Problem uchodźców z Kosowem w tle

Klęska humanitarna grożąca Unii Europejskiej (oprócz innych zagrożeń niesionych przez ową współczesną wędrówkę ludów) jakiej po raz któryś doświadcza Stary Kontynent w swej historii, a związana z masowym napływem uchodźców (czy emigrantów) jaka ma miejsce w bieżącym roku milczy nad jednym z zasadniczych problemów jakie pozostają w tle tych wydarzeń. Chodzi mianowicie o Kosowo, quasi-państwo powstałe 8 lat temu (w 2007 roku) zgodnie z decyzjami (i przedsięwzięciami militarnymi) podjętymi przez polityczne elity Zachodu. Kosowo mimo swej 8-letniej niepodległości jest utrzymywane w zasadniczym stopniu z budżetu Unii Europejskiej. To kraj ponad 2 milionowej populacji Albańczyków gdzie ponad 48 % ludzi w wieku produkcyjnym nie ma pracy (w tej masie jest ponad 76 % ludzi młodych poniżej 25 roku życia), gdzie ponad 37 % populacji żyje w biedzie (poniżej progu ubóstwa za 1,42 euro dziennie), zaś prawie 20 % – w biedzie ekstremalnej (poniżej 93 euro-centów dziennie). To kraj z którego od początku 2015 roku co miesiąc wyjeżdża, emigruje, ucieka (w różny sposób) około 20 000 ludzi ! I odbywało się to zanim ruszył wiosną bieżącego roku potok ludzi z Libii, Sahelu i Erytrei (przez Morze Śródziemne do Włoch) czy z Syrii, Iraku, Jemenu, Afganistanu i Kurdystanu przez Bałkany.

Kieruje nami w Europie klasa polityczna
składająca się z analfabetów. Gardzą historią
i socjologią, więc się ich nie uczą.
To ludzie partii lub kapitału bez
kontaktu z rzeczywistością.

Artur Perez-Revert (pisarz hiszpański)

Kosowo to quasi-państwo, gdzie elity wywodzące się z szeregów walczącej o „wolność i demokrację” (jak powszechnie zapewniali w zachodnich mediach politycy i komentatorzy) UCK (Armia Wyzwolenia Kosowa) podzieliły terytorium Kosowa na mafijne strefy wpływów i czerpią korzyści – kolosalne – z przemytu broni, papierosów, narkotyków, ludzi (do tej pory były to głównie młode kobiety dostarczane do domów publicznych zlokalizowanych na zachodzie Europy i w bogatych państwach arabskich, zaś dziś ten proceder przeniósł się na rzesze uchodźców), oszustw finansowych (tak przepadły miliony euro kierowane na pomoc dla Kosowa, a które w porozumieniu z kosowskimi klanami mafijnymi zdefraudowali urzędnicy z Brukseli – UNMIK i EULEX – oddelegowani do pomocy w organizowaniu administracji kosowskiej na wzór europejski. Wreszcie na wielu reprezentantach elit Kosowa, zajmujących eksponowane stanowiska rządowe i parlamentarne, ciążą bardzo poważne zarzuty – sformułowane oficjalnie przez Carlę del Ponte czy szwajcarskiego senatora Dicka Marty’ego (którzy zajmowali się profesjonalnie tymi problemami): handel narządami ludzkimi pobranymi od osób porwanych czy zamordowanych w tym celu podczas irredenty w Kosowie (proceder ten dotyczył głównie Serbów kosowskich, ale też tych Albańczyków którzy nie godzili się z polityką UCK).
Powszechna nędza powoduje, iż rynek narządów potrzebnych do przeszczepu w klinikach na Zachodzie, USA czy Izraelu posiada w Kosowie spory potencjał (w tym biznesie – są to oczywiście dane szacunkowe – Kosowo dzierży prym w Europie).
Jak podawał w sierpniu Newsweek.pl mafijne miliony widać w Kosowie gołym okiem: w kraju o powierzchni niewiele większej od polskiego województwa działa ponad 1000 stacji benzynowych, świecących pustkami. Obok stoi nierzadko kilkupiętrowy hotel, też zazwyczaj pusty. Pralnie brudnych pieniędzy …….
W tym kraju działa ponad 30 państwowych wyższych uczelni, rozdających nic nie warte dyplomy. Zezwolenia wydaje Ministerstwo Edukacji, za symboliczną kwotę datku na rzecz ministra – która jest tajemnicą poliszynela – 50 000 euro.
Obecnie poczęto inaczej patrzeć i mówić o sprawie wsi Raczak. To od tej rzekomej zbrodni na kosowskich wieśniakach nagłośnionej odpowiednio przez media (de facto byli to polegli w boju z serbską policją bojownicy UCK) od której NATO rozpoczęło naloty na Serbię. Otwarcie mówi się o celowo zorganizowanej akcji ze strony bojowników kosowarskich celem sprowokowania tej interwencji. Co z tym fantem w takim razie zrobić ? Mleko się rozlało, problemu nie ma, albo go nie zauważamy. O moralności czy tzw. dobrych obyczajach (bądź jakimkolwiek zadośćuczynieniu – w formie dementi czy przeprosin) nikt nawet nie wspomina.
W pespektywie tych 8 lat trwania kraju zwanego Kosowem, który nie potrafił wykształcić elit zachowujących przynajmniej w drobnym stopniu standardy w europejskim mniemaniu i który bardziej w swym jestestwie przypomina Somalii, Libię (po obaleniu pułkownika Kaddafiego) czy kilka jeszcze krajów afrykańskich – pod względem funkcjonowania oraz tzw. jakości życia – rodzi się pytanie o sens, logikę i polityczne efekty (nie wspominając o kosztach) tego eksperymentu, który skomasować można w określeniu: jeden naród – dwa kraje.
Chodzi mi jednak o coś innego w tym przypominającym wędrówkę ludów problemie. Kosowo pozostaje bowiem nie tyle w jego tle, co jest jego integralną częścią. Uchodźcy z ogarniętych wojnami domowymi Syrii, Iraku, Jemenu czy tureckiego Kurdystanu, gdzie Ankara ponownie wystąpiła zbrojnie przeciwko dążeniom Kurdów do niepodległości, są problem z gatunku humanitarno-ogólnoludzkiego: pomoc poszkodowanym, zwykłe ludzkie współczucie i solidarność (choć nie przeczę, iż ów exodus może być wykorzystywany jako pas transmisyjny przez ekstremistycznych islamistów dla eksportu do Europy ludzi, idei, materiałów propagandowych etc.). A przede wszystkim do przerzutu na obszar Starego Kontynentu potencjalnych zamachowców, terrorystów czy dżihadystów (obojętnie jak ich nazwiemy). Mogą to być tzw. śpiochy, które latami będą żyły w naszych społecznościach wtapiając się w otoczenie. To bardzo poważny problem dla spec. służb i policji. Zwrócić pragnę jednak uwagę na dwa inne aspekty bezpośrednio związane z Kosowem, a pomijane w dyskusjach dotyczących uchodźców. Mafia albańska jest jak podają źródła jedną z najlepiej zorganizowanych narodowo-klanowych struktur tego typu w Europie i USA. Opiera się o więzy klanowe, gdzie jak we wszystkich społecznościach o tradycyjnym i konserwatywnym rodowodzie – przykłady z innych rejonów Bałkanów, a przede wszystkim z południa Włoch, Sycylii i Sardynii, także Korsyki, Kaukazu, interioru Turcji potwierdzają tę regułę – nie werbuje się członków. W nich trzeba się urodzić, być w jakimś sensie spokrewnionym z bossami klanu. Klany albańskie rządzą się specyficznym kodeksem honorowym zwanym Kanuni i Lekë Dukagjinit. Regulował on w przeszłości najdrobniejsze szczegóły wszelkich sfer życia zbiorowego i prywatnego, poczynając od sposobu i form przywitania gościa w domu, przez model wypasania owiec w górach (znaczna część Albanii i Kosowa to tereny górskie i górzyste przedgórza, gdzie hodowla od wieków stanowiła podstawę egzystencji miejscowej ludności obok przemytu, kontrabandy i wypraw łupieskich na południe, do Epiru), korzystania z wody której w tych regionach zawsze brakowało, po zasady wendetty. Od XIX wieku Kanuni powoli zanika. Ostateczny cios zadają mu rządy komunistów w Albanii i Jugosławii, choć niektóre elementy – zwłaszcza te które mówią o krwawej zemście w razie śmierci w wyniku zabójstwa członka klanu, podległości i hierarchii w klanie oraz zachowania tajemnicy – funkcjonują nadal.
Do tego dochodzi specyficzny język – albański to mowa wyalienowana z rodziny języków indoeuropejskich, nie podobna do żadnego języka ani na Bałkanach ani tym bardziej w Europie Zachodniej, przez co niezwykle utrudniający dotarcie do owych wspólnot i struktur (brak odpowiedniej ilości tłumaczy czy osób znających biegle ten język). No i religia – większość Albańczyków to muzułmanie. Co prawda w podstawowej masie jest to wersja islamu light, ale zainwestowane w budowę meczetów i medres miliardy petrodolarów (zarówno w Kosowie jak i w Albanii właściwej), w edukację na płw. Arabskim rzeszy mułłów i przewodników duchowych, muszą dać za jakiś czas określony, purytański, wahhabistyczny efekt. Podobnie miała się (i ma) rzecz w sąsiedniej Bośni. Arabia Saudyjska jest głównym sponsorem rozprzestrzeniania się tej właśnie wersji religii Mahometa, która jest doskonałą płaszczyzną dla ideologii islamistycznej.
No i wreszcie na koniec – zasadniczy element związany z potokiem uchodźców podążających przez Bałkany do granic Unii. Szlak musi wieźć (i wiedzie) od Grecji, przez Macedonię, Kosowo do Serbii, a potem na granicę z Węgrami lub Chorwacją. Abstrahuję już od wspominanego udziału Kosowarów w przemycie, transporcie czy przerzucie tych dziesiątek tysięcy ludzi na granice unijne (przy stanie gospodarki i jakości życia jest to aktualnie doskonałe – i jedynie pewne – źródło utrzymania rzesz obywateli Kosowa). Serbia informuje Europę, iż wzdłuż szos i linii kolejowych wiodących do granic Unii Europejskiej od początku wspomnianego exodusu znajdować można setki, dziś – tysiące, paszportów wystawionych przez administrację Kosowa. Ocenia się, iż od początku tego roku Kosowo opuściło około 300 000 ludzi (niektóre źródła mówią nawet o 0,5 mln).
Apele władz o pozostanie nie dają rezultatu. Ostatnio późną wiosną apelował o to w orędziu Premier Edi Rama. Kraj wyraźnie się wyludnia, znikł entuzjazm z racji uzyskanej niepodległości, panuje apatia i wszechogarniająca potrzeba emigracji, ucieczki, wyjazdu; głównie do Niemiec, Szwajcarii czy Szwecji (gdzie znajdują się skupiska Albańczyków; potwierdza to klanowo-plemienną strukturę funkcjonowania mniejszości albańskich także za granicami Albanii czy Kosowa).
Taki efekt daje wg mnie – niezwykle popularna w mainstreamie i elitach – dewiza mesjanizmu demokratycznego uprawianego w sposób irracjonalny i nierealistyczny (jako typowe chciejstwo i koncert pobożnych życzeń) przez dzisiejsze elity Zachodu. Miało to miejsce zarówno w odniesieniu do Bliskiego Wschodu, Libii czy właśnie Kosowa.
W kontekście Kosowa z początkiem wiosny br. jeden z komentatorów Der Spiegel podczas dyskusji telewizyjnej (kanał ZDF) nad całokształtem zagadnień związanych z problemami stwarzanymi przez istnienie Albanii-bis (jak niektórzy nazywają Kosowo) miał powiedzieć narzekającym przedstawicielom elit politycznych z Berlina i Brukseli: „Chcieliście tego bękarta to go utrzymujcie”.
Wydźwięki tego artykułu nie jest przeciwny przyjęciu uchodźców, którzy są na prawdę pokrzywdzeni przez los czy sytuację. Materiał ten ma na celu przypomnienie o czymś, co we współczesnej polityce stało się – jak widać po Kosowie, Libii, Iraku czy wcześniej Erytrei (gdzie Isajas Aferweki przedstawiany był podczas secesji Erytrei jako szczery demokrata, niosący wartości Zachodu, a aktualnie okazuje się dyktatorem i ciemiężcą nie gorszym od Husajna i Kaddafiego, usuniętych siłą przez militarne interwencje Zachodu) – towarem deficytowym: odpowiedzialność i myślenie jak w szachach, na kilka przynajmniej ruchów do przodu.
Demokratyczny mesjanizm bez kontekstu kulturowego, socjologicznego, cywilizacyjnego (w tym mieszczą się zagadnienia stosunków religijnych na danym obszarze i uwarunkowań historycznych) jest wyłącznie wańkowiczowskim chciejstwem, podyktowanym najzwyklejszymi dobrymi chęciami (bądź ignorancją) – nie chłodną analizą i racjami rozumu – a nimi to podobno jest wybrukowane jedynie piekło. „A polityka bez realizmu politycznego nie jest polityką” (Bartłomiej Sienkiewicz).

