ikonicznych dziełach austriacki geniusz jest ponadczasowy. Cóż z tego, że można dodać Mozartowi przestrzeni, której nie mogły wyczarować orkiestry jego czasów, że można się trochę oderwać od pulsującego Mozartowskiego rytmu, który moim zdaniem, przez swoją standardową powtarzalność, bywa czasem wadą tej genialnej skądinąd muzyki. Nie usłyszelibyśmy takiego Mozarta, gdybyśmy się przenieśli w czasie do jego epoki. Ale słyszymy go w naszych czasach, słyszymy, jak Mozart w nas żyje i jak żyć może…

   Również Ryszard Strauss zabrzmiał wybornie. Orkiestrowa blacha została świetnie przygotowana, smyczki zróżnicowane, tempa zaś były żwawe, co bardzo posłużyło tej materii dźwiękowej pozbawionej śpiewaków. Okazało się, że takie ujęcie muzyki Straussa ma sens i potrafi ukazać w czysto instrumentalnej materii Kawalera srebrnej róży prawdziwe skarby.

   Sinfonia Concertante Mikołaja Góreckiego była głównym daniem tego muzycznego wieczoru. Usłyszeliśmy prapremierę utworu, który zdecydowanie powinien już pozostać w stałym repertuarze symfonicznym. Piątym wiolonczelistą, który doszedł do Polish Cello Quartet był sławny Tomasz Strahl. Symfonia koncertująca Góreckiego w doskonały sposób połączyła neoromantyczną komunikatywność z elementami bardziej nowatorskiego używania instrumentów i z mniej zakorzenionymi w świecie stworzonym dwieście lat temu przez Beethovena tematami muzycznymi. Te uwagi dotyczą części skrajnych utworu. Część środkowa zbliżała się niemal do estetyki pop czy rockowej, ale szybko jej uciekała w neoklasycyzm z delikatnym echem tematów i kolorystyki znanej nam ze znakomitych dzieł Jamesa MacMillana. To połączenie groteskowości nieco zbliżonej do wiolonczelowych koncertów Szostakowicza z taneczną prostotą naszych czasów i z jakąś podskórną płaszczyzną metafizyczną było całkiem intrygujące i stanowiło znakomity kontrast dla części skrajnych, gdzie piękna, romantyczna melodia, momentami celowo zbyt słodka, zderzała się z atonalnymi pasażami celesty. Całkiem możliwe, że moje pierwsze wrażenia są bzdurne i biedny kompozytor puka się teraz w czoło, ale cóż, takie jest już prawo pierwszych wrażeń, kiedy nie wiemy jeszcze nic poza tym co słyszymy na bieżąco. Zaś sam utwór okazał się jedną z bardziej udanych prapremier jakie dane mi było słyszeć i naprawdę mam nadzieję, że Sinfonia Concertante już z nami zostanie, tak jak są z nami dzieła Mykietyna, Pendereckiego czy Lutosławskiego. Wykonanie było świetne, kompozytor dał wiolonczelistom ogromnie wdzięczny muzycznie materiał, a oni z niego mistrzowsko skorzystali.

   Caro Luigi na 4 wiolonczele i orkiestrę kameralną op. 73 Krzysztofa Meyera okazało się żartobliwym i nieco humorystycznym utworem stworzonym na cześć Boccheriniego, którego nie dość się nadal ceni. Meyer znakomicie zderzył w tym dziele różne płaszczyzny brzmieniowe i mimo po części pastiszowego charakteru dzieła, stworzył utwór solidny i będący światem sam w sobie. Tu też wiolonczeliści (i kontrabasista) mogli się wykazać i uczynili to w sposób olśniewający i lekki.  

Jacek Tabisz
O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *