Polemika z Andrzejem Dominiczakiem a propos Richarda Dawkinsa

Od Redakcji: Pod materiałem filmowym Jaki ateizm jest najlepszy: mocny czy łagodny? Kaja Bryx, Andrzej Dominiczak i Jacek Tabisz. doszło do dyskusji na temat oceny dokonań Richarda Dawkinsa. Powodem był sam materiał, w którym Andrzej Dominiczak mocno skrytykował profesora z Oksfordu, zarzucają mu między innymi antyfeminizm i brak dystansu oraz autoironii. Dawkinsa bronili pozostali uczestnicy dyskusji – Jacek Tabisz i Kaja Bryx. Dawkins jednakże wzbudza emocje nie tylko w naszym ateistycznym kręgu. Postanowiliśmy zatem opublikować w dziale publicystyka interesujący merytorycznie wpis jednego z naszych czytelników, stanowiący polemikę z krytyką Dawkinsa dokonaną przez Andrzeja.

 

W kwestii podejścia do kobiet Richard Dawkins ma moim zdaniem poglądy bardzo feministyczne. On sam twierdził gdzieś, że język angielski jest szalenie seksistowski, podając za przykład słowo „man”, które oznacza „mężczyznę” i „człowieka” zarazem. We wstępie do drugiego wydania „Boga urojonego” autor pisze:

„Gdy feministki zaczęły zwracać naszą uwagę na seksizm języka, głos ich też z początku przynajmniej docierał jedynie do ludzi, którzy i tak mieli już świadomość, że istnieje dyskryminacja z powodu płci i że kwestia równouprawnienia jest ważna. Kwestie językowe jednak, na przykład dyskryminująca funkcja zaimków osobowych, często uchodziły uwagi nawet najbardziej „przekonanych” i zdarzało się, że zadeklarowani „antyseksiści” nieświadomie używali języka, który wykluczał z publicznego dyskursu połowę naszego gatunku.” O papieżu pisał z kolei, że „Jest wrogiem kobiet, którym zabrania kapłaństwa, jakby penis był głównym narzędziem w pracy księdza”.

Jeśli chodzi o ostatni zamach w Paryżu, to nie jest to żaden precedens, aby to dopiero po nim Dawkinsowi wolno było „uradykalnić” ton wypowiedzi. Bo był przecież 11 września i cała masa zdarzeń „pomniejszych”. Dawkins po prostu rozumie do jakiego zła prowadzi religia, więc nie czeka na kolejne zamachy, lecz po prostu działa. (Savoir-vivre’y możemy sobie darować, jeżeli w grę wchodzi sprawa wyższej wagi). Będąc osobą sławną, wykorzystuje ten fakt i robi swoje.

 

Działając nie może sobie – przy okazji – za bardzo pozwalać na autoironię, chociażby dlatego, że jego wrogowie tylko na to czekają. Dawkins w „Samolubnym Genie” zapoznaje czytelnika m.in. z podstawami tzw. teorii gier (i jej zastosowaniami w teorii ewolucji), nauki która odnosi się do tego jakie działanie jest najlepsze, żeby było możliwie skuteczne. Jego cięte riposty to trochę taki właśnie „tit for tat”. W przypadku ludzi inteligentnych (do których niewątpliwie należy Dawkins) założyć trzeba już na wstępie, że – wiedzą co robią. Działania Dawkinsa SĄ SKUTECZNE, o czym świadczy ilość wydanych przez niego książek, ilość zwolenników, czy sama jego sława. Sława pociąga za sobą to, że ktoś nasz głos usłyszy – to oczywiste. Dawkins jest trzecim „najważniejszym”, czy najczęściej cytowanym (najpopularniejszym?) intelektualistą, znanym szerokiej publiczności (według czasopism Prospect i Foreign Policy), a coś za tym idzie, nieprawdaż? Dawkins jako OSOBA SKUTECZNA rad nie potrzebuje i uciekanie się do formułek w stylu „ludzie pozbawieni autoironii są nieskuteczni” jest nie na miejscu.

 

Niektórzy ludzie usilnie oczekują od innych autoironii, ja jednak uważam, że jest to trochę aroganckie. Nieraz zdarzy się przecież, że kiedy powiemy coś prześmiewczego o samych sobie, ci którzy dołki zawistnie pod nami kopią, pociągną nasz żartobliwy wątek tak, żeby nas bardziej pogrążyć (i pilnują przy okazji, żebyśmy nie uchodzili za zdystansowanych i autoironicznych). Ale w odpowiedzi na wypowiedzi pana Andrzeja, wklejam ten oto link z wystąpieniem Dawkinsa, jako argument na to, że pan Andrzej jest w błędzie co do braku autoironicznej postawy R. Dawkinsa:


A jako przykład prawdziwej arogancji niech posłuży ten oto filmik:


Nie ma sensu rozpatrywanie kwestii  „do jakiego stopnia osiągnięcia naukowe przedstawiane przez Dawkinsa są jego, bądź nie jego”, bo on sam niczego „nieswojego” sobie nie przypisuje (czyli problem właściwie nie istnieje). W swoich książkach Dawkins bardzo pilnuje, żeby było wiadomo czyje poglądy w danym momencie przedstawia i jest w tym – moim zdaniem – szalenie pokorny, żeby nie powiedzieć ostentacyjny. Gdzieś kiedyś Daniel Dennett o sobie powiedział (Dennett wtedy miał wykład, zaś Dawkins siedział na widowni), że w zasadzie to co on sam mówi, jest już „jego własne”, pomimo że pochodzi to z książek Richarda. A jest już jego własne, ponieważ jako mem, zagnieździło się i w jego umyśle. Darwin na przykład przestał być jedynym (abstrahując od Wallace’a) „posiadaczem” wiedzy o ewolucji gatunków z chwilą, gdy wygłosił swój odczyt i opublikował książkę „o pochodzeniu gatunków”.

 

Skąd bierze się popularność Dawkinsa jako naukowca, doskonale wiadomo: jest świetnym, błyskotliwym popularyzatorem wiedzy dotyczącej teorii ewolucji, doskonale ją rozumiejącym, potrafiącym wyłapać to, co w danym momencie najistotniejsze. Jest wspaniałym pedagogiem. A oprócz tego przedstawia również i swoje własne hipotezy oraz pomysły. Pięknie syntetyzuje wiedzę pochodzącą z różnych źródeł, a ciekawa i przystępna forma, w jakiej ją ludziom sprzedaje może być zachętą dla tych doktorów i profesorów, którzy swoją wiedzę publikują w postaci mało (często i dla nich samych nawzajem) zrozumiałej, a napuszonej jak ogon indyka.

 

 

O autorze wpisu:

  1. Cenię Dawkinsa za jego wiedzę, i to że jest niezłym popularyzatorem idei racjonalistycznych (nie tylko dobre książki ale i przede wszytskim serie programów dla BBC).
    Ale niestety zgadzam się z Dominiczakiem odnośnie słów na temat ”wyznawców Dawkinsa”i robienia przez nich z niego jakiegoś nie omylnego guru. Czasem tłumaczą go niczym katolik tłumaczący nawet największą wpadkę swojego papieSZa. Co do argumentu Dominiczaka, że na jego wykładach ludzie często zachowują się jak na zjeździe religijnym to coś w tym chyba jest. Warto by się nad tym mocniej zastanowić…

    1. Podaj proszę przykłady tych – twoim zdaniem – wpadek, aby osoby czytające miały pełen obraz zagadnienia. Ja osobiście nie zanotowałem jakichś wielkich ilości wpadek, ale faktem jest, że nie mam okazji śledzić najnowszych wypowiedzi Dawkinsa.

      1. Np jego tekst o aborcji do jednej z użytkowniczek która napisała ze miała by „prawdziwy dylemat etyczny” jeśli zaszła by w ciążę, a u jej dziecka wykryto by zespół Downa. Na co Dawkins jej wyparował że cyt”Dokonaj aborcji i spróbuj jeszcze raz. Jeśli masz wybór, to byłoby niemoralne sprowadzać go na świat”. O ile nie jestem przeciwnikiem aborcji , to nie podoba mi się takie podejście…

        1. No tak, ale taka opinia nie przekreśla wszystkiego. Wrodzy Dawkinsa szukają bardzo starannie wszelkich wpadek i wszelkich rzeczywiście kontrowersyjnych wypowiedzi. Tak naprawdę nie ma ich wiele.

  2. Ja też uważam że D jest mało arogancki, ale w ogóle nie odniósł się Pan do argumentu Andrzeja że Dawkins bywa napastliwy Np. że polecal swym zwolennikom mock and ridicule religious people

    1. Tu jest ten fragment. Moim zdaniem chodzi o raczej wyśmiewanie religii, a nie o wyśmiewanie ludzi.

      „So when I meet somebody who claims to be religious, my first impulse is: “I don’t believe you. I don’t believe you until you tell me do you really believe — for example, if they say they are Catholic — do you really believe that when a priest blesses a wafer it turns into the body of Christ? Are you seriously telling me you believe that? Are you seriously saying that wine turns into blood?” Mock them! Ridicule them! In public!
      Don’t fall for the convention that we’re all too polite to talk about religion. Religion is not off the table. Religion is not off limits.
      Religion makes specific claims about the universe which need to be substantiated and need to be challenged and, if necessary, need to be ridiculed with contempt.”

      Tu komentarz niejakiego Peresa, Argentyńczyka, zgadzam się z tym podsumowaniem. Nawiązuje on do opinii piosenkarza Dolina.

      I don’t know if there is an equivalent slogan in English but in Spanish atheism we use to say Si no querés que ridiculice tus creencias, empezá por no tener creencias ridículas, that is If you don’t want that I ridicule your beliefs start by not having ridiculous beliefs.

      And I guess that what Dolina said is what Dawkins is trying to say (not very well in my opinion): stop showing respect to beliefs, don’t be afraid to speak your mind and show how absurd, ridicule and pointless are those beliefs.

        1. Dla katolików wino to krew, chleb to ciało. Może wielu myśli „heretycko”, ale tak można zbijać wszystkie dogmaty katolicyzmu, łącznie z przede wszystkim zmartwychwstaniem. Moim zdaniem Dawkins nie sugeruje w tej mowie, aby publicznie ośmieszać konkretnych katolików, ale aby kpić z ich poglądów. To jest ok. Wyraził to dość niezręcznie – fakt.

  3. Szydzić z osób czy poglądów? To raczej oczywiste.
    Ale może racjonalista powinien się raczej zastanowić, czy szyderstwo w ogóle jest właściwą metodą oddziaływania?
    .
    1. Szyderstwo odwołuje się głównie do emocji, a znacznie mniej do intelektu. Czy ateiści na pewno chcą, aby ich grono zasilali oportuniści obawiający się kpiny?
    2. Szyderstwo bardzo kiepsko pasuje do szczytnych haseł humanizmu – często ociera się o mowę nienawiści (albo po prostu nią jest).
    3. Szyderstwo zazwyczaj wzmacnia tożsamość i jedność wyszydzanej grupy, a co gorsza poszerza jej radykalny margines – buduje przekonanie o byciu „prześladowaną mniejszością”, a w efekcie prowadzi do eskalacji społecznych napięć i niszczy kapitał społeczny.

  4. A propos „wyznawców Dawkinsa”… Nie przeczę, że na pewno znajdują się i tacy ludzie, dla których Dawkins jest takim „guru”. Ale moje własne doświadczenie każe mi sądzić, że to jednak trochę przesadzone. Mieszkam w Anglii, w miejscowości będącej skupiskiem dość dużej liczby ludności muzułmańskiej. Zdażyło mi się kiedyś napotkać w centrum miasta stoisko z broszurami promującymi religię proroka Mahometa. Za stolikiem stało dwóch brodatych, ortodoksyjnie (po islamsku) ubranych rozdawaczy, a przed stolikiem na zwisającej ceracie widniał napis: „ARE YOU PRODUCT OF CHANCE?”. Od razu przypomniał mi się ten typowy antyewolucyjny argument kreacjonistów, więc chcąc sprowokować rozmowę, zacząłem się ostentacyjnie przyglądać. Wtedy zagadał mnie jeden ze stojących za stolikiem mężczyzn, któremu w trakcie rozmowy starałem się wytłumaczyć, czym – z grubsza ujmując – jest teoria ewolucji. Dowiedział się ode mnie m.in. tego, że rzeczywiście „produktem przypadku” nie jesteśmy, że rzeczywiście nikt „małpy zmieniającej się w człowieka” nie widział i że nauka nie jest, niestety „tylko jeszcze jedną religią”. I byłem chyba dość przekonujący, ponieważ w pewnym momencie mój rozmówca zaczął nerwowo machać rękami i przerywać w pół zdania. W każdym razie… pod koniec rozmowy zarzucił mi, że ja „po prostu jestem wyznawcą Dawkinsa”, że jest on dla mnie jak taka właśnie głowa jeszcze jednej instytucji wyznaniowej – nauki. Istotnie, zatrzymałem się przed stoiskiem dlatego, że z lektury książek R. Dawkinsa znałem argument: „ARE YOU PRODUCT OF CHANCE?”. I istotnie, w dużej mierze „Dawkinsem” do tego pana przemawiałem (choć w podobnych sytuacjach nie brak mi elokwencji i własnych przemyśleń). Faktem pozostaje jednak, że ani razu nazwiska Dawkinsa nie przywołałem w rozmowie. Tak więc mężczyzna, który ze mną dyskutował, znał pana Richarda, znał też zapewne (na przykład z filmików, bo nie wierzę by czytał wnikliwie książki słynnego popularyzatora) różne jego kontrargumenty, m.in kontrargument na przytoczone powyżej zdanie o człowieku, który nie może być przecież „produktem przypadku”. Dlaczego więc taka osoba ciągle drąży tę swoją „linię argumentacji”? Liczy po prostu na naiwnych, na takich co nie będą umieli się wytłumaczyć z „przypadkowości własnego istnienia”: wie, że kłamie, ale nic to – kłamstwo jest w Islamie dozwolone, nawet okłamywanie samego siebie (gdy się już wie, że ten konkretny argument jest do niczego). Islam islamem… taka mi się – w każdym razie – przygoda przytrafiła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.