Radosław Czarnecki
O autorze wpisu:

Doktor religioznawstwa. Publikował m.in. w "Przeglądzie Religioznawczym", "Res Humanie", "Dziś", "Racjonalista.pl". Na na koncie ponad 300 publikacji. Wykształcenie - przyroda/geografia, filozofia/religioznawstwo, studium podyplomowe z etyki i religioznawstwa. Wieloletni członek Polskiego Towarzystwa Religioznawczego i Towarzystwa Kultury Świeckiej. Sympatyk i stały współpracownik Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Mieszka we Wrocławiu.

  1. Nie każdy w ue uznaje Kosowo. 2. To pestka w porównaniu z Syrią i Libią. W Syrii Rosjanie zablokowali interwencje ONZ może teraz zrobią własną. W Libii nalotami wykończono terrorystę Kadafiego ale nie zakończono wojny domowej. Większość Albańczyków poszła do Włoch i poza tymi którzy pracują dla mafii ndragethy i camorry wielkich problemów z nimi nie ma. Nie wiem co się Radku tak uczepiłeś tego Kosowa? Zachód miał patrzeć spokojnie jak Serbowie ich wykańczają?

  2. W sumie to ładnie byśmy dziś wyglądali gdyby Amerykanie nie uparli się wprowadzać demokracji w Niemczech. Fakt że nie wszędzie udaje się Amerykanom wprowadzić demokrację, ale dobrze że próbują. Mimo wszystko w Europie jest dziś lepiej niż w czasach gdy Amerykanie się Europą nie interesowali.

    1. „W sumie to ładnie byśmy dziś wyglądali gdyby Amerykanie nie uparli się wprowadzać demokracji w Niemczech.”
      Ładnie też byśmy dziś wyglądali gdyby współcześni Amerykanie uparli się wprowadzać dziś demokrację w Niemczech.

  3. Albo zobaczcie jakie spustoszenia zrobił demokratyczny mesjanizm amerykański w Korei. Gdyby nie wstrętni Amerykanie to w całej Korei byłby dobrobyt jak dziś w Korei Północnej. A tak Korea Południowa musi męczyć się z dzikim kapitalizmem.

  4. Wydaje się że po prostu Jugosławia pod rządami Tity powoli ewoluowała w kierunku serbskiego nacjonalizmu, stąd bunty w republikach. Podobnie jak ZSRR z komunizmu przeszedł do rosyjskiego nacjonalizmu ( osiedlano Rosjan w Donbasie, Łotwie, Estonii czy Kazachstanie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *