Skrzypcom wstęp wzbroniony…

 

Wszędzie się pchają te skrzypce. W samej orkiestrze są ich dziesiątki. W klasycznym składzie kwartetu smyczkowego we dwójkę dają popalić samotnym wiolonczeli i altówce. Mało tego! Za kilka dni będę pisał recenzję płyty gdzie są tylko skrzypce i żaden już inny instrument się nie wcisnął przed mikrofon.

 

21 grudnia 2017 roku w Narodowym Forum Muzyki usłyszeliśmy zatem NFM Ensemble w składzie: Artur Tokarek – altówka, Wojciech Fudala – wiolonczela i Janusz Musiał – kontrabas. NFM Ensemble to formacja tworzona przez muzyków z Filharmoników Wrocławskich i Orkiestry Leopoldinum, występująca w różnych składach mających na celu wykonawstwo utworów o nietypowym składzie instrumentalnym. Czasem zapraszani są też muzycy gościnni, spoza NFM. Trzonem tej formacji są kontrabasista i wiolonczelista.

 

Wielką zaletą czwartkowego koncertu była wciągająca w muzyczną przygodę wirtuozeria Wojciecha Fudali i Janusza Musiała. Inną – możliwość usłyszenia kontrabasu w tak eksponowanych rolach. To piękny instrument, który jednak pozostaje zwykle w tle. Tria na altówkę, wiolonczelę i kontrabas eksponowały też znaczenie altówki, która często sytuuje się w cieniu skrzypiec. Artur Tokarek grał momentami świetnie, miał jednak trochę zgrzytnięć i rozejść czasowych. Taki a nie inny skład powinien nieco marginalizować wiolonczelę, która stała się w wielu utworach instrumentem pośrednim między altówką a kontrabasem. Tak jednak nie było, gdyż same kompozycje momentami mocno wiolonczelę eksponowały.

 

Innym atutem koncertu było ukazanie dzieł nieznanych twórców, które okazały się być bardzo dobrymi utworami. Cały repertuar koncertu był na wysokim muzycznie poziomie, bez żadnych estetycznych „tąpnięć”, czy naiwnych pastiszów i (lub) aranżacji muzyki operowej na przykład. Utwory Michaela Haydna i Ludwiga van Beethovena oczywiście błyszczały jak diamenty na tym tle, ale nie był to blask światła nad jakąś muzyczną przepaścią, lecz błyszczenie na zasadzie „primus inter pares”.

 

Koncert rozpoczęło Divertimento C-dur na altówkę, wiolonczelę i kontrabas Antona Albrechtsbergera (1729–ok. 1772). Kompozytor był bratem słynnego Johanna Georga, ostatniego wielkiego kontrapunkcisty, nauczyciela Beethovena. Jego biografia nie jest zanadto znana, lecz wiemy, iż przed pobytem w Ołomuńcu, gdzie zniknął z kart historii działał przez dwa lata w Nysie. Utwór, będący tak naprawdę rasową sonatą, zaskoczył mnie swoją dojrzałością i wyważonym pięknem. Był to czysty niemal klasycyzm, pełen dobrych proporcji i pozwalający się delektować swoją strukturą. Utwory, takie jak ten, powstawały zazwyczaj dla amatorów muzykowania wspartych przez profesjonalnych muzyków. Nie było wówczas płyt ani YouTube, zatem ludzie musieli sami sobie dostarczać muzyki. W oświeceniu muzyka była stawiana na równi ze sportem, filozofią i wieloma innymi cnotami, zatem oświeceni arystokraci i – coraz częściej – mieszczanie, mieli ambicje nie tylko by słuchać muzyki, ale również by w niej uczestniczyć.

 

 

Kolejnym dziełem zaprezentowanym na koncercie był Duet Es-dur na altówkę i kontrabas Kr. 219 Carla Dittersa von Dittersdorfa (1739–1799). Zaczął on komponować dość późno, w wieku 32 lat, gdy był kapelmistrzem na dworze biskupa wrocławskiego Philippa Gottharda von Schaffgotscha. Dwór biskupa, wywodzącego się z najbardziej wpływowego rodu śląskich magnatów, był ulokowany na zamku Johannesberg w Javorníku. Dittersdorf należał do najbardziej cenionych kompozytorów swoich czasów, a pomagał mu w pięciu się na szczeblach sławy nie tylko talent, ale i tytuł szlachecki, który otrzymał za inne od muzycznych zasługi. Kompozytor przyczynił się do rozwoju singspielu, zaś na jego wynalazkach w niemieckiej operze komicznej wzorował się sam Mozart. Również w swoich Duecie dał nam Dittersdorf przykład swojego kompozytorskiego kunsztu, łącząc wysoką ruchliwość altówki z potęgą brzmienia kontrabasu. Nie było w tym utworze „dźwięków środka”, czyli wiolonczeli, musiał zatem Dittersdorf posłużyć się bogatym koloryzmem. Powstała w ten sposób kompozycja z jednej strony malowniczej, z drugiej zaś bogata w zróżnicowaną emocjonalność. Obydwaj muzycy grali to dzieło znakomicie.

 

Po Dittersdorfie usłyszeliśmy Trio na altówkę, wiolonczelę i kontrabas op. 1 nr 1 Leopolda Hofmanna (1738–1793). Hofmann też był jednym z najbardziej znanych kompozytorów swojej epoki, zaś Mozart starał się o objęcie po nim stanowiska w katedrze św. Szczepana w Wiedniu. Choć Hofmann uchodził za ważnego kodyfikatora stylu klasycystycznego w muzyce, jego dzieło było, moim zdaniem, najsilniej odwołującym się do baroku. Tak czy siak dawało ono możliwość zaprezentowania się muzykom w sposób dynamiczny i ekspresyjny i tak też się stało.

 

Po przerwie usłyszeliśmy dzieło w innym stylu. Bernhard Romberg (1767–1841) w swoim Trio e-moll na wiolonczelę koncertującą, altówkę i kontrabas op. 38 nr 1 dał upust estetyce już postbeethovenowsko romantycznej, a poza tym nie zdecydował się na rzeczywisty, kameralny dialog między instrumentami. Stworzył on mały koncert – instrumentem solowym była wiolonczela, zaś kontrabas i altówka służyły do akompaniamentu, bardzo zresztą zręcznego, mającego w sobie dużo przestrzeni. Wiolonczelista Wojciech Fudala zagrał swoją wirtuozerską partię znakomicie.

 

Po Rombergu na koncercie nadszedł czas na twórcę romantyzmu, czyli Beethovena. Usłyszeliśmy jego Duet Es-dur na altówkę i wiolonczelę WoO 32 „Dla dwóch okularników obbligato”. Choć nie jest to bardzo znany utwór Beethovena i choć wszystkie utwory zaprezentowany na koncercie były ciekawe i starannie zakreślone, to jednak wraz z pierwszą częścią duetu znalazłem się w zupełnie innym świecie. To już nie było słuchanie muzyki, ale bycie w muzyce. Każda relacja dźwięków stała się czymś oczywistym, naturalnym jak oddech, a nie czymś „słuchanym”, ocenianym i odbieranym z oddali. Tak to już bywa, gdy nagle pojawia się jeden z największych artystów wszechczasów w swoim dziele. Utwór młody podówczas Beethoven stworzył około 1796 roku dla przyjaciela, wiolonczelisty amatora, Nikolausa Zmeskalla von Domanovecza. Partię altówki Beethoven przeznaczył dla siebie. Domanovecz używał okularów, zaś Beethoven nie, zatem tytuł dzieła jest dość tajemniczy. Być może muzycy wyrywali sobie te jedne okulary podczas grania, bo duet pełen jest żartów i przekomarzania. Na koncercie w NFM stało się odwrotnie, wiolonczelista założył okulary aby dołączyć do noszącego je na co dzień altowiolisty.

 

 

Ostatnim dziełem na koncercie było Divertimento Es-dur na altówkę, wiolonczelę i kontrabas Michaela Haydna (1737–1806), młodszego brata Józefa Haydna, który obecnie jest znacznie mniej znany niż na to zasługuje. W swoich czasach bywał przez niektórych wielkich muzyków stawiany nawet wyżej niż jego starszy brat, ja zaś uważam, że niektóre utwory Michaela dorównują tym Józefowym, choć są też zupełnie inne. Ogólnie Michael Haydn miał swój własny, odrębny styl, co w epoce klasycyzmu wcale nie było za częste i już samo to powinno za nim przemawiać. Utwór powstał w 1765 roku, zaraz po tym, jak Michael Haydn został powołany na służbę dla biskupa Salzburga. Spotykał tam Mozartów, którzy bardzo go cenili. Wolfgang Amadeusz inspirował się jego dziełami i bywało, że utwory Michaela Haydna przypisywano Mozartowi. Divertimento zaskakuje wręcz swoją prostotą i przejrzystością faktury. Na początku byłem wręcz rozczarowany. Ale później na bazie tej prostoty i chromatycznej ascezy pojawiają się rzeczy intrygująco oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Bardzo się cieszę, że NFM Ensemble sięgnął po Michaela Haydna i oddał te wszelkie niezwykłości jego stylistyki!

 

 

Jacek Tabisz
O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *