Atrakcyjność nonsensu w nauce

Zacznijmy może właśnie od nonsensu, który wywoła palpitacje u fanów logiki formalnej: nie każda nauka jest nauką. Po części nonsens ten wynika z różnicy w polach znaczeniowych między słowami nauka a angielskim science, które często (choć nie zawsze) oznacza wyłącznie nauki ścisłe. Po Polsku też czasem kontrastujemy np. filozofię z nauką, więc ta niejednoznaczność nie jest nam zupełnie obca. W dobie, gdy nauka zyskuje wielu wrogów, ale i naturalną reakcją wielu dość groteskowych „fanów”, dla których „naukowe” znaczy automatycznie „obiektywnie prawdziwe”, warto zastanowić się dokładniej o jaką naukę chodzi chociażby racjonalistom, którzy przywiązują przecież dużą wagę do poznania empirycznego, naukowego.

Trzeźwe myślenie o nauce wymaga chociażby bardziej krytycznego spojrzenia na historię nauki. Zamiast pamiętać tylko tych, których chcemy pamiętać, jak Newton, Tesla czy Einstein, warto wgłębić się w realia XIX wiecznej nauki i uświadomić sobie jak wiele z tego, co wówczas było nauką, jest dziś absolutnym nonsensem. Czy żyjemy dziś wobec tego w świadkowojehowianych czasach ostatnich dla nauki, kiedy nauka wreszcie ma zawsze rację? Raczej nie, choć trzeba przyznać, że metodologicznie poszliśmy do przodu i w porównaniu z XIX wiekiem znacznie mniejsza część z tego co dziś uważamy za naukowo dowiedzione okaże się za 50 lat bzdurą.

Jako, że wśród nauk humanistycznych daje się dostrzec trend „uściślania”, wielu humanistów stara się na ile to możliwe, trzymać przynajmniej części wytycznych metody naukowej, dla uwiarygodnienia swoich prac. Są też nauki, takie jak ekonomia, które z uwagi na swoją naturę są rozdarte między numeryczną ścisłością a społecznymi spekulacjami.

Być może chęć uściślania i posługiwania się metodą naukową wśród humanistów jest trzeźwą reakcją, na spustoszenie jakie poczyniły wcześniej wszelkie postmodernistyczne dekostruktywizmy i takie tam.

Alan Sokal, amerykański fizyk, zrobił w 1996 roku bardzo wartościowego psikusa, przekazując do publikacji w akademickim periodyku Social Text, wiodącym w dziedzinie studiów kulturowych swój tekst zatytuowany: „Przekraczając granice: w stronę transformatywnej hermeneutyki kwantowej grawitacji”. Praca była z założenia nonsensem i z grubsza proponowała uznanie grawitacji kwantowej za konstrukcję społeczną i lingwistyczną. W dniu kiedy artykuł został wydrukowany, Sokal przyznał, że to pastisz postmodernizmu zbudowany wokół najgłupszych cytatów z postmodernistycznych akademików na temat fizyki i matematyki, jakie dało się znaleźć.

Dzięki debacie, jaką wywołała publikacja, żart ten okazał się celnym ciosem w coraz bardziej rozhulaną krytykę nauki ze strony dekonstrukcjonistów, która była niczym innym jak pseuointelektualnym bełkotem racjonalizującym brak przydatności nauk ścisłych. Dobry żart tynfa wart.

No i tak humaniści zaczęli się znowu zaprzyjaźniać z metodą naukową i naukami ścisłymi. To jednak wpędziło ich w inną pułapkę. Kimmo Eriksson, matematyk z wykształcenia, który w połowie swojej kariery zajął się naukami społecznymi dostrzegł, iż matematyka w rękach humanistów często używana i interpretowana jest w sposób nazwijmy to eufemistycznie niezgodny z przeznaczeniem.

Eriksson przeprowadził ciekawe badanie potwierdzające jego hipotezę o „Efekcie matematycznego nonsensu”. Poprosił akademików obeznanych z czytaniem prac naukowych o subiektywną ocenę wartości naukowej dwóch prac. Jedna z tych prac została zmodyfikowana poprzez dodanie na końcu następującego, zupełnie niezwiązanego z treścią pracy zdania:

Do opisu efektów sekwencyjnych stworzony został model matematyczny  (TPP=T0fT0df2fTPdf) .

Okazało się, że wśród humanistów i nawet lekarzy, której dostał się zmodyfikowany tekst, znacząco więcej ankietowanych przyznało wyższą notę pracy zawierającej bezsensowny wzór matematyczny. Wśród matematyków i inżynierów efekt ten nie wystąpił.

Krytyczne myślenie nie jest więc „automatyczną” cechą każdej nauki i nawet ci najbliźsi nauce, ci którzy ją tworzą, są tylko ludźmi i popełniają szkolne błędy. Pokazuje to też jak trudno być ogólnie racjonalnym, skoro nawet eksperci nie potrafią być racjonalni w ramach swoich dziedzin.

Jakże uwalniające są od całego tego ciężaru i obowiązku są wszelkie ideologie i dogmaty.

Avatar
O autorze wpisu:

  1. Bardzo ciekawa publikacja inspirująca do myślenia. Dodaję małe uzupełnienia na temat doświadczenia A. Sokala i J. Bricmonta: http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,708995#w709002
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4765/q,RP.w.zwierciadle.globalnych.bredni

    Najbardziej zgadzam się tu z podsumowaniem: „Krytyczne myślenie nie jest więc „automatyczną” cechą każdej nauki i nawet ci najbliżsi nauce, ci którzy ją tworzą, są tylko ludźmi i popełniają szkolne błędy. Pokazuje to też jak trudno być ogólnie racjonalnym, skoro nawet eksperci nie potrafią być racjonalni w ramach swoich dziedzin.

    Jakże uwalniające są od całego tego ciężaru i obowiązku są wszelkie ideologie i dogmaty”.

    Pozdrawiam.

  2. W naukach majacych zastosowania istnieje naturalna korekta przez wykonanie doswiadczen. W naukach teoretycznych falszywe teorie moga trwac dosc dlugo.
    Przykladem korekty byla teoria eteru w fizyce do czasu kiedy wykonano doswiadczenia ktore pokazaly ze eter nie istnieje.
    Nauka czesto rozwija sie zygzakowato robiac postep niejednostajny .Tego nie nalezy nazywac bzdura lecz
    kolejnym zblizeniem do poprawnego zrozumienia rzeczywistosci. Teoria Ptolomeusza nie byla bzdura tylko pierwsza proba wyjasnienia zjawisk astronomii.
    Bzdura byly teorie Lysenki w ZSRR motywowane politycznie. Lub nazistowskie teorie rasizmu.

  3. (cytat) Raczej nie, choć trzeba przyznać, że metodologicznie poszliśmy do przodu i w porównaniu z XIX wiekiem znacznie mniejsza część z tego co dziś uważamy za naukowo dowiedzione okaże się za 50 lat bzdurą. (koniec cytatu)
    .
    Naukowo dowieść tezę można tylko w naukach formalnych, np. w matematyce. Twierdzenie udowodnione matematycznie jest prawdziwe in aeternum.
    W naukach przyrodniczych z kolei nie można udowodnić żadnej tezy pozytywnej. Można jedynie obalić jakąś tezę poprzez wskazanie kontrprzykładu. Pozytywną tezę przyrodniczą można jedynie uprawdopodobnić, ale nie udowodnić. Bo zawsze się może zdarzyć jakiś fikuśny kontrprzykład.

  4. Moim zdaniem czekają nas czasy odwrotu od nauki. Nauka staje się hermetyczna z jednej strony (problemy, sposoby ich opisu, metody rozwiązania stają się coraz trudniejsze), z drugiej strony mamy postępujący analfabetyzm naukowy (zmniejszenie liczby godzin przedmiotów przyrodniczych do mniej więcej 1/3 tego co było za ,,komuny”) podlany sosem religijnym. Owocuje to odrzucaniem nauki i powstaniem ruchów antynaukowych, np. ruchów antyszczepionkowych, głosicieli młodej Ziemi, głosicieli płaskiej Ziemi, kreacjonistów, homeopatów, tropicieli spisków naukowych itd.

  5. @Jarek Dobrzański: „warto wgłębić się w realia XIX wiecznej nauki i uświadomić sobie jak wiele z tego, co wówczas było nauką, jest dziś absolutnym nonsensem.”
    Nauka ma to do siebie, że pozwala osobom ją uprawiającym na coraz pełniejszy wgląd w obraz świata i rządzących nim prawidłowości. To niewątpliwie dobrze, że dziś naukowcy potrafią stwierdzić, iż to, co ich poprzednicy sądzili na jakiś temat ponad wiek temu, jest już nieaktualne. Oznacza to, że w danej dziedzinie dokonał się postęp.
    Warto jednak pamiętać, że nowy stan wiedzy nie musi oznaczać, iż wiedza wcześniejsza zawierała bzdury (choć i tak bywało). Czy Pana zdaniem teoria heliocentryczna była bzdurą? Wyposażeni w dzisiejszą wiedzę wiemy, że nie była prawdziwa, mimo to należy jej się szacunek, ponieważ w pewnym momencie dziejowym była najlepszą teorią wyjaśniającą funkcjonowanie świata i wytyczyła nowe korytarze, którymi można było dojść do nowych lepszych ustaleń. Pojęcie „bzdury” bywa względne.
    ***
    @Jarek Dobrzański: „trzeba przyznać, że metodologicznie poszliśmy do przodu i w porównaniu z XIX wiekiem znacznie mniejsza część z tego co dziś uważamy za naukowo dowiedzione okaże się za 50 lat bzdurą.”
    Przewidywanie tego, co nastąpi za 50 lat, to czcza spekulacja i szkoda na nią czasu.
    ***
    @Jarek Dobrzański: „Jako, że wśród nauk humanistycznych daje się dostrzec trend „uściślania”, wielu humanistów stara się na ile to możliwe, trzymać przynajmniej części wytycznych metody naukowej, dla uwiarygodnienia swoich prac. Są też nauki, takie jak ekonomia, które z uwagi na swoją naturę są rozdarte między numeryczną ścisłością a społecznymi spekulacjami.”
    Z tego, co Pan pisze, od razu widać, że Pan nie wie, czym jest metoda naukowa. Nie ma nauki bez metody naukowej, choć wiele dziedzin miewa swoje własne metodologie, więc stwierdzenie, że „wielu humanistów stara się na ile to możliwe, trzymać przynajmniej części wytycznych metody naukowej”, jest absurdalne, ponieważ każde badanie naukowe w całej rozciągłości powinno się opierać na metodach stosowanych w danej dziedzinie.
    ***
    @Jarek Dobrzański: „Alan Sokal, amerykański fizyk, zrobił w 1996 roku bardzo wartościowego psikusa, przekazując do publikacji w akademickim periodyku Social Text, wiodącym w dziedzinie studiów kulturowych swój tekst … Sokal przyznał, że to pastisz postmodernizmu zbudowany wokół najgłupszych cytatów z postmodernistycznych akademików na temat fizyki i matematyki, jakie dało się znaleźć.”
    Opowieść o Sokalu to odgrzewany kotlet. W czasie publikacji artykułu Sokala wydawnictwo „Social Text” nie korzystało z opinii recenzentów ani nie konsultowało tekstów z przedstawicielami innych dziedzin, tak więc żart Sokala pokazuje jedynie, że w tym wydawnictwie nie działo się wówczas dobrze, ale nie pokazuje niczego więcej.
    ***
    @Jarek Dobrzański: „No i tak humaniści zaczęli się znowu zaprzyjaźniać z metodą naukową i naukami ścisłymi.”
    O Pańskim rozumieniu „metody naukowej” pisałem wyżej, natomiast odwoływanie się przez humanistów do nauk ścisłych jest znacznie starsze niż metryka żartu Sokala. Proszę sobie choćby poczytać o lingwistyce informatycznej, która pojawiła się jeszcze w latach 50. XX wieku.
    ***
    @Jarek Dobrzański: „Eriksson przeprowadził ciekawe badanie potwierdzające jego hipotezę o „Efekcie matematycznego nonsensu”. Poprosił akademików obeznanych z czytaniem prac naukowych o subiektywną ocenę wartości naukowej dwóch prac.”
    Widzę, że w robocie była strona „Artykuł poparty matematyką wydaje się mądrzejszy (o 4,7%)” (http://badania.net/artykul-poparty-wzorem-wydaje-sie-madrzejszy/). Ja dla równowagi proponuję spojrzeć na tekst oryginału: Kimmo Eriksson „The nonsense math effect” (http://journal.sjdm.org/12/12810/jdm12810.pdf), gdzie jest napisane: „Participants filled in an online questionnaire. It started with questions about their qualifications, including their postgraduate degree [either Master’s degree (88%) or PhD (12%)]; the area of their degree [either humanities or social science (42%), medicine (8%), mathematics, natural science or technology (34%), or other (e.g., education) (16%)]”. Wynika z tego, że wśród badanych było 12% doktorów i 88% magistrów, a więc trudno tę grupę nazwać akademikami. Oprócz tego nie wiadomo, jak rozkładał się podział na doktorów i magistrów w rozbiciu na poszczególne specjalności.
    ***
    @Jarek Dobrzański: „Okazało się, że wśród humanistów i nawet lekarzy, której dostał się zmodyfikowany tekst, znacząco więcej ankietowanych przyznało wyższą notę pracy zawierającej bezsensowny wzór matematyczny. Wśród matematyków i inżynierów efekt ten nie wystąpił.”
    Bardzo sensacyjne. A teraz wnioski samego Erikssona: „Presumably lack of mathematical skills renders difficult own critical evaluation of meaningless mathematics. Of course, this specific mechanism was not tested in the experiment. It is possible that the crucial difference between those with a degree in mathematics/science/technology and those with a degree in other areas is not training in mathematics but something else.”
    Polecam zwłaszcza ostatnie zdanie, w którym autor badania stwierdza, że nie przebadał mechanizmu odpowiedzialnego za taki a nie inny wynik eksperymentu i że stwierdzona różnica w wynikach uzyskanych przez poszczególne grupy może wynikać z przyczyn innych niż wyszkolenie w zakresie matematyki.
    Ale gdyby doczytać tekst Erikssona do tego miejsca, nie byłoby sensacyjki, ani na portalu badania.net, ani u Pana.

    1. (cytat) Czy Pana zdaniem teoria heliocentryczna była bzdurą? Wyposażeni w dzisiejszą wiedzę wiemy, że nie była prawdziwa (koniec cytatu)
      .
      Każda teoria naukowa oparta jest na modelu. Model z definicji jest uproszczony i przedstawia istotne (wg jego twórcy) cechy, a pomija nieistotne. Skoro jest uproszczony i nie uwzględnia wszystkiego, zatem obiektywnie patrząc jest nieprawdziwy, jest tylko konstruktem myślowym. Jeżeli będziemy się ściśle trzymać pojęcia prawdy, to każda teoria naukowa jest nieprawdziwa.

    2. Dziękuje za poświęcenie czasu na wnikliwą analizę tekstu. Duża część tego co w XIX było nauką jest dziś bzdurą, nigdzie nie twierdzę jednak że cała ówczesna nauka jest bzdurą – Kopernika należy raczej ustawić w rzędzie z Newtonem i innymi wielkimi. Newtona wciąż używamy w obliczeniach mimo że jego model nie opisuje dokładnie rzeczywistości. Moje czcze spekulacje (ja to nazywam hipotezą) o tym co będzie za 50 lat nie mają na celu analizowanie przyszłości, tylko służą do refleksji nad teraźniejszością bo są duże szanse że część z tego co dzisiaj jest nauką będzie za 50 lat bzdurą. Nie jest to założenie szczególnie kontrowersyjne i wynika z obserwacji postępu w nauce i założenia że będzie on trwał. Metoda naukowa nie jest konstrukcją binarną tzn albo się ją stosuje albo nie. To zbiór zaleceń metodologicznych i można się ich trzymać w większym lub mniejszym stopniu. Do tego dochodzi problem ze ścisłym zdefiniowaniem zakresu 'nauki'. Są dyscypliny akademickie które mają tradycje bardziej spekulatywne, filozoficzne, co nie czyni ich mniej wartościowymi, ale chęci albo możliwości stosowania metody naukowej są w nich ograniczone. Są też dyscypliny wręcz podejrzane metodologicznie jak na przykład psychologia ewolucyjna z jej problemami z falsyfikowalnością. Praktyka stosowania metody naukowej tak mocno jak tylko się da nie wygląda tak różowo i to nie tylko w dyscyplinach humanistycznych. Żart Sokala to odgrzewany kotlet głównie dlatego, że miał miejsce w 1996 co wyklucza możliwość bycia świeżym schaboszczakiem. Social Text był wówczas najbardziej prominentnym czasopismem kulturoznawczym w USA, którego kolegium redakcyjne składało się z wybitnych socjologów, politologów itp. Sokal chciał udowodnić że takie grono przepuści do druku nonsens i mu się udało. Tłumaczenia redakcji są więc słabe bo minimum etyki i profesjonalizmu dziennikarskiego nakazuje nie puszczanie czegoś czego się nie rozumie. Peer review też niczego nie gwarantuje czego dowodzi chociażby publikacja Macieja Giertycha w najbardziej przecież prestiżowym Nature o dinozaurach żyjących równolegle z ludźmi. Co do badania Ericksonna, nigdzie nie twierdze, jak Pan sugeruje, że różnica w wyszkoleniu w zakresie matematyki to interpretacja wyników. Powtarzam jedynie za Erickssonem, że u matematyków i inżynierów efekt nie wystąpił – proszę się wczytać. I nie, nie korzystałem z badania.net jak Pan wydaje się jasnowidzieć tylko oryginalnej pracy, ale dziękuję za linka. Ericksson pisze we wstępie, że uczestników ankiety rekrutował spośród osób z doświadczeniem naukowo badawczym w danej dziedzinie, czyli osób które powinny rozumieć co czytają. Samej pracy nie traktuję superpoważnie, chociażby na znikomą próbę statystyczną, ale wyniki są ciekawe i sugerują że warto zrobić większe badania. Podsumowując jeszcze raz dziękuje za poświęcenie czasu, ale życzę też większej woli zrozumienia i mniej złośliwości i czepialstwa, ten tekst nie jest bowiem ani atakiem na naukę ani obśmiewaniem humanistów.

      1. @Jarek Dobrzański: „Duża część tego co w XIX było nauką jest dziś bzdurą, nigdzie nie twierdzę jednak że cała ówczesna nauka jest bzdurą –”
        Nie napisałem, że Pan twierdzi, iż „cała ówczesna nauka jest bzdurą”; napisałem jedynie: „nowy stan wiedzy nie musi oznaczać, iż wiedza wcześniejsza zawierała bzdury (choć i tak bywało).” W mojej wypowiedzi nacisk padał na „bzdury”, ponieważ chciałem w ten sposób uwypuklić, że nieaktualność wielu wcześniejszych teorii nie uprawnia nas do określania ich mianem „bzdur” – po prostu z czasem zostały zastąpione lepszymi opisami. „Bzdura” w odniesieniu do dorobku naukowego (nawet nieaktualnego, ale jednak najlepszego w swoim czasie) to mało eleganckie określenie.
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Moje czcze spekulacje (ja to nazywam hipotezą) o tym co będzie za 50 lat nie mają na celu analizowanie przyszłości, tylko służą do refleksji nad teraźniejszością bo są duże szanse że część z tego co dzisiaj jest nauką będzie za 50 lat BZDURĄ.”
        Uwaga jak wyżej – nadużywa Pan terminu „bzdura”.
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Metoda naukowa nie jest konstrukcją binarną tzn albo się ją stosuje albo nie. To zbiór zaleceń metodologicznych i można się ich trzymać w większym lub mniejszym stopniu. Do tego dochodzi problem ze ścisłym zdefiniowaniem zakresu ‚nauki’.”
        Tu odniosę się do Pańskiego wcześniejszego bezzasadnego uogólnienia: „wielu humanistów stara się na ile to możliwe, trzymać przynajmniej części wytycznych metody naukowej, dla uwiarygodnienia swoich prac.” Wrzuca Pan do jednego wora jakieś anonimowe osoby („wielu humanistów”) i twierdzi, że one starają się „na ile to możliwe” być choćby po części naukowcami. Naukowcy zawsze starają się stosować metodę naukową obowiązującą w ich dziedzinie, i to w całym zakresie, a nie tylko w odniesieniu do „części wytycznych”.
        Proszę sobie poczytać o metodzie naukowej, bo Pański wywód jest w tym zakresie bardzo nieprecyzyjny.
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Są też dyscypliny wręcz podejrzane metodologicznie jak na przykład psychologia ewolucyjna z jej problemami z falsyfikowalnością.”
        Proszę o konkrety.
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Social Text był wówczas najbardziej prominentnym czasopismem kulturoznawczym w USA, którego kolegium redakcyjne składało się z wybitnych socjologów, politologów itp. Sokal chciał udowodnić że takie grono przepuści do druku nonsens i mu się udało.”
        Żart Sokala był kompromitacją dla zespołu redakcyjnego „Social Text”. Na całym świecie publikuje się jednak całkiem sporo tekstów naukowych, więc udane obnażenie nieudolności czy lenistwa jednej z redakcji nie uprawnia do wyciągania jakichś szerszych wniosków na temat całości.
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Tłumaczenia redakcji są więc słabe bo minimum etyki i profesjonalizmu dziennikarskiego nakazuje nie puszczanie czegoś czego się nie rozumie.”
        Tu akurat nie chodziło o profesjonalizm dziennikarski, bo to było czasopismo naukowe (w takim dziennikarzy nie ma).
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Peer review też niczego nie gwarantuje czego dowodzi chociażby publikacja Macieja Giertycha w najbardziej przecież prestiżowym Nature o dinozaurach żyjących równolegle z ludźmi.”
        Albo Pan czegoś nie zrozumiał w sprawie publikacji Macieja Giertycha, albo Pańska informacja jest celowo nierzetelna.
        W „Nature” (443, 890-891) z 26 października 2006 ukazał się tekst Almuta Graebscha „Polish scientists fight creationism”, w którym krytycznie opisano protest pięćdziesięciu polskich naukowców przeciw agresywnej kampanii antyewolucyjnej wszczętej przez Ligę Polskich Rodzin. W tekście opisano też starania Macieja Giertycha o włączenie kreacjonizmu do programu nauczania biologii: „Giertych’s father, Maciej Giertych, is an LPR member in the European Parliament and is lobbying for obligatory inclusion of creationism in Polish biology curricula. Maciej, who holds a PhD in tree physiology from the University of Toronto, Canada, claims darwinian evolution is refuted by scientific evidence.” (http://docslide.us/documents/polish-scientists-fight-creationism.html)
        Wspomniana przez Pana publikacja Macieja Giertycha ukazała się w „Nature” (444, 265) z 16 listopada 2006 (http://www.nature.com/nature/journal/v444/n7117/full/444265d.html) i jest po prostu reakcją na ten tekst. Nie jest to żaden artykuł naukowy (więc nie wymaga recenzentów), a jedynie odpowiedź na tekst informujący o działaniach Macieja Giertycha (nie wyobrażam sobie, żeby redakcja „Nature” miała nie opublikować stanowiska Giertycha w sprawie dotyczącej jego osoby).
        ***
        @Jarek Dobrzański: „Co do badania Ericksonna, nigdzie nie twierdze, jak Pan sugeruje, że różnica w wyszkoleniu w zakresie matematyki to interpretacja wyników.”
        Ja niczego nie sugeruję.
        Napisał Pan wcześniej: „No i tak humaniści zaczęli się znowu zaprzyjaźniać z metodą naukową i naukami ścisłymi. To jednak wpędziło ich w inną pułapkę.”
        Z Pańskich słów wynika, że humaniści dopiero po żarcie Sokala „zaczęli się znowu zaprzyjaźniać z metodą naukową”, tak jakby wcześniej nie byli z nią „zaprzyjaźnieni”, czyli pewnie radośnie pletli, co im ślina na język przyniosła. Z Pańskich słów wynika poza tym, że humaniści zaczęli się też wówczas „zaprzyjaźniać z … naukami ścisłymi”, co „jednak wpędziło ich w inną pułapkę” – i tu zaczyna się opowieść o badaniu Erikssona. Innymi słowy, z Pańskiego wpisu wyłania się taki obraz, że humaniści zaczęli się bawić w stosowanie nauk ścisłych, ale to nie wychodziło im dobrze („matematyka w rękach humanistów często używana i interpretowana jest w sposób nazwijmy to eufemistycznie niezgodny z przeznaczeniem”), a efekty tego widać w gorszych wynikach wspomnianego badania („Krytyczne myślenie nie jest więc „automatyczną” cechą KAŻDEJ nauki”). Domyślam się, że ta nie „KAŻDA” nauka, to pewnie humanistyka.
        A na marginesie mam pytanie: skoro – jak Pan twierdzi – korzystał Pan z oryginału, dlaczego nie przywołał Pan mało spektakularnej interpretacji wyników dokonanej przez samego Erikssona, a pozostał w sferze niedopowiedzeń?

        1. Bzdura to rzeczywiście określenie mało eleganckie, ale zabieg był celowy. Przeszły stan nauki składa się z rzeczy wciąż prawdziwych, częściowo prawdziwych, nieprawdziwych dziś ale wciąż niosących jakąś wartość poznawczą wtedy, ale również ewidentnych bzdur i ślepych zaułków.

          Nauka jak trafinie sugerował Janusz porusza się zygzakiem, ale wg mnie nie tylko – również zderza się czasem ze ścianą. Uwypuklam bzdurę właśnie dlatego, że z dzisiejszej perspertywy nie jesteśmy w stanie ustalić co ewentualnie okaże się ślepym zaułkiem nauki dlatego dogmatyczna pewność że współczesna nauka niezmiennie i zawsze tworzy najlepszy możliwy model rzeczywistości nie jest racjonalna. I tak jak mieliśmy frenologię w XiX w, która była wtedy nauką i nawet przyczyniła się do wykształcenia pierwszych metod badania mózgu, a która dziś po prostu bzdurą jest, tak również dziś możemy podejrzewać że pewne gałęzie nauki okażą się bzdurą. Możemy chociażby podejrzewać o to psychologię ewolucyjną, gdzie formułuje się intuicyjne hipotezy, których testowalność jest bardzo trudna albo niemożliwa. PE zbiera też notorycznie baty od biologów ewolucyjnych, że nie aktualizują swojej wiedzy najnowszą wiedzą biologiczną i wciąż są na etapie twierdzeń w rodzaju: dziewczyny wolą różowy bo kiedyś musiały umieć zbierać owoce leśne.

          Celem Sokala było pokazanie niebezpiecznego trendu, który po prostu istniał. Postmodernistyczna myśl była wtedy bardzo wpływowa i coraz bardziej atakowała nauki ścisłe. Numer Social Text w którym ukazał się artykuł Sokala był specjalnym wydaniem poświęconym przedstawicielom dyscyplin ścisłych, którzy wreszcie zrozumieli i zaakceptowali myśl postmodernistyczną, więc dowcip był podwójnie udany. Skoro dowcip ośmieszał jedynie redakcję, skąd całe trzęsienie ziemi w środowisku, które nastąpiło potem. Sukces Sokala to lawina dyskusji jakie wywołał dowcip. Moim zdaniem miało to wpływ na przewartościowania w naukach humanistycznych i może mieć coś wspólnego z obserowanym dziś trendem 'scjentyfikacji' nauk humanistycznych, coraz większej preferencji dla metod kwantytatywnych itp. To oczywiście hipoteza i można z nią dyskutować podając kontrfakty.

          Metoda naukowa wykształciła się w naukach przyrodniczych i przecież oczywiste jest, że jej adaptacja w naukach społecznych rodzi wiele problemów, a obecne trendy sprawiają, że jest stosowana czasem na siłę i mamy marne eksperymenty na trudno interpretowalnych danych, słabych próbach statystycznych, grunt żeby była kwantyfikacja. W efekcie akademicy, których siłą i domeną jest myślenie jakościowe, silą się na metody ilościowe (ciekawie pisze o tym np Roger Scruton: http://www.thenewatlantis.com/publications/scientism-in-the-arts-and-humanities ). 

          W sprawie Giertycha ma Pan rację, coś źle zapamiętałem. Ale po części dlatego, że było mnóstwo protestów w sprawie publikacji odpowiedzi Giertycha, że nawet to niebezpiecznie uwiarygadnia nonsensowne argumenty i nie powinno mieć miejsca. Mogłem po prostu posłużyć się innym przykładem na problematyczność procesu recenzowania, chociażby eksperymentem Richarda Smitha z British Medical Journal, który wprowadził 8 błędów do pracy, którą wysłał kilkuset recenzentom. Żaden nie znalazł więcj niż 5 błędów, średnio znajdowali dwa, a 20% nie znalazło żadnego.

          Wreszcie Eriksson. Nie uważam, że to co napisałem jest niedopowiedzeniem. Być może Eriksson miał lepsze wyczucie czytelnika odgadując możliwe nieuprawnione konkluzje. Mnie interpretacja że to wyszkolenie z matematyki niezbyt nawet zainteresowała. Bo efekt matematycznego nonsensu jest raczej czysto psychologiczny i wynika raczej ze stosunku do matematyki, jej postrzegania, a nie umiejętności. To tylko potwierdza jego nieformalne obserwacje, że humaniści darzą matematykę pewną estymą i nabożnością, co może prowadzić do jej nadużywania albo używania bezcelowego, nie wnoszącego nic do merytoryki pracy.

           

           

          1. @Jarek Dobrzanski: „Przeszły stan nauki składa się z rzeczy wciąż prawdziwych, częściowo prawdziwych, nieprawdziwych dziś ale wciąż niosących jakąś wartość poznawczą wtedy, ale również ewidentnych bzdur i ślepych zaułków.”
            Trzeba było tak od razu napisać (choć słowo „prawdziwy” lepiej zastąpić słowem „aktualny”), brzmi to bowiem znacznie lepiej niż „jak wiele z tego, co wówczas było nauką, jest dziś absolutnym nonsensem” czy „część z tego co dziś uważamy za naukowo dowiedzione okaże się za 50 lat bzdurą”, tak że nie musielibyśmy roztrząsać kwestii „bzdur” („absolutnego nonsensu”).
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „mieliśmy frenologię w XiX w, która była wtedy nauką i nawet przyczyniła się do wykształcenia pierwszych metod badania mózgu”
            W tym kontekście proponuję się skupić na ostatniej części zdania: „nawet przyczyniła się do wykształcenia pierwszych metod badania mózgu”. Coś, co przyczyniło się do uzyskania lepszego obrazu świata, moim zdaniem na miano „bzdury” nie zasługuje, nawet jeśli było błędne.
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „tak również dziś możemy podejrzewać że pewne gałęzie nauki okażą się bzdurą. Możemy chociażby podejrzewać o to PSYCHOLOGIĘ EWOLUCYJNĄ, gdzie formułuje się intuicyjne hipotezy, których testowalność jest bardzo trudna albo niemożliwa. PE zbiera też notorycznie baty od biologów ewolucyjnych, że nie aktualizują swojej wiedzy najnowszą wiedzą biologiczną i wciąż są na etapie twierdzeń w rodzaju: dziewczyny wolą różowy bo kiedyś musiały umieć zbierać owoce leśne.”
            Prosiłem Pana o konkrety dotyczące sugerowanej przez Pana słabości metodologicznej psychologii ewolucyjnej. Powyższy fragment nie przypomina mi opisu z rzetelnej publikacji. Skoro zarzuca Pan coś psychologii ewolucyjnej, proszę wskazać na autorów, tytuły, przywołać ich hipotezy (najlepiej w formie cytatu, w miarę możności z linkiem), proszę wskazać na krytykę ich poglądów (też ze stosownymi odniesieniami). Być może ma Pan rację, ale to trzeba wykazać.
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „Skoro dowcip ośmieszał jedynie redakcję, skąd całe trzęsienie ziemi w środowisku, które nastąpiło potem. Sukces Sokala to lawina dyskusji jakie wywołał dowcip.”
            Redakcja czasopisma naukowego nie funkcjonuje w oderwaniu od środowiska, któremu służy. Gromadzi ona ludzi, którzy ją obsługują, ale też w niej publikują (choć publikujących jest znacznie więcej niż uczestniczących w redagowaniu prac). Taka wpadka jak po publikacji tekstu Sokala uderza w środowisko z nią związane, a jest to przecież jednocześnie środowisko naukowe, więc jest dla mnie zupełnie zrozumiałe, że po czymś takim zamieszanie było spore – i słusznie.
            Powtarzam jednak, że z afery Sokala nie należy wyciągać wniosków dotyczących humanistyki w ogólności.
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „mamy marne eksperymenty na trudno interpretowalnych danych, słabych próbach statystycznych, grunt żeby była kwantyfikacja.”
            Problem słabych grup statystycznych zwykle nie wynika z braku świadomości badaczy, że te grupy są za małe, lecz po prostu z braku środków finansowych na porządne badania, zakrojone na szeroką skalę (z zadowalającą grupą statystyczną). To jest problem zupełnie innej natury. A że ludzie robią badania na małych grupach – cóż, ich praca polega między innymi na działalności badawczej, więc wybór sprowadza się często albo do zrobienia badania na małej grupie, albo do niezrobienia żadnego badania.
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „Mogłem po prostu posłużyć się innym przykładem na problematyczność procesu recenzowania”
            Mógł Pan, tyle że ja nie twierdzę, iż proces recenzowania nie rodzi problemów, co bynajmniej nie oznacza, że recenzowanie jest zbędne.
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „Być może Eriksson miał lepsze wyczucie czytelnika odgadując możliwe nieuprawnione konkluzje.”
            Tu nie chodziło o wyczucie czytelnika, lecz o przyznanie, że mechanizm zaobserwowanego zjawiska nie został przebadany.
            ***
            @Jarek Dobrzanski: „Bo efekt matematycznego nonsensu jest raczej czysto psychologiczny i wynika raczej ze stosunku do matematyki, jej postrzegania, a nie umiejętności.”
            To są spekulacje. Komentarz jak wyżej.

  6. „Czy Pana zdaniem teoria heliocentryczna była bzdurą? Wyposażeni w dzisiejszą wiedzę wiemy, że nie była prawdziwa, ”
    Skad wytrzasnąles ze „teoria heliocentryczna jest nieprawdziwa”? Przeciez wszystkie sposoby opisania ruchu planet są prawdziwe. Umieszczenie w srodku Słonca zamiast Ziemii po prostu prowadzi do prostszego modelu, łatwiejszego opisu, łatwiejszych obliczen. Nie ma niczego „nieprawdziwego” ani u Ptolemeusza, ani Kopernika.

    1. Jeśli potraktować te modele tylko jako „kalkulatory” do obliczania położenia obiektów na nieboskłonie, to ma pan rację.
      No ale jednak to heliocentryczny model pozwolił przybliżyć się do głębszego wyjaśnienia ruchu planet, czyli do teorii grawitacji. Model Ptolemeusza nie pomógłby w tym.

    2. @Lucyan: „Skad wytrzasnąles ze „teoria heliocentryczna jest nieprawdziwa”?”
      Pisałem o przeszłości i chodziło mi o heliocentryzm historyczny zakładający, że Słońce znajduje się w centrum Wszechświata.

  7. Skoro roztrząsanie 'bzdury' i 'nonsensu' sprowadza się to tego czy to lepiej albo gorzej brzmi to tak naprawdę rozmawiamy sobie, że 'ja bym to napisał inaczej'. Tekst jest z założenia publicystyczny, nie naukowy i z konieczności (czas) syntetyczny, zawiera spekulacje, uogólnienia i intelektualne prowokacje takie jak celowe użycie słów bzdura i nonsens. Sokal zresztą napisał całą książkę na podobne tematy pt. „Fashionable Nonsense”. Frenologia jak najbardziej zasługuje na miano bzdury, dlatego że szkodliwość społeczna tej nauki znacznie przewyższała jej rzeczowy wkład. Główne założenie tej nauki było po prostu całkowitym nonsensem i nie widzę sensu wygładzania tej oceny, podobnie jak w przypadku rasizmu naukowego. Nie można zapominać, że nauka może być potencjalnie niebezpieczna i wymaga surowych ocen. Jeżeli z afery Sokala nie można wyciągać wniosków wobec nie tylko humanistyki ale całej nauki, to nie można niczego uogólniać, bo każde uogólnienie potencjalnie kogoś krzywdzi. Trendy i mody w nauce istnieją i niektóre z nich nie są słuszne. Czy Sokal twierdzi, że cała humanistyka jest nienaukowa? Czy ja tak twierdzę? Co do psychologii ewolucyjnej zatrzymajmy się na chwilę bo mam fajną propozycję. A może tak zamiast Pan metodycznego skanowania każdego zdania powyższego tekstu a ja spędzający czas na rozwijaniu krótkiego tekstu w komentarzowy elaborat, mógłby Pan zapoznać się po prostu z istniejącą krytyką psychologii ewolucyjnej i kontrowersjami wokół niej i jakby przestać udawać że ona nie istnieje dopóki Panu tych linków sam nie wkleję. Dobry pomysł? Co do Erickssona, zapętlamy się już. Ericksson nie zbadał wyjaśnienia efektu, ale pokazał efekt, ja opisałem efekt który on pokazał, nic mniej nic więcej. Jeżeli istnieje efekt musi istnieć jakieś wyjaśnienie, co uprawnia do spekulacji. Z tym że ja nawet w oryginalnym tekście nie spekuluję tylko zostawiam temat tam gdzie zostawił go Ericksson. Różnica w wyszkoleniu z matmy być może narzuca się jako wyjaśnienie, ale przecież nie jest to wyjaśnienie wiele wnoszące do sprawy, bo różnica w wyszkoleniu to przecież fakt.

    1. @Jarek Dobrzanski: „Skoro roztrząsanie ‚bzdury’ i ‚nonsensu’ sprowadza się to tego czy to lepiej albo gorzej brzmi to tak naprawdę rozmawiamy sobie, że ‚ja bym to napisał inaczej’.”
      Mylny wniosek.
      Nie o estetykę wypowiedzi tu chodzi, lecz o zachowanie w niej pewnych proporcji, a te pojawiły się u Pana (w tym kontekście) dopiero w przedostatnim komentarzu. Zachowanie proporcji jest ważne, bo z niego często bierze się sens.
      ***
      @Jarek Dobrzanski: „Jeżeli z afery Sokala nie można wyciągać wniosków wobec nie tylko humanistyki ale całej nauki, to nie można niczego uogólniać, bo każde uogólnienie potencjalnie kogoś krzywdzi.”
      Można uogólniać, tylko trzeba wiedzieć, gdzie jest to dopuszczalne, i trzeba to robić umiejętnie. Inaczej powstają treści słabe, niemożliwe do utrzymania przez ich autorów.
      ***
      @Jarek Dobrzanski: „Co do psychologii ewolucyjnej zatrzymajmy się na chwilę bo mam fajną propozycję. A może tak zamiast Pan metodycznego skanowania każdego zdania powyższego tekstu a ja spędzający czas na rozwijaniu krótkiego tekstu w komentarzowy elaborat, mógłby Pan zapoznać się po prostu z istniejącą krytyką psychologii ewolucyjnej i kontrowersjami wokół niej i jakby przestać udawać że ona nie istnieje dopóki Panu tych linków sam nie wkleję. DOBRY POMYSŁ?”
      Jak widzę, słusznie przypuszczałem, że nie poradzi Pan sobie z tą kwestią. I tak się stało, gdy tylko od rozmowy ogólnej przeszliśmy do konkretów, a z tymi Pan miewa poważne problemy, co było doskonale widoczne we fragmencie o Giertychu, a trochę mniej doskonale widoczne w części o badaniu Erikssona.
      Pański pomysł jest lichy, bo próbuje Pan zepchnąć ciężar dowodu na rozmówcę, a to jest kiepska sztuczka erystyczna. Pan twierdzi, Pan powinien udowodnić prawdziwość swoich słów. Do dzieła!

      1. Pan trochę oderwał się od kontekstu sytuacyjnego wracając znowu do swojego pompatycznego tonu wielkiego recenzenta i jasnowidza. Dla mnie powyższa dyskusja jest straszliwie nudna bo nie wnosi pan żadnej treści, nie podaje kontrprzykładów i nie jest w stanie zanegować głównych tez artykułu, tylko maltretuje mnie jakimiś drobiazgami. Uczestniczę w niej już teraz z czystej uprzejmości (a nie intelektualnej motywacji), której limit w obliczu tego o czym napisałem tu w pierwszym zdaniu też się powoli wyczerpuje. To co proponuje być może byłoby sztuczką, gdyby kwestia istnienia kontrowersji wokół psychologii ewolucyjnej była trudna do udowodnienia albo wymagała jakiegoś dużego researchu. Pańskie negowanie istnienia tych kontrowersji dopóki ja ich nie pokaże mówi wiele o tym na ile dyskutowanie jest dla Pana procesem kompulsywnym a na ile intelektualnym.

        1. @Jarek Dobrzanski: „To co proponuje być może byłoby sztuczką, gdyby kwestia istnienia kontrowersji wokół psychologii ewolucyjnej była trudna do udowodnienia albo wymagała jakiegoś dużego researchu.”
          Jak widać, rozgłaszana przez Pana „kwestia istnienia kontrowersji wokół psychologii ewolucyjnej” jest na tyle trudna do udowodnienia, że nie zdołał Pan podać JAKICHKOLWIEK szczegółów w tym przedmiocie (zawarta we wcześniejszym komentarzu opowiastka o dziewczynach i ich preferencji do różu przypuszczalnie pochodzi z jakiegoś tekstu w prasie bulwarowej). Nie ma Pan NIC do powiedzenia w tym zakresie, a Pańska argumentacja sprowadza się do mantry „psychologia ewolucyjna jest podejrzana metodologicznie, bo przecież mówię, że psychologia ewolucyjna jest podejrzana metodologicznie”.
          ***
          @Jarek Dobrzanski: „Pańskie negowanie istnienia tych kontrowersji dopóki ja ich nie pokaże mówi wiele o tym na ile dyskutowanie jest dla Pana procesem kompulsywnym a na ile intelektualnym.”
          Po pierwsze, niczego nie neguję, bo przecież o Pańskich „rewelacjach” napisałem:
          @Quetzalcoatl: „Być może ma Pan rację, ale to trzeba wykazać.”
          A wykazać Pan niczego nie zdołał (właściwie nawet nie próbował).
          Po drugie, skoro dla Pana postulat poparcia głoszonych tez czymś więcej niż własną wiarą świadczy o „kompulsywości”, to chyba szkoda czasu na dalszą dyskusję. Nikt siebie nie przeskoczy, a skoro Pan uważa za właściwe publikowanie tekstów z treściami wziętymi z sufitu, to życzę powodzenia, choć zaznaczę, że moim zdaniem takie teksty wartościową publicystyką nigdy nie będą.
          ***
          @Jarek Dobrzanski: „Pan trochę oderwał się od kontekstu sytuacyjnego wracając znowu do swojego pompatycznego tonu wielkiego recenzenta i jasnowidza.”
          Do wykazania podstawowych braków w argumentacji polegających na nieumiejętności udowodnienia czy choćby uprawdopodobnienia zawartych treści głoszonych przez autora nie potrzeba żadnego „wielkiego recenzenta”; na czym ma polegać mój ton „jasnowidza”, chętnie bym się dowiedział (byleby tylko wyjaśnienie miało jakiś sens).
          Życzę Pan dalszej radości z tworzenia tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *