Odrodzenie religijne w Czechach!?

W wielu miastach Czech odbyły się niedawno uroczystości wskazujące, że w tym ateistycznym kraju następuje odrodzenie religijne. Dokonuje się ono w znacznej mierze pod wpływem wydarzeń w Polsce. Oto bezpośrednia relacja Alverta Janna:

Jesteśmy w Czeskich Budziejowicach. To miasto, które wydało na świat dobrego wojaka Szwejka, bohatera jednej z najgłośniejszych powieści literatury pięknej. Tu w Czeskich Budziejowicach bywał on w piwiarni i tu znajduje się muzeum poświęcone jego pamięci. Tu właśnie odbywają się centralne uroczystości pod nazwą „Odrodzenie religijne w Czachach”. Będę je dla państwa relacjonował. Na początek powiem, że Czesi to jeden z najbardziej ateistycznych narodów świata. W sondażach grubo ponad 60% odpowiada, że nie wierzy w Boga. Przyczyniła się do tego niewątpliwie wielowiekowa polityka austriackich Habsburgów. Wykorzystywali oni Kościół katolicki w celu narzucenia Czechom swojej władzy. Ale dość historii.

Zabytkowy rynek w Czeskich Budziejowicach jest dziś pełen symboli religijnych. Mnóstwo transparentów i billboardów.

Dominuje olbrzymi transparent rozwieszony na latarniach: CHCEMY KOŚCIOŁA. Nieco mniejszy głosi: NIE DAMY SIĘ.

Zwracają uwagę transparenty i billboardy głoszące: TRWAM oraz TRZYMAM. A ponadto: ALLELUJA I DO PRZODU!

Rzuca się w oczy migocący napis:

DOŚĆ SEKULARYZACJI I HOMOSEKSUALIZACJI

NIE WSZYSCY JESTEŚMY HOMOSEKSUALISTAMI

ABP JĘDRASZEWSKI SANTO SUBITO! ŚWIĘTY NATYCHMIAST!

NIE CZERWONA, ALE TĘCZOWA…

I wiele innych podobnej treści.

Ale oto pod wieczór na rynku pojawia się kościsty mężczyzna z wiązką chrustu na plecach. Pokrzykuje coś doniosłym głosem, wśród wielu słów można wychwycić najważniejsze: „Ja trwam!”. Ludzie przyłączali się do tego okrzyku i stawał się on ogólnym zawołaniem mieszkańców zasłużonego grodu.

Mężczyzna szedł powoli, szukając wzrokiem najdogodniejszego miejsca do złożenia chrustu. W końcu zatrzymał się na środku rynku i zrzucił badyle z pleców.

– Sami będziemy się palić na stosie, za nasze grzechy, za słabo wierzyliśmy, to my jesteśmy winni upadkowi Kościoła, trzeba się odrodzić – powiedział.

– Sami jesteśmy winni – powtarzał gromadzący się wokół tłumek gotowych na samospalenie. Inni gotowi byli z aprobatą przyglądać się skwierczącym w ogniu ciałom.

– Za mało chrustu – stwierdził kościsty, widząc, że nawet on by się porządnie nie spalił przy tej ilości paliwa.

Zebrani zaczęli znosić różne łatwopalne przedmioty, stare gazety, meble, ktoś taszczył rozpadającą się kanapę. Stos rósł w oczach.

– Wystarczy – powiedział kościsty i zaczął czegoś szukać po kieszeniach.

– Zapomniałem zapałek – stwierdził.

Ktoś z zebranych pospieszył mu z pomocą, pojawiło się nawet kilka pudełek. Jakiś dziad zaczął przepychać się przez zebrany tłumek.

– Ja pierwszy, ja palę się pierwszy – wykrzykiwał. – Sam sobie zapalę stos, dużo grzeszyłem, teraz trza odkupić winy – oświadczał głosem nieznoszącym sprzeciwu i wymachiwał zapalniczką.

Kościsty zaperzył się:

– Skądże znowu – powiedział równie zdecydowanie – ja grzeszyłem więcej. Należy mi się pierwszeństwo. Byłem w rządzie, brałem łapówki na okrągło, wsadzili mnie i teraz jestem tylko na przepustce. Nie chcę wracać do lochu na Hradczanach, gdzie trzymają mnie karmiąc odpadkami.

Dziad był zaskoczony, doceniał zasługi kościstego:

– Ja jestem tylko przestępcą pospolitym – powiedział – małym złodziejaszkiem i łajdakiem, żadnym tam politycznym, jak pan minister. Ale też mi się coś należy od życia, pan minister ustąpi – zakończył błagalnie.

Kościsty zastanawiał się. Dzięki długoletniej praktyce w zawieraniu trudnych kompromisów z przeciwnikami i zasadami moralnymi, szybko znalazł polityczne rozwiązanie.

– Zrobimy dwa stosy – oświadczył. – Znosić paliwo! – rozkazał zebranym.

Tłumowi nie trzeba było powtarzać dwa razy, każdy coś przyniósł i rzucił na kupę. Wszyscy krzątali się żwawo przy układaniu stosów. Ktoś zaczął się domagać, że on też chce spalić się w pierwszej kolejności.

– Ustawta sie w kolejce – powiedział kościsty. Powstał niemały mętlik, było dużo chętnych i każdy chciał być na początku.

Kościsty spojrzał po ludziach i powiedział:

– Przydałby się w kolejności ktoś tłusty do tego grillowania. Nie tylko same chude.

Propozycję przyjęto ze zrozumieniem. Dziad był jeszcze bardziej chudy niż mistrz tej całej ceremonii, zwany kościstym.

– Nie mogą być same chude – kiwano głowami ze zrozumieniem.

W tym czasie w knajpie „Pod Szwejkiem” panował harmider. Jak zwykle piwo lało się strumieniami. Śpiewano i dyskutowano.

– Szefie – krzyczał tęgi piwosz, wskazując na duży portret wiszący blisko baru – co ten nasz kardynał taki upstrzony? Much nie pilnujecie? Oczyść go pan – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.

– Kubik – krzyknął szef na chłopaka od roznoszenia piwa – weź ściereczkę i wytrzyj kardynała. Tylko uważaj, pelerynki purpurowej nie zadraśnij, i guziczków nie poobrywaj. Pilnuj, żeby mucha nie siadła.

„To jest gość” – myślał Kubik, czyszcząc kolejne partie stroju hierarchy.

Harmider w piwiarni narastał. Podejmowano coraz poważniejsze tematy.

– Nie ma piwa bez piwowara. Ktoś musiał to piwo zrobić, samo się nie zrobiło – przekonywał młody człowiek, zdradzając znajomość co najmniej drugiego z pięciu dowodów na istnienie Boga podanych przez św. Tomasza z Akwinu. – Bóg musi być – konkludował.

– To oczywiste – zakrzyknął jego towarzysz. – Co by to było, gdyby piwowara zabrakło. Z pustej beczki i Salomon nie naleje.

Atmosfera w knajpie stawała się coraz bardziej gorąca i podniosła. Zbliżał się główny punkt programu. Przed północą szef stanął na taborecie i ogłosił:

– Watykan bankrutuje. To my musimy wybrać nowego papieża! Niech żyje nasz kardynał! Niech żyje nowy papież!

– Habemus papam! Mamy papieża! – pokrzykiwali inni. – Oświetlić portret naszego dostojnika!

Po chwili w ostrym świetle reflektorów portret odkurzony przez Kubika mienił się pełnią barw, ukazując zawiłości stroju hierarchy, purpurę sutanny i peleryny przyozdobionej sznureczkiem, czerwień szerokiego pasa otaczającego obfitą talię duchownego, rząd błyszczących guziczków obciągniętych czerwonym jedwabiem. Podziwiano biret z falistego jedwabiu.

Scena ta była transmitowana na billboardach na rynku i wzbudziła olbrzymi entuzjazm.

– Habemus papam! – niosło głośnym echem po całych Budziejowicach.

W tym momencie w knajpie zaczął unosić się lekki swąd. Jakby z grilla, jakby z krematorium? – Co tu tak śmierdzi? – pytali zebrani.

Na ekranie telewizyjnym pokazano w zbliżeniu dwa rozżarzone stosy na rynku. I dwa skwierczące chude męskie ciała. I tłum ludzi wokoło, wielu stojących grzecznie w kolejce. Tym budującym akcentem kończę relację.

Wydarzenia w Czeskich Budziejowicach były transmitowane przez wszystkie główne telewizje czeskie i spotykały się z niemal powszechną aprobatą. – Alvert Jann

Czeskie Budziejowice, 1 kwietnia br.

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Polecam: „Afera z doktoratem na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego”- http://racjonalista.tv/afera-z-doktoratem-na-uniwersytecie-kardynala-wyszynskiego/

Załączone zdjęcie przedstawia rynek w Czeskich Budziejowicach.

…………………………………………………………………………

Avatar
O autorze wpisu:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *